Dokładnie według wzoru

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 10 marca 2017 | Obszar - na Północ

Dokładnie według wzoru

fot. Piotr Litkowicz

Dokładnie według wzoru przybytku i wzoru wszystkich jego sprzętów, które ci pokażę; tak wykonacie (2 Mojż. 25:9).

Opisy budowy Przybytku oraz jego wyposażenia, zamieszczone w księgach Mojżeszowych, są dość ogólne. Na ich podstawie można by wykonać znacznie różniące się od siebie przedmioty, które spełniałyby podane na piśmie wymagania. Bóg jednak zażądał od Mojżesza, by sporządził namiot i przynależące do niego sprzęty „dokładnie według wzoru”. Można by wobec tego zapytać, dlaczego w Piśmie nie zostały przekazane szczegółowe opisy, może nawet z rysunkami, by wykonawcy nie musieli się dopytywać i zgadywać. Ponadto Bóg wiedział przecież, że kiedyś przedmioty te zaginą, czy też zostaną zniszczone. Na czym mieli się wzorować wykonawcy kopii z czasów perskich czy machabejskich? A przecież ich również obowiązywała instrukcja „dokładnie według wzoru”.

Rabini żydowscy uważają, że wiedzę pozyskaną na górze (2 Mojż. 25:40) Mojżesz przekazał zgromadzeniu siedemdziesięciu starszych (4 Mojż. 11:16‑17), a następnie była ona podawana z pokolenia na pokolenie aż do czasu spisania Talmudu. Chrześcijanie, nie zgadzając się na ogół z tym poglądem, nie kultywują tradycji rabinicznej, przeważnie jednak podzielają pogląd, że nie cała duchowa wiedza została zamieszczona w Piśmie. Jej część – jak niektórzy uważają – przekazana została kościołowi, nowej radzie starszych, biskupów, kardynałów, czy samemu papieżowi.

Marcin Luter jako jedną z podstaw reformacji przyjął zasadę sola scriptura – tylko Pismo. W ten sposób protestanci odrzucili tradycję ojców Kościoła, uznawaną odtąd już tylko przez Kościół katolicki. Prędko jednak okazało się, że wyłącznie na podstawie Pisma nie da się zdefiniować wspólnego minimum zasad wiary. Również nie sposób jasno określić reguł postępowania w sprawach kościelnych czy osobistych. Prędko więc stworzono nowe wyznania wiary, nowe prawa kanoniczne i nową tradycję.

Raz uruchomiony proces podziału chrześcijan skutkował dalszym rozdrobnieniem. Każdy nowy kościół odrzucał tradycje opuszczanych wyznań, uznając – z pewnością słusznie – że nie w pełni są one zgodne z Pismem Świętym. Animatorzy nowych ruchów prędko jednak konfrontowani byli z twardą rzeczywistością – nie wszystko jest dokładnie napisane w Biblii, a jednak Bóg wymaga od swoich wyznawców, by Jego przykazania wykonywali zgodnie z Pismem i dokładnie według wzoru ukazanego na górze.

Ktoś mógłby powiedzieć, że owa formuła „dokładnie według wzoru” dotyczyła wyłącznie konstrukcji Przybytku i nie ma ogólnego zastosowania. Być może. Jednak każdy doświadczony i myślący chrześcijanin przyzna, że zachowanie zasady sola scriptura jest praktycznie niewykonalne. Owszem, w zakresie poglądów teologicznych ktoś może próbować wyznawać tylko takie minimum prawd, które są całkowicie jasno zapisane w Biblii. Jego wiedza będzie jednak mocno ograniczona i nie będzie wykorzystywała ogromnych zasobów Pisma Świętego, których zapisy nie są oczywiste lub nawet wydają się sprzeczne z innymi, wymagając ustępstw i uzgodnień. Gdy zaś dojdzie do spraw organizacji kościoła i życia codziennego, zdecydowanie będzie musiał stwierdzić, że Biblia pozostawia tak wielką swobodę działania, iż chcąc ujednolicić sprawy dotyczące większej ilości ludzi czy zgromadzeń, potrzebne będą uzgodnienia wykraczające poza zasadę sola scriptura. Gdy zaś uzgodnienia te utracą lokalny i doraźny charakter, staną się nową tradycją.

