Opowieści betlejemskie - część I

Autor tekstu - Samuel Królak | Data publikacji - piątek, 13 stycznia 2017 | Obszar - na Północ

Jonatan i kaplica Micheasza (Sdz 17-18)

Opowieści betlejemskie - część I

fot. Piotr Litkowicz

Księgę Sędziów zamykają dwie ważne z punktu widzenia dziejów Izraela historie: jedna opowiada o wędrówce Danitów i ustanowieniu przez nich pierwszego odstępczego kultu w kraju; druga dotyczy wynikłej z lokalnego sporu wojny Izraelitów z trybem Beniamina i niemal całkowitego wytępienia tego pokolenia. Obie historie ukazują słabość narodu pozbawionego silnej władzy zwierzchniej, stąd powtarzające się (3×), scalające je jakby klamrą zdanie: w owym czasie nie było króla w Izraelu, każdy czynił to, co uznawał za słuszne.

Łączy obydwa opowiadania jeszcze jedno: główne postacie związane są z małym, ale jakże ważnym z punktu widzenia dalszej historii zbawienia miastem: Betlejem judzkim. Może to wynikać stąd, że relacje o tych epizodach dziejów narodu wybranego przekazał nam Dawid lub ktoś z jego otoczenia, może prorok-kronikarz, a przekazywane były one w rodzinie Jessego od kilku pokoleń.

Do opowiadań betlejemskich zaliczyć też należy Księgę Rut, która następuje zaraz po tych dodatkach we wszystkich kanonach Biblii i wydarzenia w niej opisane toczą się również w mieście Dawidowym.

Dzieje 12 pokoleń w okresie między Podbojem a pojawieniem się króla są naszym zdaniem typiczną ilustracją zmagań Kościoła z grzechem i duchowymi nieprzyjaciółmi w okresie Wieku Ewangelii.

Do Ziemi Obiecanej wprowadził Izraelitów Jozue, po grecku Jezus, następca Mojżesza. Rozpoczął on swoją działalność nad rzeką Jordan. Pokonał 31 najważniejszych królów w tym regionie (według LXX było ich 29) i podzielił kraj losem, przyznając 9,5 plemionom ich dziedzictwo na już przejętych ziemiach, oraz nakazał im prowadzenie dalszej ekspansji w Kanaanie, aż do całkowitego usunięcia zamieszkujących go ludów, aby posiedli w ten sposób resztę swojego działu.


fot. Estera Kubic - źródła Jordanu

Dopóki Jozue żył, nikt nie mógł się mu oprzeć. Kiedy jednak “został przyłączony do swoich ojców”, plemiona ze zmiennym szczęściem prowadziły dalsze kampanie.

Najpierw tryby Juda wraz z Symeonem (Symeon zgodnie z proroctwem Jakuba Rdz 49:7 nie dostał samodzielnego działu w ziemi, mieszkał w miastach judzkich) pomagały sobie nawzajem w usuwaniu Kananejczyków i Peryzytów. Nie zdołali ich jednak całkowicie pokonać. Mieszkańcy dolin oraz obywatele Jeruzalemu obronili się przed hebrajskimi plemionami i pozostali w swojej fortecy aż do czasów Dawida.

Inne pokolenia miały mniej powodzenia. Niektóre, jak Efraim, unicestwiły swoich wrogów, w większości jednak po prostu ich zwasalizowały i wykorzystywały do niewolniczej pracy albo brały od nich haracz. (Zebulon, Aszer, Naftali). A to poskutkowało nieuchronnym mieszaniem się Izraelitów z tymi ludami – religijnie, obyczajowo i etnicznie.

Z biegiem czasu za łamanie przymierza synajskiego same były niewolone przez obcych, o czym informuje Księga Sędziów w dalszych rozdziałach.

