Ustrój kościoła (4)

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 28 października 2016 | Obszar - na Północ

Metody organizowania się zborów Badaczy Biblii

Ustrój kościoła (4)

fot. Krzysztof Fijałkowski

Kontynuacja tekstu: Ustrój kościoła (3) – Sposoby łączenia się zgromadzeń

Założyciel ruchu Badaczy Pisma Świętego, Charles Taze Russell, urodził się i wychował w USA w wielopokoleniowej rodzinie prezbiteriańskiej. Jego przodkowie wywodzili się częściowo ze Szkocji, gdzie zapoczątkowany został współczesny system prezbiteriański. Młody Charles w wieku 12 lat podjął samodzielną decyzję o porzuceniu Kościoła prezbiteriańskiego i przystąpieniu do jednego z pittsburskich kościołów kongregacjonalnych. Podając w wątpliwość naukę o przeznaczeniu i piekle, nie miał zresztą czego szukać w kalwińskim Kościele prezbiteriańskim. Rozwinięta przez niego później myśl teologiczna wykluczyła go również z szeregów amerykańskich kongregacjonalistów, jednak działalność, jaką prowadził już samodzielnie, układał w duchu tego właśnie sposobu organizowania się zborów. Uważał, że każde zgromadzenie jest niezależne, samo wybiera swoich sług, a także samo decyduje o sposobie działania, uznawanych prawdach i przyjmowaniu usługi starszych z innych zborów.

C.T. Russell nie chciał zakładać nowego kościoła, jednak przy końcu jego życia ten kościół poniekąd założył się sam. Siłą rzeczy nowatorska teologia, izolująca Badaczy Biblii od innych chrześcijan, a także konsolidujące działania, np. w postaci tzw. konwencji czy wspólnej działalności kolporterskiej, sprawiły, że tych kilkadziesiąt tysięcy wyznawców jego poglądów po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach zrosło się w jeden organizm. Również zarejestrowanie Międzynarodowego Stowarzyszenia Badaczy Biblii oraz wprowadzenie wymogu złożenia specjalnego ślubowania umożliwiającego usługę, a właściwie nawet przynależność, przyczyniły się do zbudowania organizacji wyznaniowej, która zdominowała ruch Badaczy po śmierci założyciela.

C.T. Russell jednoosobowo kierował wydawnictwem Watch Tower, które oprócz publikowania literatury biblijnej prowadziło również działalność pasterską adresowaną do wszystkich, którzy prenumerowali jego publikacje i wyznawali prezentowane w nich poglądy. Z czasem wydawnictwo przekształciło się w centralny ośrodek całego ruchu. Żaden zbór nie był zobowiązany korzystać z usługi wysyłanych przez Watch Tower kaznodziei, ale w praktyce wszyscy, którzy uznawali się za Badaczy Biblii, to czynili. Nikt nie był zmuszony uznawać C.T. Russella za pastora swego zgromadzenia, ale w praktyce wiele zborów, a może nawet ich większość, wyrażało przez głosowanie taką wolę.

Nic więc dziwnego, że po śmierci C.T. Russella sytuacja ta została natychmiast wykorzystana przez następnego prezesa Watch Tower do stworzenia hierarchicznej organizacji przypominającej raczej system episkopalny niż pierwotny kongregacjonalny, preferowany przez założyciela. Posłużono się w tym celu teorią o tzw. „wiernym słudze”, wedle której osoba czy grupa określana tym mianem miałaby być w charyzmatyczny, cudowny sposób autoryzowana przez ponownie obecnego na ziemi Jezusa. Uznanie takiego „wiernego sługi” oraz jego nauczania było uznawane za kryterium decydujące o przynależności do prawdziwego Kościoła. Kandydatów do urzędu „wiernego sługi” było oczywiście kilku, a każdy z nich uznawał swych konkurentów za „złych sług”.

