Powroty

Autor tekstu - Olivier Kwarciak | Data publikacji - piątek, 12 września 2014 | Obszar - na Północ

Powroty
fot. Warsztaty fotograficzne - Zatonie

„(…) ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się" - Łuk. 15:24

Zbór jest ciałem, domem, rodziną, w której możemy odnaleźć pełną gamę ludzkich charakterów i uczuć. Apostoł Paweł w swych listach do różnych zborów nie pozostawia wątpliwości: zbór nie jest zwykłą społecznością i nie powinien funkcjonować jak „każda” społeczność.

Ludzie tworzący zbór przeżywają różne ludziom właściwe uczucia – pozytywne i negatywne – m.in. zazdrość, poczucie wyższości, poczucie niższości, pogardę, ludzkie poczucie sprawiedliwości. Dlatego też w biblijnych przypowieściach – również w tematycznej przypowieści o synu marnotrawnym – znajdujemy opis tak wielu uczuć.

Czytając tę przypowieść, badam natychmiast własne emocje.

Czasem czuję się jak syn marnotrawny powracający do domu. Upokarzam się przed Bogiem, wyznaję grzech, czuję się niegodny Jego miłości, ale wiem (bo wierzę), że On mnie przyjmie do siebie.

Zapytuję też sam siebie, czy moje powroty są widoczne, odczuwalne przez mój dom, moją społeczność. Czy moje odejście w ogóle zostało zauważone? Czy może zwlekam czasami z powrotem, bo boję się braterskiego powitania? Może boję się oceniania, osądzania, wymierzania subiektywnej sprawiedliwości? Jak będzie na mnie patrzył mój brat? Czy oceni mnie jako kogoś gorszego, mniej godnego? Dlaczego łatwiej mi wrócić do Tego, którego tak naprawdę zasmuciłem i skrzywdziłem – do Ojca, niż do tego, który żadnej osobistej szkody nie poniósł – do brata?

Czasem zaś bywa przeciwnie – czuję się jak ów starszy brat. Wychowałem się w społeczności chrześcijańskiej. Całe życie starałem się żyć według przykazań Ojca. Korzystam nieprzerwanie z błogosławieństw wynikających z przebywania przy Ojcu, choć z drugiej strony wymaga to ode mnie wysiłku, wielu wyrzeczeń i starań, czasem walki. A ten mój młodszy brat? W ogóle się nie stara. Płynie z prądem. Idzie własną drogą. Nie, on już nie jest mym bratem. Ostatnio go widziałem: dałem mu do zrozumienia, że nie mamy nic wspólnego, że najzwyczajniej się go wstydzę.

Zastanawiam się wówczas, jakie są moje uczucia względem osób, które odeszły ze zborowej / braterskiej społeczności. Jakie mam uczucia, gdy ktoś powraca do społeczności z Ojcem? Czy ja umożliwiam mu również powrót do społeczności braterskiej – do domu? Czy się raduję? Czy potrafię traktować takiego człowieka znowu jak brata? Czy moje poczucie sprawiedliwości dopuszcza radość i równe traktowanie człowieka, który się stara, choć najpierw roztrwonił cenny skarb?

Podziwem napawa mnie postawa ojca – tak odmienna od postawy i reakcji syna, który został przy nim i cały czas dla niego pracował. Młodszy syn wziął swój udział w bogactwie ojca, opuścił dom, prowadził życie hulaszcze i rozpustne. Gdy odebrał życiową nauczkę, wrócił, pokutując, ale nie zastał ojca w domu, ten bowiem wyruszył w drogę. Zastał natomiast brata. Co jednak starszy brat miał mu do powiedzenia?

„Po co tu w ogóle wracasz? Myślisz, że możesz tak sobie po prostu wrócić? Myślisz, że ojciec przyjmie cię z powrotem? Myślisz, że ktoś tu jeszcze na ciebie czeka? Gdybyś widział, jak ojciec płakał z twojego powodu! Dobrze, że ja tu zostałem przy nim. Lepiej sobie idź, dobrze cię już znamy – nic dobrego z ciebie nie będzie. Już raz cię opłakiwaliśmy.”

