Ustrój kościoła (2)

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 07 października 2016 | Obszar - na Północ

Organizacja zgromadzenia lokalnego

Ustrój kościoła (2)

fot. Piotr Litkowicz

Kontynuacja tekstu: Ustrój kościoła (1) – Zbór Boży

Biblijny kościół, czyli ekklesia, to przede wszystkim zgromadzenie wierzących, którzy regularnie spotykają się w dzień odpoczynku, by wielbić Boga i Jego Syna Jezusa, nawiązywać serdeczne więzi oraz uczyć się właściwego sposobu myślenia i postępowania. Ich docelowym zadaniem jest zademonstrowanie w mikrokosmosie niewielkiego, niemalże rodzinnego grona przyjaciół praktycznego działania praw miłości i społecznego pokoju: Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie (Jan 13:35).

Przystąpienie do kościoła

„Zapisy” do zgromadzenia odbywają się w niebie: Przystąpiliście do (...) Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach (Hebr. 12:22‑23 BT). Oznacza to, że nie ma na ziemi rejestrów członków kościoła, a żaden wierzący nie może mieć pewności, że jego sąsiad z kościelnej ławki został naprawdę zaliczony do „pierworodnych”. Jednak w praktyce społeczność funkcjonująca w ziemskich, ograniczonych zmysłami warunkach zmuszona jest oprzeć się na wymiernych przesłankach, pozwalających uznać kogoś za siostrę lub brata w zgromadzeniu „pierworodnych”. Chodzi bowiem o to, by tworzyć z nią i z nim razem więzy społecznej miłości i pokoju, mające praktycznie pokazać, na czym polega prawdziwe naśladowanie Jezusa.

Takim wymiernym kryterium jest wyznanie wiary w Jezusa (Rzym. 10:9) i chrzest w Jego imię: W jednym duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało (1 Kor. 12:13). Apostoł mówi też, że ciało tworzą uczestnicy jednego chleba: Ponieważ jest jeden chleb, my, ilu nas jest, stanowimy jedno ciało, wszyscy bowiem jesteśmy uczestnikami jednego chleba (1 Kor. 10:17). Oznacza to nie tylko zewnętrzne uczestniczenie w Pamiątce ostatniej wieczerzy, ale przede wszystkim duchowe „odżywianie się” nauką i przykładem Jezusa – chlebem żywym, który z nieba zstąpił (Jan 6:51).

Kryterium takie wydaje się proste do zrozumienia i zastosowania, jednak w praktyce okazuje się, że prawdopodobnie nie ma takich zborów, które uznawałyby za prawdziwe wszystkie chrzty praktykowane w imię Jezusa. Ma to swoje organizacyjne konsekwencje w stosunku do osób, które przychodzą do zboru z innych społeczności. Poza tym zbór istniejący i działający na przestrzeni dłuższego okresu, obejmującego kilka pokoleń, będzie miał w swoim gronie oprócz zdeklarowanych wierzących, którzy żyją w osobistym związku z Jezusem i w świadomy sposób wyrazili swe przekonania przez chrzest, także dzieci i młodzież wychowaną w rodzinach członków społeczności. Poszczególne kościoły w różny sposób rozwiązują problem przynależności kolejnych pokoleń do zgromadzeń. Jedni chrzczą niemowlęta, inni czekają, aż dzieci dorosną do wieku około 12 lat, uznając, że w tym wieku można je już, niejako automatycznie, przyjąć do ciała Chrystusa. Jednak konsekwentne traktowanie chrztu jako świadomego i odpowiedzialnego wyznania wiary i wyrazu osobistego związku z Jezusem wymagałoby cierpliwego oczekiwania, aż młody człowiek sam z siebie zapragnie wejść w osobistą relację z Bogiem i Jezusem.

Przy takim podejściu pojawia się problem, w jaki sposób należy traktować młodych ludzi, którzy mimo osiągnięcia dowolnie rozumianej pełnoletności nie wyrażają gotowości powierzenia swego życia Bogu i Jezusowi. Czy mogą się modlić, czynnie uczestniczyć w życiu zboru, wypowiadać się publicznie w czasie rozważań nad Słowem Bożym, głosować w sprawach organizacyjnych, współdecydować w sprawach gospodarczych? Podobne pytania można postawić w odniesieniu do tych, którzy zainteresowali się życiem religijnym, stawiają w nim swoje pierwsze kroki, ale jeszcze nie podjęli decyzji, czy pragną resztę życia spędzić z Jezusem i Jego sprawą. Dotyczy to również tych, którzy zostali inaczej ochrzczeni, niż dana społeczność uznaje za słuszne i stosowne.