Osoby, które nie zgadzały się z kierunkiem rozwoju proponowanym przez kolejne zarządy Watch Tower, opuszczały Towarzystwo, tworząc niezależne zbory w stylu kongregacjonalnym. Utrzymywały one między sobą ożywione kontakty, uznawały wzajemnie swoje wybory i chrzty, ale nie tworzyły organizacji ponadzborowych. Elementem wiążącym je była teologia C.T. Russella, która nabrała w tej sytuacji najwyższego znaczenia.

Wyjątkowo tylko zakładano ośrodki podobne do Watch Tower, by prowadzić działalność wydawniczą i pasterską, nie narzucając jednak tej usługi innym zborom, lecz tylko ją oferując. Tego rodzaju organizacją był np. założony przez Normana Woodwortha w 1932 roku amerykański The Dawn. Równolegle istniały też inne czasopisma oraz lokalne ośrodki wolnych Badaczy, które jednak nie tworzyły struktur wiążących zbory na poziomie organizacyjnym.

W Polsce

W naszym kraju Badacze pojawili się dość wcześnie, jeszcze w okresie zaborów, ale byli na początku nieliczni. Po śmierci C.T. Russella zorganizowali się w podobnym, centralistycznym systemie, jaki ukształtował się w Watchtower w USA w latach 1916‑1922. Na skutek nieporozumień wyłoniła się z niego kolejna struktura, także bazująca na teorii „wiernego sługi”. Niektórzy Badacze, niegodzący się z takim kierunkiem rozwoju i odejściem od zasady swobodnego rozważania Biblii pod kierownictwem ducha, opuszczali obydwie organizacje, tworząc niezależne zbory, podobnie jak działo się to w USA.

Początkowo jedynym elementem wiążącym te wolne zbory była teologiczna wykładnia C.T. Russella oraz czasopismo przesyłane z USA – niezależna od organizacyjnych więzów „Straż”. Powołanie jakiejkolwiek organizacji czy nawet komitetu było wśród tych Badaczy, zwanych wolnymi, tematem „tabu”. Z organizacji, które opuszczali, wynieśli zbyt bolesne doświadczenia związane z dyktatorskim stylem myślenia i działania komitetów oraz innych „ciał” powoływanych po śmierci założyciela ruchu, by jeszcze raz powielać ten sam błąd.

Na krótko przed II wojną światową niezależni Badacze w Polsce zorganizowali się w dwóch oddzielnych organizacjach. Jedna była bardziej centralistyczna i utrzymywała kontakty z polskim odpowiednikiem The Dawn, a druga całkiem niezależna, pozostała wierna „Straży”. Jej ustrój pozostał ściśle kongregacjonalny, a jedynym „zarządem” była charyzmatyczna postać Augusta Stahna, niezachwianego autorytetu dla tej części Badaczy. Męczeńska śmierć w czasie II wojny światowej ugruntowała jego pozycję wśród wolnych Badaczy Biblii w Polsce.

Po wojnie wolni Badacze działali początkowo na mocy dawnej ustawy wyznaniowej, która jednak w latach pięćdziesiątych została zmieniona przez komunistyczne władze tak, by podporządkować sobie kościoły, a zwłaszcza Kościół rzymsko-katolicki. Kościół rzymski pozostał niezarejestrowany i domagał się poszanowania konkordatu, zaś ofiarą nowej ustawy padły pomniejsze kościoły. Badacze, chcąc działać legalnie, zmuszeni zostali do zarejestrowania się jako stowarzyszenie ze wszelkimi strukturami właściwymi dla tych organizacji, całkowicie obcymi ruchowi wolnych Badaczy.

Zwolennicy rejestracji uważali, że ta konieczna formalność, do której nie będzie się przywiązywać większej wagi, pozwoli legalnie się zgromadzać, wydawać czasopismo i prowadzić działalność ewangelizacyjną. Ortodoksyjna mniejszość nie godziła się na taki kompromis, uważając, że z czasem stanie się on pokusą dla ambitnych działaczy. Zbory lub ich części odłączyły się, tworząc niezależną społeczność ultrakonserwatywnie przywiązaną do teologii Russella i skrajnie kongregacjonalną.

