Boskie ucho

Autor tekstu - Michał Targosz | Data publikacji - piątek, 10 maja 2013 | Obszar - na Północ

fot. Natalia Litkowicz

fot. Natalia Litkowicz

Trzy najmniejsze kości w organizmie człowieka precyzyjnie połączone ze sobą. Zadziwia ta konstrukcja. To, co obok, też. Małżowina uszna nie jest urocza, to raczej kwestia przyzwyczajenia. Takie te „naganiacze dźwięków” mamy i już. Dobrze, że skuteczne. Wewnątrz błona, potem te trzy miniaturowe kosteczki: młoteczek, strzemiączko, kowadełko. Polskie nazwy brzmią bardzo swojsko. Dalej, kolejne dziwo: ślimak. To jakby rurka wielokomorowa (jak profil PCV w ramie okiennej) zwinięta na kształt muszli winniczka. Wypełniona cieczą, wyłożona od wewnątrz błoną usianą delikatnymi rzęskami. Do nich przytwierdzone „elektryczne przewody”. Taka wiązka nerwowa łącząca mechaniczne „dziwo” z płatem skroniowym mózgu. To, w czym możemy sobie podłubać, jest przetwornikiem dźwięku. Drgania powietrza – fala dźwiękowa – poruszają błoną bębenkową. Ta napędza wspomniane trzy kosteczki, które z kolei oddziałują na płyn w ślimaku. Płyn faluje jak woda w stawie i porusza (jak trzciny) rzęski produkujące impulsy elektryczne. Rzęski wiernie odtwarzają drgania powietrza wpadającego do ucha…

Opisuję prosto, bo nie na tej świetnej konstrukcji chcę się skupić. Pierwszorzędne jest to, że mózg musi „zrozumieć” ten natłok impulsów. Musi „nauczyć się”, co oznaczają.

Uszy w brzuchu mamy wyrastają stosunkowo wcześnie. Ale dopiero około piątego miesiąca zaczynają słyszeć. Wtedy rozpoczyna się nauka. W nowym świecie dźwięków pojawia się tajemnicza, niewidoczna istota – mama. Słyszalny staje się jej oddech, jej śmiech, kaszel, płacz, krzyk. Bywa, że pojawia się też tata. Głaszcze mamę, mówi do niej albo do małego, nienarodzonego jeszcze ucha. Potem, już na zewnątrz, należy nauczyć się też tworzyć dźwięki, żeby inni mogli zrozumieć nasze myśli i emocje. Całe życie będziemy uczyli się rozmowy – trudnej sztuki komunikowania innym naszych potrzeb, zdobytej wiedzy i odczuć.

Nie powstał więcej w Izraelu prorok podobny do Mojżesza, który by poznał Pana twarzą w twarz (V Mojż. 34:10)

To podkreślenie jest nie tylko pośmiertnym ukłonem w stronę wielkiego człowieka. Niesie ono także konkretną informację. Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków (Hebr. 1:1) napisał Paweł Apostoł o przeszłości. Natomiast o czasie sobie współczesnym napisał tak: My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do jego obrazu (II Kor. 3:18)

My „wpatrujemy się jakby w zwierciadle”, a Mojżesz poznał Pana twarzą w twarz. Jakże wymowny jest opis tego, jak Pan broni swojego przyjaciela przed najbliższą rodziną: przyszli wszyscy troje, a Pan zstąpił w słupie obłoku, zatrzymał się u wejścia do namiotu i zawołał na Aarona i Miriam. Gdy obydwoje podeszli rzekł: „Słuchajcie słów moich: jeśli jest u was prorok, objawię mu się przez widzenia, w snach będę mówił do niego. Lecz nie jest tak ze sługą moim Mojżeszem. Uznany jest za wiernego w całym moim domu. Twarzą w twarz mówię do niego – w sposób jawny, a nie przez wyrazy ukryte. On też postać Pana ogląda. Czemu ośmielacie się przeciwko memu słudze, przeciwko Mojżeszowi źle mówić? (IV Mojż. 12).