Adresatami listów apostolskich są przeważnie święci, czyli ludzie uświęceni mocą ducha, dającą im prawo pełnego uczestnictwa w ciele Jezusa. Jednak w tytule jednego ze swoich listów Paweł zwraca się do świętych (...) i wierzących w Chrystusa Jezusa (Efezj. 1:1). Czy ma na myśli jedną i tę samą grupę świętych, którzy wierzą w Jezusa, czy też wierzący to właśnie młodzież i początkujący, którzy wyznają swą wiarę poprzez uczestniczenie w społeczności, ale nie są jeszcze świętymi w sensie jasnej deklaracji chrztu nawrócenia?

Jeśli prawdą byłoby to drugie stwierdzenie, jeśliby dodatkowo wziąć pod uwagę możliwość „udzielania” świętości dzieciom przez uświęconych rodziców (1 Kor. 7:14), to należałoby przyznać owym „wierzącym” stosunkowo szeroki zakres uprawnień w zgromadzeniu, dopuszczając ich, w miarę ich dojrzałości i aktywności w zborze, do prawie wszystkich przywilejów i obowiązków „kościoła pierworodnych”, z wyjątkiem uczestniczenia w Pamiątce ostatniej wieczerzy oraz w służbie starszeństwa i diakonatu wraz z ograniczeniem ich czynnego prawa wyborczego w tym zakresie.

Władze zboru

Jezus wyraźnie nakazał uczniom, by nawet oni, jako ustanowieni przez Mistrza apostołowie, nie uzurpowali sobie władzy w Bożym kościele. Ci, którzy pragnęliby się jakoś wyróżnić, powinni to uczynić poprzez służebną postawą (Mat. 20:26‑27). Z tego wymogu skromności i pokory wynika jednak, że ktoś może być uznany za „pierwszego”: Ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym. Paweł pisze też, że niektórzy w zborze są „rządcami” (1 Kor. 12:28, kybernesis – sternik, kierownik). Sugeruje również, że osoby wybierane na stanowiska biskupów i diakonów powinny odznaczać się najwyższymi kwalifikacjami moralnymi. Oznacza to, że najlepsi chrześcijanie mają posiadać większy wpływ na sprawy zboru niż inni.

Taka elitarna struktura „władz” zgromadzenia nie powinna jednak prowadzić do tego, by osoby wybierane do kierowania działalnością uzurpowały sobie władzę w zborze. Nie mają oni prawa decydować o tym, co słuszne i prawdziwe, bo to wynika z rzetelnej lektury Biblii oświeconej duchem świętym, do której dostęp mają wszyscy członkowie zborowego ciała. Nie są też uprawnieni do podejmowania decyzji organizacyjnych za zgromadzenie, dyktowania swoich rozwiązań wbrew ogólnym odczuciom. Owszem, osoby wybierane do usługi, z racji swojego autorytetu wypracowanego właściwą postawą, mają rzeczywiście większy wpływ na zgromadzenie niż inni, to jednak nie upoważnia ich do pełnienia roli „głów” swoich społeczności, gdyż kościół ma tylko jedną Głowę – Jezusa.

Wyróżnioną pozycję w ogólnie rozumianym kościele na przestrzeni wieków mają jedynie ustanowieni bezpośrednio przez Jezusa apostołowie. Poprzez swoje pisma sprawują oni „władzę” w tym sensie, że spisane przez nich nauki Jezusa oraz apostolska wykładnia wcześniej przekazanego już objawienia Bożego są dla wierzących obowiązujące. Nauczanie apostołów zawarte w Pismach greckich tzw. Nowego Testamentu stanowi dwunastowarstwowy „fundament” kościoła (Efezj. 2:20; Obj. 21:14), na którym musi wznosić się każda inna nauka czy praktyka, o ile pragnie zostać uznana za zgodna z Bożą wolą.

