Ucisk, jakiego nie było i już nie będzie

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 03 lutego 2017 | Obszar - na Północ

Ucisk, jakiego nie było i już nie będzie

fot. Małgorzata Kubic

Nastanie czas takiego ucisku, jakiego nigdy nie było, odkąd istnieją narody; wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd, i nie będzie Dan. 12:1Mat. 24:21.

Jest rzeczą zupełnie naturalną, że wierzący miłośnicy Biblii starają się odczytywać każde jej zdanie w odniesieniu do siebie i swoich czasów. Jest to podejście godne pochwały, jako że Pismo Święte ma być słowem żywym, które wywiera wpływ na postawę oraz pomaga zrozumieć aktualne czasy. Jednak i w tym zakresie, jak w każdym innym, potrzebny jest umiar. Należy bowiem zgodzić się z faktem, że Biblia opisuje również inne epoki i odnosi się też do innych ludzi, a my, dzisiejsi czytelnicy, zawsze możemy z tego wyciągnąć dla siebie współczesne wnioski. Najpierw jednak musimy zrozumieć oryginalną myśl, bo inaczej konkluzje będą błędne.

Słowa Jezusa o wielkim ucisku, jakiego nie było i nie będzie, prawie powszechnie odnoszone są do czasów ostatecznych związanych z Jego powrotem z nieba. Przeciętnemu czytelnikowi Biblii wydaje się to naturalne, skoro całe kazanie na Górze Oliwnej stanowi odpowiedź na pytanie uczniów, jaki będzie znak parousii Jezusa i zakończenia epoki (Mat. 24:3). Jednak uważna lektura tego fragmentu Pisma bez trudności wykaże, że głównym sensem kazania Jezusa jest przestroga przed zbyt niecierpliwym oczekiwaniem na Jego powrót i pochopnym wyciąganiem wniosków z otaczających zdarzeń. Naucza On, że nastanie trudnych momentów w historii ludzkości, takich jak wojny, zarazy, klęski żywiołowe, pojawienie się fałszywych proroków i mesjaszów, nie będzie miało wiele wspólnego z Jego powrotem i zakończeniem epoki.

W swym nauczaniu Jezus szkicuje zarys sekwencji zdarzeń, z których dopiero ostatnie będą świadczyły o bliskości oczekiwanego przez wszystkich Jego naśladowców czasu mesjańskiego odrodzenia. W serii tych zdarzeń umieszcza również „wielki ucisk, jakiego nigdy nie było od początku świata aż dotąd, i nie będzie”. Z całości Jego nauczania, a zwłaszcza z powiązania ze słowami o „pustoszącej obrzydliwości” przepowiedzianej przez proroka Daniela (Mat. 24:15), można wywnioskować, że ów „wielki ucisk” miał rozpocząć się w czasie, gdy Rzymianie nie tylko zdobyli i zburzyli Jerozolimę, pustosząc całą Judeę, ale dodatkowo kilkadziesiąt lat później wznieśli na jej miejscu pogańskie miasto Aelia Capitolina ze świątyniami ku czci Jowisza i innych bóstw. To była rzeczywista pustosząca obrzydliwość, która została umieszczona w świętym miejscu ofiary Izaaka, świątyni Salomona i śmierci Jezusa.

Mat. 24:15-30 (kazanie) Łuk. 21:20-27 (wykład)
15 Gdy więc ujrzycie na miejscu świętym ohydę spustoszenia, którą przepowiedział prorok Daniel – kto czyta, niech uważa – 16 wtedy ci, co są w Judei, niech uciekają w góry; Gdy zaś ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wówczas wiedzcie, że przybliżyło się jej zburzenie [gr. spustoszenie, tak jak w Mat. 24:15]. 21 Wtedy mieszkańcy Judei niech uciekają w góry;
21 Wtedy bowiem nastanie wielki ucisk, jakiego nie było od początku świata aż dotąd, i nie będzie. 23 będzie bowiem wielka niedola na ziemi [izraelskiej] i gniew nad tym ludem [żydowskim]; 24a I padną od ostrza miecza, i zostaną uprowadzeni do niewoli u wszystkich narodów;
22 lecz ze względu na wybranych będą skrócone owe dni. 24b a Jerozolima będzie zdeptana przez pogan, aż się dopełnią czasy pogan.
29 A zaraz po udręce [czyli właśnie „wielkim ucisku”] owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie zajaśnieje swoim blaskiem, i gwiazdy spadać będą (...) 30ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą. 25 I będą znaki na słońcu, księżycu i na gwiazdach (...) 27 I wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą.

Z porównania tego wynika, że owym wspominanym przez Jezusa „wielkim uciskiem, jakiego nie było, i jakiego nie będzie”, nie jest eschatologiczne krótkie zdarzenie związane z Jego powrotem, ale długi okres spustoszenia ziemi Izraela oraz wygnania, niewoli i prześladowania narodu żydowskiego, ciągnący się od zburzenia Jerozolimy w 70 roku n.e. aż do naszych czasów, kiedy to Jerozolima znów wróciła pod jurysdykcję żydowską i stała się stolicą niepodległego państwa Izraela. Z dalszego opisu wynika, że właśnie po zakończeniu owego „wielkiego ucisku” miały rozpocząć się czasy mesjańskie, o które pytali uczniowie.

Jeśli takie wydaje się znaczenie słów Jezusa o „wielkim ucisku”, to jak się do tego ma pierwotny zapis w Księdze Daniela, z której najwyraźniej zaczerpnął On to pojęcie i jego znaczenie? Prorok Daniel (12:1) zapowiada w tym kontekście trzy zdarzenia – powstanie Michała, wielki ucisk i wybawienie ludu Daniela – które miały rozegrać się po wojnach między królami północy i południa, opisanych w poprzedzającej ten zapis wizji.

Relacja Dan. 11:2-19, 20-35 rozpoczyna się od królów perskich i dalej opowiada o królu greckim, z którego panowania wyłonią się cztery państwa. Dwa z nich to właśnie król południa, czyli egipscy Ptolemeusze, oraz król północy, czyli syryjscy Seleucydzi – dwa liczące się mocarstwa hellenistyczne. Werset 31 opisuje, jak Antioch Epifanes po wyprawie do Egiptu w 167 r. p.n.e. zbezcześcił jerozolimską świątynię. Werset 40 przenosi czytelnika w „czas ostatni”, czyli, jak się można domyślać, koniec panowania królestw helleńskich, kiedy na arenę wkracza nowy król z północy, kolejno opanowujący północne państwa greckiego świata, by na koniec rozprawić się z królem południa, czyli Ptolemeuszami. Taką rolę w drugim i pierwszym wieku przed nową erą odegrało państwo rzymskie, które w roku 40 p.n.e. ostatecznie pokonało wojska Kleopatry, ostatniej przedstawicielki rodu Ptolemeuszy. W tym czasie ów nowy król północy miał wtargnąć do „ślicznej ziemi” i rozbić swoje obozy między Morzem (Śródziemnym) a świętą górą (Syjon). Rzym na przełomie nowej ery zapanował również na terenie Judei. Wtedy to właśnie miał powstać Michał, który wstawia się za ludem Izraela. Po jego „powstaniu” z kolei następuje rozważany „wielki ucisk, jakiego jeszcze nie było”.

Jeśli przyjąć interpretację Jezusa, że czasem ucisku, jakiego nie było, jest wielka niewola rzymska, to pokrywa się to z układem zdarzeń w proroctwie Daniela, które zapowiada, że ucisk ten nastanie niedługo po zakończeniu wojen ostatnich państw helleńskich z Rzymem. Powstanie Michała ma zatem miejsce przed uciskiem, a wybawienie ludu Daniela, czyli zakończenie wielkiej niewoli rzymskiej, po ucisku, co wydaje się naturalne i objaśnione przez Jezusa – Jeruzalem będzie deptane przez pogan, aż się skończą czasy pogan. Mamy zatem do czynienia z sekwencją zdarzeń, a nie ich koincydencją. Trudno bowiem byłoby logicznie objaśnić, w jaki sposób wielki ucisk dla Żydów miałby być zbieżny z wybawieniem ludu Daniela, czyli Izraela.

Wizja zapisana w Księdze Objawienia (Obj. 12:7‑9) objaśnia, jak należy umieszczać i rozumieć powstanie Michała. Niewiasta obietnicy Abrahamowej rodzi potomka, którym jest Jezus. Po jego wniebowstąpieniu, w niebie rozgrywa się bitwa między wojskami Michała a wojskami Szatana. W jej rezultacie Szatan, oskarżyciel przyjaciół Bożych, zostaje strącony na ziemię i rozpoczyna długie, dwunastowiekowe prześladowanie „niewiasty”, obietnicy, która trwa teraz w duchowym nasieniu Abrahamowym naśladowców Jezusa. Czas tego utrapienia pokrywa się mniej więcej z okresem „wielkiego ucisku” dla narodu żydowskiego. Obydwa te długie utrapienia kończą się przed czasami mesjańskimi poprzez z jednej strony odbudowę niezależnego państwa Izrael oraz z drugiej – zakończenie zorganizowanych i usankcjonowanych prawnie prześladowań wiernych naśladowców Jezusa.

Zarówno na podstawie słów Jezusa, jak i lektury proroka Daniela mogło się wydawać, że czas owego „wielkiego ucisku” nie będzie aż tak długi. Niewola babilońska trwała siedemdziesiąt lat. Ile więc mogła potrwać okupacja rzymska, pytali się uczniowie Jezusa i czytelnicy Księgi Daniela. Gdy mijały wieki, kolejne pokolenia na podstawie czy to zakładanej długości naszej epoki (sześć tysięcy lat), czy też liczby dni zapisanych w proroctwie Daniela, spodziewały się tej przełomowej zmiany w V, XI, XII, XVI czy XIX w. A tak naprawdę w prawie każdym pokoleniu. To my jednak dożyliśmy czasów, w których realnie zakończyła się niewola rzymska dla Izraela. Cesarstwo Rzymskie formalnie przestało istnieć około stu lat temu, a w Judei, Samarii, Galilei i na Negewie powstało niepodległe żydowskie państwo Izrael ze stolicą w Jerozolimie. Wciąż jeszcze czekamy na wypełnienie się kolejnych obietnic proroczych związanych z narodowym nawróceniem Izraela i odnową usług świątynnych dla całego świata w duchowym ich wymiarze.

Jeśli ktoś z chrześcijan czuje się zawiedziony, że określenie „wielki ucisk” nie odnosi się do nas i do naszych czasów, oraz że to nie my jesteśmy owymi wybranymi, ze względu na których Bóg miał skrócić ów wyjątkowy ucisk „czasów pogan”, to chciałbym takie osoby „pocieszyć”, że w Biblii jest wiele innych proroctw mówiących o klęskach i wojnach, które należą jeszcze do przyszłości. Zamiast jednak używać kazania Jezusa z Góry Oliwnej do wzajemnego straszenia się owymi kataklizmami, które nam tak czy owak zagrażają, warto raczej skupić się na historycznej treści wypowiedzi Jezusa i proroctwa Daniela, by wyczytać z nich pocieszającą wieść, że zakończenie wielkiej niewoli, którego dożyliśmy, świadczy o bezpośredniej bliskości epokowych przemian prowadzących do ustanowienia na ziemi Królestwa Mesjańskiego. Jezus prosi nas, byśmy widząc to wszystko, unosili głowy ku górze, wyczekując odkupienia (Łuk. 21:28), a prorok Daniel zapewnia, że następnym krokiem po oswobodzeniu jego ludu, będzie zmartwychwstanie oraz nauczanie i prowadzenie do sprawiedliwości wszystkich ludzi. Taki przede wszystkim wniosek wypływa na dziś z proroctwa Daniela i kazania Jezusa o wielkim ucisku, jakiego nigdy nie było, który już się zakończył, i jakiego już nigdy więcej nie będzie.

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta

Komentarze (35)

  • Remigiusz Kasprzykowski

    Remigiusz Kasprzykowski

    16 marca 2017 o 12:34 |
    Przepraszam że to już będzie komentarz do komentarza do komentarza ale sprawa najwyraźniej ważna. Po pierwsze uważam że kto będzie w Niebie to nie nam sądzić, uważam że takie decydowanie w Bożym imieniu to spora uzurpacja. Zamiast pracować nad sobą samym najłatwiej wszystkim innym udowadniać że źle wierzą to taki mechanizm sprowadzający się z grubsza do Tego że jak zaczernimy tło to nasza szarość wybieleje. Zasługi przed Bogiem ma każdy włącznie z agnostykiem. Mówiąc o Grajdołku miałem na myśli nie społeczność tylko zbiór zachowań gdzie musimy innym za wszelką cenę przypisywać etykiety które często podważają cudze zaangażowanie i wiarę w Boga. Przepraszam bo pisząc w emocjach mogłem kogoś zranić....
  • Łukasz Szatyński

    Łukasz Szatyński

    15 marca 2017 o 23:55 |
    Bracie Danielu: Przyznaję, że nie bardzo umiem zrozumieć Twój sposób zrozumienia Walki na niebie z Objawienia 12 r. Powiem co mi w nim nie pasuje.
    (-) Książę Michał to nasz Pan po wniebowstąpieniu, a więc w boskiej, nieśmiertelnej naturze. Boska natura charakteryzuje się tym, że "On rzekł i się stało". Czy to logiczne, że nasz Pan musiał wzywać aniołów aby wyprzeć Szatana z nieba i to po jakiejś walce? Na czym ta literalna walka miałaby polegać? Co w niebie robili aniołowie Smoka, czyli upadli aniołowie, skoro po swoim buncie zostali związani i strąceni do otchłani?
    (-) Skąd wziąłeś myśl, że w wyniku tej walki został zrzucony oskarżyciel "przyjaciół Bożych" skoro w tekście jest "braci naszych" i głos ten pochodzi z nieba? Wydaje mi się, że usiłujesz zasugerować, że Szatan będąc w niebie oskarżał przed Bogiem Żydów. Czy trzeba było ich oskarżać skoro zostali odrzuceni i podzielili los bogacza z przypowieści Pana? Oni sami się pogrążyli wołając, że "krew Jego na nas i na nasze dzieci".
    (-) Myślę, że walka na niebie jest symbolicznym przedstawieniem zmagań Kościoła z Szatanem. Pismo jasno przedstawia, że przez cały Wiek Ewangelii Szatan miał dostęp do Kościoła, który znajdował się na duchowych niebiosach (Efez.2:6) i starał się każdego z nich stamtąd zrzucić, czyli odprowadzić od Chrystusa i zgotować mu drugą śmierć. Wyraża to nasz Pan, kiedy mówi, że Szatan wyprosił Boga, aby przesiać apostoła Piotra jako pszenice. Dzięki orędownictwu Jezusa nic z tego nie wyszło. Księga Objawienia opisuje sam koniec tej walki- z ostatnimi członkami Kościoła, a ich zwycięstwo to moment popieczętowania, czyli skompletowania tej klasy; choć ostatni z nich mogą jeszcze być na ziemi.
    Przeciwko teorii, że chodzi tutaj o Żydów, a nie Nowe Stworzenia przemawiają sposoby walki "braci naszych" :- przez krew Baranka, - słowa świadectwa, - nie umiłowanie życia swego, czyli przez ofiarę.