Było w końcu i takie plemię spośród tych dziesięciu, które samo zostało całkowicie zepchnięte do defensywy, koczując dziesiątki lat w obozie między Sorea a Esztaol, a szukając wyjścia z tego położenia postanowiło przeszpiegować ziemię i osiąść gdziekolwiek indziej. Mimo, że byli drugim po Judzie najliczniejszym domem w Jakubie (sto kilkadziesiąt tysięcy ludzi), to napotkali na mocniejszego – Filistyńczyków. Danici, bo o nich mowa, udali się ostatecznie w liczbie 600 zbrojnych mężczyzn plus kobiety i dzieci w okolice źródeł Jordanu, do miejscowości u podnóża Libanu, o nazwie Laisz, i zgładzili ostrzem miecza wszystkich napotkanych Fenicjan, po czym zajęli ich miejscowość. Potem dołączyła do nich spora część pobratymców. Znaleźli się całkowicie poza wyznaczonym im dziedzictwem, a w dodatku wprowadzili u siebie bałwochwalstwo, o którym jeszcze będzie mowa.

To mówią pierwsze dwa rozdziały, ale co interesujące, również historie Sędziów zaczynają się na wyzwolicielach z Judy (Otniel), a kończą na Danitach (Samson). Myślimy, że Duch święty chce nam coś przez to podpowiedzieć.

Podobnie jest i z chrześcijaństwem. Dobry początek, słaby ciąg dalszy, koniec pod dużym znakiem zapytania.

Nasz wódz, Jezus, zwyciężył grzech i wytrwał we wszystkich próbach, jakim musiał stawić czoła. Nie uległ kuszeniu Szatana ani podstępom faryzeuszy. Nie złorzeczył, kiedy Mu złorzeczono, nawet w godzinie męki. W końcu, trzeciego dnia, pokonał także i śmierć, i to już na zawsze. Odchodząc, pozostawił uczniom swoje dzieło misyjne: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28:19-20). Ta misja ma trwać do końca świata. Mówi jakby: “Kontynuujcie podbój serc dla Ewangelii”.

Z początku szło dobrze. Pierwsi naśladowcy Jezusa – etniczni Żydzi, plemię Juda, choć byli nieliczni, jednak spowodowali wielkie nawrócenie w Judei, Galilei, Samarii, potem Syrii i wszędzie, gdzie zaprowadziło ich prześladowanie albo Duch Święty. Pierwsze wieki to gwałtowna ekspansja chrystianizmu we wszystkich kierunkach. Bohaterskie męczeństwo było posiewem, z którego jeszcze obficiej wyrastali kolejni naśladowcy Pana.

Potem sprawy przybrały gorszy obrót. Krzyż nadal osiągał zwycięstwa, ale rzadziej już na drodze pokojowej – więcej było w tym polityki i miecza. Podobnie jak w przypadku połowicznych zwycięstw pokoleń izraelskich – nie zwalczono pogaństwa, narzucono mu tylko kościelne zwierzchnictwo, a lokalnym obrzędom chrześcijański koloryt. A w sercu religii Chrystusowej pojawiły się papizm, schizma wschodnio-zachodnia, prześladowania inaczej myślących, antysemityzm. W reakcji na soborowe błędy chrześcijan, zwłaszcza trynitaryzm, w Arabii narodził się islam, który w ciągu następnych kilkuset lat wydrze spod ich wpływów całą Azję Mniejszą, kawał Europy i dużą część Afryki.

Potem europejski Renesans i Oświecenie będą kolejnymi stopniami na drodze do sekularyzacji społeczeństw Europy. Pojawi się ateizm. A w epoce modernizmu wyższy krytycyzm i darwinizm zabiorą w ciągu kilku pokoleń wielkie masy ludzi z kościołów.