Usługa w zborze

Apostołowie wyróżniają w kościele zasadniczo dwa rodzaje usługi: starszeństwa oraz diakonatu. Pierwsza funkcja związana z nauczaniem określana jest dwoma różnymi słowami: presbyteros (starszy) oraz episkopos (nadzorca, biskup). Niektórzy chrześcijanie uważają, że oznaczają one dwa różne urzędy, jednak Biblia nie daje ku temu podstaw. Wydaje się, że słowa te używane są zamiennie w odniesieniu do jednej i tej samej usługi.

W Liście do Tytusa apostoł Paweł wydaje się używać tych słów jako synonimów: Pozostawiłem cię na Krecie w tym celu, abyś (...) ustanowił po miastach starszych, jak ci nakazałem, takich, którzy są nienaganni (...) biskup bowiem jako włodarz Boży powinien być nienaganny (Tyt. 1:5,7).

W tytule Listu do Filipian apostoł zwraca się do świętych tego zgromadzenia wraz z biskupami i diakonami (Filip. 1:1). Oznacza to po pierwsze, że biskupów było w tym zborze więcej niż jeden, a po drugie – pominięcie urzędu starszych wskazuje na istnienie tylko dwóch rodzajów usługi w tym kościele. Trudno bowiem zakładać, że w tak znacznym kościele działaliby biskupi i diakoni, a nie byłoby żadnego starszego, gdyby starszeństwo stanowiło odrębną służbę.

W zborze jerozolimskim diakoni zostali wybrani do usługi pomocniczej, administracyjnej. W Liście do Tymoteusza (1 Tym. 3:8‑13) zapisane zostały wytyczne odnośnie kwalifikacji moralnych i duchowych osób wybieranych do takiej usługi pomocniczej. Nie różnią się one zasadniczo od wymagań stawianych innym sługom Boga w Jego kościele. Wszystkich sposobów, na jakie diakoni usługiwali pierwszym zgromadzeniom, możemy się z Biblii jedynie domyślać (np. z 1 Kor. 12:28).

O usłudze starszeństwa wiemy nieco więcej dzięki wyszczególnieniu podanemu przez apostoła Pawła w związku z udzielaniem duchowych darów przez Chrystusa. On to mocą Głowy kościoła ustanowił jednych apostołami, drugich prorokami, innych ewangelistami, a innych pasterzami i nauczycielami (Efezj. 4:11). Apostołów wyznaczył Jezus w liczbie dwunastu jeszcze za czasów swojej ziemskiej misji. Nie mamy w Biblii przekonywujących dowodów na to, by służba ta miała być kontynuowana po ich śmierci, gdyż apostołami mogli zostać jedynie ci, którzy byli świadkami Jego ziemskiej działalności (Dzieje Ap. 1:21). Wyjątkiem jest apostoł Paweł, który stał się świadkiem chwały Jezusa zmartwychwstałego. Tzw. sukcesja apostolska jest ludzką tradycją, stojącą w sprzeczności z zapisem o dwunastu fundamentach Nowej Jerozolimy (Obj. 21:14).

Pozostałe rodzaje usługi starszeństwa według udzielonych przez Jezusa darów ducha, a nie ludzkiego wyboru, określone są słowami: prorok, ewangelista, pasterz i nauczyciel. Wydaje się, że wszystkie te funkcje przynależą łącznie do służby biskupiej, a decyzja o tym, który starszy czy biskup pełni jedną lub więcej z wymienionych usług, zależy od Jezusa za sprawą udzielanych przez Niego darów duchowych: A każdemu z nas dana została łaska według miary daru Chrystusowego (Efezj. 4:7).

Słudzy w kościele nie są sługami kościoła, lecz Jezusa lub Boga (np. Kol. 4:12; 1 Tes. 3:2; 1 Tym. 4:6). Wydaje się to być oczywiste w obliczu faktu, że kościół jest zborem Boga, w którym głową jest Jezus. Oznacza to, że słudzy ponoszą odpowiedzialność za swoje działania przed Bogiem i Jezusem, a nie przed zborem, nawet jeśli zbór współuczestniczy w ich wyborze.