    Prorok Daniel mówi, że Michał wraz ze swoim powstaniem miał orędować za synami ludu proroka. Jeżeli uważasz, że nasz Pan po swoim zmartwychwstaniu orędował za Żydami, to nie wiem jakich karkołomnych sztuczek trzeba zastosować, żeby to uzasadnić. Całe Pismo mówi, że zaczął się dla nich czas niełaski, wypędzenia, prześladowania i trudno dopatrzyć się w ciągu tych kilkunastu wieków oznak orędowania Chrystusa. Jedynie może to, że Pan Bóg nie pozwolił na to, aby naród ten się zasymilował z innymi i zginął tak jak Sumerowie, Moabici i inni.

    Powrócę jeszcze do Obrzydliwości Spustoszenia, o której napisałeś, że znalazła swoje ostateczne wypełnienie w wybudowaniu po upadku powstania Bar Kochby, w zburzonej Jerozolimie, Aelii Capitoliny i posągu Zeusa. Dlaczego Pan Jezus kazał czytelnikom uważać?

    Czy Twoje przemyślenia nie powodują, że w czytelnikach zanika potrzeba czujności i potrzeby zidentyfikowania współczesnej Obrzydliwości Spustoszenia, która miała być groźna dla ludu Bożego żyjącego w czasach ostatecznych? Czy przypadkowo niewiasta siedząca na czerwonej bestii(Obj.17) miała na czole jedno z imion: Obrzydliwość ziemi?

    Myślę, że nasz Pan był za wielkim prorokiem i myślicielem, aby podawać swoją naukę dla czytelników, którzy będą ją literalnie tłumaczyć. Czy myślisz, że nasz Pan przestrzegał przed literalną zimą albo sabatem?

    Na koniec kilka słów do Remigiusza: Z Twoich wywodów wynika, że Pan Bóg z wielką radością przyjmie do nieba całe zastępy chrześcijan, którzy głosząc nauki o piekle, duszy nieśmiertelnej, trójcy wypaczali Jego wizerunek i charakter. Nauczali o Stwórcy i Dobrym Ojcu, który zbawi garstkę chrześcijan, a 99% ludzkości zatraci w wiecznych mękach. Jeden z braci starszych pewnego zboru powiedział mi nawet, że pójdą do nieba i ci, którzy przyjmują Eucharystię; byleby się tylko zmieniali na lepszych. Myślę, że należysz do pokolenia, które nie bardzo wie po co powstał ruch Badaczy P.Św.? W jakim celu powołał brata Russell'a aby ten z Bożą pomocą zarzucił świat cudowną, logiczną literaturą? Gdyby tylko ważna była strona moralna, Pan Jezus poprzestałby na Kazaniu na Górze. Tymczasem w Jego nauczaniu były i czasy ostateczne i żniwo, a w Objawieniu, które dał przez Jana nauka o bestiach i Armagieddonie.

    Pan powołał Badaczy Pisma Świętego, aby podczas powrotu Pana byli heroldami jego sprawy i wydali świadectwo o nadchodzącym ucisku, ale i Królestwie Bożym na ziemi; o powszechnym zmartwychwstaniu i Restytucji. Pokaż mi literaturę, gdzie tak jasno i logicznie przedstawiony jest Plan Boży. Jaki kościół wydał tyle trafnych komentarzy do proroctw i Księgi Objawienia?

    Na koniec cytat z Przypowieści: "Zuchwały i butny ma na imię szyderca"(21:24). Jak w obliczu tego tekstu ocenić Twoją wypowiedź, że nasza społeczność jest "miłym grajdołkiem"?
  • Remigiusz Kasprzykowski

    Remigiusz Kasprzykowski

    06 marca 2017 o 02:07 |
    Też do postu Łukasza chciałem się odnieść.
    Najpierw refleksja: przedziwne to czasy w polityce naszego kraju kłótnia kto może się prawdziwym Polakiem zwać.... a w naszym miłym grajdołku kto ma prawo badaczem być, tak jakby takie etykiety miały jakiekolwiek znaczenie przed Bogiem.
    Tak ma wyglądać sznur najprawdziwszej prawdy ja się pytam? Swoją drogą gdybyśmy mieli choć 1% zasług dla Boga jakie mają baptyści/zielonoświątkowcy o rabinach nie wspominając każdy z nas byłby z butami w niebie...
    więc może cytat wiadomo z kogo
    Tom VI str. 288: „Jedność wiary jest pożądaną; należy do niej dążyć — ale nie do tego rodzaju jedności, o jaką się powszechnie starają. Jedność ta ma być na punkcie "wiary raz świętym podanej", w jej czystości i prostocie, i z zupełną wolnością dla każdego członka w wyborze innych zapatrywań na punkty mniejszej wagi i bez żadnej instrukcji co do jakichś ludzkich rozumowań, teorii itd. Biblijne pojęcie jedności opiera się na podstawowych zasadach Ewangelii. (l ) Na naszym odkupieniu przez kosztowną krew i na naszym usprawiedliwieniu przez wiarę. (2) Na naszym poświęceniu, oddaniu się Panu, prawdzie i jej służbie, oraz służbie dla braci. Bez tych podstawowych rzeczy, na których jedność koniecznie musi polegać, nie może być biblijnej społeczności; na każdym innym punkcie dopuszcza się zupełną wolność" więc i wolność interpretacji proroctw. Podsumowując Łukaszu kiedyś taki nie byłeś... + za odwagę i otwartość powiedzenia wprost tego co wielu mówi po kontach, - za napastliwość, swoją drogą oddzielny temat jak łatwo wychodząc z jednego systemu zaraz obok stawia się jego mniejszą kopię. Na koniec kto ma być naszą "Świętą Kongregacja Świętego Oficjum" decydującą o właściwości cudzych poglądów???? i dzięki Bogu za anarchiczność netu przynajmniej można coś ciekawego od czasu do czasu przeczytać.
  • Andrzej Zając

    Andrzej Zając

    26 lutego 2017 o 23:08 |
    Bracie Danielu: Przeczytałem Twoje opracowanie o Wielkim Ucisku i przyznaję, że nie mogę w Tobie rozpoznać Badacza P. Św. takiego jak Cię pamiętam jeszcze z niedalekiej przeszłości. Wydaje mi się, że uległeś wpływowi tych wszystkich nowatorów, którzy uwalniając się od doktryn i ciężkich obrazów idą w literalne i powierzchowne tłumaczenie Słowa Bożego.
    Skutek jest taki, że piękny ruch, który wyprowadził tysiące ludzi z Babilonu zamienia się w twór będący mieszaniną baptystyczno-zielonoświątkowo- rabinistyczną,. Zamiast być Klasą Jana, która miała przyjąć z rąk potężnego anioła książeczkę oraz "zasię prorokować o ludach...i królach", zaczyna być swoistym "Hajdparkiem "gdzie każdy może mówić co chce.

    Myślę, że będziesz się męczył w dalszym ciągu z księgą Objawienia, jeżeli nie uznasz, że zachwycenie Jana w Dzień Pański to czas drugiej obecności, w której wizje tej księgi się wypełniają.
    Myślę, że tłumaczenie walki Michała ze smokiem w niebie, w sposób literalny jest zbyt bajeczne, aby je poważnie traktować. O ile bardziej logiczną i poważną jest myśl, że pokazany jest tam czas popieczętowania Kościoła i zwyciężenia Szatana przez ostatnich członków Kościoła.

    Ze słów Daniela wynika, że powstający książę Michał miał orędować za Izraelem. Z Twoich rozważań wynika coś odwrotnego -zostają poddani wielowiekowym prześladowaniom i tułaczce.

    Myślę, że proroctwo o inwazji Goga oraz opis krucjaty "wszystkich narodów" z proroctwa Zachariasza oraz opis Ezechiela o "ożywczym tchnieniu" przychodzącym do Doliny suchych kości od czterech wiatrów składają się na jedną z odsłon Wielkiego Ucisku; tym bardziej, że na skutek pobicia Goga ogień miał objąć nawet dalekie wyspy, a miecz jednego miał obrócić się przeciwko drugiemu.

    Myślę, że przed literalnym tłumaczeniem fragmentu o Obrzydliwości Spustoszenia przestrzega sam Jezus, kiedy mówi o czujności podczas czytania ( i przy tłumaczeniu - tak mi się wydaje) tego proroctwa.. Widzieć w nim Aelię Capitolinę i posąg Zeusa wystawione po upadku Bar Kochby nie jest takie trudne i nie stanowiło aż tak wielkiego zbeszczeszczenia Ziemi Świętej. To Pan Bóg spowodował, że ziemia ta stała się przeklęta po odrzuceniu Żydów, a poganom dozwolił na zniszczenie przybytku, w którym przez tyle lat przebywała Jego Chwała.

    Jeżeli wybudowanie Aelii Capitoliny miało być ową Obrzydliwością to komu miało to służyć ku przestrodze? Było już po wszystkim. Żydzi byli wypędzeni, a chrześcijanom nie stanowiło żadnego zagrożenia. Wydaje mi się, że tłumaczenie tych wszystkich ostrzeżeń naszego Pana w sposób literalny i tylko do czasów żydowskich uwłacza Jego nauczaniu. Każde dziecko wie, że ucieczka w zimie i w stanie brzemiennym nastręcza wiele trudności. Gdyby nasz Pan miał tylko to na myśli było by to zbyt banalne.

    Na zakończenie chciałbym przypomnieć Ci jedną myśl z 4 Tomu.Brat Russell mówi tam, że Panu Bogu upodobalo się, aby w czasach ostatecznych było tylko jedno źródło dla ogłaszania Prawdy. Dlaczego? Bo w dobie Laodycei - wolności dla każdego, każdy może mówić co chce, pisać co chce i nikt mu tego nie zabroni. Tylko jak w takim natłoku usłyszeć "prawdziwą" Prawdę? Zobacz, że za oknem widać potęgującą się anarchię, a Gog jest już blisko granic z Izraelem. Kościół Katolicki znalazł się na równi pochyłej, a Samsonowi odrastają włosy. Myślę, że tylko ci, co będą się trzymali proroczego "sznura wiary", który umocowany jest na początku wtórej obecności będą zdolni do właściwego spojrzenia na dokonanie Boskiego Planu.

    Chcę Ci powiedzieć, że lektura książki Zydka o bracie Russellu tylko utwierdziło moje przekonanie o tym, że był on Wiernym Sługą z przypowieści Pana.

    Łącze chrześcijańskie pozdrowienia - br. Łukasz Szatyński
    • Piotr Kubic

      Piotr Kubic

      01 marca 2017 o 01:18 |
      Bracie Łukaszu, ja napiszę nie na temat artykułu (czyli niestety niemerytorycznie), ale do kilku Twoich zdań. Przede wszystkim życzliwy uśmiech pojawia się na mojej twarzy, kiedy pod pseudonimem Andrzej Zająć czytam Twoje imię i nazwisko. To miłe, kiedy ktoś decyduje się pokazać siebie.

      Cieszę się też, że książka Zydka przyniosła Ci błogosławieństwo. Sam czytałem ją z pasją, a kiedy dotarłem do ostatniej strony, poczułem żal, że już się skończyła. Jedną z rzeczy, która dała mi ta książka, było potwierdzenie myśli, która tliła się u mnie od jakiegoś czasu. Kiedyś myślałem, że nazwa Badacz Pisma Świętego oznacza kogoś, kto bada Pismo. Teraz zorientowałem się, że niefortunnie przetłumaczono słowo „student” z nazwy „Bible Students" jako „badacz”. Nasza nazwa powinna brzmieć „Studenci tego, co napisał Pastor Russell". Wydaje mi się, że Twoja wypowiedź potwierdza moje spostrzeżenia. Według mojego rozeznania br. Daniel idzie jednak śladem badania Pisma, które jest o wiele ważniejsze i o wiele bardziej aktualne. CHYBA, że br. Russell'a rzeczywiście orzekniemy Wiernym Sługą i Aniołem Zboru w Laodycei, a wtedy jego nauki należałoby włączyć do kanonu Pisma Świętego.

      Kolejna kwestia – widzę w Twoich słowach nostalgię za czasami, kiedy ktoś jeden powiedział, jak mamy wierzyć. Ubolewasz nad tym, że teraz każdy może mówić to, co myśli, i myśleć, co chce. Rozumiem tę nostalgię, ale dotyczy ona czegoś, co nie było idealne i nie było pozbawione błędów. Czasy, w których jednostki określały sposób myślenia, postrzegania świata, odchodzi w przeszłość, bo każdy z ludzi zaczyna wreszcie myśleć. Ten proces musi nastąpić, by przyszło Królestwo Boże, to normalny etap dorastania ludzkości. Nieporozumieniem więc jest ubolewać nad tym.
      • Łukasz Szatyński

        Łukasz Szatyński

        17 marca 2017 o 23:05 |
        Bracie Piotrze: Czytając Twój komentarz i konfrontując z tym co się dzieje w naszej społeczności, nie bardzo rozumiem Twoje dobre samopoczucie. Z Twoich rozważań wynika, że świat Badaczy na skutek swoich błędów odchodzi, a przyszłość należy do młodego pokolenia, które zaczęło myśleć i naprawiać błędy starszego pokolenia.

        Osobiście widzę inne przyczyny obecnej sytuacji. Być może nie pamiętasz co się działo w końcu lat 60-ych i później, kiedy rozprawiono się z ruchem chronologicznym. Uznano wówczas, że jedyną datą ma być wierność aż do śmierci i bracia wykładowcy powinni skupić się na wykładach o poświęceniu, zająć się młodzieżą itp. Były nawet apele br. Dąbka aby nie mówić za dużo o Żydach. W imię tej idei wyłączono zbory, usunięto niektórych mówców,cofnięto pozwolenie na tzw. Przedruki Lubelskie. Zdawało się, że odtąd będzie tylko lepiej.

        Salomon się nie pomylił, kiedy powiedział, " że gdy nie ma proroctwa to lud się rozprzęga". Od tamtych, małych początków wzięła sie dzisiejsza, dość opłakana sytuacja. Mnożą się zdrady małżeńskie i rozwody, a następnie powtórne małżeństwa. Młodzi ludzie odchodzą do innych wyznań i nie przeszkadza im, że nikt tam nie mówi o Królestwie Bożym na ziemi. Nie przeszkadza in, że obowiązują tam bluźniercze nauki o piekle, wiecznych mękach i trójcy - wręcz sami zaczynają się z nimi utożsamiać. W zborach starszymi są ludzie, którzy wierzą, że Bóg umarł na krzyżu. Coraz więcej jest członków, którzy oficjalnie wypowiadają się przeciwko Restytucji, głoszą, że Święci St. Testamentu będą w Kościele, że Wielkie Grono (Lud) to fikcja. Niektórzy zaczynają majstrować przy Cieniach Przybytku i wychodzi im, że pod obrazami kozła Pańskiego, kozła Azazela i czerwonej jałowicy zawsze występuje Pan Jezus. Nie ma sensu abym wymieniał wszystko, ale choćby z tego co wymieniłem widać, że trwa rujnowanie tego, co budowało naszych ojców i stanowi podstawę naszej społeczności. Myślę, że im nie dorównujemy w gorliwości i o wiele mniej od nich zrobiliśmy dla Prawdy.

