Płacz Jana

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 11 października 2013 | Obszar - Góra Objawień

(26) czyli o uczuciach proroka

Płacz Jana
fot. Natalia Litkowicz

I płakałem bardzo, że nikt godny nie był znaleziony, aby otworzył księgę i wejrzał w nią.Obj. 5:4

Pewien pastor miał straszny sen. Śniło mu się, że został wezwany do umierającego człowieka, by go pocieszyć. Wyciągnął z torby swoją starą Biblię, otworzył ją i chciał przeczytać z niej najpiękniejsze miejsca o zmartwychwstaniu. Ale jego Biblia kończyła się na księdze Malachiasza...

Misja proroka jest wyczerpująca. Nie dość, że musi on wykonywać uciążliwe zadania – jak np. leżenie na boku przez ponad rok (Ezech. 4:4‑6), noszenie drewnianego jarzma na szyi (Jer. 27:2), odbywanie dalekich podróży bez jedzenia i picia (1 Król. 13:9), że bywa poddawany trudnym doświadczeniom – jak np. utrata mowy (Ezech. 3:26), konieczność poślubienia nierządnicy (Oze. 1:2) czy zakaz żałoby po śmierci żony (Ezech. 24:17) – to jeszcze często obciążony zostaje smutną wiedzą, w którą nikt nie chce wierzyć.

Jeremiasz przez czterdzieści lat bezskutecznie przestrzegał Judejczyków, by nie sprzymierzali się z wrogami Babilonii, ale poddali się panowaniu Nabuchodonozora, a wtedy być może uratują Jerozolimę przed zniszczeniem. Był wyśmiewany i prześladowany, a na koniec jeszcze musiał na własne oczy oglądać, jak spełniają się jego tragiczne przepowiednie. Bóg nie oszczędził mu też losu wygnańca.

Gdy Daniel już po niewoli babilońskiej dowiedział się, że Izraelici powrócą do ziemi tylko na pewien czas, a potem ich ziemia znów zostanie spustoszona i dopiero po długim czasie świątynia powróci do swych praw, zemdlał i był przez jakiś czas chory (Dan. 8:27). Nehemiasz, choć nie był wizjonerem, tak przejął się losem Jerozolimy, że aż popadł w chroniczny, wyniszczający smutek (Neh. 2:2).

Kiedy my, zwykli śmiertelnicy, mamy odbyć jakieś ważne spotkanie z wysoko postawioną osobistością, kosztuje nas to tak wiele sił, że choćbyśmy nic nie musieli mówić ani robić, to i tak wracamy do domu ogromnie wyczerpani. Pomyśleć tylko, jak intensywne musiały być przeżycia ludzi, którzy spotykali się twarzą w twarz z tym, co niewysłowione, co tak trudne do przekazania innym ludziom, nawet wierzącym.

Również w Objawieniu widać emocjonalne reakcje proroka. Już w pierwszej wizji Jan pada do stóp Syna Człowieczego jak martwy (Obj. 1:17). Jezus uspokaja go, by się nie bał. Ale strach nie jest emocją, nad którą łatwo panować. W kolejnej wizji Jan dowiaduje się, że nikt nie umie otworzyć i przeczytać księgi, od której otwarcia tak wiele zależy. Wtedy zaczyna bardzo płakać.

Apostoł Jezusa wiedział przecież, że Mistrz umarł jako ofiara za grzech świata, że zmartwychwstał, wstąpił do nieba, zasiadł po prawicy Ojca i dlatego godzien jest zrealizować wszystkie Boże zamierzenia. Jednak w tym momencie, gdy w otwartym niebie rozgrywa się spektakularna wizja, znajduje się on w stanie podobnym do snu, kiedy traci się częściowo pamięć i świadomość przebiegu spraw. Któż nie zna tego uczucia! Przecież na jawie od razu wiadomo, że pewne sytuacje są nierealne, że istnieje rozwiązanie. Czasami sny powtarzają się po wielekroć, a mimo to śniący za każdym razem boi się, tak jakby nie znał tej sytuacji, jakby nie wiedział, w jaki sposób się ona rozwiąże.

Janowi wydaje się, że Boży plan jest zagrożony, skoro nikt nie jest godzien, by go wykonać. To jest prawdziwy smutek. Jan nie odgrywa tej sceny, ale przeżywa ją w realny sposób. Jego uczucia są autentyczne i intensywne. Tak reaguje prorok na widzenie. To dlatego potem pada wycieńczony i potrzebuje wielu dni, by się zregenerować i osiągnąć stan gotowości do ponownego spotkania z niewysłowionym.

Każdy kto chce naprawdę uczestniczyć w wizji Bożego tronu, powinien realnie poczuć ten sam smutek, być może nawet zapłakać na myśl o tym, co byłoby, gdyby Jezus nas nie odkupił. Nawet jeśli komuś dobrze się powodzi, jeśli nie jest chory i z łaski Bożej nikt go chwilowo nie prześladuje, to przecież i tak otacza go bezmiar nieszczęścia, płaczu, choroby i śmierci. I co byłoby, gdyby rację mieli materialiści, ewolucjoniści i ateiści? Co byłoby, gdybyśmy mieli do dyspozycji tylko to jedno ludzkie życie? Gdyby dziecko umarło nie doświadczywszy radości życia, gdyby młoda dziewczyna pożegnała się ze swoim narzeczonym odchodzącym na wojnę i nigdy go już więcej nie zobaczyła, gdyby matka straciła dziecko i nie mogła go już nigdy przytulić? Czy jakieś istnienie w zaświatach byłoby w stanie wynagrodzić znękanej ludzkości te wszystkie straty?

