Jaką mam wiarę?

Autor tekstu - Łukasz Miller | Data publikacji - piątek, 27 marca 2015 | Obszar - na Północ

Jaką mam wiarę?
fot. Małgorzata Kubic

Oto dlaczego będę zawsze wam przypominał o tym, choć tego świadomi jesteście i umocnieni w obecnej [wśród was] prawdzie. Uważam zaś za słuszne pobudzić waszą pamięć, dopóki jestem w tym namiocie (2 Piotr 1:12-13)

Są takie tematy, co do których ma się wrażenie, że powiedziano już wszystko, a każde następne rozważanie, to wałkowanie tego samego. Być może tak jest i w tym przypadku. Być może powiedziano już wszystko i ten artykuł nie wniesie nic nowego do Twojego życia.

Zastanawiam się tylko dlaczego, jeśli większość tematów etyczno-moralnych jest już omówiona, mamy tak wielkie problemy z wprowadzaniem ich w życie? Nie chcemy? Nie wiemy jak, a próby zmiany kończą się fiaskiem? Powracanie do pewnych zagadnień nie ma na celu ponownego ich definiowani, ale raczej nakreślenie żywych realiów tego, co uważamy często za abstrakcję. Tak można powiedzieć o naszej wierze. Temat szeroko omawiany i doskonale znany, a mimo to nadal wielu z nas ma tu problem.

Powiedzmy szczerze, że sami sobie troszkę jesteśmy winni. Może uważamy, że jest to temat błahy i nie wart zbyt szczegółowej analizy, albo zbyt „ulotny”, „osobisty” i takiej analizie się nie poddający. Sam św. Paweł ustanawia wiarę podstawą zagadnień teologicznych: Dlatego pominąwszy podstawowe nauki o Chrystusie przenieśmy się do tego, co doskonałe, nie zakładając ponownie fundamentu, jaki stanowią: pokuta za uczynki martwei [wyznanie] wiary w Boga,nauka o chrztachi nakładaniu rąk, o powstaniu z martwych i sądzie wiecznym (Hebr. 6:1-2). Można by pomyśleć, że skoro są to podstawy, które omawiało się na spotkaniach młodzieżowych, to teraz już nie musimy wracać do tego, jeśli znamy na pamięć tak dużo wersetów, a do zboru chodzimy już tak wiele lat… Niestety zapominamy, że to jakość naszej wiary jest punktem wyjścia do wszystkiego: do tego jak czytamy i co czytamy, jak się modlimy i jak często, co zapamiętujemy z zebrań, jak realizujemy naszą ofiarę poświęcenia. Jaki śnieg pada w górach, taką wodę piją liście drzew rosnących nad potokami w podgórskich dolinach. Zapominamy o subtelnych połączeniach między różnymi elementami naszego chrześcijańskiego życia. Te połączenia może są wielkości neuronów i ewentualnie można się bez nich obejść, ale z punktu widzenia całości to już nie będzie to samo. Jaki fundament, taki efekt końcowy, na Sądzie.

Czym jest wiara?

Znamy doskonale słowa Pawła: Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy (Hebr. 11:1). A zatem wiara utrzymuje nas w przeświadczeniu o prawdziwości przyszłych obietnic, a także utwierdza nas w przekonaniu co do rzeczy, których nie widzimy. Jednak czym ona jest tak naprawdę. Okazuje się, że wiara to nie jest samoistny podmiot, który niezależnie działa w naszym życiu. Sięgając do genezy słowa wiara widzimy takie elementy jak zaufanie, przekonanie, pewność, świadectwo, czy dowód. Wiara jest wypadkową tych wszystkich pojęć. Nie patrzmy na to jak na synonimy, ale jak na części większej całości.