        Rozmawiałem niedawno z dwoma, którzy odeszli do Baptystów, że jeśli im było źle w naszej społeczności i ją krytykowali, to czy przeczytali naszą podstawową literaturę? Jeden szczerze odpowiedział, że "wytrzymał do połowy 1 Tomu".

        Mówisz, że ubolewam niepotrzebnie nad tą sytuacją. Czy nie jest to uzasadnione, jeżeli od lat nie słyszę wykładu, który by trafnie interpretował spełniające się proroctwa. Nie mówię tutaj o Żydach, bo ten temat jest rozważany na bieżąco. Ale od 1914 roku wydarzyło się wiele wydarzeń, których Badacze nie umieją sobie sensownie poukładać. Zauważ, że ci wszyscy krytycy br. Russell'a i drugiej obecności nic sensownego nie zbudowali. A powinni wytłumaczyć upadek komunizmu, pojawienie się nierządnicy na czerwonej bestii czy w końcu wytłumaczyć Objawienie. To najwygodniejsza dla każdego krytykującego sytuacja, kiedy wszystko odkłada się do przyszłości.

        Ostatnio spotkałem się nawet z sytuacją, że nauczyciele zaczynają mówić o widzialnym powrocie Jezusa, o spaleniu świata literalnym ogniem oraz o nadchodzącym wyjściu z Babilonu, ale nie chrześcijan, ale Żydów. Niektórzy głoszą nawet o literalnym Człowieku Grzechu, który niedługo przejmie kontrolę nad światem, pomimo, że 2 Tom tak jasno ten temat wyjaśnia.

        Tak według Ciebie wygląda proces wolności i myślenia, który doprowadzi do Królestwa Bożego. Ja myślę, że to raczej proces rozkładu i anarchii.

        Wszędzie w Biblii znajdziesz miejsca, które mówią, że lud Boży czasów ostatecznych miał mieć jasny pogląd na wypełnianie się Bożego Planu i miał być Jego heroldem. Wynika to z przypowieści o wiernym słudze, który miał dawać pokarm na czas słuszny. Wynika to z przypowieści o pannach, które dzięki światłu z lamp miały spotkać Pana. Wynika to z Objawienia, gdzie Jan miał "zasię prorokować o ludach, narodach..." Wynika to z wizji Eliasza, który widział na Górze Choreb jak wiatr, trzęsienie ziemi i ogień niszczą stary świat. Można wymieniać jeszcze dość długo dowody na to, że Kościół miał mieć jasne spojrzenie na czasy obecne.

        Czy obecne, młode pokolenie jest zdolne do tego, jeżeli nie radzi sobie z dotychczasowym dorobkiem Badaczy, jeżeli lekceważy Wiernego Sługę i nie widzi procesów dowodzących powrotu naszego Pana? Czy ten wielogłos w sprawach Bożego Planu ma służyć wydaniu Prawdy na czasie? Jak wyglądać powinno usługiwanie "przepasanego" Pana dla sług, którzy czuwali i otworzyli, gdy zapukał?

        Szkoda, że nie byłeś świadkiem badania plag egipskich w zborze b...-m. Chyba nie ma bardziej dosadnego obrazu, który by pokazywał drugą obecność Pana. Mało kto był zainteresowany skrupulatnym badaniem i przemknięto nad tym bogatym materiałem. Więcej czasu poświęcono literze (skąd wzięła się krew w Nilu lub co mogło sprawić ciemność itp) niż przełożeniu jej na procesy zachodzące podczas drugiej obecności. Jeden ze starszych podał nawet myśl, że powrót Mojżesza do Egiptu to pierwsze przyjście naszego Pana.

        Kiedy Daniel zapytał Anioła o koniec usłyszał odpowiedź, że wtedy, kiedy do "szczętu rozproszy siłę ręki ludu Pańskiego". Uważam, że jest to w trakcie wypełniania się. Skoro zakończyło się powołanie, a dowodzi tego zakończenie się drugiego Biada - okresu rewolucji w wydaniu komunistycznym, zmniejsza się w zgromadzeniach liczba spłodzonych z Ducha Św. Nowych stworzeń. I owocuje to tym, co jest już coraz bardziej widocznym.

        A jeżeli to wszystko co napisałem jest nieprawdą, to trzeba spodziewać się religijnego ożywienie. Do zborów powinni pukać liczni zwolennicy zreformowanej, badackiej myśli. Tylko czym ona się będzie różnić od tej baptystyczno-zielonoświątkowej. Jeżeli ważna jest tylko wewnętrzna przemiana i budowa charakteru to inni może mają lepszy na nią patent.

        Kończę i pozdrawiam - Ł.Sz.
        • Dyzio

          Dyzio

          19 marca 2017 o 10:48 |
          Zanim przejdę do meritum to krótko o pewnych wydarzeniach z mojego życia. To w moim domu moja mama pisała na maszynie w latach 60 i 70 tych wszystkie rzeczy, które tworzył br. Wiśniewski a które dotyczyły chronologii. Wiec myślę, ze jestem dobrym świadkiem tych wydarzeń, postaw, opinii itd
          Byłem w samym środku tych zdarzeń, tworzenia rożnych opinii czy też powstawania teorii.
          W kwestii rozprawienia się z ruchem chronologicznym to nie było tak do końca jak piszesz Łukaszu. Dopóki daty polegały na prostym pokazie - Jezus Chrystus = 1980 ( mogę się mylić czy było to pełne J CH czy tez samo Jezus, dzisiaj juz nie pamiętam a nie chce mi się szukać ) miał ten przekaz pewna logikę i bez względu na znaczenie liczby 1980 miało to jakiś sens. Jak br. W. obliczał wojnę Dawida z Goliatem - tez było w jakimś stopniu logiczne. Proste wyliczenie tekstu = wynik. Problemem nie był odnowiony ruch chronologiczny. Pamiętam bo byłem, jak w Krakowie na zjeździe br. W przedstawiał swoja idee. Problemy zaczęły się później. Gdy zaczęto chronologie stosować do uzasadnienia wydarzeń politycznych.
          Możemy dyskutować czy ówczesna nasza centrala zadziałała dobrze czy źle ale nic się tak na prawdę nie działo aż do dnia gdy czas zweryfikował proroctwo br. T W.
          W Warszawie brat Tadeusz do tego czasu swobodnie mówił co chciał!!! Nikt go ani jego zwolenników nie wyrzucał.
          Pamiętam też jak br Szewczyk gdy był wzywany przez Urząd bronił go!! Tak to prawda. Ale przyszedł dzień gdzie trzeba było zweryfikować to co sie głosiło. Przypominam sobie jak ci którzy wierzyli w ta chronologie, że to własnie ten dzień i ta godzina ( 15.00) jest kresem ich życia!! Jak zostawiali prace, żegnali sie z najbliższymi i co?
          Nigdy nie zapomnę tej niedzieli po sobocie gdzie mieliście umrzeć - tego szoku br Wiśniewskiego.
          To było tak przykre... Chyba nie muszę przypominać co mówi Biblia o prorokach, których proroctwo sie nie spełniło?
          Br. Tadeusza nikt też ze zboru warszawskiego nie wyrzucał, odszedł z grupka swoich zwolenników sam. Faktem jest, że atmosfera jaka wtedy była, dawała mu to do zrozumienia, ale NIKT powiadam nikt go nie wyrzucał. Swoje odejście tłumaczył faktem, że w innych zborach bracia odchodzą i ze atmosfera jest nieprzyjazna.
          " Sa w ojczyźnie rachunki krzywd" można ten frazes również zastosować i do tych wydarzeń, ale powtarzam proroctwo sie nie spełniło!!! Opieranie sie na wyliczeniach, często pozbawionych logiki - tak logiki!! Przykład? Proszę bardzo, liczby ( bo nie daty) wynikające z prostego zsumowania wersetu jeszcze mają sens ale kombinowanie z rożnymi tekstami na zasadzie tutaj suma pierwszych liter tam tekst z tomu greckiego, lub wartości podstawione z cyrylicy były i są głęboko nielogiczne.
          Wiem, że będziesz miał inne zdanie. Tylko zobacz do czego to prowadzi. Dzisiaj szukani są zmartwychwstali prorocy!!!!! A z czego to wynika ? Nie z tekstu biblijnego a wyłącznie z zasad matematyki!! Dziwisz się że młodzież zadaje pytania i nie zawsze jest pokorna z otrzymanych odpowiedzi ??? Dzisiaj młodzież ma większą wiedzę ogólną, ma większy dostęp do książek, które dla nas były nieosiągalne. Drogi bracie Łukaszu, nie dziw się, że mało kto dzisiaj fascynuje sie ideami powstałymi wyłącznie na bazie chronologii!! Żadne proroctwo głoszone w naszym ruchu sie nie sprawdziło!!! Powiesz jak to a 1914? No cóż uważam, że zawsze należy czytać dokładnie co prorok głosi a nie mówić, że głosił cos innego i sie to właśnie wypełniło!!! Rok 1914 był znamienny dla świata ale świat się wtedy nie skończył a tak miało być. W 1918 miało być Królestwo Boże, Izrael miał być zjednoczony!!! Mówienie dzisiaj, że był to początek końca jest nadużyciem i przekłamaniem. Następna data - 1980/ 1981 początek ucisku a w 1984 początek Królestwa.. I co? Powiem tak " nie daj Boże żyć w takim Królestwie". Krytykowanie twierdzenia, że stwierdzenie biblijne " bądź wierny aż do śmierci " jest passe bo to nie jest nauka na czasie... uważam za lekko dziwne... Zajęcie się młodzieżą też passe? Za mało się nią zajmujemy!!!! Stąd te problemy bo bracia nie są przygotowani na rozmowę z ludźmi szukającymi Boga, tak szukającymi. Dzisiejszy świat jest inny niż ten z połowy i końca XX wieku!!! Jeżeli tego nie zrozumiemy to wtedy będziemy mieć problem. Powtarzam, każda epoka ma swoje wymagania a Biblia jest jedna. I czy się nam to podoba czy nie to my nauczyciele musimy umieć dotrzeć do tych, którzy szukają.
          Rozwody - fakt kiedyś nie było ich tak wiele co nie znaczy, że małżeństwa były szczęśliwe. Pamiętasz swój wykład o modliszkach? Nie popieram rozwodów ale nasz stosunek do tych sytuacji nie powinien też być taki jaki jest w wielu zborach. Gdybyśmy przygotowywali młodzież do życia, gdyby robiły to rodziny to i problem byłby mniejszy. Generalnie cieszę się, że w zborze są grzesznicy a nie święci, bo do grzeszników przyszedł Jezus!! I nie czytajmy tekstu ap. Pawła "W wielkim zaś domu są nie tylko naczynia złote i srebrne, ale też drewniane i gliniane; jedne służą do celów zaszczytnych, a drugie pospolitych. Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego" - w kontekście jacy to my jesteśmy złoci. Po prostu w domu są rożne naczynia!! , a my zróbmy wszystko aby te z gorszego materiału zmieniły się na zaszczytne. To jest nasza wspólna praca.!!!
          Sposób i jakość naszych badań. No cóż, życie w przeświadczeniu, że wyłącznie mój sposób jest najlepszy jest trudny do przyjęcia. To tylko w sekcie nie wolno myśleć i mieć innych poglądów. W żywej społeczności możemy rozmawiać o wszystkim!!! Jeżeli byłoby inaczej to zostawmy biblię, nauczmy się na pamięć tomów i nie dyskutujmy a wyłącznie powtarzajmy tezy tam zapisane. Ja wolę żyć w społeczności która czyta, myśli i zadaje pytania, społeczności, która jest żywa a nie martwa. Nie chcę żyć w społeczności, gdzie wszystko jest przygotowane jeżeli chodzi o odpowiedzi bo to zabija to coś co stanowi o tym, że myślimy. Przypominam tekst : "Bracia:
          Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój.
          Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani w jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich."
          Prawda, że co do zasady się zgodzimy ale problemy zaczynają gdy zaczynamy tłumaczyć poszczególne określenia. I nie zabraniajmy tego robić!!! Nie obrażajmy się na innych, że myślą inaczej, to nie my będziemy sędziami czyichś idei.
          Nie raz mam wrażenie jakbyśmy byli jedyna grupą mającą 100% prawdy. Tylko, że Bóg nie patrzy który Kościół jest jedyny i prawdziwy a patrzy na człowieka jakim jest i z tego będzie rozliczany!! U Boga nie ma społeczności posegregowanych na poszczególne Kościoły!!! Jest człowiek. To z jego WIERNOŚCI do Boga będzie sądzony i to Bóg będzie osądzał a nie my. Pamiętajmy jeszcze o jednej sprawie, to Najwyższy wlewa w nasze serca wiarę i to On pociąga do swojego syna.
          Ja cieszę się, że możemy dyskutować, a tych którzy myślą inaczej nie wyśmiewajmy ich poglądów a pokażmy im, że nasz sposób zrozumienia jest prawdziwy!!!
          I gwarantuje że społeczność będzie się budować. W wybranym Kościele i to gwarantuję - większość aby byc wybraną nie miała pojęcia ani o chronologii ani o tomach. W Kościele będą tylko wierni Jego słowu!!
          Gwarantuje też, że będą tam w większości tacy, którzy nie mieli problemów ze zrozumieniem Cieni Przybytku, którzy nie zastanawiali sie nad różnicą miedzy takim a innym kozłem. To jest fakt. Powiem też dziwną rzecz: będą tacy byc może którzy wierzyli w trójcę... Skoro dla wielu Luter był gwiazdą Kościoła... Dodam tylko przez przekorę, ten ogromny antysemita!!!
          Nie oznacza to, ze nie należy nad tym sie zastanawiać, wręcz przeciwnie!!! Nie można tylko z tych powodów - zrozumienia tych spraw rozróżniać między braćmi!!
        • Piotr Kubic

          Piotr Kubic

          18 marca 2017 o 00:46 |
          Dziękuję Ci za odpowiedź. To duży wysiłek i chcę go docenić. Nie będę dyskutować merytorycznie, bo to jest niewykonalne tutaj. Natomiast ogólnie Twój tekst i przykłady, które podajesz, dają wyraz Twojemu osamotnieniu i zgorzknieniu. Z tego, co obserwuję, to jest nasz obecny i powszechny problem. Kiedy czytaliśmy wszyscy Tomy i widzieliśmy w nich jedyne wytłumaczenie, czuliśmy, że wierzymy tak samo, że jesteśmy blisko siebie. Ale kiedy nadszedł czas, że każdy zaczyna myśleć samodzielnie, największym problemem staje się poczucie osamotnienia. To jest przyczyna problemów, nie zaś symbolika kozła Azazela, czerwonej jałowicy, Babilonu itd. Rzeczywistość jest o wiele prostsza. Przerabiałem to przez lata, próbowałem godzić w sobie sprzeczności.