Nakładanie rąk

Decyzję o powołaniu sług w kościele podejmuje Jezus w porozumieniu z Ojcem, tak jak to uczynił w sprawie apostołów, których wyznaczył po całonocnej modlitwie (Łuk. 6:12‑13). Podobnie rzecz się ma ze starszymi (biskupami) oraz diakonami. Choć formalnie wybór ich dokonuje się przez głosowanie (cheirotoneo – wyciągnięcie ręki) wszystkich członków zgromadzenia (Dzieje Ap. 14:23), to jednak, jeśli są oni rzeczywiście członkami Ciała, to zachowują się zgodnie z wolą Głowy – Jezusa, który z kolei poddany jest Ojcu (1 Kor. 15:28). Tak więc stosując starożytne zasady wyboru przez całość społeczności, należy pamiętać, że nie chodzi tu o demokrację, czyli o władzę ludu, ale o teokrację, czyli władzę Boga wyrażaną głosem ludu. Nie jest to bynajmniej automatyczną zasadą, że vox populi, vox dei. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy lud Boży rzeczywiście kieruje się Bożymi zasadami, wkładając ręce na Bożych sług.

Wszystko wskazuje na to, że w pierwszych Bożych zgromadzeniach wyznawców drogi Chrystusowej ustanawianie sług Bożych odbywało się w dwustopniowym procesie. Zgromadzenie (być może wyłącznie mężczyźni – Dzieje Ap. 6:3, choć zapewne w porozumieniu ze swoimi żonami i córkami) wybierało spośród siebie osoby, u których zauważalna była obecność duchowych darów udzielonych przez Jezusa, a następnie przedstawiało swój wybór apostołom lub starszym do zatwierdzenia przez nałożenie rąk (Dzieje Ap. 6:3‑6; 1 Tym. 4:14). To dlatego nauka o nakładaniu rąk zaliczona została przez apostoła do początkowych, czyli podstawowych (Hebr. 6:2). Tymoteuszowi jego duchowy ojciec doradzał, by z rozwagą stosował ten przywilej (1 Tym. 5:22). Umiejętność rozeznania, kogo można i należy wybrać, na kogo wybrani już starsi powinni włożyć ręce na znak uznania wyboru zgromadzenia, to jedna z najtrudniejszych i być może najważniejszych cnót społecznego życia kościoła.

Biblia nigdzie nie sugeruje kadencyjności wyboru sług w zborach. Wszystko wskazuje na to, że w pierwszych zgromadzeniach naśladowców Jezusa wybór był jednorazowy na całe życie lub do odwołania, w przypadku gdyby ustanowiony sługa popełnił czyn niegodny lub nie dochował wiary w Jezusa i Jego słowo.

Nie została też w Biblii określona zasada większości. Wybory były jawne, okazywane przez wyciągnięcie ręki, a dokonywały się prawdopodobnie na zasadzie jednomyślnej aklamacji. W razie wątpliwości należało ustalić w otwartej rozmowie, czy wolą Bożą jest, by obdarowana charyzmatami osoba usługiwała społeczności, czy też lepiej byłoby przez pewien czas wstrzymać się z przedstawieniem jej kandydatury do akceptacji apostołów lub starszych. Również ewentualne „weto” grona starszych podlegało zapewne dyskusji w zborze i wspólnym ustaleniom w duchu miłości, pokoju w modlitwie i najlepiej jeszcze poście (Dzieje Ap. 13:2, 14:23).

Rola kobiet w usłudze

Jedną z podstawowych zasad funkcjonowania kościoła wierzących w Jezusa była całkowita likwidacja podziałów (Gal. 3:28; Kol. 3:11; Jak. 2:2‑3) w zależności od statusu społecznego (niewolnicy i panowie), majętności (bogaci i biedni), narodowości (Grecy i Żydzi) czy płci (mężczyźni i kobiety). Było to rewolucyjne podejście, z czasem doprowadzające do ogromnego rozwoju krajów, w których upowszechniła się etyka chrześcijańska.

W myśl tej zasady kobiety cieszyły się takim samym statusem w kościele co mężczyźni. Jedynym wyjątkiem było nauczanie, którego apostoł kobietom zakazał (1 Tym. 2:12). W związku z tym w pierwszych zgromadzeniach kobiety nie były wybierane na urząd starszeństwa, który był ściśle związany z nauczaniem. Nie oznacza to, że kobiety nie mogły np. prorokować (czyli przemawiać pod natchnieniem) czy też publicznie się modlić (1 Kor. 11:5). Kobiety pełniły funkcje diakonis na równi z mężczyznami (Rzym. 16:1; 1 Tym. 3:11). Zakaz wypowiadania się kobiet (1 Kor. 14:34) należy rozumieć w kontekście publicznego wygłaszania mów przez proroków (1 Kor. 14:29), inaczej nakaz milczenia byłby sprzeczny z wypowiedzią tego samego apostoła o prorokowaniu i modlitwach kobiet.