Przebieg ludzkich spraw zapisany został w księdze. Jan wiedział, ile niedokończonych rozdziałów ona zawiera. Każdy to wie. Jak to dobrze, że znalazł się ktoś, kto umie ją otworzyć, przeczytać i pozwolić bohaterom dokończyć te co dopiero zaczęte historie. Jakaż wdzięczność rodzi się w sercu człowieka, który budzi się z koszmarnego snu i uświadamia sobie, że jest Odkupiciel, że zapłacona została cena. Jakiż smutek i rozczarowanie ogarnia serce wierzącego, gdy zderza się z niewiarą, z ewolucjonistycznym twierdzeniem, że śmierć jest jedynym sensem istnienia żywych istot, gdyż dzięki niej przyczyniają się do przetrwania i rozwoju gatunku! Jaki płacz bezsilności wyrywa się z piersi, gdy w chrześcijańskim hospicjum czyta się napis: „Sensem życia jest przygotowanie się na śmierć”. O nie! Sensem życia jest przygotowanie się na zmartwychwstanie i spotkanie z Bogiem. Taka jest właściwa prorocza emocja, która wynika z płaczu Jana i jego poczucia ulgi, gdy znalazł się jednak Baranek, podobny do tego, który uratował niegdyś życie Izaaka.

I oto słowa same układają się w pieśni uwielbienia. Ten okruch życia, który nas tutaj tak cieszy, to jedynie skromny wstęp do niekończącej się epopei, preludium wiecznej symfonii chwały. Do księgi niedokończonych rozdziałów zostaną dopisane nowe i jeszcze nowsze odcinki. Trzeba będzie doklejać kolejne karty. Zwój będzie się rozwijał bez końca. A wszystko dzięki temu, że znalazł się zabity Baranek, który godzien jest zdjąć pieczęci z księgi, złamać jej szyfry i hasła – otworzyć ją dla wiecznej chwały zmartwychwstania i społeczności całego stworzenia ze Stworzycielem. Cóż za chwała, jaka radość!

Proroctwo i wizja poruszają do łez, ale smutek trwa krótko i zaraz przeradza się w pieśń uwielbienia: Siedzącemu na stolicy i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała Wszechmogącego na wieki wieków (Obj. 5:13).


Najważniejsze pojęcia i zagadnienia

  1. Uczestniczenie w wizji angażuje emocje i jest wyczerpujące.
  2. Smutek, płacz, strach, jak i poczucie ulgi oraz radość nie są jedynie teatralnymi gestami Jana, ale autentycznymi emocjami opisanymi po to, by czytelnik mógł głęboko włączyć się w jego widzenie.
  3. Gdyby nie odkupienie i zmartwychwstanie zapewnione krwią Baranka, życie ludzi byłoby jedynie smutnym i najczęściej bezsensownym zmierzaniem ku grobowi.

W następnym odcinku: Lew i korzeń – czyli baranek jakby zabity


Cykl: Spacery z Janem po wyspie Patmos - spis wszystkich odcinków


 

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta

Komentarze (2)

  • Samuel Królak

    Samuel Królak

    15 października 2013 o 08:20 |
    Ciekawa myśl, że sam natłok intensywnych emocji wystarczy, żeby poczuć się wyczerpanym, zupełnie jakby się ciężko pracowało fizycznie. Doświadczyliśmy tego w niedzielę, na zebraniu gospodarczym i wyborach w zborze (wszystko odbyło się dobrze i zgodnie, ale jednak się przeżywa). Interesująca jest myśl z tym zwojem, do którego dopuszczony został Jezus. On, Mądrość swojego Ojca (jak Go identyfikowali pierwsi chrześcijanie), musiał jeszcze dla naszego zbawienia poznać coś więcej. Rad bym był, mogąc dowiedzieć się nieco więcej o tej "księdze". Czy była Bożą bazą danych na temat wszystkich istot? Czy zawierała kompletny plan Boży, na teraz i potem?
    • dak

      dak

      15 października 2013 o 18:03 |
      Myślę, że była i jest w pierwszym rzędzie "bazą danych", umożliwiającą odtworzenie ludzi i zjawisk. To wszystko, co tworzy "akta spraw", musi być dostępne na sądzie. Każdemu z nas ludzi będzie przedłożony rejestr nieodpokutowanych win. Być może też będą wyliczone zasługi. Także w działaniach społecznych, zbiorowych. Ale sądzę, że jest w tej księdze również rozdział poświęcony Bożym zamierzeniom i ocenom naszych ludzkich "wyczynów".

      Z dostępem jest tak, że czym innym jest mieć dostęp do kogoś, kto ma dostęp do "bazy danych", czyli móc zapytać i czasami otrzymać odpowiedź, a co innego samemu mieć dostęp do rejestrów. Wygląda na to, że po wniebowstąpieniu Jezus uzyskał pełny dostęp do "bazy" wraz ze wszystkimi kluczami i hasłami.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.