          Moje dobre samopoczucie wynika z tego, że Ewangelia jest ciągle aktualna, a ona daje dobre samopoczucie, bo inaczej to byłaby bez sensu. Z wiekiem widzę, że coraz łatwiej o zgorzknienie. Nie mogę się temu poddać. Za chwilę młodsi ode mnie zaczną mi pokazywać, gdzie nie mam racji, przygotowuję się na to, chcę to godnie przyjąć, nauczyć się od nich jak najwięcej.
    • dak

      dak

      28 lutego 2017 o 17:18 |
      Ponieważ uważam, że niniejsze miejsce powinno służyć dyskusji nad wyrażanymi tutaj poglądami, a nie nad osobami ich autorów, to zacznę od nielicznych wątków merytorycznych powyższej wypowiedzi.

      „Tłumaczenie walki Michała ze smokiem w niebie, w sposób literalny jest zbyt bajeczne, aby je poważnie traktować."

      Nie bardzo wiem, na czym miałoby polegać nieliteralne tłumaczenie tej walki. Walka była (lub jeśli ktoś rozumie inaczej: będzie czy jest) absolutnie literalna, choć postaci jej uczestników wywodzą się ze świata duchowego i dlatego trudno nam zrozumieć metody jej prowadzenia. Michała przedstawia Daniel (Dan. 10:13) jako „jednego z pierwszych książąt". Można się z tamtego kontekstu domyślać, że jest to postać ze świata duchowego. Smoka przedstawia Objawiciel i mówi, że jest nim Szatan (Obj. 12:9). Myślę, że walka między tymi dwoma duchowymi mocarzami odbyła się w niebie, z którego następnie Szatan został usunięty. Tak to przedstawia dla naszych ludzkich umysłów zapis Biblii. Na czym dokładnie polegało to zmaganie, nie wiem. Jeśli ktoś wie, to chętnie posłucham. Za to rozumiem, na czym polega skutek tej walki i chwalę za niego Boga i dziękuję Michałowi za jego pracę i walkę.

      „Powstający książę Michał miał orędować za Izraelem. Z Twoich rozważań wynika coś odwrotnego – zostają poddani wielowiekowym prześladowaniom i tułaczce."

      Nie zgadzam się z zarzutem, by z moich rozważań wynikało coś odwrotnego niż pisze Daniel. Michał wstawia się za Izraelem. Robił to zawsze i będzie robił dokąd będzie istniała taka potrzeba. Nigdzie i nigdy nie pisałem nic innego. Na czym to wstawiennictwo polega, to już inna sprawa. Objawienie (12:10) podaje, że wyrzucenie oskarżyciela braci z nieba stanowi już samo w sobie wielką pomoc. I to jest także wstawiennictwo Michała. To nie z moich rozważań wynika, że po powstaniu Michała będzie ucisk, tylko z zapisu proroctwa Daniela. Powszechnie uznaje się co prawda, że ów ucisk będzie dotyczył narodów, a nie Izraela, jednak moim zdaniem, co opisałem w artykule, Jezus objaśnia to inaczej. Również z kontekstu Daniela można się domyślać, że chodzi o ucisk Izraela, skoro po jego zakończeniu miał być wybawiony lud Daniela. Sądzę, że w tym ucisku, jakiemu został poddany Izrael, nie zabrakło mu opieki Michała. Dowodzą tego liczne przykłady z historii. Być może bez tej opieki naród ten nie przetrwałby ucisku – „nie ocalałoby żadne ciało".

      „Widzieć w nim Aelię Capitolinę i posąg Zeusa wystawione po upadku Bar Kochby nie jest takie trudne i nie stanowiło aż tak wielkiego zbeszczeszczenia Ziemi Świętej." „Jeżeli wybudowanie Aelii Capitoliny miało być ową Obrzydliwością to komu miało to służyć ku przestrodze? Było już po wszystkim. Żydzi byli wypędzeni, a chrześcijanom nie stanowiło żadnego zagrożenia."

      Bardzo trudno się zgodzić z tymi wypowiedziami. Może tak być, że dla niektórych chrześcijan w XXI wieku zburzenie żydowskiej świątyni i wybudowanie na jej miejscu pogańskich świątyń, to jakiś nieistotny szczegół w zamierzchłej przeszłości. Ja jednak staram się patrzeć na historię oczyma jej uczestników i wiem z oryginalnych opisów, np. „Wojny Żydowskiej" Józefa, jaką tragedią były tamte zdarzenia dla ludzi żyjących w tamtym czasie i miejscu. A przecież Józef nie dożył powstania Bar Kochby i dalszego ciągu bezczeszczenia Miejsca Świętego. Stwierdzenie, że „nie było to trudne i nie stanowiło aż tak wielkiego zbezczeszczenia" jest mocno arbitralne i partykularne. Jezus nie mówi, że wybudowanie Aelii Capitoliny miało służyć ku przestrodze żyjącym wtedy ludziom, ale ujrzenie wojsk otaczających Jerozolimę. Chrześcijanie skorzystali z tego ostrzeżenia i ocaleli. Wojska rzymskie, które były dla Żydów obrzydliwością, bo nosiły orły, wdarły się zaraz po oblężeniu do świątyni i ją splądrowały i spaliły. Potem dopiero zaorano to miejsce i wybudowano świątynie pogańskie. Następnie Bizantyjczycy przerobili je na swoje kościoły, a na koniec muzułmanie na meczety, które stoją do dzisiaj. To jest obrzydliwe. Zwłaszcza wobec twierdzeń niektórych muzułmanów, że nigdy tam nie było świątyni. Pobożni Żydzi ciągle boleją nad tym, że nie mają pełnego dostępu do świątynnego wzgórza, a jedynie do jednego muru oporowego. Bałbym się dołączać do chóru antysemitów poprzez twierdzenie, że w 70 i 135 roku nic takiego się nie stało.

      „Gdyby nasz Pan miał tylko to [uciekanie w sabat, w zimie i w stanie brzemiennym] na myśli było by to zbyt banalne."

      Niektórzy ludzie wierzą w pewne teorie między innymi dlatego, że są tajemnicze i skomplikowane. Wiedzą o tym twórcy błędów i dlatego komplikują swoje komentarze. Prawda za to najczęściej bywa prosta i często zwolennikom skomplikowanych konstrukcji wydaje się zbyt banalna. Zdaje się jednak, że lepiej przyjąć prostą prawdę niż skomplikowany błąd.

      No i to chyba tyle na temat meritum sprawy. Jeszcze kilka słów odnośnie wątków osobistych.

      „Nie mogę w Tobie rozpoznać Badacza P. Św. takiego jak Cię pamiętam."

      Byłem i jestem badaczem Biblii w znaczeniu oryginalnej nazwy „Bible Students", która oznaczała „uczniów Biblii", a nie naukowców zgłębiających tajniki Biblii. Nadal uczę się z Biblii, która jest moim podstawowym podręcznikiem zrozumienia Bożych zamierzeń, samego siebie i świata wokół mnie. Biblia jest moją instrukcją życia. Dlatego do niej sięgam i robię to ciągle na tych samych zasadach od kilkudziesięciu lat. Jak mnie ktoś postrzega, to już jest inna sprawa. Często widzimy w innych osobach to, co chcemy w nich zobaczyć, a nie ich prawdziwy obraz.

      „Uległeś wpływowi tych wszystkich nowatorów."

      Być może. Ulegam wielu wpływom. Podobnie jak każdy człowiek na tej ziemi. Jeśli ktoś uważa, że nie ulega żadnym wpływom, to oszukuje samego siebie. Rzecz polega na tym, by ulegać dobrym wpływom, a unikać złych. „Nowatorstwo" w wielu środowiskach postrzegane jest jako zagrożenie. Jednak przypomnę, że Jezus był nowatorem, byli nimi apostołowie, a także wielu ludzi, którzy wynieśli nas na tak wysoki poziom zrozumienia Biblii i życia w ogólności. Staram się selekcjonować duchem i rozumem wpływy, którym pozwalam na siebie promieniować. Jeśli jacyś „nowatorzy" na mnie wpłynęli w tym celu, by pomóc mi lepiej zrozumieć to, co wcześniej gorzej rozumiałem, to jestem im za to bardzo wdzięczny.

      „Będziesz się męczył w dalszym ciągu z księgą Objawienia."

      Gdybym usiłował „dociągnąć" Księgę Objawienia do jakichś istniejących, gotowych ludzkich komentarzy, to oczywiście bardzo bym się męczył. Ponieważ jednak uczę się z tej Księgi podobnie, jak z całej Biblii, to nie tylko się nie męczę, ale też odnoszę z jej rozważania wielką korzyść, zbudowanie i mam przy tym wielką przyjemność. Pozwalam, aby ta Księga promieniowała na mnie swoim wpływem. Odnoszą wrażenie, że niektórzy komentatorzy mają odwrotne zamierzenia. Pragną wnieść coś do tej Księgi. Ja staram się z niej uczyć i dlatego do tej pory nie męczyłem się jej rozważaniem. Nie sądzę też, by dalsze jej rozdziały, które zbliżają mnie do szczęśliwego „happyendu" miały mnie bardziej zmęczyć. Wręcz przeciwnie, oczekuję w nich jeszcze większej duchowej inspiracji. Czego też z całego serca życzę wszystkim uczniom tej Księgi.
      • Erast Czekalski

        Erast Czekalski

        28 lutego 2017 o 19:13 |
        "Nie sądzę też, by dalsze jej rozdziały, które zbliżają mnie do szczęśliwego „happy endu" miały mnie bardziej zmęczyć. Wręcz przeciwnie, oczekuję w nich jeszcze większej duchowej inspiracji. Czego też z całego serca życzę wszystkim uczniom tej Księgi."

        Dziękuje Danielu za tę deklarację.
        Fala ostatnich komentarzy wzbudziła we mnie obawę, że zniechęcisz się do dalszego pisania, w tym do "Spacerów z Janem po wyspie Patmos”.
        Nie jest to tanie pochlebstwo, ale Twoje teksty, a w szczególności ten cykl artykułów był i jest moją podstawową lekturą na e-Patmos.
        Jeśli ktoś uważa że się na tych spacerach "męczysz", albo sam się męczy, to po prostu niech nie czyta.
        Twoimi tekstami "odbrązawiasz" tę najtrudniejszą w Biblii Księgę.
        Odbrązawiasz w sensie przybliżenia, (może złe słowo – uczłowieczenia), jej przesłania, które literalnie odczytywane, często jest po prostu niezrozumiałe.
        I nie dziwota, bo Jest to w końcu „Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał mu Bóg, aby ukazać sługom swoim to, co ma się stać wkrótce; to też wyjawił On za pośrednictwem zesłanego anioła swojego słudze swemu Janowi”.
        Mistycyzm Objawienia może zniechęcać do czytania tej Księgi, co jest w sprzeczności z tym, co czytamy na samym jej wstępie: ”Błogosławiony ten, który czyta, i ci, którzy słuchają słów proroctwa i zachowują to, co w nim jest napisane; czas bowiem jest bliski.”
        „Błogosławiony ten, który czyta”, ale moim zdaniem, błogosławiony i ten, który swoimi tekstami skłania do czytania, a np. ja ją teraz czytam "w innej optyce".
        Mam nadzieję, że dotrwasz do owego happy end’u i potem „nie spoczniesz na laurach”, bo pomagasz maluczkim uczyć się z Biblii a nie o Biblii, w oparciu o różne „naukowe dociekania”, a ja podobnie jak Ty zadeklarowałeś, chcę się uczyć właśnie z Biblii, która jest moją podstawową, codzienną lekturą.
  • Remigiusz Kasprzykowski

    Remigiusz Kasprzykowski

    12 lutego 2017 o 17:46 |
    Trochę się być może gubię w rozlicznych watkach tej dyskusji ale przecież dak wyraźnie w artykule napisał "chciałbym takie osoby „pocieszyć”, że w Biblii jest wiele innych proroctw mówiących o klęskach i wojnach, które należą jeszcze do przyszłości" aby nie kombinować za dużo https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_Bar-Kochby srogość Rzymian była być może spotęgowana wcześniejszymi rozruchami i powstaniami w tym mało znana Wojną Kwietusa https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_Kwietusa. Nie wszystko w Biblii musi być koniecznie o nas, do chrześcijan przede wszystkim Łuk 21:20 co też się stało https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_%C5%BCydowska_(66-73)
  • dak

    dak

    11 lutego 2017 o 13:18 |
    (Podaję swoje komentarze w oddzielnym wątku, choć odnoszą się one głównie do wypowiedzi Samuela, ale są tam też elementy odnoszące się do innych komentarzy. Wypowiedzi Samuela ujmuję w cudzysłów.)

    „Ale kto wie, może aniołowi chodzi tu o samego Goga, który przecież również ma przyjść do prześlicznej ziemi z północy i tam spotka go koniec. Wcale nie musi to proroctwo dotyczyć pierwszej wizyty Jezusa na ziemi. Równie dobrze może dotyczyć Jego powrotu."

    No tak, można oczywiście wykładać proroctwo jakoś po swojemu, ale gdy czyta się cały jedenasty rozdział po kolei, poczynając od królów perskich przez greckich, których Daniel już znał (wierzę Biblii, że pisał te słowa prawdziwy Daniel w początkach czasów perskich, kiedy już rodziła się i była na pewno na Wschodzie zauważana wielka kultura helleńska), i jakichś ich konkurentów, których Daniel nie umiał już zidentyfikować, a my wiemy, że byli to rzymianie, to trudno jest w tym rozdziale dokonać przeskoku o dwa tysiące lat. Bardzo to jest nienaturalne. Ale zawsze można z dobrze zinterpretowanej sytuacji historycznej wyciągać aktualne wnioski.

    „Prześladowanie chrześcijan zakończone? Czy aby na pewno? (...) Poważnie, ten argument to jedno wielkie nieporozumienie!"

    Dziękuje Erastowi za właściwe odczytanie moich słów, powtórzę tylko. Znów opieram się na świadectwie Biblii i historii. Daniel mówi, że mały róg będzie miał władzę prześladowania przez różnie liczony okres 1260 dni. Potwierdza to Objawiciel mówiąc o chrześcijańskiej wersji cesarstwa rzymskiego, począwszy od Justyniana (531 r.n.e.) Karola Wielkiego (800 r.n.e), aż po abdykację ostatniego cesarza świętego cesarstwa narodu niemieckiego (1806 r.), który był tytularnie królem miasta Rzym, oraz abdykację sułtana (1922), który po przejęciu insygniów cesarskich z Konstantynopola miał formalnie również tytuł cesarza rzymskiego. Biblia mówi, że te władze zostaną pozbawione możliwości prześladowania i zostały. To nie znaczy, że wcześniej i później nie było cierpień kościoła. Oczywiście były i będą dopóki jest kościół na ziemi, ale nie ma już władzy w Europie, która kiedyś miała takie prawo, przed którą można było uciekać tylko na pustynię. Dzisiejsi prześladowani mają się ewentualnie gdzie schronić, dostaną azyl w Europie, o ile oczywiście uda im się wydostać ze swojego kraju. Jest ich dużo, za dużo, to prawda, ale procentowo jednak inaczej się to przedstawia, niż dawniej.

    „O ile wiem, to Cesarstwo Rzymskie upadło w V wieku, a Bizancjum w XV wieku (1453 AD). Nieprawdą jest, że przetrwało do XIX wieku."