Późniejsze obyczaje całkowitego izolowania kobiet w zgromadzeniach, pomijania ich w usłudze, np. modlitwy, a także współczesne, zezwalające na pełnienie przez kobiety funkcji związanych z nauczaniem, nie wywodzą się z praktyki społecznej pierwszych naśladowców Jezusa.

Nie opuszczając społecznego zgromadzenia (Hebr. 10:25)

Apostołowie zachęcali do uczestniczenia w życiu zboru. Regularna obecność na cotygodniowych nabożeństwach w dniu przykazanego odpoczynku była zapewne rozumiana jako część lekkiego brzemienia i wdzięcznego jarzma Jezusa (Mat. 11:30; 1 Jana 5:3). Uczestnicy takich spotkań mieli wykazywać się aktywnością, a nie być jedynie biernymi odbiorcami (1 Kor. 14:26). Społeczność jest przyjemnością, tak jak przyjemnością jest jedzenie czy oddychanie. Jest jednak także koniecznością. Są ludzie, którzy nie lubią jeść. Gdyby jednak zaprzestali tej czynności, to po prostu by umarli. Podobnie jest z uczestniczeniem w zgromadzeniach ciała Jezusa. Nie można wyćwiczyć sobie społecznej miłości bez zdeklarowanego i aktywnego uczestniczenia w życiu ciała Jezusa, w którym członek członkowi przekazuje energię i wartości odżywcze (Efezj. 4:16).

Dla przypomnienia – tezy wynikające zdaniem autora z zapisu Biblii:

  1. Jedynymi „władzami” kościoła zarówno w sensie lokalnego zgromadzenia, jak i ogółu wszystkich naśladowców Jezusa są: głowa całego ciała, Jezus, oraz ustanowieni bezpośrednio przez Niego apostołowie.
  2. Przystąpienie do kościoła odbywa się zasadniczo na mocy chrztu w imię Jezusa i zapisu w niebiańskich rejestrach, jednak osoby wyznające wiarę w Jezusa poprzez samo tylko uczestniczenie w życiu zboru również przynależą do grona „pierworodnych”.
  3. Usługę w zborze sprawują starsi, zwani też biskupami, oraz diakoni; usługa biskupia związana jest z nauczaniem, zaś diakoni i diakonise sprawują funkcje pomocnicze.
  4. Bóg i Jezus sami ustanawiają sługi w swoim kościele, posługują się jednak głosami świętych lokalnego zgromadzenia; wybór taki jest jawny i zasadniczo jednorazowy aż do śmierci lub odwołania; odbywa się jednogłośnie w dwustopniowym procesie – wyłonienia ze zboru oraz nałożenia rąk grona ustanowionych już wcześniej starszych.
  5. Kobiety uczestniczą w życiu i usłudze zboru na równi z mężczyznami, z wyjątkiem nauczania.

W kolejnym rozważaniu: Sposoby łączenia się zgromadzeń

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta

Komentarze (7)

  • Romek

    Romek

    10 października 2016 o 09:59 |
    Ps. pisząc swój pst, nie wiedziałem, że Daniel odpisał :)
  • Pawel

    Pawel

    10 października 2016 o 08:37 |
    [Biblia nigdzie nie sugeruje kadencyjności wyboru sług w zborach.]

    Tak, istotnie, ale też nigdzie chyba tego otwarcie nie zabrania. Ja jednak cieszę się, że kadencyjność istnieje w zborze którego jestem członkiem. Coroczne wybory przez głosowanie zmuszają do pewnej weryfikacji naszego stosunku do starszych i diakonów. "Panta rhei", wszyscy się zmieniamy w czasie i otoczenie się zmienia. Niektórzy coraz bardziej utwierdzają się w pewnych poglądach i postawach, inni łagodnieją i stają się bardziej wyrozumiali, jeszcze inni odchodzą od zasad i postaw wyznawanych przez pozostałych członków zboru. Oczywiście zbór zawsze ma prawo, w dowolnej chwili dokonać weryfikacji, jednak taki coroczny porządek wyborczy mi osobiście odpowiada i wydaje się zupełnie nie sprzeczny z zaleceniami Pana i Jego Apostołów.