Wiara wymaga dowodu, potwierdzenia – to nie jest zaufanie w ciemno. Wierzymy Bogu na podstawie licznych świadectw. Czemu tylko my? Czy tylko my to widzimy? Nie. Widzą wszyscy, ale nie wszyscy chcą to zaakceptować: Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy (Rzym. 1:20). Całe stworzenie świadczy o Bogu. Dlaczego mimo to niektórym trudno przyznać, że Bóg jest autorem tego wszystkiego? Bo jeśli uznamy Boga, to stracimy suwerenność? Okaże się, że człowiek jest zależny, straci tą świadomość, że ujarzmił przyrodę i panuje nad wszystkim? Zaakceptowanie Boga niesie z sobą różne konsekwencje.

A więc to co widzimy dookoła nas, utwierdza nas w przekonaniu, że Bóg istnieje – to buduje naszą wiarę. I taka jest prawda, że potrzebujemy dowodów, aby tą wiarę budować. Kiedy Mojżesz przyszedł do Izraela z Bożym poselstwem wybawienia z Egiptu, to dla zbudowania ich wiary laska zamieniła się w węża, a ręka pokryła się trądem. Dla zbudowania wiary Gedeon prosił, aby pozostawione przez niego runo zwierzęce było albo mokre, albo suche. Dla uwiarygodnienia się Jezus czynił cuda, a po nim apostołowie: Dowody [mojego] apostolstwa okazały się pośród was przez wielką cierpliwość, a także przez znaki i cuda, i przejawy mocy (2 Kor. 12:12). Więc wiara nie jest ślepym przyjmowaniem wszystkiego, co nam się mówi,ale gruntownym analizowaniem i – jeśli ma potwierdzenie – akceptowaniem tego.

Jaką mam wiarę?

Wiara to nie tylko poprzestawanie na wiedzy o czymś lub o kimś, ale to zmiana życia i postępowanie według pewnych norm. Bo ci, którzy są w Biblii opisani, którzy mieli wiarę, czynili naprawdę różne rzeczy, często wielkie rzeczy: budowali arki, wyruszali w nieznane, pomagali innym, ufali, współczuli, pokutowali i… jeszcze wiele innych, bo popychała ich do tego ich wiara – świadomość, że Bóg istnieje, że jest i że ze wszystkiego zdadzą sprawę, że otrzymają nagrodę za swój trud. Moja/Twoja wiara to nie jest oderwana od rzeczywistości abstrakcja, ale wypadkowa naszego duchowego życia, która ma przełożenie na to jakim jestem/jesteś człowiekiem w domu, w pracy czy w zborze.

Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić? On zaś im rzekł: Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: "Przesuń się stąd tam!", a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was (Mat. 17:19-20). Odwieczny dylemat: jak wytłumaczyć ten werset, żeby tylko nie czytać go dosłownie, bo przecież to nie możliwe, abyśmy takie rzeczy robili… Pewnie nie, bo nie ma takiej potrzeby (choć jest to zapewne możliwe, bo Mojżesz rozdzielił wody morza). Jednak ten werset nie mówi w pierwszej kolejności o jakiś spektakularnych cudach, ale o wątpliwościach apostołów, które przekładały się na ich małą wiarę. Przez te wątpliwości wielokrotnie nie rozumieli słów Jezusa, co czasami go irytowało, że nawet oni tego, co mówił, jeszcze nie umieli pojąć.

Spójrzmy na swoje życie. Zobaczmy jakie przynosimy owoce? Czym się karmimy i jak żyjemy? Ile razy w kryzysowych sytuacjach polegamy na Bogu, a ile na sobie? Czy jesteśmy zadowoleni z obecnego stanu? Czy wszystko jest tak, jakbyśmy sobie życzyli i nic nie musimy zmieniać? A teraz z drugiej strony: jak bardzo kochamy Boga, jak bardzo jesteśmy zaangażowani, jak mocno się staramy…? Czy nie powinniśmy rozpatrywać tego w kategoriach przyczyna – skutek?

Kiedy wiara jest duża lub mała?