    Jest to prawdą. Ostatni król Rzymu i cesarz świętego cesarstwa rzymskiego, Franciszek II abdykował w 1806 roku. Sułtan, który przejął insygnia cesarstwa bizantyjskiego i tytułował się między innymi cesarzem rzymskim abdykował dopiero w 1922 roku. Antyczne zachodnie cesarstwo rzymskie rzeczywiście upadło w V, ale Karol Wielki koronowany został na Cesarza Rzymu dokładnie w takim samym sensie, jak panował np. Konstantyn Wielki. Takim tytułem się posługiwał i miał taką samą władzę. Objawienie mówi, że druga bestia, która ma rogi jak Baranek, ale przemawia głosem smoka sprawuje całą władzę pierwszej. I ja w to świadectwo wierzę, tym bardziej, że historia to potwierdza.

    „Medinat Israel powstał w 1948 roku, a nie w 1895 czy wcześniej. Chyba nie została tu zrozumiana myśl Herzla."

    Rozmawiałem kiedyś z wykładowcą historii Izraela z Collegu w Eilat. Dzielą oni historię na okres diaspory i okres państwowości. Ten drugi rozpoczynają od 1870 r. Państwo powstało już w zaawansowanym stadium tworzenia struktur. Bez pracy, którą wykonywano począwszy od 70 lat wieku XIX jego powstanie w 1948 r. nie byłoby możliwe. Herzl powiedział tak, jak zacytowałem i zdaje mi się, że dobrze tę myśl rozumiem. Tyle tylko, że nie on to państwo założył, tylko Jezus przygotowaniem politycznym w 70-tych latach XIX w. i rękami pierwszych osadników żydowskich.

    „I po co to wszystko? Żeby po raz kolejny bronić wyliczeń Russella, o których przekonaliśmy się, że są błędne"

    W żadnym punkcie swojego komentarza i argumentacji nie posługuję się obliczeniami, które przytacha C.T. Russell. Opieram się wyłącznie na porównaniu opisów biblijnych z faktami historycznymi. I nie robię tego po to, by bronić czyichkolwiek wyliczeń, tylko po to, by rozumieć czasy, w których żyje, by rozumieć, jaką pracę wykonuje Bóg przez Jezusa. Nie dla wszystkich jest to widać ważne, choć to dziwne, bo przecież ludzie, którzy chcą znaleźć się w gremium królewsko-kapłańskim (a takie zaproszenie wystosował do nas Bóg przez Jezusa) powinni się właściwie interesować działaniami przeprowadzanymi przez ich Suwerena.

    „Nie chodzi tu tylko o niesławę, lecz także o wyrok potępiający."

    To już tylko interpretacja, szanuję ją, ale się całkowicie nie zgadzam. Wzgarda nie oznacza unicestwienia. Zdaje mi się, że to są dwa różne słowa i dwie różne sprawy. Apostoł Paweł okrył się hańbą (chyba jednak wieczną) prześladując braci Jezusa i współpracując przy zabiciu Szczepana, ale to nie znaczy, że poszedł na zatracenie. Taką hańbą okrył się Luter podpisując wyroki śmierci na baptystów, czy Kalwin wydając wyrok na Serweta, ale to nie znaczy, że całkiem ich potępiamy, nawet my ludzie, a co dopiero miłosierny Bóg.

    „Przywołany tekst ‘ci, którzy wielu nauczają, świecić będą jak gwiazdy niebieskie’ nie odnosi się do nauczania ludzi w Królestwie, lecz do nagrody, jaka czeka tam tych, którzy już nauczają lub nauczali w przeszłości. Za obecne postępowanie – odpowiednia zapłata."

    Polecam dokładne studia nad tymi słowami. Tłumacze przekładają te słowa tak, jak chcą je rozumieć, a nie tak jak są napisane po hebrajsku. Jest np. tłumaczenie interlinearne dla osób, które nie znają hebrajskiego i które mają prawo nie ufać moim mizernym umiejętnościom. Ale można też wziąć tłumaczenia żydowskie. Hebrajski posługuje się imiesłowami: Nauczający innych będą lśnili jak „zohar" na firmamencie, a prowadzący do sprawiedliwości jak gwiazdy". Nie ma tam żadnego odniesienia do przeszłości. To zrozumiałe, że egipsko-helleńska koncepcja sądu ostatecznego wyklucza naprawę, dlatego tłumaczom niewygodnie jest tłumaczyć tak, jak jest napisane. Szanuję tłumacza BG, który prawdopodobnie rozumiał sąd tak, jak inni chrześcijanie, a jednak przetłumaczył tak, jak jest napisane.

    „Wielki ucisk, jakiego nie było, "odkąd narody poczęły być" – po co jest mowa o narodach? Ponieważ on ma dotknąć wszystkie narody."

    Tutaj też już Erast mnie wytłumaczył. Dziękuję. Narody są autorami tego ucisku (będzie Jerozolima deptana przez narody), może dlatego są wspomniane. A może po prostu dlatego, że narody były wcześniej, a takiego ucisku nie. Erast to rozumie J

    „I nikt nigdy dotąd nie udowodnił, że epifania to kolejny etap Paruzji."

    Ani ja tego nie zamierzam dowodzić. Twierdzę tylko, że Paweł pisze o epifanii parousii, czyli ujawnieniu czegoś, co było zakryte. Raz jeszcze polecam dokładne czytanie. Tego, co ja piszę, niekoniecznie, ale tego, co pisze Paweł czy Jezus porównujący swoją parousię do dni Noego, koniecznie.

    „Uczniowie prosili o znaki, które pomogą im dostrzec bliskość zapowiadanych wydarzeń i odpowiednio się na nie przygotować."

    Szanuję prawo do posiadania tego potocznego zrozumienia, ale nadal uważam, że jest ono całkowicie niezgodne z ideę tego, co wiemy o rozumieniu znaku przez Żydów z czasów Jezusa i tego, jak słowo to prezentują autorzy Ewangelii. Przykłady podawałem już powyżej, gdzieś też już zresztą o tym mówiłem czy pisałem bardziej szczegółowo, więc nie będę się powtarzał. Ogólnie przy analizie takich zagadnień pożyteczne jest najpierw rozważenie sytuacji, w których dane słowo używane jest w Biblii, a dopiero potem sięganie do słowników. Autor słownika musi uwzględnić to, w jaki sposób słowo jest używane przez autorów posługujących się greką w czasach pobiblijnych. Ale jak wiadomo wtedy już szerzyły się błędy wynikające z greckiego myślenia. Trzeba uważać. „Kto czyta, niech uważa".

    I na koniec. Niestety dyskusja zaczęła żyć własnym życiem. Trochę mi szkoda, bo ciekawiłyby mnie argumenty osób, które uważają, że „ucisk, jakiego nie było" to przyszła krótkotrwała katastrofa dla całego świata; w jaki sposób łączą ten pogląd z całym kazaniem Jezusa, szczególnie w wersji Łukasza, oraz innymi miejscami w Biblii posługującymi się tym określeniem. A z pobocznego wątku komentarzy: Ciekawiłaby mnie też odpowiedź na pytanie, dlaczego Jezus rozdzielił ukazanie się znaku na niebie (jednego, nie wielu) od zamanifestowania Jego obecności dla wszystkich ludzi. I jak rozumiecie ten znak.
    • Samuel Królak

      Samuel Królak

      17 lutego 2017 o 20:47 |
      @dak

      “Rozmawiałem kiedyś z wykładowcą historii Izraela z Collegu w Eilat. Dzielą oni historię na okres diaspory i okres państwowości. Ten drugi rozpoczynają od 1870 r. Państwo powstało już w zaawansowanym stadium tworzenia struktur. Bez pracy, którą wykonywano począwszy od 70 lat wieku XIX jego powstanie w 1948 r. nie byłoby możliwe

      “Państwo powstało już” i “jego powstanie w 1948 r. nie byłoby możliwe” - zobacz jak to sobie przeczy.

      Doszedłem do wniosku, że być może problemem jest słowo “państwowość”. Możemy je różnie rozumieć. Ja zacytuję definicję słownikową, czyli, jak ktoś chce - “potoczną”.

      “Prawne kryteria państwowości, przyjęte na mocy konwencji w Montevideo z 1933, określane są następująco: (artykuł 1.) "Państwo jako podmiot prawa międzynarodowego powinno mieć następujące elementy:
      stałą ludność,
      suwerenną władzę,
      określone terytorium (wielkość państwa nie wpływa na jego podmiotowość) oddzielone od innych granicą,
      zdolność wchodzenia w stosunki międzynarodowe”

      Podstawową cechą państwa jest stała ludność, niepodległość i samostanowienie. Sama nazwa na to wskazuje - państwo to “pan” na danym terytorium. Gdzie może być mowa o suwerenności Izraelczyków w XIX w.? Gdzie samodzielne terytorium? Wszystko było dopiero w odległych planach, Rotszyldowie i inni nabywali pierwsze obszary w Palestynie. Nie można mówić o ówczesnej państwowości izraelskiej; raczej o początkach nowoczesnego osadnictwa (Petah Tikva), pierwszych alijach, tworzeniu zrębów społeczno-politycznych. O proizraelskim klimacie w Wlk. Brytanii za Beaconsfielda. Wszystko to odbywało się jednak w ramach mandatu imperium brytyjskiego. No, chyba, że państwowość rozumie się inaczej.

      Akademicy są od stawiania kontrowersyjnych tez, a ludzie od myślenia i rozsądzania. Nie było państwa na 78 lat przed jego proklamacją niezależnie od tego, w jak ładne słowa się ten pogląd ubierze. To nie te same zasoby, nie ci sami ludzie je założyli, lecz ich rodacy dwa pokolenia później, w dodatku były to inne elity polityczne - np. socjaliści z Hagany z Ben Gurionem na czele, Ecel Żabotyńskiego.

      “Jest to prawdą. Ostatni król Rzymu i cesarz świętego cesarstwa rzymskiego, Franciszek II abdykował w 1806 roku. Sułtan, który przejął insygnia cesarstwa bizantyjskiego i tytułował się między innymi cesarzem rzymskim abdykował dopiero w 1922 roku.”

      To, że sułtan sam się tak tytułował, nie oznacza, że był cesarzem rzymskim. Przecież to Osmani właśnie zniszczyli wschodnie cesarstwo. Dziwnie się słucha poglądu, że azjatyccy najeźdźcy nie związani w jakikolwiek sposób, ani etnicznie, ani religijnie, ani organizacyjnie z Italią i kulturą śródziemnomorską, mają być legalnymi kontynuatorami Rzymu. I ty w to naprawdę wierzysz?

      A nawet gdyby był, to przecież przywołane cezury czasowe - 1806 i 1922 - niczego nie wyznaczają ani nie odgradzają od siebie. Sytuacja np. chrześcijan przed i po abdykacji ostatniego sułtana jest bez zmian, jeśli chodzi o prześladowania, nawet gdybyśmy ograniczyli poszukiwania tylko do Europy. Kilka przykładów:

      Hitler został demokratycznie wybrany na kanclerza Niemiec, i w czasie dekady swojego rządzenia wygubił kilkanaście tysięcy Bibelforscherów (Świadków Jehowy i Badaczy) z terenów Rzeszy - byli oni, jak pisze Günther Pape, "trzecią siłą polityczną" w tym kraju. ŚJ i Badacze mieli, jak wiadomo, nawet swój specjalny fioletowy znak w obozach koncentracyjnych. W obozach zginęło również wielu znanych nam braci, np. A. Stahn. Po wojnie władze NRD prześladowały około 5000 ŚJ i doprowadziły do zabicia kilkudziesięciu mężczyzn i kobiet.

      W Hiszpanii w latach 1930-39 śmierć z rąk władz Republiki Hiszpańskiej poniosło kilkadziesiąt tysięcy chrześcijan katolickich (między 38 a 72 tys).

      W Rumunii po wojnie miały miejsce represje wobec chrześcijan, szczególnie prawosławnych. Tak samo w Albanii.

      Wszystkie wymienione kraje są dawnymi prowincjami Cesarstwa Rzymskiego.

      Rosja carska uważała się za kontynuatora Cesarstwa Wschodniego. Po zgładzeniu cara rozpoczęły się trwające od 1917 do 1991 roku rządy komunistów. W tym okresie celowo wymordowano 12-21 milionów chrześcijan, przeważnie ortodoksów, w ramach walki z religią.

      W Polsce w latach powojennych władza ludowa wzięła sobie na cel kościoły, a szczególnie wyznania mniejszościowe, prześladowano też między innymi Badaczy Pisma św. Moja babcia była przetrzymywana kilka dni przez UB, trzymana w samej koszuli w wodzie, bita i głodzona. Po przesłuchaniach zakazano jej opowiadać o przebiegu sprawy. Dla mnie są to prześladowania.

      Jeśli ktoś uważa, że od momentu przyjścia Pana po raz wtóry w trzeciej ćwiartce XIX wieku skończyły się prześladowania chrześcijan, to ja mam propozycję. Dam numer telefoniczny do mojej babci i proszę zadzwonić i powiedzieć jej, że nie cierpiała prawnie usankcjonowanych prześladowań ze strony władzy, ponieważ tak wynika z interpretacji proroctwa Daniela o “małym rogu”.
      Żyje też jeszcze wielu polskich braci, którzy latami siedzieli w więzieniach i kopalniach za wierność nauce Jezusa. Proszę ich przekonać, że prześladowań nie mieli.

      “Jest ich dużo, za dużo, to prawda, ale procentowo jednak inaczej się to przedstawia, niż dawniej.”

      W średniowiecznej Europie cała populacja wynosiła od kilkunastu w V wieku do stu milionów mieszkańców pod koniec tej epoki, a na całym świecie kilkaset milionów. Dziś ludzi jest ponad 7 miliardów, z czego 2 miliardy deklarują się jako chrześcijanie, w tym 900 milionów to niekatolicy. Według uniwersyteckich badań, w Średniowieczu śmierć z rąk np. Inkwizycji poniosło około 50 tysięcy ludzi. Dla porównania w samym XX wieku zginęło wskutek prześladowań 45 milionów wyznawców Jezusa. Obecnie co 3 minuty ginie chrześcijanin, rocznie 170 tysięcy ludzi.
      Zawężanie zainteresowania chrześcijaństwem tylko do Europy zastanawia mnie, tym bardziej, że sam ruch Badaczy jest przecież zza oceanu. No, ale dobrze, przyjmijmy że dla potrzeb tak, a nie inaczej rozumianego proroctwa Daniela można się na ten eksperyment zgodzić. Tylko, że wtedy co z tego wynika? Że do Europejczyków Pan Jezus przyszedł i ich chroni, a o Afryce i Azji zapomniał? Albo, że przyjdzie do nich później? Prawda, że dziwny to pomysł.

      "tego definitywnego zakończenia deptania Jerozolimy przez pogan "

      Nie można mówić o definitywnym zakończeniu deptania Jerozolimy przez pogan, ponieważ proroctwa mówią o inwazji narodów pogańskich na Jeruzalem w czasach ostatecznych (Zachariasz, Ezechiel). A zatem logiczne jest, że deptać będą. Czasy pogan, o których wspomina Pan Jezus, się jeszcze nie zakończyły. Spodziewania naszego ruchu co do zakończenia czasów pogan opisane są w książce "Nadszedł Czas" na stronach 77-78 (nowsze wydanie) i ujęte w 7 punktach. Żadne z nich nie spełniło się dotychczas. Obowiązujące zrewidowane stanowisko na temat "czasów pogan" - np. że nie “najdalej do 1914” (Russell), tylko “od 1914 rozpoczął się proces”, albo, że w I WŚ zginął stary porządek rzeczy, że przeminęli monarchowie, również jest niezgodne z prawdą. Królowie i dyktatorzy jak byli, tak są, i mają się całkiem dobrze oraz dzierżą w ręku realną władzę, konwencjonalną i atomową.