I w końcu nasze czasy. Chrześcijaństwo skutecznie spychane do getta, skansenu, odizolowane, uznane za relikt przeszłości, atawizm. Wiara nie będąca w stanie oprzeć się zmasowanym atakom biologów, lekarzy, feministek, LGBT, uniwersytetów, dziennikarzy, inżynierów społeczeństwa, liberalnych teologów, biblistów (!). Odrzucana przez konsumpcyjne społeczeństwo. Postępowy świat zachodni z zapałem i satysfakcją godną lepszej sprawy siedząc okrakiem na gałęzi usiłuje ją odpiłować od drzewa, z którego wyrosła. Nie chce wiedzieć, że nauka Chrystusa to miłość, dobro, małżeńska wierność, rodzina, szacunek, uczciwość, prawdomówność, cierpliwość, współczucie, bezinteresowność, pokora, gościnność, praworządność, kultura osobista – cechy, które masowo można wypracować tylko i wyłącznie przez wiarę, zalety, bez jakich żadne społeczeństwo nie przetrwa.

I my, współcześni (nie daj Panie Boże) Danici. Wciąż w “obozie” – nie urządzeni ani w niebie, ani na ziemi. Patrząc bezsilnie na brak sukcesów na polu misyjnym, decydujemy się często na poszukanie sobie innego dziedzictwa, innych zainteresowań. Ekologia, nauka, kariera zawodowa, zdrowie, polityka, życie rodzinne. Moda, sztuka, sport, motoryzacja – każdy niech nazwie po imieniu swoje fenickie obszary zainteresowań. Zamiast duchowego Kanaanu włączamy się w wir walki o godne i wygodne życie w doczesności. Ta walka o lepszy byt sprowadza się w istocie do przypodobywania się mocnym i krzywdzenia słabszych, jak w przypadku Danitów, bo taki obowiązuje porządek na tym świecie.

A powrót Króla to oczywiście ponowne przyjście Jezusa Chrystusa, który położy kres wszelkim niewłaściwym zjawiskom w swoim Królestwie. “Wciąż czekamy na tę chwilę”. Wówczas nastąpi koniec czynienia tego, co się komu arbitralnie podoba.

Na okres Sędziów można również spojrzeć jak na metaforę walki z własnymi, wewnętrznymi słabościami.

Kto się upamiętał i nawrócił, ten z początku doznaje wielkiej Bożej łaski, pozwalającej mu zerwać z dotychczasowymi nałogami, poglądami, stylem życia. Taki człowiek staje się nowonarodzony w Duchu świętym. Diametralnie się zmienia. Moc Jezusa może nawet z osoby bardzo zdegradowanej przez grzech, np. gangstera czy alkoholika uczynić z powrotem kogoś niewinnego. To jest realne, to się czuje, mając z kimś takim kontakt.

Po jakimś czasie jednak wraca codzienność a euforia znika. Nowy człowiek uświadamia sobie, że przed nim jeszcze dużo zmagań ze starymi słabościami i pokusami. I zaczyna się walka – nadal przy wsparciu Pańskim, ale już mniej cudowna, a bardziej samodzielna. Zaczyna się nasz okres wyswobodzenia Kanaanu z wciąż niezdobytych fortec naszego ja. Mówi o tym święty Paweł w bardzo znanym wersecie:

Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły i wszelką pychę, podnoszącą się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się Chrystusowi. 2 Kor 10:4-5

Tak jest, warowne miasta Kanaanu symbolizują ośrodki oporu naszego starego człowieka, stawiające aż dotąd opór Jezusowi. Naszą zarozumiałość, ambicję, uprzedzenia, grzeszne upodobania. Wszyscy mamy wciąż takie fortece do zdobycia. Pan udzieli nam mocy do ich sforsowania przez modlitwę i oręż Pisma Świętego. Ale żąda od nas też osobistego zaangażowania. On nie chce zrobić za nas wszystkiego. Większą część naszej ludzkiej natury i tak podbił osobiście, a dokończy dzieła obejmując swoją królewską władzę (1 Kor 15:53-54).