Patrząc na nasze życie możemy dostrzec sfery, które są gorsze. Odczuwamy pewną dysharmonię między tym co chcemy robić, a tym co robimy. Nie chcę powiedzieć, że duża wiara czyni nasz świat bezproblemowym, ale z pewnością znacząco się do tego przyczynia. Jak zatem w miarę obiektywnie określić czy jesteśmy ludźmi wielkiej wiary, czy wprost przeciwnie? Z tym problemem mierzyli się już apostołowie: Apostołowie prosili Pana: Przymnóż nam wiary! Pan rzekł: Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!”, a byłaby wam posłuszna (Łuk. 17:5-6). Uzasadnienie pytania podałem wcześniej: byli pełni wątpliwości. Wątpliwość rodzi małowierność. A kiedy apostołowie prosili o wiarę, to co mogli mieć na myśli konkretnie? Z jednej strony słuchali słów Mistrza o zaufaniu i Bożej opiece, z drugiej strony widzieli wściekłość faryzeuszy. Czysto ludzkim odruchem był strach. Apostołowie wierzyli znakom Jezusa i nigdy nie zwątpili w niego jako Mesjasza, ale nie przychodziło im łatwo przyjmować jego słowa, gdy widzieli realne zagrożenie. Prosili o więcej. Więcej zrozumienia, więcej pewności, zaufania, utwierdzenia w tym, w co wierzą.

Powagę tej prośby do Jezusa możemy dostrzec w dość cielesnym podejściu apostołów do wielu spraw. Gdy wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie. Nagle zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: Panie, ratuj, giniemy! A On im rzekł: Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary? Potem wstał, rozkazał wichrom i jezioru, i nastała głęboka cisza (Mat. 8:23-26); Jezus rzekł do nich: Uważajcie i strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów! Oni zaś rozprawiali między sobą i mówili: Nie wzięliśmy chleba. Jezus, poznawszy to, rzekł: Ludzie małej wiary czemu zastanawiacie się nad tym, że nie wzięliście chleba? Czy jeszcze nie rozumiecie i nie pamiętacie owych pięciu chlebów na pięć tysięcy, i ile zebraliście koszów? Ani owych siedmiu chlebów na cztery tysiące, i ileście koszów zebrali? Jak to, nie rozumiecie, że nie o chlebie mówiłem wam, lecz: strzeżcie się kwasu faryzeuszów i saduceuszów? Wówczas zrozumieli, że mówił o wystrzeganiu się nie kwasu chlebowego, lecz nauki faryzeuszów i saduceuszów (Mat. 16:6-12). Apostołowie nie robili tego celowo. Oni po prostu nie rozumieli. To co widzieli (cielesne, materialne) wywierało na nich silniejszy wpływ niż to co słyszeli (duchowe). I nawet dokonywane przez Jezusa cuda, których byli świadkami, nie rozwiewały pewnych ich wątpliwości. Przede wszystkim, warto zauważyć, że czas odgrywa niezwykle ważną rolę. Apostołowie utwierdzali się w swym przekonaniu kilka lat, gdyż władze poznawcze przychodzą z czasem: Przeciwnie, stały pokarm jest właściwy dla dorosłych, którzy przez ćwiczenie mają władze umysłu udoskonalone do rozróżniania dobra i zła (Hebr. 5:14). Jednak czas nie rozwiązuje wszystkiego. Zauważmy, że apostołowie zwrócili się do Pana o pomnożenie wiary. Widać zatem, że pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie sami przeskoczyć. Dodatkowo, apostołowie otrzymali Ducha Świętego, który znacząco wpłynął na ich wiarę. Mamy więc 3 elementy i tylko jeden w naszej mocy. Nie mniej kluczowe jest właściwe rozeznanie – oceniając owoce naszego życia i trzeźwo patrząc na nie, jesteśmy w stanie ocenić jak sprawa naszej wiary wygląda i z jednej strony pracować nad swoim poznaniem i ugruntowaniem, z drugiej natomiast prosić Boga i o pogłębianie tego co wypracowujemy, i o większą miarę Ducha Świętego. Jeżeli nie wykażemy się zaangażowaniem, Bóg nie pobłogosławi nam, ponieważ nie będzie miał czego błogosławić…

Kiedy wiara jest żywa a kiedy martwa?