      Jerozolima jest też całkowicie zależna od polityki wielkomocarstwowej obcych krajów, ponieważ wciąż na świecie mamy do czynienia z hegemonią pogan. Izraelczycy nie mogą wiele zrobić, nawet przyłączyć do stolicy pobliskich stref podmiejskich, z obawy o opinię światową, która jest bacznie na nich zwrócona i gotowa interweniować.
      Nie można też mówić, że Izrael powrócił do Bożej łaski, bowiem Zachariasz pisze, że to Pan wyleje na nich ducha łaski, i będą wtedy modlić się i żałować Jednorodzonego, oraz "ujrzą Tego, którego przebodli." Tego jeszcze nie uczynili gremialnie, choć już kilkadziesiąt tysięcy Izraelczyków wierzy w Jeszuę.

      Dobrze by było, gdyby pojęcia “siedmiokroć” z 5 Mojżeszowej i “czasy pogan” z Łukasza wzięły ze sobą rozwód. Bo, gdyby przyjąć, że zasada “dzień za rok” jest uzasadniona, i zignorować te 20 lat pomyłki (587 a nie 606 BC), to wtedy koniec “siedmiokroć” wypada mniej więcej w czasie poprzedzającym narodziny Izraela (lata trzydzieste XX w). I jakoś to się broni, chociaż jest mi to obce. Ale już z tym końcem czasów pogan w 1914 to zupełne pudło moim małym zdaniem. To, że doszło do powstania i ocalenia nowożytnego Izraela w 1948, wynika z niezwykle korzystnej sytuacji geopolitycznej - że dwa wrogie sobie supermocarstwa na zaledwie kilka lat obydwa popierały syjonizm (ZSSR dał nawet Izraelczykom broń, za pomocą której odparli nacierających Arabów). Nigdy przedtem ani potem już nie było takiego jednoczesnego poparcia pogańskich władców naszej planety. Stalin kilka lat później znowu znienawidził Żydów, wbrew egalitarnym założeniom marksizmu. A od tamtej pory do dziś Izrael Ameryką stoi. I Panem Bogiem oczywiście, w to też wierzę.

      @Daniel Iwaniak
      Wiem, że Twoja droga jest właściwsza. Moje wypowiedzi są mniej dojrzałe. Okazuje się, że pewne rzeczy wiem tylko w teorii i jeszcze ich nie umiem, np. brak mi uprzejmości i podejścia z miłością. Ale się nauczę. Wszystko, co o mnie napisałeś, jest zgodne z prawdą i dziękuję. Przemyślę to.

      Pozdrawiam
    • Daniel Iwaniak

      Daniel Iwaniak

      12 lutego 2017 o 00:18 |
      Danielu, przedstawiona przez Ciebie koncepcja ucisku, odniesienie go do narodu wybranego i jego historii jest dla mnie dość przekonywująca w swoim ogólnym zarysie. Pytania oczywiście pojawiają się gdy mówimy o końcu owego okresu. Czy rzeczywiście ucisk tego narodu można uznać za całkowicie zakończony. Na razie nie mam takiego przeświadczenia (może do niego dojdę).
      Kwestę znaku i zapis Ewangelii Mateusza rozumiem tak:
      w.26-27 – nie wierzcie w pojawiających się masjaszów lub wieści, że mesjasz jest gdzieś w ukryciu, bo jego przyjście będzie jasne jak… jak światło (astrape).
      29. (wtedy) władze tego świata – duchowe i ziemskie (ekonomiczne i cywilne) wraz z ich ideologiami utracą swoją moc.
      w. 30. Wtedy pokaże się "znak syna Człowieczego". Jak już pisałem dla mnie celem pokazania znaku jest przekonanie ludzi i okazanie niedowierzającym, że ktoś działa w imieniu Boga. Tak jak było z Mojżeszem i starszymi Izraela oraz znakami jakie pokazał Jezus i jakie duża część (o ile nie większość) Izraelitów dostrzegła i uznała za znaczące. Znakiem takim może być jakiś cud, nadnaturalny bieg zdarzeń, lub coś, co za Bożym działaniem zagości w świadomości ludzi (jak wizja na Górze Przemienienia lub wizja Saula w drodze do Damaszku). Na dziś nie jestem w stanie "wyprorokować" jak by to miało konkretnie wygadać, dość na tym, że efektem tego momentu jest wstrząs wśród pokoleń ziemi oraz następujące w reakcji wyjaśnienie w postaci "ujrzenia" Syna Człowieczego przychodzącego z mocą. Dla mnie te wydarzenia zmierzają do przejścia z okresu wiary do okresu "widzenia", Królestwa Bożego gdzie nikt nie musi mówić "poznaj Pana" bo rzeczy stają się już jasne. Owa jasność nie likwiduje oczywiście wszystkich trudności z pozbyciem się grzechu i jego efektów. Użyte w wersecie 30 spójniki "wtedy" (i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi) oraz "i"( i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą) wskazują na wzajemne związki przyczynowe i następstwo czasowe, którego nie można liczyć w pokoleniach.

      Oczywiście w tej kwestii nie jestem dogmatyczny i chciałbym utrzymać otwartość rozumienia i postrzegania, (zwłaszcza gdy rzeczy zaczną się dziać – pewnie inaczej niż mogę sobie wyobrazić)
      • dak

        dak

        12 lutego 2017 o 23:52 |
        Podzielam całkowicie Twoje rozumienie znaku. Tylko dlaczego znak na niebie i ujrzenie Jezusa przychodzącego na obłokach to są dwa oddziene zdarzenia przedzielone zdaniem "będą biadać wszystkie plemiona ziemi"? I obojętne czy to obejmuje pokolenia, czy miesiące, jest różnica między jednym a drugim.

        Spadanie gwiazd, utrata blasku przez słońce i księżyc rozmiane w sposób symboliczny (czyli jak rozumiem właściwy) oznaczają moim zdaniem dłuższe procesy historyczne, gdyż inaczej Bóg musiałby gwałcić wolną wolę człowieka i ograniczać jego naturalny rozwój. Jeśli tego nie zrobił przez minione tysiące lat, to dlaczego miałby nagle zmienić zdanie?

        Co do zakończenia ucisku jakiego nie było (czyli niezwykle długiego okresu spustoszenia ziemi Izraela i rozproszenia oraz prześladowania ludu żydowskiego) -- Gdybyś chciał odwiedzić Jerozolimę 100 lat temu, jechałbyś do Turcji, 70 lat temu -- do Palestyny. Dzisiaj lecisz do?.... (Nie muszę ci podpowiadać, bo robisz to nawet kilka razy w roku i wiesz, jacy urzędnicy Ci sprawdzają paszport i jacy żołnierze pilnują porządku na wzgórzu świątynnym :))
        • dak

          dak

          12 lutego 2017 o 23:55 |
          Aha, ja też nie jestem dogmatyczny (Ty to wiesz, ale może inni czytelnicy niekoniecznie). Chętnie rozważam inne poglądy i nawet je przyjmuję, o ile mają sens i mnie przekonują.
  • Erast Czekalski

    Erast Czekalski

    11 lutego 2017 o 00:10 |
    Coś jest nie tak. Pisałem ostatnie dwa posty w trybie "Odpowiedź" do postów Samuela, a poszły na sam spód. Nie sprzyja to śledzeniu dyskusji w tym wątku czatu. :(
    • Samuel Królak

      Samuel Królak

      11 lutego 2017 o 00:34 |
      Wszystko w porządku, przeczytałem je.
  • Daniel Iwaniak

    Daniel Iwaniak

    10 lutego 2017 o 22:36 |
    Mała refleksja nieco na boku. Zastawiałem się o co naprawdę pytali uczniowie Jezusa mówiąc " jaki będzie znak twojego przyjścia ?". Jaki koncept siedział w ich żydowskich głowach? Czy spodziewali się niewidzialnego powrotu mesjasza i pytali wydarzenia na świecie, które trzeba będzie dostrzec oczyma swojej wiary? Nie sądzę. Oczywiście nie mogę być tego absolutnie pewny. Domniemanie moje opieram na tym, że uczniowie nie mieli świadomości co do faktu który wydaje nam się najbardziej oczywisty, który uważamy za całą oś planu Bożego, a mianowicie, że mesjasz zostanie zabity. Apostołowie i uczniowie są całkowicie zaskoczeni obrotem spraw gdy Jesus zostaje aresztowany. Są zaskoczeni mimo, że wcześniej ich mistrz jasno i bez przypowieści mówił o swojej rychłej śmierci. Ty bardziej trudno mi przyjąć, że w głowach uczniów istniała idea niewidzialnego powrotu mesjasza (nie spodziewali się nawet jego odejscia) i konieczności jego rozpoznania, zwłaszcza, że Jesus nigdy bezpośrednio takiej idei nie wyraził. O jaki znak więc pytali pobożni Żydzi z Galilei patrząc z Góry Oliwnej w stronę świątyni? Może o to samo, o co pytali przy innej okazji inni Żydzi - dobrze wykształceni w prawie. O znak - świadectwo mocy Bożej , który może uprawomocnić daną osobę jako posłańca od Boga. Takie znaki Bóg dał Mojżeszowi gdy posyłał go do starszych Izraela , 2 Moj. 4:7-8."I rzekł: Włóż znowu rękę swą w zanadrze; włożył ją ponownie w zanadrze, a gdy ją wyjął ze swego zanadrza, oto była znowu jak reszta ciała. Jeśli ci tedy nie uwierzą i nie usłuchają przestrogi pierwszego znaku, wtedy uwierzą przestrodze drugiego znaku.". Dzięki i innym podobnym sytuacjom z życia proroków wierzący zydzi uważają, że ktoś chce dokonać istotnych zmian, przełomu, odmienić istniejące zwyczaje lub porządek powinien okazać ZNAK - uwiarygodnienie od Boga, poświadczenie jego mocy. Kiedy Jezus zaczyna "rządzić się" w świątyni i wyrzuca handlarzy uczeni w piśmie pytają " Jan. 2:18 "Cóż nam za znak pokażesz, iż to czynisz?". Ciekawy jest też werset następny Jan. 2:19 " Rozwalcie ten kościół, a we trzech dniach wystawię go.". Za jakiś czas uczniowi znów są z Jezusem w oszałamiającej przepychem świątyni, a ich zachwyt Jezus komentuje jedynie, że nie pozostanie tu kamień na kamieniu. Pewnie jeszcze tego samego dnia gdy z miejsca noclegu, Góry Oliwnej patrzą na świątynię wracają do tematu: " a kiedy już nastanie twoja chwalebna wizyta i koniec świata jaki znamy, jaki znak pokarze ludziom by cię przyjęli?". Gdyby tak właśnie brzmiała intencje pytania uczniów nie byłyby w tym chyba nic dziwnego ani zdrożnego. Jezus przecież w swoim życiu dał liczne, wymowne i świadome znaki swojego mesjaństwa. O tych znakach kazał Jesus opowiedzieć Janowi Chrzcicielowi, gdy ten pytał czy Jesus jest mesjaszem.

    P.S. Przyznam po cichu, że i ja tez czasem domagam się znaku (pobożni Żydzi Starego Testamentu i ich sposób myślenia nie są mi przecież obcy ). I kiedy ktoś chce dokonać istotnej zmiany i na przekład odwołać ważność słów Jezusa - "nie wyrywajcie kąkolu spośród pszenicy" i mówi "właśnie, że nie, że już trzeba wyrywać" to pytam najuprzejmiej jak potrafię: "jak znak mi pokażesz, że wolno ci to czynić?
  • Samuel Królak

    Samuel Królak

    10 lutego 2017 o 04:47 |
    Interesujący tekst, pobudza do myślenia, kilka uwag o nim.

    Interpretacja Daniela 11. Tu czytelnik ma naprawdę otwarte pole do dociekań, bowiem anioł nie mówi o imionach czy detalach dotyczących przedstawianych postaci.
    Ogólnie egzegeci wskazują na Aleksandra Wielkiego, a po nim Ptolemeuszy i Seleucydów, a następnie na imperium rzymskie (twierdzi się, że Księga Daniela stworzona została między II a I wiekiem BC). Ale różne epoki miały swoich własnych komentatorów, którzy analizowali następne dzieje i usiłowali zsynchronizować je z tym rozdziałem. Russell, jak wiemy, widział w 11 rozdziale Napoleona jako tego ostatniego króla północy. Ale kto wie, może aniołowi chodzi tu o samego Goga, który przecież również ma przyjść do prześlicznej ziemi z północy i tam spotka go koniec. Wcale nie musi to proroctwo dotyczyć pierwszej wizyty Jezusa na ziemi. Równie dobrze może dotyczyć Jego powrotu.

    “zakończenie zorganizowanych i usankcjonowanych prawnie prześladowań wiernych naśladowców Jezusa.”

    Prześladowanie chrześcijan zakończone? Czy aby na pewno? Wystarczy przeczytać np. raporty Open Doors aby sprawdzić, jak wygląda sytuacja chrześcijan w krajach muzułmańskich, w krajach reżimu komunistycznego, w Trzecim Świecie. Nigdy tak wielu naszych braci i sióstr nie cierpiało - mówi się o stu kilkudziesięciu tysiącach ofiar rocznie! A prześladowanych ogółem jest ponad 100 milionów w 50 krajach. Nigdy tyle nie było, nawet za czasów Średniowiecza. Poważnie, ten argument to jedno wielkie nieporozumienie!

    “Cesarstwo Rzymskie formalnie przestało istnieć około stu lat temu”

    Niezgodne daty. O ile wiem, to Cesarstwo Rzymskie upadło w V wieku, a Bizancjum w XV wieku (1453 AD). Nieprawdą jest, że przetrwało do XIX wieku. Niektóre imperia czy królestwa Europy wzorowały się na nim, ale to nie jest to samo. Medinat Israel powstał w 1948 roku, a nie w 1895 czy wcześniej. Chyba nie została tu zrozumiana myśl Herzla.

    Powinniśmy posługiwać się do egzegezy biblijnej faktami, a nie podręcznikami do historii alternatywnej czy political fiction. Naprawdę!
    Ogólnie jasne jest, do czego zmierza takie naciąganie dat - do uzasadnienia niewidzialnej powtórnej obecności Pana Jezusa w latach 70 XIX wieku. Cóż, ktoś może powiedzieć tak: jaka doktryna, taka i argumentacja. I po co to wszystko? Żeby po raz kolejny bronić wyliczeń Russella, o których przekonaliśmy się, że są błędne - podstawa, sposób naliczania, wynik, upoważnienie do samego obliczania?

