Kult bestii

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 03 lipca 2015 | Obszar - Góra Objawień

(93) czyli uzdrowienie śmiertelnej rany

Kult bestii

fot. Piotr Litkowicz

I sprawia, że ziemia i jej mieszkańcy oddają pokłon pierwszej bestii, której rana śmiertelna została uleczona. Obj. 13:12

Uczucia religijne wzmacniają wszelkie więzi międzyludzkie. Dlatego władcy często posługiwali się kultami, by umacniać swoją pozycję polityczną. Nawet religia chrześcijańska była i jest wykorzystywana jako narzędzie sprawowania władzy, choć stoi to przecież w jawnej sprzeczności z nauką Jezusa, który głosił, że Jego Królestwo nie przynależy do tego świata.

Ubóstwienie króla stanowiło element wielu systemów politycznych w starożytności. Faraon zostawał bogiem po śmierci, ale już na ziemi był czczony jako przedstawiciel niebios i pośrednik między ludźmi a niebiańskim panteonem bóstw. Władcy mezopotamscy na ogół nie uważali się za bogów, jednak swoją władzę odbierali wprost z rąk bóstw: Bela, Marduka czy jego syna Nabu. Grecy chętnie przypisywali sobie boskie rodowody. Aleksander Wielki wierzył, że jest półbogiem, a jego ojcem miał być Zeus. Podobnie czynili władcy Rzymu. Juliusz Cezar twierdził, że jest potomkiem Eneasza i bogini Wenus. Pompejusz uważał się za syna Neptuna, a Marek Antoniusz powoływał się na pokrewieństwo z Dionizosem. Te absurdalne twierdzenia, choć często stawały się wśród współczesnych przedmiotem ukrytych drwin, miały całkiem realny wymiar. Budowano świątynie odnośnych bóstw, w których czczeni byli również władcy. Nawet jeśli te kulty nie były połączone z wiarą, to jednak przyczyniały się do wzmacniania pozycji władcy. Zwłaszcza wtedy, gdy świątynia oferowała szeroki zakres usług kulinarno-erotycznych, a obchody świąt stawały się okazją do zaznania wszelkich cielesnych rozkoszy.

Na początku IV w. n.e. Cesarstwo Rzymskie rozrywane było wewnętrznymi konfliktami. Wprowadzona przez Dioklecjana tetrarchia doprowadziła po jego śmierci do walk o władzę. Konstantyn Wielki, choć ochrzcić kazał się dopiero na łożu śmierci, już od początku swego panowania dostrzegał walory chrześcijaństwa jako narzędzia umacniania swojego urzędu. W odróżnieniu od poprzednika zaniechał prześladowań chrześcijan, a następnie przyznał im prawo swobodnego wyznawania swojej religii. Był to krok na drodze do uznania chrześcijaństwa za wiodącą religię Cesarstwa Rzymskiego. Proces ten próbował jeszcze powstrzymać Julian Apostata (361-363), ostatni cesarz wyznający religię dawnych Rzymian, ale poniósł sromotną klęskę. Nawet jego rodzina pozostała w gronie wyznawców Chrystusa. Odtąd już wszyscy cesarze rzymscy na Zachodzie i w Bizancjum będą chrześcijanami, a ich władza sprawowana będzie pod sztandarami z symbolem krzyża.

Gdyby trzysta lat wcześniej Jezus powiedział Piłatowi, że za trzy wieki jego rzymscy zwierzchnicy będą rządzili w imieniu żydowskiego Mesjasza, a najwyższymi kapłanami imperium rzymskiego staną się chrześcijańscy biskupi, powołujący się na autorytet Tego, który jest przed nim sądzony, to wywołałby zapewne u cynicznego prokuratora atak śmiechu. Ale Jezus tego nie powiedział, być może nawet nie przyszło Mu to do głowy. Jego Królestwo nie było z tego świata, a ci, którym udało się sponiewierać je w błocie i krwi pól bitewnych oraz włączyć w grę interesów politycznych, nie mieli z Nim nic wspólnego.

Pomimo upadku miasta Rzym w 476 roku, Cesarstwo Rzymskie nie utraciło ciągłości istnienia aż do czasów nowożytnych. Odoaker, rzymski dowódca wojskowy germańskiego pochodzenia, zdetronizował co prawda cesarza Rzymu, ale sam uznał się za wasala Konstantynopola i tam odesłał insygnia. Na tym jednak nie kończy się historia Cesarstwa na Zachodzie. Trzy wieki później, w Boże Narodzenie 800 roku Karol Wielki odbiera z rąk papieża Leona III tytuł Świętego, z łaski Bożej, Cesarza Rzymu. Tytułem tym posługiwać się będą przez tysiąc lat germańscy władcy Zachodu. Dopiero Napoleon w 1806 roku zmusi Franciszka II Habsburga do abdykacji i zrzeczenia się tytułu Świętego Cesarza Rzymskiego.

