Uniewinnić Saula

Autor tekstu - Samuel Królak | Data publikacji - piątek, 18 września 2015 | Obszar - na Północ

Uniewinnić Saula
fot. Marta Kaleta

Mało ludzi zasługuje na to, aby ich słuchano uważnie, ale wszyscy zasługują na to, aby ich obserwowano ze współczuciem i wyrozumiałością. - Henri Frederic Amiel

Czy znasz historię króla Saula? Był to jeden z  bohaterów biblijnych, pierwszy, który sprawował urząd królewski. Został wybrany przez samego Boga i prowadził przez całe swoje życie wojny z wrogami Izraelitów.

Do historii wpisał się jednak negatywnie – z początku posłuszny Bogu, zachowywał się jak wzór skromności i dzielności. Potem jednak – być może na skutek korupcyjnego wpływu, jaki wywiera na człowieka posiadanie władzy – odpadł od łaski Bożej przez nieposłuszeństwo i nieszczerość wobec Pana. Jego późniejsza obsesja na punkcie Dawida, którego nieustannie prześladował, jest jednym z głównych wątków 1 Księgi Samuelowej. Czytając dzieje Saula, możemy dostrzec, jak pogłębiała się jego demoralizacja, jak zło, które się w nim zalęgło, zataczało coraz dalsze kręgi, zatruwając życie ludzi żyjących w jego otoczeniu. Saul jest trudną postacią i został zapewne wystawiony przed oczami naszej wiary jako przestroga – że nawet będąc pomazańcami Bożymi możemy całkowicie wypaść z Ojcowskiej łaski.

Mieliśmy w lipcu tego roku przywilej spotkać się z uczestnikami kursu biblijnego w Czersku. Bardzo dobry czas, choć udało się nam tam być zaledwie dwa dni. Obok wypoczynku były tam również interesujące rozważania duchowe. Jako urozmaicenie toku zebrań organizatorzy zaproponowali przeprowadzenie zaimprowizowanego „sądu” nad królem Saulem. Zasiąść mieli sędziowie, a my mieliśmy podzielić się na oskarżycieli i obrońców Saula. Przyjąłem przydział do adwokatów króla z pewną dozą humoru – jak to, bronić go? No dobrze, to może być dowcipna okazja do poćwiczenia różnych prawniczych sztuczek, wykrętów i niuansów, a także sprawdzian wiedzy biblijnej. Będzie możliwość pomęczenia trochę naszej młodzieży, utrudnienia jej życia.

Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, o co chodziło braciom proponującym tę społeczność – jakże ważne jest spojrzenie na Saula z innego punktu widzenia. Nie chodzi o to, by go wybielić. Wyrok Pański, jaki zapadł, jest sprawiedliwy i święty, zaprzeczanie mu albo kwestionowanie mogłoby mieć coś wspólnego z bluźnierstwem. Rzecz raczej w tym, aby nauczyć się szlachetnego i wielkodusznego spojrzenia na każdego człowieka, każdego grzeszącego w taki sposób, aby zobaczyć w nim coś godnego pochwały, coś dobrego. To bardzo ważne. Chodzi o to, aby móc znaleźć w osobach, które nam albo innym zadają ból coś dobrego, jak to uczynił Dawid. Nie kto inny bowiem płakał i pościł z powodu śmierci Saula, jak ten, który uciekał przed nim przez trzy lata (2 Sam. 1:11-12). Dawid nie był obłudny, lamentując z powodu śmierci starego władcy. Autentycznie umiał dostrzec jasne strony jego życia.

Jeśli więc nie masz nic przeciwko temu, spróbuj spojrzeć ze mną na życie Saula i znaleźć coś, co pozwoliłoby go nie nienawidzić, ale raczej współczuć, poczuć litość, sympatię. Może przyda się to nam i potem, kiedy w naszym życiu spotka nas zło ze strony różnych ludzi, może nawet takich, którzy deklarują się jako naśladowcy Jezusa, jeśli będziemy bezsilni wobec niewytłumaczalnego i zatwardziałego nawet grzechu, moralnej brzydoty – żeby mimo wszystko umieć się wznieść ponad to i widzieć w istocie ludzkiej coś na jej usprawiedliwienie.

Co mogłoby być okolicznością łagodzącą? Spójrzmy.

Najważniejsza – choroba psychiczna[1]. Trudno, a nawet nie sposób stosować ostrą ocenę wobec kogoś, kto nie panuje nad sobą, nie myśli logicznie. Wiele wskazuje na to, że Saul cierpiał na jakieś poważne schorzenie psychiczne. Czy była to depresja, schizofrenia, zaburzenie afektywne dwubiegunowe? Nie wiem. Może była to tzw. mania i wynikające z niej urojenia prześladowcze. Czy naprawdę tylko zły charakter? Chyba coś więcej, coś, czego starożytni nie umieli jeszcze sklasyfikować, więc ujęli to jako „trapienie od złego ducha” (porównaj z nowotestamentalnymi przypadkami tego rodzaju, które często okazywały się chorobami, znanymi dziś przez medycynę).