Z Mojżeszem rozmawiał Bóg inaczej niż z wszystkimi. Inaczej dał mu się zobaczyć na górze (II Mojż. 33:18). Ta skomplikowana konstrukcja – zagłębienie w skale, osłaniająca ręka, „tył Boży” – służą temu, żeby pokazać człowiekowi możliwy do zobaczenia i pozostania przy życiu fragment chwały – emanacji Boskiej Istoty. PRZYJACIEL Mojżesza, powiedział prawdę. Był obok na tej górze.

„Boży głos” pojawia się często w Piśmie Świętym. Młodziutki Samuel spał w Świątyni (Sam. 3) Obudził go dźwięk słów: „Samuelu, Samuelu”. Słyszał wyraźnie głos. Słyszał dźwięk, który rozpoznał – swoje imię. Mniej jasna sytuacja miała miejsce w dniu, gdy Pan Jezus wjechał tryumfalnie do Jerozolimy i nagle rozległ się głos z nieba. Jedni mówili: „zagrzmiało”, inni: „anioł do niego przemówił” (Ew. Jana 12:28). Saul z Tarsu również usłyszał swoje imię. A co słyszał prorok Izajasz, co Daniel, co Jan na wyspie Patmos?

Porusza mnie fragment rozmowy pomiędzy najpokorniejszym z ludzi, jacy żyli na ziemi, a Tym, który mówi o sobie „JESTEM”. Zapisano to w Księdze Wyjścia (II Mojż. 33:12-23). Oni po prostu ROZMAWIAJĄ! Tak sobie myślę, że były momenty w historii świata i takie sytuacje w tej historii, i tacy w niej ludzie, że nie był potrzebny płyn w ślimaku ani te trzy śmieszne kosteczki, ani nic z tego anatomicznego cudu, bo w rozmowie z Wiekuistym nie jest potrzebny dźwięk. On umie „podpiąć się” bezpośrednio do mózgu i nie ma już snów i widzeń; nie ma „wyrazów ukrytych”. On może porozmawiać z tymi, których kocha i szanuje.

Rozumieją to zjawisko artyści, którzy zamykają oczy i „widzą” projektowany budynek, malowany obraz, czy kompozycję z kwiatów. Każdy detal, każdy odcień. Oczy są tu zbędne, jak zbędne są uszy, gdy w głowie powstaje melodia lub cała symfonia. Mojżesz „zobaczył” na górze wygląd świątyni, którą Izraelici mieli zbudować na pustyni. Szczegóły jej są imponujące. Mojżesz widział, miał w mózgu zapisany nieścieralny obraz.

Mawiamy także: „sumienie mówi mi…”. Odkrywamy ewangeliczną prawdę, że ciało jest tylko „powłoką”, „namiotem naszego zamieszkania”, że liczy się psyche, że Bóg odwołuje się do „naszego wewnętrznego człowieka”. Człowiek z anatomicznymi uszami i oczami słyszy czasem Boży głos, ale mówi wtedy: „zagrzmiało”.

Zaraz na początku świata Pan Bóg mówi: „krew Abla woła do mnie z ziemi”, a Pan Jezus wyraża się jeszcze dziwniej: Powiadam wam; jeśli ci umilkną (uczniowie) kamienie wołać będą (Ew. Łuk. 19:40). Co słyszy Pan Bóg? Co jest przenośnią, co rzeczywistością? A z drugiej strony, co Bóg nam komunikuje? Jak rozpoznać, jak zweryfikować, czy to On do nas mówi?

Kiedy nad tym myślę, jeden tekst natrętnie tłucze mi się po głowie: Mojżesz zaś był człowiekiem skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, jacy żyli na ziemi (IV Mojż. 12:3). Być może to właśnie jest tajemnica „Boskiego ucha”…

Udostępnij...

O Autorze

Michał Targosz