Wydaje się wprost niewiarygodne, że cały ten wielowiekowy proces historyczny został przepowiedziany i opisany dla potomnych w Księdze Objawienia. Gdyby nie jednoznaczne dowody, że pisma te powstały pod koniec I w. n.e., to z pewnością krytycy chrześcijaństwa twierdziliby, że pochodzą one z buntowniczych kręgów późnego średniowiecza, gdy autentyczni naśladowcy Jezusa mogli już na własne oczy obserwować, jak rzymska bestia przyprawia sobie barankowe rogi i udaje królestwo Chrystusa.

Nie ulega wątpliwości, że Jan opisywał współczesny mu Rzym jako dziesięciorożną bestię o siedmiu głowach i cechach nawiązujących do tradycji poprzednich imperiów światowych – Babilonii, Persji i Grecji. To był świat, który znał, który miał prawo przedstawić w dosadnych porównaniach. Jan jednak dodatkowo przewidział upadek ówczesnej, wydawałoby się nienaruszalnej potęgi. Dalej opisał, jak wyłoni się inna, podobna władza, która będzie symulować podobieństwo do Baranka, a jednocześnie odtworzy rządy pierwszej bestii nad całym terytorium Rzymu, jak doprowadzi ona do odrodzenia swej poprzedniczki, nadając jej cechy świętości i ustanawiając jej kult. Taka wiedza nie mogła wynikać ze zwykłej ludzkiej mądrości i zdolności przewidywania rozwoju wypadków. Stosując bowiem kryterium zdrowego rozsądku nie dało się w I w. przewidzieć, że pogańskie Cesarstwo Rzymskie uzna chrześcijaństwo za religię państwową i odrodzi się jako Święte Cesarstwo sprawujące władzę w imieniu Chrystusa.

Jan oraz Paweł, który również zapowiadał wielkie odstępstwo chrześcijaństwa (2 Tes. 2:3-8), mogli domyślać się takiej sytuacji na podstawie nauczania Jezusa, który w przypowieściach o kąkolu oraz o gorczycy (Mat. 13:24-32) dawał do zrozumienia, że Jego idea osiągnie owszem popularność, ale zostanie jednocześnie w znaczący sposób wypaczona przez szatańskie nauki oraz ludzką słabość. Z malutkiego ziarna galilejskiej wiary miało wyrosnąć potężne musztardowe drzewo, całe zarośla i gorczyczne lasy, które rozkrzewiając się po całej ziemi miały zrealizować ważny Boży cel – spopularyzowanie chrześcijaństwa. Idea Jezusa w czystej postaci była tak radykalna i elitarna, że nie miała szans na szeroki sukces – Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za mną, ten nie może być moim uczniem (Łuk. 14:27). Jednak nawet w uproszczonej i spopularyzowanej wersji przechowała i przeniosła ze sobą także pierwotne, najwyższe ideały, na które miało szansę zareagować niewielkie grono Jezusowych wybrańców.

Dzisiaj nie istnieje już Cesarstwo Rzymskie. Oficjalnie zakończyło swoje istnienie w 1806 r. na Zachodzie i w 1922 r. na Wschodzie, gdy do abdykacji zmuszony został sułtan turecki, posługujący się między innymi tytułem władcy Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego. Od ponad stu lat rządy wszystkich chrześcijańskich państw świata mniej lub bardziej restrykcyjnie przestrzegają zasady rozdziału państwa i kościoła. Kraje takie jak na przykład islamskie, które mają pod tym względem inne zasady, uznawane są za zacofane i nie w pełni korzystające z przywilejów wysokiej cywilizacji trzeciego tysiąclecia po Chrystusie.

Jaki zatem wniosek z owych historycznych rozważań płynie dla czytelnika żyjącego ponad dwieście lat po upadku chrześcijańskiej wersji rzymskiej bestii? Po pierwsze, proroctwo przewidujące rozwój historyczny na setki i tysiące lat do przodu, musiało pochodzić z Bożej inspiracji. Jego wypełnienie stanowi pieczęć autentyczności, a także gwarancję spełnienia się pozostałych części jego wizji. Po drugie, zdarzenia te mają swój dalszy ciąg opisany w kolejnych scenach Objawienia z wyspy Patmos. Jeśli da się zauważyć zakończenie jednego etapu rozwoju Bożego planu, oznacza to, że rozpoczyna się następny, który zrealizuje się z równie niezachwianą pewnością, co poprzedni.