  • Saul miał zwyczaj siedzieć plecami do ściany (1 Sam. 20:25). Roił sobie, że ktoś mógłby zadać mu morderczy cios od tyłu.
  • Wysnuwał niepoparte rzeczywistością wnioski (1 Sam. 22:8,13), interpretował wszystkie wydarzenia na niekorzyść Dawida.
  • Król łamał swoje przyrzeczenia, a ściślej mówiąc: usiłował je złamać, ale mu się to nigdy nie powiodło. Mowa o nietykalności Dawida (1 Sam. 19:6). Saul wielokrotnie obiecywał, że synowi Jessego nic złego nie wyrządzi, po czym ponawiał próby zabicia go. To dowodzi złego stanu psychicznego, a co najmniej moralnego władcy.
  • Miał nagłe, niekontrolowane porywy gniewu, był wtedy nieobliczalny, gotowy skrzywdzić nawet swoje dzieci.

Trud sprawowania władzy. Ktokolwiek pełnił w swoim życiu jakąś odpowiedzialną społeczną funkcję, był przełożonym nad kimś, ten potwierdzi, że ciężko jest kierować ludźmi. Saul miał „na głowie” wielomilionowy naród. Prowadził wojny i sądził lud. A ów lud nie był wcale złożony z aniołów. Kierowanie choćby najmniejszą grupką to konieczność nieustannego zażegnywania konfliktów i godzenia sprzecznych interesów. Przywódca wciąż musi we wszystkim uczestniczyć, wysłuchiwać, jednać itp. To naprawdę męcząca i niszcząca praca. Nawet między chrześcijanami jest trudno. Tylko ci, którzy prowadzą naszą społeczność, mogą powiedzieć, ile wysłuchują pretensji, jak wiele dociera do nich plotek o nich samych, ile dostają anonimowych listów, jak są napominani za każde nieprzemyślane słowo. Jeśli nawet w naszych małych grupkach tak jest, to wyobraźmy sobie, że mnożymy sumę członków takiej grupki przez sto tysięcy, zamiast mniej lub bardziej uduchowionych, kulturalnych ludzi XXI wieku dostajemy półosiadłe, azjatyckie, temperamentne plemię otoczone zewsząd nieprzyjaciółmi, a otrzymamy obraz obowiązków Saula. W takich warunkach nie trudno nie tylko o niejeden upadek, ale nawet o stałą utratę zdrowia i pogody ducha, zmianę osobowości. Popatrzmy na przykład na Baracka Obamę, jak w przeciągu zaledwie kilku lat osiwiał. Sprawowanie władzy to stres, przechodzący nasze pojęcie. Kończę mój ośmiogodzinny dzień pracy, cieszę się żoną mojej młodości, czytam sobie, jem, może kogoś lub coś pokrytykuję, ale potem spokojnie zasypiam, a ktoś inny myśli o bombie atomowej, o terrorystach, fali imigrantów, ekonomicznym kryzysie itd. Kiedy sobie to uświadamiam, wtedy z głębokim przekonaniem modlę się do Boga „za królów i wszystkich sprawujących władzę” (1 Tym. 2:1-2).

Wina otoczenia. Król szalał i wyrządzał szkody, ale pewna, wcale nie taka znów mała część odpowiedzialności spoczywa na jego sługach i członkach rodziny. Można jakoś zrozumieć fakt, że większość dworzan króla, a nawet jego dzieci czuły się zastraszone. Saul w porywie gniewu był nieobliczalny, raz usiłował przebić włócznią nawet swojego syna. Ale grzech urzędowych i ochotniczych doradców króla jest poważniejszy – widząc jego obłąkanie wielu podsycało je jeszcze – dla doraźnej korzyści. Mówili królowi to, co chciał usłyszeć, co było pożywką dla jego nienawiści – że Dawid czyha na jego życie, że knuje podstępy i przeciąga ludzi na swoją stronę. Dworzanie króla bez przerwy krążyli od niego do Dawida i z powrotem, uskuteczniając machinacje swojego pana. Zyfici przebyli wiele kilometrów, aby przypodobać się władcy, donosząc, że Dawid ukrywa się na ich terenie. Doeg bez cienia skrupułów podniósł rękę na sługi Boga – kapłanów. Gdyby nie służalczy ludzie bez sumienia, donosiciele i karierowicze, chora głowa państwa z pewnością nie zabrnęłaby tak daleko w grzech i szaleństwo.