Rozmyślając o aspekcie wielkości wiary, możemy zauważyć, że jest ona bardzo niestabilna. Dziś może jest duża, ale jeśli ją zaniedbamy to za kilka chwil może drastycznie zmaleć. Niestety czas to nie jedyny czynnik jaki wpływa na jej chwiejność. Apostoł Jakub przestrzega: Chcesz zaś zrozumieć, nierozumny człowieku, że wiara bez uczynków jest bezowocna? Czy Abraham, ojciec nasz, nie z powodu uczynków został usprawiedliwiony, kiedy złożył syna Izaaka na ołtarzu ofiarnym? Widzisz, że wiara współdziałała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała. I tak wypełniło się Pismo, które mówi: Uwierzył przeto Abraham Bogu i poczytano mu to za sprawiedliwość, i został nazwany przyjacielem Boga. Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary. Podobnie też nierządnica Rachab, która przyjęła wysłanników i inną drogą odprawiła ich, czy nie dostąpiła usprawiedliwienia za swoje uczynki? Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków (Jak. 2:20-26). Tak jak Bóg świadczy w czynie o swoich słowach miłości i opieki względem człowieka, tak człowiek musi w czynie pokazywać to, o czym mówi i w co wierzy. Często ograniczamy pielęgnację swej wiary tylko do teorii: gromadzimy wiedzę analizując Boży Plan i poznając kolejne niuanse Bożego charakteru. W żadnym wypadku nie wolno tego podważyć! Jest to jednak niewystarczające, ponieważ teoria musi mieć przełożenie na praktykę. Kiedy Abraham ofiarowywał Izaaka, to wierzył, iż mimo bólu jaki będzie mu towarzyszył już do końca życia, chce uczynić to, bo Bóg w swojej sprawiedliwości tego oczekuje. I dopiero kiedy sztylet był już w powietrzu Abraham pokazał jaką ma wiarę: Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna (Rodz. 22:12).

Nie miejsce i pora, abyśmy teraz przytaczali dzisiątki znanych nam wersetów, które uczą jak żyć, jakie świadectwo wydawać innym, jak zachowywać się, w jaki sposób Bogu służyć. My to wszystko wiemy i nie ma chyba możliwości, abyśmy nagle znaleźli jakiś ukryty zapis. Zastanawiająca jest ta blokada w nas. Zauważmy, że możemy mieć wiarę, może być ona nawet duża i nadal będziemy stać w miejscu. Tu musi zaistnieć nasza wola uczynienia kroku w przód, przejścia na wyższy poziom. Nie da się tego osiągnąć bez wyzbycia się kolejnej cząstki cielesności, ale to już nasz wybór. Abraham, Noe, Mojżesz czy Dawid byli takimi samymi ludźmi jak my: zostali powołani, dostali (może bardziej spektakularne) dowody Bożej opieki przez co wierzyli w Boga. Jeśli na tym by poprzestali, to żaden z nich nie miałby się czym chlubić. Bóg objawił się w ich życiu i wierzyli w Niego, ale to już oni sami zdobyli się na swoistą ofiarę i swoją wielką wiarę przekuwali na uczynki, mimo że tak samo jak my: wielokrotnie wątpili, bali się, popełniali błędy, byli cieleśni.

Co z tego, że będziemy mieć wielką wiarę, którą, jak talent, zakopiemy. Będzie ona bezużyteczna dla naszego duchowego rozwoju, ponieważ ograniczy się tylko do wewnętrznego przekonania i osobistej świadomości. Albowiem w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość (Gal. 5:6). Dlatego można zaryzykować dość śmiałą tezę: Jeżeli nasze życie nie jest świadectwem, nie przynosi odpowiednich owoców, to tak naprawdę nie uwierzyliśmy w Jezusa jak należy uwierzyć. Wiele wersetów utwierdza nas w tym przekonaniu. Paweł oświadcza, że Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Efez. 2:10), ponadto możemy przypomnieć, że Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a otostało się nowe (2 Kor. 5:17). Żywa, wielka i autentyczna wiara jest wielką siłą napędową, powodującą że mamy nie tylko chcenie ale i wykonanie.