Rozważania historyczne mają też swoje znaczenie praktyczne. Nadal istnieją bowiem kościoły, które duchowo sponsorowały opisany w proroctwach proces wyłaniania się bestii i sprawowania przez nią realnej, politycznej władzy. To prawda, że formacje te zreformowały się, zmieniły, znacznie upodobniły do ideologii znanej z Nowego Testamentu. Nie odcięły się jednak całkowicie od niechlubnego dziedzictwa historycznego. Wręcz przeciwnie. Jest ono nadal pielęgnowane oraz interpretowane w sposób znacznie odbiegający od tego, co wynika z rozważań biblijnych proroctw Księgi Objawienia. Kościoły te mają miliony aktywnych członków. Pod ich wpływem znajdują się dzisiaj prawie dwa miliardy ludzi. Być może świadomość prawdy o ich historycznym dziedzictwie powinna skłonić wszystkich uczniów Jana, Pawła i Jezusa do podzielenia się tą wiedzą z tymi, którzy jej jeszcze nie poznali, by nie przyłączali się do żadnej formy kultu świętego panowania bestii.


Najważniejsze pojęcia i zagadnienia

  1. Religijny kult władcy wymyślony został we wczesnej starożytności, a w chrześcijaństwie przetrwał w postaci tytułu Świętego Cesarza Rzymu oraz mianowania przez niego królów „panujących z łaski Bożej” nad rzekomym królestwem Chrystusa.
  2. Wizje zapisane w Księdze Objawienia już w I w. n.e. przepowiadały, że Cesarstwo Rzymskie zostanie zastąpione podobnym ustrojem o zabarwieniu chrześcijańskim, co doprowadzi do odtworzenia władzy nad całym terytorium rzymskim i ustanowienia kultu idei „świętości” owej władzy i włączenia jej do kanonu chrześcijańskiej wiary.
  3. Historia ta ma swój dalszy ciąg w postaci ponownego wyłonienia się zabitej niegdyś i uzdrowionej potem bestii, dlatego wierzący powinni zachować czujność, by nie dołączyć do odradzającego się kultu świętości władzy.

W następnym odcinku: Zwodnicze cuda – czyli dwurożna bestia jako fałszywy prorok


Cykl: Spacery z Janem po wyspie Patmos - spis wszystkich odcinków


 

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta

Komentarze (2)

  • Erast Czekalski

    Erast Czekalski

    03 lipca 2015 o 22:29 |
    Witaj Danielu,
    Jestem zagorzałym czytelnikiem Twojego cyklu „Spacerów z Janem po wyspie Patmos”. Czekam niecierpliwie na każdy odcinek. Wśród wielu moich niedostatków, szczególnie historia była zawsze moją „Piętą Achillesową”. Tym bardziej więc pożytecznymi dla mnie są Twoje rozważania, zawsze poparte solidną analizą historycznego tła i uwarunkowań. Ale nie tylko to. Bo np. w swoich prywatnych interpretacjach, dotychczas uznawałem podobieństwo o ziarnie gorczycy, jako pozytywne w wydźwięku porównanie Pana Jezusa, dotyczące Królestwa Niebieskiego. Że oto „z małych początków” (Zach 4:8-10) powstanie „Kamień, który uderzy w posąg, stanie się wielką górą i wypełni całą ziemię.” (parafraza Dan 2:33-35, 44-45). Twoja interpretacja tego podobieństwa jednak, też przemawia mi do przekonania. A jak to naprawdę z tym podobieństwem było, to pewnie teraz nie dojdziemy bo nie na darmo Pan Bóg powiedział jak powiedział w Iz 55:8-9 i dopiero kiedyś „poznamy jak jesteśmy poznani” (parafraza 1 Kor 13:12).
    Dziękuję i proszę o jeszcze,
    Pozdrawiam Serdecznie.
    • dak

      dak

      04 lipca 2015 o 12:00 |
      Zdaje mi się, że w każdej z siedmiu przypowieści skupionych wokół pytania: "Dlaczego mówisz do nich w podobieństwach" (Mat. 13:10) pojawia się jakiś negatywny element, jakaś trudność. 1. ziarno jest dobre, ale gleba nie zawsze przygotowana; 2. ziarno posiane przez gospodarza jest dobre, ale między nim pojawia się złe, posiane przez nieprzyjaciela; 5. Skarb jest wartościowy, ale ukryty, trzeba nabyć całą rolę; 6 Perła jest bezcenna, ale trudna do odnalezienia. 7. W sieci rybackie wpadają dobre i złe ryby.

      Do tego zestawu dołączone są dwa porównania: do krzewu gorczycy i do zakwasu. Większość interpretatorów postrzega je pozytywnie, jako wzrost, rozwój. Ale wtedy nie pasują one do klucza tej serii, w której Jezus mówi uczniom, że nie wszystko pójdzie po ich myśli, nie tak szybko, jak się spodziewają. Oni chcieli już, wprost, przekonywująco, a Jezus głosił tak, żeby nie nawrócić. Do tego klucza powinna pasować również przypowieść o gorczycy. Stąd moja skłonność do umiarkowanie pozytywnego postrzegania rozwoju "musztardowego drzewa". Zresztą nie wymyśliłem tej interpretacji. Była ona od dawna popularna w ruchu badaczy Pisma Świętego.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.