Czy zatem z zasady „dokładnie według wzoru” wynika, że skazani jesteśmy na tworzenie coraz to nowych tradycji? A może powinniśmy powrócić do tradycji rabinicznej czy też pierwotnej nauki ojców Kościoła, którzy w niektórych przypadkach byli przecież uczniami apostołów Jezusa, a w każdym razie żyli w czasach stosunkowo nieodległych od pierwotnego chrześcijaństwa?

Zdecydowana większość protestantów na powyższe pytania odpowie negatywnie, pozostanie jednak przy swoich własnych tradycjach – czasami w sposób jawny, a czasami ukrywając to przed innymi i może nawet przed samymi sobą.

Jeśli nie tradycja, to co?

Jezus zdecentralizował wiarę i źródła objawienia: Ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie oddawali czci Ojcu (Jan 4:21). Odtąd miejscem kultu miało stać się serce każdego wierzącego: Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie (Jan 4:24). Właściwa cześć dla Boga i potrzebna do niej wiedza ma dwa źródła. Jednym z nich jest prawda: Słowo Twoje jest prawdą (Jan 17:17), drugim – duchowe oświecenie, bo Bóg jest duchem i w duchowy sposób komunikuje się ze swoimi czcicielami.

Serce wierzącego musi być odpowiednio przygotowane, by mogło się stać miejscem duchowego kultu jedynego Boga. Po pierwsze, muszą zostać z niego usunięte inne bóstwa. Bóg nie toleruje żadnych współmieszkańców. Po drugie, musi ono stać się glebą podatną na przyjęcie i rozwinięcie ziarna Słowa.

Proces przygotowania żyznej gleby serca opisany został przez Jezusa w przypowieści o siewcy (Mat. 13:3‑8,19‑23). Zaczyna się od jej spulchnienia – za pomocą wrażliwego i umiejętnego przeżywania cierpienia – by nie była ubita jak droga. Następnie trzeba powyciągać z niej kamienie błędów, grzechów i zgorszeń, by miała odpowiednią głębokość na zapuszczenie korzeni przez ziarno Słowa. I na koniec trzeba z niej powyrywać chwasty – inne niebiblijne i nie-Boże poglądy, które chętnie plenią się w żyznej ziemi.

Słowo prawdy padające na taką glebę zaczyna się rozwijać w piękną zdrową roślinę, której wartościowy i obfity plon może stać się podstawą nowego zasiewu lub też zostać zmielony i przetworzony na smaczny i zdrowy chleb. W ten sposób powstaje duchowa wiedza, której źródłem jest Słowo Boga, ale glebą – osobiste przemyślenia i doświadczenia wierzącego, oświecane duchowym światłem i podlewane wodą duchowej mocy.

Umysł człowieka pracuje cały czas w tle, gromadząc doświadczenie i wiedzę w celu wykorzystywania jej w procesie podejmowania decyzji. Czy chcemy, czy nie, cały czas się uczymy. Częściowo od nas zależy, czego i od kogo. Przebywając w dobrym otoczeniu i wchłaniając wartościowy pokarm duchowy, korzystamy z dobrych źródeł objawienia. Suma tej wiedzy tworzy duchową intuicję, którą Bóg chętnie będzie się posługiwał, by w niezauważalny i cudowny sposób wspomagać naszą umiejętność oceny zjawisk i podejmowania decyzji. Często bywa tak, że nie potrafimy dokładnie powiedzieć, gdzie coś jest napisane, ale czujemy, że jakiś wygłoszony pogląd sprzeczny jest z tym, co już wiemy. Nie zawsze umiemy jasno uzasadnić swoją postawę, ale mamy wewnętrzne przekonanie, że jest ona słuszna. Umiejętność tę Biblia nazywa „darem rozpoznawania duchów” (1 Kor. 12:10).