    Daniel 12. No właśnie z proroctwem Daniela jest ten problem, że u niego w 12 rozdziale przywrócenia wszystkich ludzi do doskonałości o ile mi wiadomo, nie ma. O sprawiedliwych anioł mówi, że zbudzeni zostaną do życia wiecznego - to znaczy, że inni tego życia wiecznego nie otrzymają, jedynie oni. Wielu powstanie na potępienie i wzgardę wieczną. Nie chodzi tu tylko o niesławę, lecz także o wyrok potępiający. To potępienie brzmi u Jezusa “idźcie precz ode mnie przeklęci w ogień wieczny, zgotowany diabłu i aniołom jego” - Mt 25. Ów ogień wieczny to gehenna, całkowite unicestwienie ciała i duszy.

    Ciekawie werset 2 oddaje Manuskrypt Aleksandryjski: Wielu z tych, co śpią na całym obszarze ziemi, powstanie: jedni do życia wiecznego, drudzy do nagany, a inni do rozproszenia i wiecznej hańby”. Czyli są jakby trzy co najmniej grupy ludzi. Jedna będzie nagrodzona, inna zganiona, a jeszcze inna rozproszona i okryta wzgardą.

    “prorok Daniel zapewnia, że następnym krokiem po oswobodzeniu jego ludu, będzie zmartwychwstanie oraz nauczanie i prowadzenie do sprawiedliwości wszystkich ludzi.”

    Ja właśnie nie widzę tego zapewnienia. Przywołany tekst “ci, którzy wielu nauczają, świecić będą jak gwiazdy niebieskie” nie odnosi się do nauczania ludzi w Królestwie, lecz do nagrody, jaka czeka tam tych, którzy już nauczają lub nauczali w przeszłości. Za obecne postępowanie - odpowiednia zapłata.
    Nie do końca pewne jest w ogóle, czy chodzi w tym fragmencie (werset 4) o nauczanie. LXX podaje: “Ci, którzy to pojęli, ukażą się jak wielkie światła na niebie, a którzy starali się o zachowanie moich słów - jak gwiazdy na niebie na wieki wieków.” (Vaticanus) lub: “Ci, którzy to pojęli, zaczną świecić jak te wspaniałe światła na firmamencie, a niektórzy z wielu sprawiedliwych - jak gwiazdy na wieki i dalej (Alexandrinus).

    Wielki ucisk, jakiego nie było, “odkąd narody poczęły być” - po co jest mowa o narodach? Ponieważ on ma dotknąć wszystkie narody. Zaraz potem wspomniane jest powstanie z martwych. Jak dotąd nikt nie zmartwychwstał, a zatem ów Wielki Ucisk nie rozpoczął się jeszcze, albo dotychczas się nie skończył.

    Nie wiem na pewno, czy ludzi czeka jeszcze jakiś wielki ucisk czy nie, ale Pismo uczy, że nadchodzi Dzień Pański. Jest on porównany do dni Noego i Lota, w czasie których zginęli wszyscy, których Bóg nie ocalił. Jezus kładzie nacisk na zagładę nieświadomych niczego ludzi i zapowiada, że tak będzie i w dniu Syna Człowieczego. Łk 17:27-30.

    Uwagi do komentarza:

    “Nikt jednak nie zaprzeczy, że poziom wiedzy i świadomości jest dzisiaj nieporównywalny do minionych wieków.”

    Przepraszam, ale to przyjście Jezusa miało być tą błyskawicą, a nie wzrost wiedzy i świadomości. Świat ma powszechnie uświadomić sobie, że On jest. W tym tkwi porównanie do błyskawicy. Dziś ludzie ogólnie są nieświadomi powtórnej obecności Jezusa na ziemi, i słusznie, ponieważ jeszcze nie nastąpiła. Kiedy nastąpi, wtedy nikomu nie trzeba będzie o tym mówić, podobnie jak nie musisz przerażonemu i ogłuszonemu człowiekowi tłumaczyć, że niedaleko walnął piorun.
    Jezusowi zresztą nie chodziło o “rozpoznanie” Jego obecności, lecz o bycie czystym i gotowym na ten nie dający się przewidzieć dzień. To słudzy trwający w pracy i uświęceniu przedstawiają dla Niego wartość, a nie błyskotliwi interpretatorzy znaków, faktów i wersetów. Od tej ezoterycznej wiedzy o rzekomym niewidzialnym przyjściu ani zbawienie ani miejsce w Kościele Chrystusowym nie są uzależnione.

    Objawienie uczy, że “ujrzy Go wszelkie oko”. Obj 1:7. Jeśli tak, to ujrzy Go także cielesny wzrok ludzi! A nie tylko jakiś wzrok “duchowego zrozumienia”.Wszelkie oznacza dokładnie to, co oznacza. Pan się fizycznie ukaże światu i Izraelowi, także tym, którzy go przebodli, czyli przywróconym na Sąd do życia oprawcom z I wieku. Znajdzie na to sposób, podobnie jak wtedy, gdy objawił się Szawłowi.

    I nikt nigdy dotąd nie udowodnił, że “epifania” to kolejny etap Paruzji. To jest teoria pochodząca również od irwingian, czyli ojców współczesnego pentekostalizmu. Ta sprawa pozostaje w sferze przypuszczeń i nigdy nie powinno dojść do zbudowania na niej doktryny. Odkrycia wskazują na coś przeciwnego, np. “monety adwentowe” bite z okazji przybycia cesarza rzymskiego do jakiejś prowincji, słowo epifania jest ekwiwalentem “adventus”! Pisze o tym Adolf Deissmann w klasycznym dziele “Licht vom Osten” (1908).

    “Znak, to nie jest oznaka poprzedzająca przyjście, tylko dowód, że parousia nastąpiła.”

    To można sprawdzić. Słowniki tłumaczą, co znaczy semeion, czyli znak.


    Definition
    a sign, mark, token
    that by which a person or a thing is distinguished from others and is known
    a sign, prodigy, portent, i.e. an unusual occurrence, transcending the common course of nature
    of signs portending remarkable events soon to happen
    of miracles and wonders by which God authenticates the men sent by him, or by which men prove that the cause they are pleading is God's
    źródło: The NAS New Testament Greek Lexicon

    Innymi słowy, znak to cudowne poręczenie mających nadejść wydarzeń. Znak jest zapowiedzią i dowodem na boskie pochodzenie proroctwa.

    Uczniowie prosili o znaki, które pomogą im dostrzec bliskość zapowiadanych wydarzeń i odpowiednio się na nie przygotować. Jezus nie poprzedził tej mowy żadnymi naukami o swoim niewidzialnym przyjściu. Słowo parousia rozumieli w znaczeniu technicznym - “uroczyste przybycie króla lub cesarza”, tego użycia dowodzą również inne zachowane teksty z tej epoki. Hieronim, autor Wulgaty, przetłumaczył parousia na adwentus, przyjście (ok. 383 AD), a praesentia zastosował tylko w 4 przypadkach, nie dotyczących omawianego zagadnienia. On wiedział, jakie słowo parousia miało znaczenie. Podobnie oddają parousia Biblia starołacińska przed Hieronimem, przekład gotycki Wulfila (połowa IV wieku) oraz syryjska Peszitta. Przyjście a nie obecność.
    Tak piszą tłumacze, dla których greka była żywym językiem. A dziś premilenaryści dyskredytują te świadectwa, bo wydaje im się, że wiedzą lepiej.

    Na razie tyle.
    • Erast Czekalski

      Erast Czekalski

      10 lutego 2017 o 14:30 |
      Napisałeś: Wielki ucisk, jakiego nie było, “odkąd narody poczęły być” - po co jest mowa o narodach? Ponieważ on ma dotknąć wszystkie narody.
      Doprawdy? A nie przypadkiem dla podkreślenia wyjątkowości, tak jakościowej jak i czasowej owego ucisku?
      Czy ucisk, zanim „narody poczęły być”, albo jak to określił Pan Jezus „od początku świata”, miałby jakikolwiek sens zanim powstał świat i narody istnieć na nim?
      Czy jeśli teraz powiem: odkąd Patmos począł być, nie byłem tak zbulwersowany, tak autorytarnym tonem czyjegoś komentarza, to zinterpretujesz to stwierdzenie, że moje odczucie ma dotknąć wszystkich użytkowników Patmos?
      Poprzestanę na tym jednym, bo nie mnie dotyczą Twoje, (eufemistycznie mówiąc), mało uprzejme wypowiedzi.
      Niechaj autor inkryminowanego artykułu, sam się do nich odniesie, jeżeli zechce.
      Pozwolę sobie tylko na szczerze zatroskane pytanie: Quo vadis Samuelu?
      • Samuel Królak

        Samuel Królak

        10 lutego 2017 o 17:45 |
        Powolutku. Bulwersowanie się jest niepotrzebne. Tu po drugiej stronie jest przyjaciel. Zanim cokolwiek napisałem, najpierw się pomodliłem i sprawdziłem swój stan serca. Starannie też przebadałem tekst pod kątem rzeczywistej lub domniemanej uszczypliwości i ataków ad personam. Nie ma ich tam. Wobec tego może przejdźmy do meritum, dobrze? Jeśli nie ma racji, dlaczego byście nie mieli mi tego wykazać? Przecież mam uszy ku słuchaniu. A jeżeli rację mam, czemu nie mielibyście mi jej przyznać, choćby po części?
        Dokąd idę? Wracam z pracy do domu :)
        Każdy ma prawo przedstawić swoje spojrzenie. Nie potrzeba się gniewać, lepiej rozmawiać.
        • Erast Czekalski

          Erast Czekalski

          10 lutego 2017 o 20:56 |
          Powolutku. Nie neguję że po drugiej stronie jest przyjaciel.
          Miałem się już nie wypowiadać, zostawiając ew. odpowiedź Danielowi, ale uznałem że powinienem się wytłumaczyć z tego co mnie zbulwersowało. Podam jedynie trzy, pierwsze z brzegu przykłady:

          1. Cytując Daniela:
          “zakończenie zorganizowanych i usankcjonowanych prawnie prześladowań WIERNYCH NAŚLADOWCÓW Jezusa.” (podkreślenie moje),
          kontrujesz tę tezę „100 milionami prześladowanych chrześcijan w 50 krajach” i podsumowujesz (całkiem nie uszczypliwie): „Poważnie, ten argument to jedno wielkie nieporozumienie!”
          Że tak przy okazji zapytam: uważasz się za WIERNEGO NAŚLADOWCĘ Pana Jezusa? Doświadczasz jakichś prześladowań? Jest to prawnie usankcjonowane?
          Nieuprawnionym jest Twoje stwierdzenie: „Nigdy tyle nie było, nawet za czasów Średniowiecza.” Tak dobrze znający historię, zapewne wiesz, że w Średniowieczu to nominalne chrześcijaństwo było prześladowcą, teraz role się odwróciły.

          2. Zaiste nie jest uszczypliwym, czy wręcz ad persona inne Twoje, noszące znamiona insynuacji pouczenie:
          „Powinniśmy posługiwać się do egzegezy biblijnej faktami, a nie podręcznikami do historii alternatywnej czy political fiction. Naprawdę!”

          3. „Ogólnie jasne jest, do czego zmierza takie naciąganie dat - do uzasadnienia niewidzialnej powtórnej obecności Pana Jezusa w latach 70 XIX wieku. Cóż, ktoś może powiedzieć tak: jaka doktryna, taka i argumentacja. I po co to wszystko? Żeby po raz kolejny bronić wyliczeń Russella, o których przekonaliśmy się, że są błędne - podstawa, sposób naliczania, wynik, upoważnienie do samego obliczania?”

          Tutaj też nie ma uszczypliwości? A poza tym, nieładnie tak generalizować. Sam nie jestem entuzjastą zbyt szczegółowej chronologii, ale czyniąc taki zarzut, należałoby wykazać że wszystkie z wyliczeń br. Russella „są błędne - podstawa, sposób naliczania, wynik, upoważnienie do samego obliczania”.

          Post scriptum:
          „Dziś ludzie ogólnie są nieświadomi powtórnej obecności Jezusa na ziemi, i słusznie, ponieważ jeszcze nie nastąpiła.”
          Do tego nie będę się odnosił, bo masz prawo nie wierzyć we wtórą obecność, ale nie każ też mi nie wierzyć, poprzez takie kategoryczne stwierdzenia.
          • Daniel Iwaniak

            Daniel Iwaniak

            10 lutego 2017 o 23:37 |
            Jeszcze jedna refleksja o specyfice dyskusji o niewidzialnym przyjściu. Najpierw odkryłem, że rozumiem oburzenie Erasta. Samuel to sprawny szermierz słowa (to nie zarzut) i żarliwy polemista. Dosadnie artykułuje swoje racje. Wydaje się, jednak, że nie pozostawia wystarczająco dużo "przestrzeni" dla innego podejścia. Mimo, że rozumiem i podzielam racje Samuela, sposób, w jaki je artykułuje jakoś dziwnie i nieprzyjemnie brzmi w moich uszach. Spostrzeżenie numer dwa. Gdyby językiem Samuela afirmować i wspierać naukę o niewidzialnym przyjściu Pana, w środowisku, w którym się poruszam nikt z nas (łącznie ze mną) nie dostrzegłby w tym niczego nadzwyczajnego lub zdrożnego. Przykład: zdanie 'faktem jest, że NIE żyjemy w czasie przyjścia Pańskiego" odbierane jest jako kategorycznie i narzucające. Zadnie "faktem jest, że żyjemy w czasie przyjścia Pańskiego" jest już jedynie łagodną i nienarzucającą deklaracją wiary i własnych przekonań. To trochę niesprawiedliwe.
          • Samuel Królak

            Samuel Królak

            10 lutego 2017 o 23:32 |
            O ile dobrze zrozumiałem, to podkreślenie WIERNI NAŚLADOWCY JEZUSA oznacza, że tylko tacy przestali być prześladowani, czy tak? A zatem uznajesz, że tamte setki tysięcy ginących za imię Jezus nie są wiernymi naśladowcami Jezusa. Kto tak uważa, ten ocenia ich serce i stan poświęcenia, a tym samym stawia się w roli sędziego i Boga wobec nich. To jest dopiero insynuacja.

            Dla mnie oni wszyscy są prawdziwymi chrześcijanami i dzielnymi braćmi, którzy ponoszą najwyższe cierpienia dla największej sprawy - dla wierności Jezusowi. Nie gra tu roli ich stopień znajomości Bożego planu.
          • Samuel Królak

            Samuel Królak

            10 lutego 2017 o 22:44 |
            Zdaje mi się, że to, co zacytowałeś, mieści się w granicach przyzwoitości. Ostatecznie, każdy piszący musi liczyć się z tym, że pod jego pracą pojawią się mądre i mniej mądre komentarze. Jest to cena, jaką się płaci za prezentację własnych przemyśleń.

            Evelyn Beatrice Hall kiedyś napisała: “Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronić twojego prawa do ich głoszenia”. Osobiste uczucia i przekonania człowieka są jego sanktuarium, gdzie nikt bez pozwolenia z buciorami nie ma wstępu. Każdy ma prawo wierzyć, w co chce i dzielić się tym.
            Jedyne, co inni mogą uczynić, to poddawać ocenie głoszone poglądy, jeśli one “opuszczą" to bezpieczne sanktuarium. I to właśnie robimy. Tu jest miejsce na ścieranie się naszych wolności.