Służba i śmierć. Na korzyść Saula zaliczyć wypada także liczbę lat, w ciągu których wiernie służył swojemu krajowi. Według św. Pawła syn Kisza panował lat czterdzieści, z czego głównie trzy ostatnie lata to okres zdecydowanego upodlenia (Dz.Ap. 13:21). Przez całe swoje życie narażał się na śmierć, broniąc Izraelitów przed ościennymi narodami. Uważał to za swój najważniejszy obowiązek (1 Sam. 23:27-28). Walczył z Amalekitami, Moabitami, Ammonitami, Filistynami, królestwem Soby, Edomczykami. Nie jest Pan niesprawiedliwy, żeby miał zapomnieć trud wasz... mówi List do Hebrajczyków 6:10. Zauważamy, że, być może w związku z tym, Bóg wyświadczył Saulowi ostatnią łaskę i nie dopuścił by umarł on jakąś haniebną śmiercią, na przykład taką, jaką zmarł Herod Antypas (Dz.Ap. 12:23). Nie, Saul zginął bohaterską śmiercią, otoczony przez wrogów, z bronią w ręku. Odszedł w pewien sposób godnie. A czy wiemy, gdzie przebywał w tym czasie Dawid? Właśnie. Po stronie wrogów, za frontem filistyńskim. Co prawda opuścił już ich szeregi, a i trafił do nich nie aby bić Izraelitów lecz szukając azylu, ale jednak każdy z nich był tam, gdzie był – Dawid u Akisza, Saul zaś zastawiał się za naród.

Ciekawą kwestią jest też dalsza historia wzgórz Gilboa, na których padła rodzina Saula – Dawid przeklął to miejsce, życząc mu, aby więcej nie było urodzajne (2 Sam. 1:21). I nie jest urodzajne – do dziś. Pan wysłuchał Dawida w tej sprawie, przyłączając się w ten sposób do żalu swojego wybrańca nad Saulidami.

Zastanawiając się nad tym wszystkim poczułem, że w moim sercu rodzi się współczucie dla tego chorego, nieszczęśliwego człowieka. Teraz patrzę na niego nieco inaczej. Potrafię dostrzec w nim coś dobrego, znaleźć dla niego okoliczności łagodzące. Nie, to nie usuwa jego grzechu, ale pozwala dostrzec w nim również ofiarę, przykład dobrego w gruncie rzeczy człowieka, którego jednak przerosła i zniszczyła rola, do której nie był dostatecznie przygotowany – władza. Upadek Saula był pomyślany jako lekcja dla Izraelitów, namacalny dowód złego wyboru, jaki uczynili, wybierając człowieka zamiast Boga. Pan znał materiał, z jakiego był Saul, wiedział, że choć z zewnątrz jest okazały, to w działaniu nie spełni pokładanej w królu nadziei, ponieważ brak mu do pełnienia tej roli odpowiednich zalet ducha.

Wracając do kursowych prokuratorów i obrońców Saula – jedni i drudzy byli wspaniali. Prokuratorzy – pełna kompetencja. „Zdejmuję czapkę”, jak mawiają niektórzy bracia. Nie dawali się zbić z tropu, dobrze znali wiele zapisów. Ale nasi adwokaci walczyli jak lwy. To był piękny widok! Szukali usterek w każdym zdaniu pisemnego aktu oskarżenia, łowili sprzeczności w wystąpieniach przeciwników (bardzo stanowczych i nie dających sobie w kaszę dmuchać). Mocno wczuli się i przeżywali sytuację króla Saula. Wiedzieli, że są na straconej pozycji, ponieważ stanowisko Biblii wobec pierwszego władcy Izraela jest potępiające. Ale szukali czegokolwiek na jego obronę, poprawę wizerunku. Czy nie chcielibyśmy, żeby ktoś i o nas tak walczył? A wiele osób walczy o nas, o mnie i o Ciebie. Nie wiemy nawet ile oczu patrzy na nas z nieba, ile prosi za nami na kolanach, aby udało nam się zwyciężać grzech, przełamać własne ja, trafić do Ojca. A w moim życiu – czy nie znajdę takich Saulów, również pomazańców, braci, przed którymi trzeba się mieć na baczności, ale nie wolno ich znienawidzić? Których odstępujące od norm zachowanie trzeba jakoś na ich korzyść usiłować tłumaczyć i wybaczać. Obyśmy tak umieli szukać wszelkich sposobów, aby ratować w swoich własnych i cudzych oczach osoby, na których inni już dawno postawili krzyżyk! Trzeba do końca mieć co do każdego nadzieję i robić wszystko co rozsądne i wykonalne, aby z naszej strony nie było dla takich osób przeszkód do powrotu – do zboru, do rodziny, do bliskich relacji... (2 Tym. 2:24-26). Żeby też – tak jak w przypadku Dawida – z naszej strony nie było żadnej realnej przyczyny do zazdrości, nienawiści.

A i sam król Saul kiedyś wstanie z martwych. Cytując brata R. Dobrowolskiego: Pan go odrzucił jako króla, lecz nie jako człowieka. Miejmy nadzieję, że w lepszych warunkach Królestwa i przy pomocy życzliwych osób dostąpi pełnego powrotu do społeczności z Bogiem.


[1]   The case of King Saul: did he have recurrent unipolar depression or bipolar affective disorder? – psychiatry in the Old Testament, George Stein, The British Journal of Psychiatry Feb 2011, 198 (3) 212; DOI: 10.1192/bjp.198.3.212

Udostępnij...

O Autorze

Samuel Królak