Oczywiście na pierwszy rzut oka widoczne są trudności i niebezpieczeństwa związane z taką procedurą nabywania duchowego poznania Boga i Jego Słowa. Często zdarza się, że dwoje ludzi z modlitwą czyta Biblię, rozważa jej słowa oraz w miarę poprawnie żyje, pozbywając się grzechów i zgorszeń, a jednak dochodzi do różnych wniosków, zarówno teologicznych, jak i etycznych. Bywa jeszcze gorzej. Niektórzy chrześcijanie rozwijają w sobie chwasty, uważając je za dobry owoc Słowa Bożego. Gdy wszyscy ci ludzie będą chcieli stworzyć społeczność zboru czcicieli Boga, będą musieli uzgodnić swoje duchowe przeczucia. Wspólnymi siłami trzeba będzie usunąć nasiona chwastów, a różne gatunki zbóż umiejętnie połączyć w pieczywo, które zachwyci każdego uczestnika stołu swym bogactwem, smakiem, pożywnością i różnorodnością.

Warunkiem uzyskania społecznego dostępu do takiego pokarmu jest umiejętność rozmowy, wzajemnego słuchania się, wyrozumiałości i tolerancji. Nie wszyscy znajdują się na tym samym etapie chrześcijańskiego rozwoju. Do tego trzeba będzie często przeciwstawiać się skłonności do twardego ujednolicania duchowej intuicji, która z czasem zastygnie w sztywną tradycję, częściowo słuszną, a częściową błędną, i stanie się gorsetem krępującym duchową żywotność uczestników społeczności. Z drugiej strony ceną takiej elastyczności jest konieczność znoszenia i pouczania ludzi, którzy będąc przekonani o posiadaniu „wiedzy objawionej”, głoszą jedynie swoje sny (Jer. 23:28). Mimo wszystko jednak bilans korzyści i strat wynikających z takiego podejścia wydaje się dodatni.

Menora

Mojżesz otrzymał ogólne polecenie wykonania świecznika z talentu złota na trzonie, z którego wyprowadzone były po trzy ramiona z obu stron z 22 gałkami – po trzy na każdym z ramion i cztery na trzonie, a do tego siedem lamp oliwnych zwróconych płomieniem ku przodowi (2 Mojż. 25:31‑39). Nie zostały jednak podane dokładne wymiary menory. Złoto jest ciągliwe. Z około trzydziestu kilogramów tego metalu można wykuć długie i rozłożyste ramiona albo też nadać im masywniejszy wygląd, zmniejszając przy tym wymiary. Nie wiadomo też, jak miała wyglądać podstawa mająca zapewnić stabilność konstrukcji. Budowa samych lamp musiała wynikać z doświadczeń technicznych tamtej cywilizacji, bo w opisie została zupełnie pominięta. Stosunkowo niskiej precyzji opisu konstrukcji menory towarzyszy jednak znane już wymaganie: Bacz, abyś uczynił to według wzoru, który ci ukazano na górze (2 Mojż. 25:40).

Chcąc mieć Boże światło w życiu, trzeba koniecznie korzystać z ram wyznaczanych przez Słowo Boże. Trzeba czytać Biblię, uczyć się jej, rozważać jej zapisy, medytować nad nimi, zapoznawać się z różnymi poglądami na ich temat. Jednak po dalszą część wiedzy, przy użyciu której Bóg pragnie rozświetlić duchowe życie swego czciciela, trzeba się udać „na górę”. Synaj jest wyniosłą skalistą formacją położoną na pustyni. Zdobycie duchowej wiedzy wymaga czasu – nie dni i tygodni, ale lat – wysiłku i cierpliwości. Proces ten związany jest z mozołem samotnej wspinaczki w trudnych pustynnych warunkach. Usilna modlitwa, połączona z poczuciem oddalenia od spraw tego świata, pozwala jednak skonstruować świecznik, którego budowa zgodna będzie ze wzorem ukazanym na górze, a jego światło stanie się Bożym blaskiem oświecającym życie człowieka pragnącego przemieniać się z chwały w chwałę.

My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem 2 Kor. 3:18.

