Duchowy styl życia

Autor tekstu - Basia Honkisz | Data publikacji - piątek, 07 sierpnia 2015 | Obszar - na Północ

Duchowy styl życia
fot. Marta Kaleta

Zdrowy styl życia polega na ograniczaniu się, na rezygnowaniu ze spełniania swoich instynktownych zachcianek. Nieobjadanie się, gdy pod ręką jest mnóstwo dobrego jedzenia, zmuszanie się do ćwiczeń wbrew naturalnej chęci do odpoczynku to najprostsze z przykładów. Motywujące obrazki zachęcające do zmiany stylu życia zawsze zawierają hasła w stylu “pokonaj siebie!”, “umysł jest silniejszy niż ciało” i podobne, zwykle towarzyszące ilustracjom prezentującym osoby, które siebie właśnie pokonały i teraz cieszą się z imponujących efektów. Jak wiemy, ludzie, którzy właśnie zmusili się do podjęcia tego rodzaju wysiłku, zwykle po paru miesiącach są bardzo zadowoleni i zachęcają wszystkich wokół do zrobienia tego samego, a radość płynąca z pracy nad sobą zwykle jest silniejsza niż chęć sięgnięcia po czekoladkę czy zostania przed telewizorem.

Ograniczanie swoich zachcianek to też metoda leczenia – od cukrzycy i nadciśnienia, w których zdrowa dieta jest kluczowa i czasem wystarczy do poprawy stanu zdrowia, po choroby stawów I urazy – kiedy trzeba powstrzymać się od aktywności i pozwolić np. zrosnąć się złamanej nodze. Jako lekarz, który od czasu do czasu sam choruje, jestem wielkim zwolennikiem leczenia przeziębień przez zostanie w łóżku przez dwa dni, ograniczenie swojej aktywności do spania i picia ciepłej herbaty. Zresztą, zasada ta nie odnosi się jedynie do ciała: w końcu zaburzenia psychiczne też leczymy walcząc wspólnie z pacjentem z jego nieprawidłowymi dążeniami, np. ucząc uzależnionych abstynencji czy w psychoterapii osób z zaburzoną osobowością. Gdzieś w ciągu swojego życia taki człowiek nabył złych nawyków, pchających go do niszczenia swojego zdrowia i nawiązywania destrukcyjnych relacji – psychoterapeuta pomaga mu odkryć te nawyki i zachęca do zmian prowadzących do bardziej satysfakcjonującego życia.

Dokładnie ta sama zasada tyczy się życia duchowego, do tego zachęca nas Biblia: do ograniczania swoich naturalnych skłonności, rezygnowania z ich realizacji, przyjęcia za sposób na życie czegoś innego, większego, lepszego niż własne zachcianki. Biblia mówi nam onowym człowieku, który odrzuca złe uczynki i żyje dla poznania Boga (Kol. 3:5-10), o walce pożądliwości z prawem Bożym w naszym ciele (Rz. 7:22-23), o nagrodzie, która nas za takie postępowanie czeka (2 Kor. 4:17). Pewnie każdy kto poznał i zachwycił się Ewangelią doskonale rozumie, co oznacza walka z grzechem i pokusami – czasem łatwiej po prostu pójść pobiegać czy przejść na dietę niż powstrzymać się przed łamaniem prawa Bożego, przed niestosowną rozmową, flirtem, oszustwem.

I o ile nikt o zdrowych zmysłach nie powiedziałby o osobie, która regularnie trenuje i przestrzega diety, że nie warto tego robić, że powinna sobie odpuścić i to będzie dla niej lepsze, o ile nikt nie odwodzi przewlekle chorych od trzymania się zaleceń lekarskich, to niezwykle często w naszej współczesnej kulturze chrześcijańskie trzymanie swoich żądz na wodzy określane jest jako oszukiwanie się, wypieranie swojego prawdziwego “ja”, przesada. Ten przekaz widać jasno w romantycznych filmach, w których mężczyzna wypierał swoje prawdziwe uczucia będąc z żoną, podczas gdy od zawsze kochał dziewczynę z sąsiedztwa, w listach do gazet, w których ludzie po rezygnacji z religii poczuli czego naprawdę pragnęli, w rozmaitych artykułach krytykujących kościoły za narzucanie swoim wiernym jakichś ograniczeń. Tak jakby w życiu chodziło o to, czego człowiek naprawdę pragnie! Tak, jakby sensem naszego istnienia było zaspokajanie tych pragnień, które się właśnie odkryło. Tymczasem świadomy wybór nigdy nie będzie oszukiwaniem siebie – na tym właśnie polega dojrzałość, na odkryciu czego się pożąda i wybraniu: czy się chce temu ulegać, czy nie. I podczas gdy leniwy nałogowiec będzie żył krócej i miał niższą jakość swoich dni niż ten, który zdrowo funkcjonuje, tak samo folgowanie swoim pokusom w sferze duchowości, moralności nie zaprowadzi nas do szczęścia i pokoju.

Pisząc o tym, muszę jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy: niezwykle mało jest osób, które potrafią się dyscyplinować i walczyć ze swoimi pożądliwościami. “Umrę, ale nie przestanę solić” powiedział mi kiedyś pacjent kardiologiczny. Cukrzycy, którzy przez nietrzymanie diety tracą wzrok, alkoholicy w ośrodkach ostrych zatruć, ciężarne nierzucające palenia. Można mnożyć przykłady. I tak, jak w zetknięciu z taką osobą ma się ochotę rwać włosy z głowy i krzyczeć “człowieku! co ty robisz ze swoim życiem!”, tak potem, na spokojnie przychodzi refleksja: a ja?

Jak mi idzie ograniczanie się w czymkolwiek? Tak naprawdę nie palę, nie upijam się, nie jem niektórych niezdrowych rzeczy głównie dlatego, że nie nauczyłam się tego i teraz tego nie potrzebuję i nie pragnę. A jak z rzeczami, na które mam ochotę? Trudno powstrzymać mi się przed jedzeniem słodyczy mimo nadwagi, często wybieram serial niż uczenie się, nawet teraz, w ciąży nie potrafię przestrzegać prostych zaleceń, takich jak niedźwiganie ciężkich przedmiotów czy niepicie słodkich napojów, mimo że mam świadomość, że mnie samą taka ciężarna by irytowała. Jakoś tak to zawsze jest, że krótkotrwała przyjemność wygrywa z odległym, nieco abstrakcyjnym skutkiem.

A ty?

Udostępnij...

O Autorze

Basia Honkisz

Basia Honkisz