Z upływem lat okazało się, że obawy wysuwane przez przeciwników rejestracji były słuszne. Po przedwczesnej śmierci dwóch czołowych przywódców i zwolenników rejestracji inicjatywę w ruchu przejęli działacze, którzy uznali, że organy władzy stworzone na mocy komunistycznej ustawy stanowią dobre narzędzie ujednolicenia i zdyscyplinowania ruchu, z natury cechującego się pewnym nieuporządkowanym sposobem kształtowania nauczania i obyczajów.

W tym kontekście rozpoczęły się regularnie ponawiane próby przekształcenia rdzennego systemu kongregacjonalnego w prezbiteriański, obcy założycielowi Watch Tower oraz pierwszym aktywistom ruchu wolnych Badaczy Biblii w Polsce. Pierwsze tego typu usiłowania w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych spełzły na niczym, a niezamierzone poparcie stanu wojennego w 1981 r. przypieczętowało los działaczy, którzy dla wsparcia preferowanego przez siebie systemu organizacyjnego skłonni byli podpierać się nieśmiało zgłaszanymi argumentami biblijnymi, na przykład, że starsi wybierani przez zebranie starszych i usługujący w pracy międzyzborowej mogliby odpowiadać biblijnemu określeniu episkopos, czyli biskup, w odróżnieniu od zwykłych prezbiterów (starszych) zborowych.

Nowelizacja statutu Zrzeszenia Wolnych Badaczy Pisma Świętego przeprowadzona w 2005 r. pogłębiła niestety proces „prezbiterianizacji” społeczności nominalnie wolnych zgromadzeń tej części ruchu. Coraz częściej powtarzane argumenty o potrzebie ujednolicenia poglądów, o ochronie czystości prawdy, o walce z obcymi trendami zakradającymi się do społeczności, o potrzebie ochrony „maluczkich” przed zgorszeniem ugruntowały wśród konserwatywnej części Badaczy przekonanie o potrzebie rozwijania rozmaitych „ciał” kontrolnych, które w imieniu całej społeczności dbałyby o czystość prawdy.

W ten oto sposób Badacze Biblii powtórzyli w swej krótkiej historii drogę wielowiekowego rozwoju chrześcijaństwa – od rdzennego ustroju kongregacjonalnego do episkopalnego i prezbiteriańskiego. Każda z grup znajduje dla swojego ulubionego sposobu działania podstawy w Biblii. Kongregacjonaliści mogą powoływać się na pozbawiony formalizmu ustrój pierwotnego Kościoła. Prezbiterianie chętnie zwracają uwagę na „sobór w Jerozolimie”, a episkopalianie podpierają się teorią specjalnego urzędu odgórnie ustanowionego „wiernego sługi”.

Zwolennicy ustroju wzorowanego na prezbiteriańskim lubią też powoływać się na prawo większości, mającej rzekomo wyrażać wolę Bożą. Z historii jednak jasno wynika, że wszystkie błędy w Kościele wprowadzane były większością głosów, zwłaszcza wśród duchowieństwa. Zaś w praktyce Badaczy Biblii próg wyborczy ustawiony jest na tak wysokim poziomie – trzech czwartych głosów – że aktywna konserwatywna mniejszość może bez trudu kontrolować proces wyboru osób, których usługa byłaby w rzeczywistości pożądana z punktu widzenia być może nawet większości członków społeczności, choć przecież nawet mniejsze zapotrzebowanie na jakąś działalność powinno być proporcjonalnie uwzględnione przez większość, o ile tylko nie jest sprzeczne z podstawowymi wymogami nauki Biblii.