Trzeba też być konsekwentnym i pamiętać, że nadal możemy prosić o pomnożenie wiary i Ducha Świętego. Tylko na tym jednak nie możemy opierać całego swojego duchowego rozwoju. Musimy wykazać się inicjatywą. Pozorna subtelność granicy naszej odpowiedzialności a Bożego błogosławieństwa może sprawiać, że będziemy czuć się zagubieni i w chaosie. Ale wystarczy z uwagą przeczytać historie wielkich mężów wiary i zobaczyć, że to co może się wydawać irracjonalne, ma w gruncie rzeczy uzasadnienie właśnie w wierze. Musimy tylko zrozumieć, że wszystko jest z sobą powiązane i jedne rzeczy wpływają na drugie. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa.Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła. I od tej chwili kobieta była zdrowa (Mat. 9:20-22). Nie litość, nie przypadek, nie wypracowane zasługi, ale tylko i wyłącznie wiara owej kobiety w Mesjasza spowodowała jej uzdrowienie. Oczywiście uzdrowienie było poprzez Jezusa i z pewnością nie było to poza jego kontrolą, ale jej uzdrowienie było naturalną konsekwencją jej wiary. Mamy wiele świadectw tego, jak Jezus uzasadnia uzdrowienie: tylko i wyłącznie przez wiarę chorujących w Jezusa Mesjasza. Cuda, które czynił były po części konsekwencją wiary w niego: I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa (Mat. 13:58).

Moja wiara

Dochodzimy do momentu, w którym należy odpowiedzieć sobie na pytanie „w jaki sposób…?” Jak zmienić stan obecnego letargu, jak z małej wiary zrobić wielką, a z martwej – żywą, bądź jak w ogóle tą wiarę zbudować. Tutaj też żadnych rewolucji nie będzie:

  1. Słuchanie: Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa (Rzym. 10:17)
  2. Samodzielne szukanie: Ci byli szlachetniejsi od Tesaloniczan, przyjęli naukę z całą gorliwością i codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest (Dz.Ap. 17:11)
  3. Ugruntowywanie się: Jak więc przejęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak w Nim postępujcie:zapuśćcie w Niego korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, jak was nauczono, pełni wdzięczności. Baczcie, aby kto was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie (Kol. 2:6-8)
  4. Uzewnętrznianie Słowa: Słowo Chrystusa niech w was przebywa z [całym swym] bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach (Kol. 3:16)

Powyższe punkty mają jeden wspólny mianownik: zaangażowanie i własna praca. Możecie się z nimi nie zgadzać, mieć swoje sposoby, może coś byście do tego dodali, a może odjęli. Nie ma problemu, niech każdy wypracuje swoją drogę, ale bez osobistego wkładu, nasze coniedzielne nabożeństwa będą może piękne, bogate w formę ale bez grama Ducha Świętego! Według Bożej sprawiedliwości musi być w naszym sercu odpowiedni zaczyn: W Listrze mieszkał pewien człowiek o bezwładnych nogach, kaleka od urodzenia, który nigdy nie chodził. Słuchał on przemówienia Pawła; ten spojrzał na niego uważnie i widząc, że ma wiarę potrzebną do uzdrowienia,zawołał głośno: Stań prosto na nogach! A on zerwał się i zaczął chodzić (Dz.Ap. 14:8-10).

Na chłodno spróbujmy ocenić gdzie jesteśmy i czy po tylu latach, nie powinniśmy być gdzieś indziej – zdecydowanie dalej, lepiej rozwinięci, bardziej zaangażowani. Z racji wypełniających się proroctw dotyczących czasów końca, warto porzucić cielesność i na kolanach zbliżyć się do tronu Bożego. Pytanie tylko, czy jesteśmy gotowi skonfrontować się z Prawdą.

Udostępnij...

O Autorze

Łukasz Miller