    Ta zasada jednak nie sprawdzi się i będzie zaprzeczeniem zaleceń Biblii w sytuacji, gdy do zboru wkroczy polityka - pojawią się frakcje ("jeden Pawłowy, drugi Apollosowy...") i walki o wpływy tych poszczególnych frakcji. Wówczas każde nadchodzące wybory będą okazją do siłowego nominowania lub odwoływania przedstawicieli poszczególnych frakcji. Gubi się wówczas cała idea wyciągniętych rąk, która ma być też przecież wyrażeniem jedności całego zboru.
    • Romek

      Romek

      10 października 2016 o 09:54 |
      "Coroczne wybory przez głosowanie zmuszają do pewnej weryfikacji naszego stosunku do starszych i diakonów."
      Nie do końca zgodzę się z tym, prezentowanym przez Ciebie poglądem. Owszem, jest to powszechny, w naszej społeczności i w zasadzie jedyny, sposób wyboru starszych i diakonów. Jakiś czas temu sporo zastanawiałem sie nad tym. Z jednej strony podawane przez Ciebie argumenty, faktycznie sprawdzają się. Jednak z drugiej strony, poprzez właśnie nasze ułomności, powiązania, sympatie, antypatie, itp. powodują, że wybór np. coroczny może być zaprzeczeniem słów Ap. Pawła "przeciwko starszemu nie przyjmuj skargi, chyba że jest ona oparta na zeznaniu dwóch lub trzech świadków" 1 tym 5;19
      Wg mnie. te słowa sugerują to co napisał Daniel. Brak wzmianki kadencyjności dla usługujących w zborze starszych. Oczywiście, można do tego podejść tak jak Ty proponujesz, nic złego nie dzieje się jeżeli wybieramy corocznie. Popatrz jednak i z drugiej strony. Brat wybierany na starszego przez np. 10 lat. Cieszący sie autorytetem w zborze, nie mający żadnych moralnych lub żadnych innych zastrzeżeń ze strony zboru, wybierany np. przez 2/3 większości głosujących (to jest temat na osobną dyskusję) nagle pewnego dnia, ni stąd ni zowąd okazuje się, że zbór utracił do niego zaufanie i przestał byc starszym. Np. zabrakło mu 2 głosów na np. 40 osób.
      Pytanie? Czy to możliwe, aby z dnia na dzień stracić zaufanie zboru? Nie, raczej mało prawdopodobne. Bez specjalnego udziału z jego strony, mało prawdopodobne. A zdarza się??? Tak zdarza się. W wyniku pomyłki, w wyniku czyjegoś niezrozumienia, osobistej, prywatnej animozji. Powodów moze byc tyle, ilu jest członków zboru (a raczej 2/3) ale czy są one uzasadnione głoszona przez niego nauką lub jego postawą moralną?
      Jeżeli mam coś przeciwko bratu, mam iść do niego i mu to powiedzieć, jeżeli nie posłuch mnie, mam wziąć 2 świadków...
      W takim głosowaniu nikt do nikogo nie przychodzi. Ten brat, do tej pory starszy przez 10 lat był dobrze oceniany. Co stało sie teraz, nagle? To nie jest jakis przypadek który wydarzył sie faktycznie. To jest hipotetyczne zdarzenie, jednak bardzo prawdopodobne.
      Właśnie kadencyjność starszych może doprowadzić do tego o czym pisze Daniel. Do zabiegania, aby być sługą zboru, nie Boga i Chrystusa. Na starszego nałożone jest sporo ciężarów, które ten przyjmuje na swoje barki. Odpowiada tak jak piszesz (Paweł) w swoim poprzednim postcie przed Bogiem i mając w tyle głowy ryzyko "poczucia misji" odpowiedzialności za całe zgromadzenie. To działa w obie strony.Nie tylko wtedy, gdy starszy przejmuje sie za bardzo swoją rolą, ale i wtedy gdy właśnie chce być nie przewodnikiem, pasterzem kierujacym zborem, ale idącym tam gdzie chce iść stado, zbór. Oczywiście, możesz powiedzieć, to ryzykowna teza, że cały zbór się myli, jednak, to na danym bracie jako starszym ciąży obowiązek tłumaczenia braciom słowa Bożego. Nie umniejszając nikogo roli i własnej świadomości w zrozumieniu słowa Bożego. Tutaj mozna zacytować słowa Jeremiasza o stróżu ( nie pamiętam teraz gdzie to napisane)
      Sumując, nie sprzeciwiam się i nie protestuje przeciwko takiemu a nie innemu porządkowi który jest w naszych zborach z wyborem starszych. Jednak warto mieć świadomość, że być może nie jest to jedyny i najlepszy sposób wyboru. Dlaczego boimy się starszego którego wybraliśmy na to stanowisko naszymi głosami, że zmieni się, że będzie nas za rok nauczał fałszywych nauk? Czy nie boimy się, że za rok pozbawiając go tej funkcji, bez wytłumaczenia jemu powodów takiej naszej decyzji, (nie słyszałem jeszcze nigdy, a byłem w kilku zborach) nie zrobimy sobie i jemu większych szkód?
      Jeżeli więc, korzystamy z "naszego prawa" braku zaufania i nie wybrania na starszego wytłumaczmy się, nawet publicznie z powodów takiej a nie innej decyzji. Miejmy świadomość podnoszenia ręki ale i również nie podnoszenia.
      Nie wiem, czy Daniel będzie poruszał w swoich rozważaniach inny aspekt starszeństwa, ale jest jeszcze wg mnie "problem" "dośmiertnego" starszeństwa. Ale to już innym razem.
      • Pawel