* * *

Badacze Biblii w Polsce stanowią niewielką społeczność, jednak jej serdeczny, rodzinny charakter sprawia, że jest ona w stanie zapewnić swoim członkom wszelkie warunki potrzebne do duchowego rozwoju – możliwość chwalenia Boga w duchu i w prawdzie. Wydaje się, że jej pierwotny kongregacjonalny charakter dobrze zaspokajał potrzeby trzech lub obecnie już nawet czterech pokoleń wolnych Badaczy. Czy równie pożyteczny będzie dla niej znacznie bardziej uporządkowany i konserwatywny, ale ograniczający indywidualną wolność ustrój o charakterze prezbiteriańskim, pokaże niedaleka przyszłość.

Dla przypomnienia – tezy przedstawione powyżej:

  1. Pierwotnym sposobem organizowania się zborów Badaczy, zarówno w USA, jak i w Polsce, był ustrój kongregacjonalny.
  2. W ruchu Badaczy rozwinęły się także pewne ograniczone formy dwóch pozostałych historycznych ustrojów chrześcijańskich – episkopalnego w postaci teorii o naznaczonym „wiernym słudze”, dyktującym pozostałym członkom społeczności zasady prawdy i dobrych obyczajów, oraz prezbiteriańskiego – w formie zrzeszenia zborów i wyłanianej przez nie rady superstarszych, mającej uprawnienia wyższe od starszych zborowych.

W następnym i ostatnim rozważaniu: (Nie)śmiała próba wyciągnięcia osobistych wniosków z czterech poprzednich w miarę obiektywnych rozważań.

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta

Komentarze (11)

  • Pawel

    Pawel

    02 listopada 2016 o 00:45 |
    Systemy i organizacje tworzą ludzie. One same znikąd się nie biorą. Nie ma więc enigmatycznego wroga. Jesteśmy my - ludzie.

    Widzę, że autor całego cyklu zaczął od opisania ogólnych założeń dot. Kościoła Bożego, potem zboru, spokojnie nakreślił zachodzące zmiany w chrześcijaństwie, objaśnił rzeczowo trzy istniejące struktury organizacyjne, po czym opisał fakty dotyczące ruchu badaczy Pisma Świętego, jakie dokonały się po śmierci założyciela tego ruchu.

    Zapowiedź kolejnego, ostatniego odcinka cyklu budzi oczywiście ciekawość, jednak z drugiej strony, przeczytany już materiał plus osobiste doświadczenia, motywują do wyciągnięcia już na tym etapie własnych wniosków.

    Taka osobista refleksja, oparta na podanej wiedzy historycznej, na doświadczeniach pokazanych w szerszym kontekście, jest mi niezmiernie potrzebna. Pozwala z dystansu spojrzeć na bieżące problemy. Pozwala na spokojne wyobrażenie sobie warunków, w których mógłby rozwijać się mój duch i duch moich współbraci. Wiem, że nie dopracujemy się tu na ziemi idealnych rozwiązań. Ten cykl inspiruje jednak do zaprzestania bycia biernym, do rozmów i poszukiwań. Nie do walki, ale do aktywności.

    Nie ukrywam, że moja uwaga koncentruje się na:
    1) Sobie - by samego siebie w miłości Bożej zachować
    2) Rodzinie - by żyć w pokoju i miłości a przy tym okazywać życzliwość dla wszystkich, głównie dla domowników wiary
    3) Zborze - by jego rola i funkcja miała nadrzędne znaczenie w procesie budowania się w przyszły "dom duchowny".

    Jeżeli poza tymi trzema obszarami, na które mogę mieć wpływ, dzieje się coś co zaburza ich funkcjonowanie, to w obronie siebie, rodziny i Zboru, muszę to "coś" zdefiniować i zneutralizować.

    Nie jest to jednak żadna organizacyjna struktura.
    To byłoby zbyt proste.
    • Piotr Kubic

      Piotr Kubic

      02 listopada 2016 o 21:41 |
      Pawle, pojedynczy człowiek to nie to samo, co człowiek w systemie albo dużej grupie. Te mechanizmy są dość dobrze opisane w literaturze. Struktura organizacyjna odciska wyraźne piętno na zachowaniu człowieka.