Kampania Jozuego razi uczucia współczesnych odbiorców tej Księgi opisem totalnej eksterminacji Kananejczyków – nie tylko mężczyzn wojowników, ale i kobiet z dziećmi. Nie chcemy w tej chwili uzasadniać ani bronić tych działań. Wierzymy w zmartwychwstanie tych ludzi w Dniu Sądu i sprawiedliwą decyzję Boga co do ich przyszłości. Warto tylko za innymi braćmi nadmienić, że w płaszczyźnie symbolicznej mieszkańcy Kanaanu wyobrażają różne typy grzechu. Mężczyźni symbolizują grzechy ciężkie, takie, które łatwo przychodzi znienawidzić i potępić, wydać im walkę. Niewiasty – ponętne, miłe sercu, pożądliwości. Dzieci – grzechy zdawałoby się małe, niewinne – takie “liszki”. Wszystkich trzeba się pozbyć, chociaż nasza cielesność chętnie by niektóre oszczędziła.

W przedstawionej poniżej historii nie ma ani jednego pozytywnego bohatera. Ale mimo to warto ją poznać – z braku wzorów możemy zaczerpnąć stamtąd przestrogi. Tym, którzy Boga kochają, wszystkie rzeczy dopomagają ku dobremu (Rzm 8:28). Całe Pismo jest od Boga natchnione i pożyteczne do siedmiu zastosowań (2 Tm 3:16-17).

Dokończenie za tydzień


Udostępnij...

O Autorze

Samuel Królak

Komentarze (5)

  • Beniamin Pogoda

    Beniamin Pogoda

    24 stycznia 2017 o 23:10 |
    Mój komentarz historyczny: cyt. "Renesans i Oświecenie będą kolejnymi stopniami na drodze do sekularyzacji społeczeństw Europy." Teza nieścisła - renesans (dosł. odrodzenie) i związana z nim reformacja przyniosły wielkie ożywienie religijne i tchnęły nowego ducha w wiarę chrześcijańską, nieco już przygasłą i skostniałą w późnym średniowieczu. To nie jest tak, że od czasów apostolskich ciągle schodzimy w dół - w rzeczywistości czas wzlotów przeplata się z okresami upadków; dziś niewątpliwie żyjemy w dobie upadku. Teza, że islam powstał jako reakcja na wprowadzenie trynitaryzmu do chrześcijaństwa jest także co najmniej dyskusyjna, jeśli nie w ogóle wątpliwa. Komentarz biologiczny - antropologia jest nauką, która, w przeciwieństwie do Biblii, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Jest w niej wiele hipotez opartych na bardzo niepewnych przesłankach - zbyt mało jest bowiem wykopalisk i nowe odkrycie stawia często pod znakiem zapytania wcześniej przyjęte koncepcje. Neandertalczyka uważano onegdaj za przodka człowieka rozumnego (Homo sapiens), potem - w miarę gromadzenia coraz to nowych dowodów - okazało się, że żył on współcześnie z człowiekiem rozumnym, a najświeższe badania genetyczne (Svante Paabo z zespołem z Instytutu Maxa Plancka w Lipsku) dowiodły, że człowiek neandertalski dawał płodne potomstwo z człowiekiem z Cro-Magnon i jego geny przetrwały do dziś u ludzi współcześnie żyjących. Uzasadnione jest więc twierdzenie, że człowiek neandertalski nie był odrębnym gatunkiem, a jedną z licznych ras ludzkich. To tylko ułomek, drobna cząstka białych plam na mapie pochodzenia człowieka. Niedawne odkrycie znad rzeki Ardeche we Francji - grota Chauveta, było zaskoczeniem dla antropologów, nikt się bowiem nie spodziewał, że człowiek rozumny kopalny na wczesnym etapie swego istnienia będzie zdolny do tak wyrafinowanej twórczości artystycznej (polecam dokumentalny film Wernera Herzoga "Jaskinia zapomnianych snów"). Poczekajmy więc cierpliwie na kolejne odkrycia. Nota bene - w biblijnym potopie giną bez reszty wszyscy potomkowie Kaina, ocaleje jedynie garść potomków Seta i Enosa. Jeśliby - zgodnie z przywołanym przez Ciebie mitem - historia o Kainie i Ablu miała być pamięcią o zmaganiach człowieka z Cro-Magnon z jego bratem z Neandertalu, to raczej neandertalczyk byłby stroną atakującą, która, mimo przewagi fizycznej i większego mózgu, wyginęła. Interpretacje więc powinny być ostrożne.
  • Piotr Kubic

    Piotr Kubic

    15 stycznia 2017 o 10:21 |
    Chciałbym skomentować akapit rozpoczynający się od: „I w końcu nasze czasy. Chrześcijaństwo…”.