        Pawel

        10 października 2016 o 14:52 |
        To są jednak bardzo trudne sprawy. Cobyś nie wymyślił, kadencyjność, nie kadencyjność, dożywotność itp. wszystko się sprowadza i tak do atmosfery w zborze i umiejętności lub jej braku dogadywania się. Sługa musi mieć poczucie, że chce być tym sługą, a zbór też musi wiedzieć czego chce i wyrażać to w jasny i szczery sposób. Nie jestem przekonany, że głosujący musi się tłumaczyć słudze, czy i dlaczego głosował na niego lub nie. Każdy odpowiada za swoje decyzje przez Panem Bogiem.
        • Romek

          Romek

          10 października 2016 o 20:12 |
          [Nie jestem przekonany, że głosujący musi się tłumaczyć słudze, czy i dlaczego głosował na niego lub nie]
          No, ale jak to się ma właśnie z tym, co wspomniałem a o czym dokładniej pisał Daniel?
          Czy na pewno starszy jest sługą zboru. Tzn. czy musi słuchać się zboru? Zależność pan- sługa. Czy jest raczej przewodnikiem, stróżem, nauczycielem?
          Jeżeli rozumieć sługę jako usługującego zborowi to ok. masz rację. Jeżeli natomiast jako sługę Boga, pomagającego braciom, wspomagającego ich w drodze do Pana, to juz nie jako sługa zboru.
          Jakkolwiek na to patrzeć, ważne jest to co napisałeś później; [wszystko się sprowadza i tak do atmosfery w zborze i umiejętności lub jej braku dogadywania się]
    • dak

      dak

      10 października 2016 o 09:12 |
      Zupełnie się zgadzam, że kadencyjność nie jest sprzeczna z wymogami Biblii. Napisałem we wstępie, że rozpoznanie, w jaki sposób działały pierwsze zbory, nie oznacza, że musimy organizować się dokładnie tak samo. Moim zdaniem kadencyjność stwarza jednak pewne problemy, których można by uniknąć stosując wybór aż do odwołania. Ale i ten system nie jest prosty do praktycznej realizacji i też zapewne można by go nadużywać do prowadzenia prywatnej polityki. Szczegółowe porównanie walorów i wad obu rozwiązań wymagłałoby szerszego omówienia.
  • Pawel

    Pawel

    10 października 2016 o 07:47 |
    [...Owszem, osoby wybierane do usługi, z racji swojego autorytetu wypracowanego właściwą postawą, mają rzeczywiście większy wpływ na zgromadzenie niż inni,..]

    Niestety, świadomość posiadania autorytetu i tego, że ma się wpływ na innych ludzi, staje się dla niejednego sidłem. Po pierwsze pojawia się pokusa by od razu poszerzać kręgi wpływów. Po drugie - bardzo niebezpieczne - pojawia się "poczucie misji" i odpowiedzialności za całe zgromadzenie. Tymczasem każdy osobiście zda sprawę przed Bogiem.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.