Pomoc Boga (1)

Autor tekstu - Stanisław Kubic | Data publikacji - piątek, 19 maja 2017 | Obszar - na Północ

Pomoc Boga (1)
fot. Maria Woziwoda

W krótszym z dwóch opisów dzieła stworzenia człowieka czytamy, że zostaliśmy – my, ludzie na ziemi, po fizycznym stworzeniu nas, uznani przez Boga za zdolnych do samodzielnego zapełnienia sobą ziemi, zapełnienia na wieczność. Oznacza to, że Bóg, stwarzając człowieka, umieścił w nim taką wielkość i zdolność rozsądku i uczuć, aby mógł samodzielnie żyć na ziemi w pokoju z bliźnimi przez wieczność.

„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” – Rdz 1:27-28.

Jednak dając przy tym człowiekowi wolną wolę wyboru drogi dobra albo zła, Bóg nie obdarzył go odgórnie, tak jak to zrobił w przypadku zwierząt, umiejętnością takiego wykorzystania potencjału rozsądku i uczuć, aby jego pożądliwości kierowały jego samodzielne decyzje tylko na drogę dobra. Pragnienia dobra (Jk 1:14-15) człowiek musi stworzyć w sobie sam, tak aby nie wykorzystywał danych mu zdolności uczuć i rozsądku do tworzenia zła. Bóg stworzył w człowieku „hardware”, który wystarcza, by mógł on samodzielnie kierować swym postępowaniem i żyć w pokoju z bliźnimi, lecz nie wyposażył go w „software”, bo dał mu wolną wolę. Niezbędne „oprogramowanie”, pozwalające skierować każdy czyn na drogę pokoju, człowiek musi stworzyć i zainstalować w swych uczuciach sam. W praktyce wybrani słudzy przez wieki stwarzają w sobie z pomocą Boga dobry „software”, by na końcu tej służby pokazać go w pokojowym życiu ludzi na Syjonie (Iz 25:6, Iz 2:2-4), tak aby wszyscy przyszli uczestnicy Królestwa Bożego mogli odwzorować i samodzielnie zainstalować w swym rozsądku i uczuciach zdolność do samodzielnego czynienia wokół siebie pokoju (Mt 5:9).

Inicjatywa stworzenia ludzi na ziemi „na obraz i podobieństwo Boga” wypłynęła z pragnień Stwórcy, by podzielić się radością istnienia w społeczności istot Jemu podobnych, wypłynęła z wielkości Jego Imienia, ze wzniosłości przymiotów Jego charakteru. Dlatego dla osiągnięcia zamierzonego celu również Jego Imię musi być „zainstalowane” w Jego stworzeniu – nie jako dany odgórnie nakaz, lecz jako oczekiwany i ofiarowany dar. By umieć przyjąć ten dar z oczekiwaniem i pożądaniem, człowiek musi dojrzeć, doświadczając niepowodzeń w samodzielnym organizowaniu społecznego życia na ziemi. Dlatego, równolegle do drogi doświadczeń zła, którą podąża ogół ludzkości, inną ścieżką kroczą Jego słudzy. Na tej ścieżce Bóg tworzy spektakl, za pomoca którego pokazuje im swoje Imię – pokazuje, a nie werbalnie naucza.

„Nie porzuci bowiem Pan ludu swojego, postanowił was bowiem uczynić ludem swoim przez wzgląd na swe wielkie imię” – 1 Sm 12:22.

„Dlatego mów do domu Izraela: Tak mówi Pan Bóg: Nie z waszego powodu to czynię, domu Izraela, ale dla świętego imienia mojego, które bezcześciliście wśród ludów pogańskich, do których przyszliście. Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród ludów, zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem Pan – wyrocznia Pana Boga – gdy okażę się Świętym względem was przed ich oczami” – Ez 36:22-23.