    Czuję, że coś tu jest nie tak. Zdaję sobie pytania o sedno – jeśli wiara jest prawdziwa, to dlaczego nie może oprzeć się atakom np. biologów, uniwersytetów? Przecież te gremia zajmują się badaniem i opisem rzeczywistego świata.

    Dlaczego jest odrzucana przez konsumpcyjne społeczeństwo? Łatwo popaść w ton narzekania, lecz pytanie o sedno brzmi – czy w takim społeczeństwie wiara nie jest już potrzebna? Przecież ludzie przez tysiąclecia zwracali się w stronę jakiejś wiary, co się stało, że teraz, w krajach najbardziej rozwiniętych, jest inaczej?

    Czy świat zachodni usiłuje odpiłować wiarę od drzewa, czy raczej wiara, proponowana przez kościoły, w warunkach, jakie mamy, po prostu staje się zbędna? Dlaczego?

    Skąd się wziął ruch feministek? Czy my również jesteśmy za tym, by kobiety np. nie posiadały praw wyborczych?
    • Samuel Królak

      Samuel Królak

      16 stycznia 2017 o 01:16 |
      “Jeśli wiara jest prawdziwa, to dlaczego nie może oprzeć się atakom np. biologów, uniwersytetów? Przecież te gremia zajmują się badaniem i opisem rzeczywistego świata.”

      Wiara przegrywa walkę o dusze ludzkie, ponieważ niewierząca strona sporu dysponuje siłą intelektualną i zapleczem naukowym, jakich chrześcijanie nie mają. Biologowie zgromadzili materiały dowodowe, które ich zdaniem przeczą młodemu wiekowi ludzkości, na jaki wskazuje Biblia. Znajdowane są szczątki istot uznanych za prekursorów albo przegranych rywali homo sapiens. Współczesna antropogeneza przeczy literalnemu odczytaniu historii o Raju i grzechu, ucząc o ewolucji i śmiertelności człowieka.
      Czy ktoś z nas jest w stanie z tymi argumentami i znaleziskami dyskutować? Może jacyś kreacjoniści w USA, albo ktoś jeszcze, ale ja nie.

      “Dlaczego jest odrzucana przez konsumpcyjne społeczeństwo?”

      Też przez powagę świata nauki. W literalne przesłanie Biblii mogliby uwierzyć, ale jest ono im uniemożliwione. A interpretacje zastępcze współczesnych teologów, ukazujące Biblię jako pożyteczny mit (np. historia Kaina i Abla jako echo rzezi bratniego gatunku, np. eksterminacji neandertalczyków dokonanej przez ludzi z Cro-Magnon) są nieprzekonujące.
      Wiara ludziom jest niezbędna, ale skłonni są wierzyć w co innego. Jest mnóstwo czynników składających się na nieatrakcyjność chrześcijaństwa w oczach mas. To temat rzeka. Josh Macdowell pisał, że w młodzieńczym wieku dla niego i jego kolegów studentów prawa motywacją do odrzucenia wiary była swoboda seksualna. Skandale kościelne - kolejny silny demotywator. I wielka ilość innych przyczyn, które trudno na szybko nawet skategoryzować.
      Ważne jest to, że w wypowiedzianym w artykule zdaniu tkwi prawda. Nieporadna i z grubsza, na miarę możliwości piszącego, wyrażona stereotypowo, ale - prawda. Powyższy tekst nie stawia sobie za cel wyjaśnić czemu tak jest - jedynie konstatuje.