Czytam ponownie przypowieść o marnotrawnym synu i dochodzę do wniosku, że to dobrze, iż ojciec z przypowieści – nasz Ojciec w niebie nie reaguje według ludzkich kanonów. Dobrze, że w domu jest Pan, który nie pozwala na zwycięstwo pogardy, poniżania, zazdrości, na ludzki subiektywny wymiar sprawiedliwości.

Zastanawiam się jednak jeszcze, jak wyglądałaby sytuacja w domu, gdyby ojciec przyjął powracającego młodszego syna, nic nie mówiąc o tym starszemu. Mógł przecież pomyśleć: „Ach, mój pierworodny ma te ludzkie uczucia, pogniewa się chwilę, dam mu barana, albo parę wołów. Urządzi sobie ucztę z przyjaciółmi – przejdzie mu.”

Ojciec jednak wysyła niedwuznaczny komunikat z pozycji swego autorytetu. Bez tego jasnego komunikatu dom pełen byłby kwasu. Człowiek ma bowiem bardzo subiektywne poczucie sprawiedliwości, jak również własnych zasług i praw (zob. Rzym 9:14-20; 21-29). Dlatego tak ważnym biblijnym przesłaniem jest nauka o łasce.

Czytając po raz kolejny przypowieść o synu marnotrawnym, doceniam rolę autorytetów i doceniam znaczenie ustalania i przestrzegania zasad. Dostrzegam w niej klarowne wytyczne dotyczące naszych braterskich relacji:

  • Radujmy się z powrotów – tych spektakularnych i tych cichych.
  • Nie pozwólmy na to, by powroty do Boga były tylko osobistą sprawą między nami a Bogiem. Bóg jest bowiem Ojcem, my zaś Jego dziećmi, a wobec siebie nawzajem – rodziną. Umiejmy się cieszyć z nawrócenia, umiejmy też jednak wyraźnie przestrzegać przed oszustwem grzechu.
  • Nie pozwalajmy na to, by w naszych zborach, czyli w naszej duchowej rodzinie, funkcjonowały mechanizmy zazdrości, poniżania, dogryzania sobie nawzajem, osądzania, itd... Prośmy natomiast Ojca w niebie o większą miarę Ducha Świętego, byśmy umieli reagować według Bożych reguł (zob. Mat. 5:44-48).
  • Uczmy się od Ojca.

„Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” - Mat. 5:48

Udostępnij...

O Autorze

Olivier Kwarciak

Komentarze (3)

  • Teresa Dąbek

    Teresa Dąbek

    09 stycznia 2015 o 19:53 |
    Ja też do tej pory zadaję sobie te pytania, które zadałeś w tekście...nie zawsze pozytywnie mogę ocenić swoje odpowiedzi, ponieważ nie zawsze mam świadomość dramatu brata, siostry...troszkę wiem, że powroty są trudne....bardzo istotne jest dla mnie zdanie: "wiem, bo wierzę"...wiara jest bardzo potrzebna do odczuwania bliskosci z Ojcem...
  • Piotr Kubic

    Piotr Kubic

    24 września 2014 o 11:00 |
    Długo, może przez lata zastanawiałem się nad pytaniami, które stawiasz w tym tekście. W końcu pojawił mi się wniosek, że jedno stwierdzenie odpowiada chyba na wszystkie te pytania.

    Chodzi o ŚWIADOMOŚĆ. Jeśli przyjmiemy, że najważniejszą rzeczą jest uzyskanie przez nas świadomości, jasne stają się reakcje ojca w tej przypowieści – że dał synowi całą jego część majątku, że pozwolił mu odejść, a następnie że go przyjął bez słowa krytyki. Krytyka była już w tym momencie niepotrzebna, bo najważniejsze już się stało – syn zrozumiał, już wiedział.

    Tej rzeczy nie rozumiał natomiast drugi syn, bo nie przeszedł tego, co pierwszy. Wynika z tego trochę drastyczny wiosek – bez przejścia przez dramat nie ma świadomości.
  • Samuel Królak

    Samuel Królak

    13 września 2014 o 21:40 |
    Dziękuję za ten artykuł. Pozdrawiam

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.