Aby narody (czyli ogół ludzi) mogły stopniowo przyjąć do swych uczuć Imię Boga, Jego wzniosły charakter tworzący pokój pomiędzy Jego stworzeniem, muszą zobaczyć to Imię poprzez błogosławione skutki, jakie będzie ono wywoływać w wybranej społeczności, która w swym codziennym życiu kieruje się przymiotami Bożego charakteru, zainstalowanymi w uczuciach każdego pojedynczego jej członka.

„Lud mój mieszkać będzie w stolicy pokoju, w mieszkaniach bezpiecznych, w zacisznych miejscach wypoczynku, choćby las został powalony, a miasto było bardzo poniżone. Szczęśliwi! Wy siać będziecie nad każdą wodą, puszczając wolno woły i osły” – Iz 32:18-20.

„Każę wytrysnąć strumieniom na nagich wzgórzach i źródłom wód pośrodku nizin. Zamienię pustynię na pojezierze, a wyschniętą ziemię na wodotryski. Na pustyni zasadzę cedry, akacje, mirty i oliwki; rozkrzewię na pustkowiu cyprysy, wiązy i bukszpan obok siebie. Ażeby widzieli i poznali, rozważyli i pojęli wszyscy, że ręka Pańska to uczyniła, że Święty Izraela tego dokonał” – Iz 41:16-18.

„…Do Ciebie przyjdą narody z krańców ziemi i powiedzą: Przodkowie nasi odziedziczyli tylko kłamstwo – nicość pozbawioną jakiejkolwiek mocy” – Jr 16:19.

Spełni się obietnica dana Abrahamowi.

„Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia takiego, jakie jest udziałem twego potomstwa…” – Rdz 22:18.

Na początku jednak szatan, korzystając z tego, że dzieło stwarzania człowieka było jeszcze niedokończone – niedokończone, bo w rozsądku i uczuciach Adama nie zostało jeszcze „zainstalowane” Imię Boże, oderwał ludzi od nauczającej społeczności z Bogiem i swym knowaniem skierował nas do ziemi wygnania. Tam ludzie, zamiast napełniać uczucia i rozsądek przymiotami charakteru Boga, „instalują” w sobie wzajemną wrogość. Bowiem praca dla podtrzymania bytu jest cierpieniem (Rdz 3:17-19), które można zmniejszyć, czy wręcz go uniknąć, przez zawładnięcie owocami pracy bliźnich, zwiększając przy tym ich cierpienia (Jk 5:4). Do tej podstawowej przyczyny tworzenia wzajemnej wrogości pomiędzy ludźmi doszły stwarzane w uczuciach nieukształtowanych ku czynieniu pokoju (Mt 11:29, Mt 5:9) różne pożądliwości wywyższania się nad innych, które pojawiły się już w Kainie.

W Raju Bóg, Adam i Jutrzenka, zanim stał się szatanem, byli „u siebie” i w miarę potrzeby kontaktowali się ze sobą bez pośrednictwa jakiejś świątyni. Dlatego nieposłuszeństwo Adama było przestępstwem dokonanym przeciwko Bogu, gdyż miało miejsce w Jego domu. Z tego też powodu nie zostało przebaczone, jednak życie bezpowrotnie utracone przez Adama zostało zastąpione przez życie Jezusa, który je nam ofiarował. Po przestępstwie, jakiego dopuścił się Adam, ziemia jego wygnania stała się ziemią szatana (Ez 32:8, Łk 4:6), a Bóg oddalił się od ludzi. Wyjaśnił to Elihu Jobowi i trzem jego pocieszycielom:

„Spojrzyj na niebo! Popatrz! Oglądaj obłoki wysoko! Gdy zgrzeszysz, co ty Mu zrobisz? Czy zaszkodzisz Mu mnóstwem grzechów? Czy dajesz Mu co, gdyś jest prawy? Czy otrzyma coś z twojej ręki? Podobnych do ciebie złość twa dosięga, a twoja prawość ludziom pomaga” – Joba 35:5-8.