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta

Komentarze (3)

  • Piotr Kubic

    Piotr Kubic

    27 marca 2017 o 02:32 |
    To są świetne rozważania, napisane przyjemnym językiem i kiedy się je czyta, chyba każdemu wydadzą się oczywiste i czuje chęć, żeby im przytaknąć. Dopiero zetknięcie z konkretną sytuacją, przykładem, problemem, ukazuje, jak bardzo jednak tkwię we własnych wyobrażeniach, tradycji.
  • Beniamin Pogoda

    Beniamin Pogoda

    26 marca 2017 o 07:07 |
    Moim zdaniem, z przyjęcia takich, jakie wyłożył Daniel, przesłanek (a generalnie zgadzam się z nimi) wynika wniosek praktyczny - trzeba pogodzić się z różnorodnością. Oprócz fundamentalnych, wspólnych dla wszystkich prawd wiary, pozostanie obszar, który zabudujemy naszym własnym doświadczeniem i rozumieniem; nie pozostaje nic, jak tę wewnętrzną różnorodność naszej społeczności Badaczy Pisma Świętego zaakceptować. Co więcej, idąc konsekwentnie tym tropem, można zrozumieć odmienność wyznaniową naszych braci "z zewnątrz", z innych tradycji i kościołów - stanowisko nasze będzie wtedy wolne od wyższości. Pozostając w osobnych związkach wyznaniowych (bo tak jest lepiej) będziemy żyli we wzajemnej zgodzie i w gotowości do współpracy. Problem wystarczająco rozstrzyga sam Pan Jezus Chrystus, nauczając: "Kto nie jest przeciwko wam, ten jest za wami" (Ew. Łuk. 9:50)
  • Marcin Małysz

    Marcin Małysz

    14 marca 2017 o 20:54 |
    Cieszę się, że są ludzie, którzy podobnie pojmują tę sprawę Pisma i jego miejsca w naszym życiu/zborze. Zmęczyło mnie gadanie niektórych osób, z różnych denominacji, które bronią rękami i nogami poglądu, że ich zbór, czy wyznanie zbudowane jest tylko na Piśmie. Albo takich, którzy mówią: czytaj Pismo, a Ono wszystko ci powie. Albo ewangeliczne frazesy, mówiące, że "Biblia jest odpowiedzią na wszystko". Nie, nie jest, choć odpowiada na wiele pytań.
    Nawet Luter, który tak skutecznie walczył Słowem obalając fałsz i obłudę ówczesnych instytucji, zauważył z czasem, że nawet to Słowo gdzieniegdzie milczy, lub wypowiada się mało precyzyjnie.

    Biblia jest jak kamień węgielny, narożny, który pokazuje kierunek budowy i kąt, pod jakim mają być postawione ściany. Sam kamień narożny jest jest jednak całą budowlą. To my budujemy się w mieszkanie boże w Duchu. W Duchu, to znaczy korygując na podstawie Biblii, czy aby ściana naszego domu nie staje się krzywa względem fundamentu - kamienia narożnego. A więc w Duchu, a nie tylko w Słowie.

    Co do menory - a może jest tak, że ogólne zasady mają być zachowane, czyli 22 gałki, trzy ramiona z każdej strony, ale jak dokładnie wykonasz ten plan, zależy od Ciebie? Może Bóg daje człowiekowi swobodnie się wyrazić, współdziałając swoją osobowością w dziele zbawienia. Np. słowa nasze mają być miłe, zaprawione solą, a nie powiedziano, jakie konkretnie to mają być słowa. To już indywidualna interpretacja każdego z osobna. Wpływać będzie na to twoje wychowanie, twój poziom intelektualny czy osobowość. W zależności jacy jesteśmy, tak będziemy wykonywać polecenia Boże, oczywiście w granicach wyznaczonych przez Słowo i Duch. Jak z instrumentami. Jeden ton, zagrany na fortepianie i na trąbce brzmi odmiennie, ale w pełnej harmonii.
    Menory Jana apostoła i Pawła pewnie by się różniły między sobą. Jan, ze swoją toporną greczyzną, i Paweł, wykształcony i elastyczny (przynajmniej w listach), wypełnili to, co zostało im powierzone. Ale ich spuścizna jest różna, choć utworzona w jednym i tym samym Duchu. Dlatego Bóg, będąc artystą, nie chciał, żebyśmy byli tylko rzemieślnikami, którzy kopiują przez dwa tysiące lat ten sam szkic,zabijając całkowicie naszą indywidualność, ale twórczo wykorzystują instrukcję przekazaną z nieba, z pomocą Ducha i cech naszej istoty. Bądźmy artystami, którzy w Duchu i prawdzie wykonują dzieło Boże.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.