      “Łatwo popaść w ton narzekania, lecz pytanie o sedno brzmi – czy w takim społeczeństwie wiara nie jest już potrzebna?”
      Jest potrzebna. Nawet jeśli ludzie tego nie dostrzegają. Wiara jest warunkiem zbawienia. “Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, zbawiony będziesz”.

      “Czy świat zachodni usiłuje odpiłować wiarę od drzewa, czy raczej wiara, proponowana przez kościoły, w warunkach, jakie mamy, po prostu staje się zbędna? Dlaczego?”

      Przykład jest oczywiście passé, ale można sobie zlepić inny. “Świat zachodni wierci dziury w Boeingu, którym leci”. “Świat zachodni zapomniał spodni”. itp.
      Pytanie “dlaczego?” nie łączy się z poprzednimi zdaniami w logiczny sposób. Co: “dlaczego”? Dlaczego “wiara, proponowana przez kościoły w warunkach, jakie mamy, staje się zbędna”? Ale przecież to pytający tak twierdzi. Niechże pytający odpowie i doda czym są “warunki, jakie mamy”.

      “Skąd się wziął ruch feministek? Czy my również jesteśmy za tym, by kobiety np. nie posiadały praw wyborczych?”

      “Skąd się wziął ruch feministek?”

      Jego geneza sięga przełomu XVIII i XIX wieku, a geograficznie pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, Wlk. Brytanii i Francji. Link masz tu:
      https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Feminizm_pierwszej_fali

      “Czy my także chcemy praw wyborczych dla kobiet?”
      Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zdefiniować “my”, oraz o jakie prawa wyborcze chodzi.

      Mogę co najwyżej spróbować wyjaśnić, dlaczego umieściłem feministki pośród środowisk walczących z wiarą chrześcijańską. Abstrahuję od zasług feminizmu na polu walki o godność i prawa kobiet. Feminizm każdej z trzech fal ma wiele słusznych postulatów, które realizuje lub zrealizował. Ale ma też dążenia szkodliwe. Dlatego takie pytanie czy jesteśmy “za” czy “przeciw” feminizmowi, delikatnie mówiąc, do udanych nie należy.

      Ten ruch jest bardzo niejednorodny, ale można wskazać jego cele względem religii chrześcijańskiej, ponieważ są wspólne. Feminizm tropi i kwestionuje w Biblii tzw. narrację patriarchalną. Zwalcza prezentowaną tam ideę przełożeństwa mężczyzny w ramach rodziny, kościoła i społeczeństwa, która jest postrzegana przez ten ruch jako przejaw biologicznej dyskryminacji i jedno z kulturowych źródeł opresji kobiet. Feminizm, jeśli ma do czynienia z chrześcijaństwem, to domaga się w nim przemian na drodze reformistycznej lub rewolucyjnej, żądając zreinterpretowania teologii i terminologii, uważanych za zmaskulinizowane, zmiany myślenia, a także zmian organizacyjnych - np. ordynacji i kapłaństwa kobiet.
  • Samuel Królak

    Samuel Królak

    14 stycznia 2017 o 12:48 |
    Słyszałem opinię, że Plemię Dan ma coś wspólnego z Sardynią (Sar Dan - książę Dan). Czy to możliwe?
  • dak

    dak

    14 stycznia 2017 o 10:11 |
    Ciekawa opowieść (czekamy na dalszy ciąg) i jeszcze ciekawsze wnioski. Smutne niestety. Choć jest element pozytywny. Pomimo całego odstępstwa Izraela, naród ten istnieje do dzisiaj i jesteśmy przekonani, że zrealizuje założone przez Boga cele. Podobnie z chrześcijaństwem. Nie jest najwyższej jakości jako całość, ale mimo wszystko kościół się z niego wybierze, a przy tym ideały judeo-chrześcijańskie upowszechnione zostały (gorzej lub lepiej) na całym świecie. Bóg jest skuteczny. Szkoda tylko, że my ludzie, tak słabo korzystamy z Jego skuteczności.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.