Pocieszyciele Joba twierdzili bowiem, że Bóg nadal „ręcznie” steruje każdym człowiekiem i go sądzi, jeśli zatem Job cierpi, to jest to kara od Boga za jakieś jego przestępstwo, do którego nie chce się przyznać. Dużo ludzi nadal tak uważa.

Bóg, oddaliwszy się od ludzi do pewnego czasu ze swym sądem (Rz 2:5), pozostał z nimi na ziemi ich wygnania ze swym miłosierdziem, opatrznościowym dla całej ludzkości, a szczególnym dla sług pracujących z Nim nad naprawą człowieka na ziemi. Wyjątkowo ludzie wchodzący z Bogiem w przymierze dla wykonania swej służby, dostępują również łaski Jego sądu. Okazaniem opatrznościowego miłosierdzia Boga było ziszczenie mieszkańców Sodomy czy też wymordowanie Kananejczyków przez Żydów z rozkazu Boga.

„Pan w świętym swoim przybytku, Pan ma tron swój na niebiosach. Oczy Jego patrzą, powieki Jego badają synów ludzkich. Pan bada sprawiedliwego i występnego, nie cierpi Jego dusza tego, kto kocha nieprawość” – Ps 11:4-5.

Obserwując ziemię, Bóg przybliża się ze swym miłosierdziem do niektórych ludzi, których samodzielne rozsądzanie wydarzeń na ziemi skłania do takiego postępowania, aby w jakiejś cząstce było ono „napełnieniem ziemi przez ludzi” na wieczność. Przybliża się ze swą pomocą, aby ich postępowanie zaowocowało cząstką w dziele naprawy wszystkich ludzi. Takim człowiekiem był Noe, sprzeciwiający się swym postępowaniem złu, jakie znacznie urosło na ziemi.

„Oto dzieje Noego. Noe, człowiek prawy, wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi; w przyjaźni z Bogiem żył Noe (...) Ziemia została skażona w oczach Boga. Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, rzekł do Noego: Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią. Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz ją smołą wewnątrz i zewnątrz” – Rdz 6:9-14.

Noe, dzięki samodzielności w stwarzaniu swej prawości pośród ogólnego zepsucia ludzi, uzyskał pomoc od Boga i przeniósł poza zagładę potopu istnienie człowieka na ziemi. Ma swój znaczący wkład w powstanie przyszłego Królestwa Bożego na ziemi, bez niego bowiem nie byłoby komu ani dla kogo budować tego Królestwa.

Abraham, mieszkając w Ur, widział bezsilność ludzi w kształtowaniu pokoju społecznego w budowanym przez nich mieście. Dlatego zapragnął „miasta, którego architektem i budowniczym będzie Bóg”. Na jego pragnieniu Bóg ukształtował jego służbę i zapewnił, że jego potomstwo wzniesie takie miasto.

W obu przykładach Bóg oczekiwał, by człowiek użył swej wolnej woli w przybliżeniu się do Niego, z pragnieniem uzyskania pomocy dla wszystkich ludzi. Wtedy On przybliżał się do nich, czyniąc ich sługami wszystkich ludzi, jacy będą w przyszłości żyć w Jego Królestwie.

Kontynuacja: Pomoc Boga (2)

Udostępnij...

O Autorze

Stanisław Kubic

Komentarze (1)

  • Piotr Kubic

    Piotr Kubic

    04 czerwca 2017 o 11:35 |
    Podoba mi się, że tekst ten propaguje samodzielność i inicjatywę człowieka, jako cechy oczekiwane przez Boga.

    Ogólnie człowiek robi coś z dwóch powodów – albo musi, albo chce. Jeśli robi coś, bo jak nie zrobi, to spotka go kara (konsekwencja) taka, że „się nie pozbiera”, to takie działanie wynika z przymusu. Jeśli robi coś, bo jest przekonany, że tak będzie dla niego lepiej, to znaczy, że sam chce.

    Trudność i mistrzostwo polega na tym, jak PRZEKONAĆ istotę myślącą, zmienić jej świadomość. Słowa bywają takie nieskuteczne…

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.