            Zresztą dzieje się to nie od dzisiaj. Myślący bracia z naszych już od stu lat krytycznie przyglądają się nauce o niewidzialnej Paruzji. Dzielili się swoimi spostrzeżeniami w dużo mniej przyjaznych okolicznościach. Najpierw zauważyli, że lata lecą, a tu ani prorocy nie powstali, ani królestwa tego świata nie legły w gruzach itp. Czyli zapytali o wynik. Potem zaczęto rewidować główny argument, na którym zbudowano tę naukę - obliczenia i daty, i to ujawniło liczne pomyłki, które według zdania samego ich autora doprowadzają do “całkowitego zerwania 10 struny naszej harfy". Wreszcie zwrócono się ku Pismu św. w poszukiwaniu niepodważalnych dowodów na trwającą obecnie II obecność, i okazało się, że nie ma ani jednego jednoznacznego wersetu, a te, które owemu poglądowi jawnie przeczą, są wszystkie ponaciągane i podważone.

            Wydawałoby się, że taki stan rzeczy położy kres tej doktrynie. Ale co się okazało? Że obywa się ona doskonale bez jakichkolwiek dowodów, po prostu dlatego, że jest teoretycznie możliwa i atrakcyjna intelektualnie. Teoretycznie możliwe jest, że gdzieś istnieją człekopodobne istoty o niebieskiej skórze, David Cameron nakręcił nawet o tym film. Ale to za mało, żeby w to uwierzyć i uznać za oczywisty fakt.
            Uważam, że nauka o niewidzialnej Paruzji jest źródłem znakomitej większości kłopotów i podziałów między braćmi na całym świecie, oraz podziału między nami a resztą chrześcijan. Tego tematu nie da się w żaden sposób uniknąć, trzeba więc się z nim odważnie zmierzyć.
  • Elżbieta Rzyczniak

    Elżbieta Rzyczniak

    08 lutego 2017 o 21:19 |
    Z tekstu Ewangelii wynika, że ponowne przyjście Jezusa miało nastąpić po ucisku. W dodatku miało być wiadome dla ludzi (nie miał przebywać gdzieś "na pustyni" albo "w kryjówce", lecz mieli Go ujrzeć przychodzącego z mocą i wielką chwałą). Skoro więc powstanie państwa Izrael można traktować jako koniec wielkiego ucisku, to dopiero potem miał przyjść Syn Człowieczy. Danielu, napisz, proszę, jaka jest według Ciebie zależność czasowa tych dwóch wydarzeń (w oparciu o fakty historyczne związane z przywróceniem Izraela do jego ziemi) i czy jest tutaj miejsce (i na jakiej podstawie) na ukryte przyjście Jezusa, bo wersety z cytowanych miejsc Ew. Mat. i Łuk. wydają się mówić tylko o jednym, ostentacyjnym, jawnym dla wszystkich ludzi.
    • dak

      dak

      09 lutego 2017 o 01:39 |
      Powiązanie powrotu Jezusa z nieba z czasem „ucisku, jakiego nie było" jest odrębnym zagadnieniem, które wymagałby szerszego rozwinięcia, ale postaram się najkrócej jak potrafię. Wg Mat. 24:3 uczniowie pytają między innymi o znak (jeden) przyjścia Jezusa. Znak, to nie jest oznaka poprzedzająca przyjście, tylko dowód, że parousia nastąpiła. Podobnie jak oponenci Jezusa domagali się znaku dowodzącego, że jest On obiecanym Mesjaszem (np. Mat. 12:38), czyli że mają w Jego osobie do czynienia z obecnym Mesjaszem. Jezus w swojej długiej odpowiedzi na pytanie uczniów udziela dość precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie:

      Mat. 24:29-30 A zaraz po udręce owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie zajaśnieje swoim blaskiem, i gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone. I wtedy ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy biadać będą wszystkie plemiona ziemi, i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą,

      Ukazanie się znaku Syna Człowieczego na niebie następuje „wtedy", czyli po udręce owych dni, gdy słońce się zaćmi itd. Trzeba byłoby się tu zająć wspomnianymi przez Jezusa zjawiskami. Raczej nie mają one literalnego (astronomicznego) wymiaru, tylko społeczny. W tych właśnie okolicznościach miał się ukazać ów znak świadczący, że nastąpiła parousia. Ona również nie miała mieć literalnego (cielesnego) charakteru. Jezus nie miał się ukazać ponownie gdzieś jako człowiek. W takie wieści uczniowie mieli nie wierzyć. Parousia miała być podobna do jasnego rozbłysku światła od wschodniego aż po zachodni kraniec nieba. Można się oczywiście spierać, czy taki rozbłysk światła już nastąpił. Nikt jednak nie zaprzeczy, że poziom wiedzy i świadomości jest dzisiaj nieporównywalny do minionych wieków. Ja uważam, że to właśnie światło znaku obecności Syna Człowieczego rozświetliło niebiosa. Kolejnym etapem jest biadanie narodów i zamanifestowanie parousii Jezusa dla wszystkich ludzi, z mocą i chwałą. Na to oczywiście jeszcze czekamy.

      Apostoł Piotr stwierdza, że niebo miało zatrzymać Jezusa aż do czasów (uwaga: nie czasu) naprawienia (Dzieje Ap. 3:21). Z kontekstu i charakterystyki użytego słowa domyślam się, że chodziło mu o czasy naprawiania królestwa Izraela (Dzieje Ap. 1:6, por. Dzieje Ap. 15:16). Moim zdaniem i zgodnie chyba z rozsądkiem wielki ucisk w ziemi izraelskiej, jakiego nie było i nie będzie, oraz niedola dla ludu żydowskiego nie może przebiegać równolegle z naprawianiem królestwa izraelskiego. Potwierdza to prorok Daniel w Dan. 12:1, gdy pisze, że po zakończeniu wielkiego ucisku wybawiony miał być jego lud (czyli Daniela; tego czasu, gdy ucisk się zakończy). Jeśli zakończył się czas ucisku i rozpoczął czas odbudowy, to znaczy, że Jezusa nie zatrzymują już niebiosa, bo na te właśnie czasy naprawienia, których miał być zresztą współsprawcą, miał powrócić.

      Odbudowa państwowości Izraela rozpoczęła się w drugiej połowie XIX w. Wtedy powstała idea odrodzenia państwa i rozpoczęło się realne osadnictwo z myślą o ożywieniu rolniczym i gospodarczym. Państwo izraelskie nie powstało w 1948 r. Herzl pisał już w 1897 r. „W Bazylei założyłem państwo żydowskie". Ale wtedy jeszcze nie do końca miał świadomość, że pionierzy tej pracy rozpoczęli budowę fundamentów już kilkadziesiąt lat wcześniej. Drogę do tych pierwszych działań otwarła porażka Turcji w wojnie z Rosją (1878 r.) i konieczność pójścia na liczne ustępstwa prowadzące do uniezależnienia się państw podbitych wcześniej przez Turków. Turcja została ostatecznie wyparta z Jerozolimy w 1917 r., ale droga do tego definitywnego zakończenia deptania Jerozolimy przez pogan otwarta została już 40 lat wcześniej. Wtedy też, w latach 1870-tych rozpoczęło się to, co Żydzi nazywają „pierwszą aliją". Można o tym szerzej poczytać w historii syjonizmu.

      W tym też czasie na duchowych niebiosach pokazuje się znak obecności Jezusa. Pewien młody kaznodzieja z Pittsburgha podejmuje zakrojoną na bardzo szeroką skalę działalność proklamującą niewidzialną parousię Jezusa i powrót łaski dla narodu Izraela. Czyni to między innymi poprzez rozpowszechnienie w USA i Wielkiej Brytanii w drugiej połowie 1881 r. 1,4 mln egz. książki „Pokarm dla myślących chrześcijan", w której opisuje dokładnie te właśnie poglądy. Gdyby rozpoczęte wtedy osadnictwo w Izraelu nie doprowadziło do powstania państwa, to można by ten znak zlekceważyć (choć nikt nigdy wcześniej nie rozpowszechnił w tak krótkim czasie tak ogromnej ilości książek o tematyce religijnej), jednak wiemy już dzisiaj dokładnie, jak potoczyła się historia.

      Wszystko zatem wskazuje na to, że pod koniec XIX w. zakończyło się wielkie karanie Izraela i rozpoczął się czas jego odbudowy, a to według zapowiedzi Piotra i samego Jezusa miało wiązać się z powrotem Jezusa z nieba na ziemię. Ciągle zaś czekamy jeszcze na manifestacyjne ujawnienie tej obecności dla wszystkich ludzi, czyli na zapowiadaną przez ap. Pawła epifanię parousii Jezusa (2 Tes. 2:8).

      Również zapisane później w tym samym 24 rozdziale Mateusza porównanie parousii Jezusa do dni Noego (uwaga: nie do potopu) potwierdza powyższe rozumowanie. Parousia następuje przed wielką katastrofą świata (kiedy żywioły rozpalone się stopią, ale nie przed wielkim uciskiem, jakiego nie było) i jak można się domyślać ma na celu zbudowanie korabia, który przeniesie życie z drugiego do trzeciego świata.
  • Andrzej Mazurkiewicz

    Andrzej Mazurkiewicz

    06 lutego 2017 o 09:43 |
    Zgadzam się z tą tezą, o zbyt pochopnym wyciąganiu wniosków.
    Tylko ten artykół sugeruje, że wielki ucisk już był, a przyjście Pana Jezusa będzie pokojowe i nikomu nie zagrażające, dosyć zaskakująca teza.
    • ireneusz glab

      ireneusz glab

      12 lutego 2017 o 20:20 |
      Jeżeli Daniel nie zmienił punktu zapatrywania na 24 rozdział Mateusza (od roku 2011) to taki ma właśnie pogląd. Polecam pozycję "Siedem podobieństw o powrocie Jezusa" na http://dabhar.org/audio/ . Nie ma bezpośredniego linku do kazania. Trzeba wejść na "wszystkie posortowane" i odszukać po tytule.
      • dak

        dak

        12 lutego 2017 o 23:27 |
        Ani nie zmieniłem poglądów na ten temat od 2011 roku, ani nie uważam, że przyjście Jezusa nikomu nie zagraża i jest całkiem pokojowe. Również w powyższym artykule nie wyraziłem takiego poglądu. Podałem jedynie interpretację, że "ucisk, jakiego nie było i jakiego już nie będzie" związany jest z historią żydowską i należy do przeszłości. (Wspomniany wykład jest łatwiej dostępny w wersji pisemnej http://dabar.de/artykuly/Wyk2011_04_7podobienstw_PL.htm)
        • ireneusz glab

          ireneusz glab

          13 lutego 2017 o 09:33 |
          Oczywiście. Przepraszam za tą nieprecyzyjną wypowiedź, która mogła przeinaczyć Twój pogląd. Miałem na uwadze "wielki ucisk", bo o drugiej części zdania wypowiadasz się także w powyższym artykule.
  • Samuel Królak

    Samuel Królak

    11 lutego 2017 o 00:31 |
    "Kto kogo prześladował w Średniowieczu?"

    Przez Średniowiecze nalezy, jak mniemam, rozumieć okres od upadku zachodniego imperium rzymskiego (!), czyli od V wieku, do upadku wschodniego imperium rzymskiego w XV wieku, względnie do odkrycia Ameryki przez Kolumba w 1492.

    Odpowiedź: Źli ludzie prześladowali dobrych. Królowie swoich poddanych. Muzułmanie prześladowali Żydów i chrześcijan. Chrześcijanie poddani papiestwu prześladowali chrześcijan innego wyznania, współbraci katolików, muzułmanów, Żydów, ateistów, uczonych, kobiety posądzane o czary i innych. Poganie zabijali misjonarzy. Misjonarze pogan. Itd itp.

    Odpowiem też, kto dzisiaj prześladuje chrześcijan. Są oni krzywdzeni, wywłaszczani, niewoleni i pozbawiani życia przez reżimy religijne oraz państwa totalitarne. Dzieje się to w sposób prawnie usankcjonowany lub za cichym przyzwoleniem (np. policja ani wojsko nie interweniuje, kiedy pali się kościoły, porywa duchownych lub odbywają się pogromy). To wszystko przeczy poglądowi, wyrażonemu w artykule.

    "Czy uważasz się za WIERNEGO NAŚLADOWCĘ Pana Jezusa? "

    Staram się Mu wiernie i z czystym sumieniem służyć, najlepiej jak umiem, wierzę w Niego i staram się wprowadzać w czyn to, co zrozumiałem, że jest Jego wolą. Nie wiem, czy to jest odpowiedź na Twoje pytanie. Kwestię, czy jestem wiernym naśladowcą pozostawiam Jemu, ponieważ to On wypowie to lub nie wypowie przy wzbudzeniu mnie. "Dobrze, sługo dobry i wierny". To jest kwestia należąca do Pana. Ale jedni o drugich mamy myśleć w ten sposób, to znaczy uważać braterstwo za zbawionych i spadkobierców obietnic Bożych, za Kościół, za Małżonkę Chrystusa. Tak postępował wobec wierzących Paweł. Tak myślmy o tych prześladowanych chrześcijanach, ktorych przecież nawet nie znamy, a więc jakim prawem możemy oceniać ich wiarę czy relację z Bogiem.

    Chyba zdajesz sobie sprawę, że takie konfrontacyjne pytanie to jest właśnie wycieczka osobista. Pachnie też pytaniami, jakie faryzeusze stawiali Naszemu Panu. To wszystko oddala nas od głównego wątku rozważań. Czego nie chcesz, żebym robił Danielowi, tego i ty mi nie rób.

    Doświadczasz jakichś prześladowań? Jest to prawnie usankcjonowane?

    Doświadczam niekiedy prześladowań. Byłem już bity za to, że jestem wierzący. Nie, to nie jest już więcej prawnie usankcjonowane. Ale w innych krajach, np. w krajach szariatu, Arabii Saudyjskiej, Pakistanie lub w Korei Płn owszem jest, dlatego teoria o ustąpieniu prześladowań chrześcijan to nieprawda.
  • Erast Czekalski

    Erast Czekalski

    11 lutego 2017 o 00:01 |
    I jak tu dotrzymać słowa, po takich oskarżeniach?
    Dla mnie każda ofiara przemocy "woła o pomstę do nieba" i co jak co, ale nigdy nie oceniam cudzych serc, ani tym bardziej nie śmiem się stawiać w roli sędziego i Pana Boga. To jest dopiero insynuacja.
    Halo! Jest tam ciągle przyjaciel po tamtej stronie?
    Nie odniosłeś się do dwu kwestii. Kto kogo prześladował w Średniowieczu? Czy uważasz się za WIERNEGO NAŚLADOWCĘ Pana Jezusa? Doświadczasz jakichś prześladowań? Jest to prawnie usankcjonowane?
  • Erast Czekalski

    Erast Czekalski

    10 lutego 2017 o 23:38 |
    Obiecałem już się nie wypowiadać i dotrzymam słowa. Niech przemówią mądrzejsi ode mnie:

    http://www.nastrazy.pl/biblioteka/czytelnia/straze/?tryb=art&rok=1958&nr=8&art=2

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.