      Przykład – urzędnicy, którzy są dobrymi ludźmi, podczas pracy w urzędzie przybiją pieczątkę pod dokumentem, który niezasłużenie zniszczy życie innego człowieka. Bo tam decyduje się nie na podstawie sumienia, tylko przepisów. To jest przykład systemu.
      • Pawel

        Pawel

        04 listopada 2016 o 20:01 |
        Tak Piotrze. Oczywiście. Mi bardziej chodziło o zwrócenie uwagi na to, że każdy system, dobry lub zły tworzą ludzie. On zawsze najpierw rodzi się w głowie (głowach) i bardzo często, kto wie, może prawie zawsze wynika z dobrych intencji. Czasami, jak w przypadku opisanym w tekście, pojawiają się okoliczności zewnętrzne (polityka Państwa), na które nie bardzo mamy wpływ. Co więcej, Biblia naucza, by być poddanym władzy. Ktoś decyduje "zróbmy coś". Trzeba te sytuacje rozumieć. Racje tych którzy chcą legalnie i spokojnie funkcjonować w narzuconych odgórnie warunkach. I tych, którzy zdecydowanie odcinają się od jakichkolwiek więzów organizacyjnych.

        Trzeba jednak uważać by z biegiem lat, pewne dawne uzgodnienia, w sposób niepostrzeżony nie zaczęły nam się uświęcać. Wystarczy pamiętać o rozróżnieniu świętości Zboru od świeckości pozazborowych, choć często potrzebnych związków. Jeżeli to rozróżnienie utrwali się w głowach, to prawie nic nie trzeba reformować, ponieważ mentalnie zawsze będziemy "poza systemem". W sumie myślę nawet, że tak jest, tylko może od czasu do czasu trzeba to sobie przypominać :)

        Odnosząc się krótko do tego co napisałeś: Trzeba się pilnować by żadna struktura organizacyjna (poza Zborem) nie odciskała "wyraźnego piętna" na naszym zachowaniu.
  • dak

    dak

    30 października 2016 o 07:51 |
    Zamiast wychodzić z "systemu" lepiej przeciwdziałać krzewieniu się "systemu" w zborze. Przede wszystkim przez odnawianie samego siebie w duchu. Ja jestem dobrej myśli. Wierzę w zdrowy rdzeń. Jedyne co nam (mi) grozi, to zniechęcenie czynieniu dobrze.
    • Romek

      Romek

      01 listopada 2016 o 11:30 |
      Nie chcę być niegrzeczny, ale... Co prawda, nigdzie sie nie wybieram, jednak był juz nie jeden system który próbowano zmieniać od środka. Ostatni taki znany który co jakiś czas prostował wypaczenia to komunizm i socjalizm. Cały czas są próby naprawy systemu największego. Juz tak z kilkaset lat.
      W takich chwilach przypomina się piosenka Jacka Kaczmarskiego "Mury" (swoją drogą zaczerpnięta z orginału katalońskiego poety Llacha- polecam)
      • Piotr Kubic

        Piotr Kubic

        02 listopada 2016 o 21:53 |
        Kiedy opuścić grupę? Moim zdaniem trzeba trzeźwo się zastanowić: 1) nie ma na ziemi idealnej społeczności 2) Dla mnie liczy się nie tylko to, co ja zyskuję, ale też to, co mogę zrobić dla innych. Myślę, że z czasem to drugie staje się ważniejsze, bo to pierwsze, z biegiem czasu, się zmniejsza.

        Dla mnie sygnałem, że „nie mam tu co robić” będzie moment, w którym nikomu się już do niczego nie przydam, bo nikt nie będzie potrzebował tego, co mogę dać. Mam takie chwile (ale nie u siebie w zborze), w których myślę, że zamiast siedzieć bezczynnie mógłbym zrobić coś dobrego. Czuję, że Bóg chce, żebym rozsądnie gospodarował moimi siłami i czasem.
    • Samuel Królak

      Samuel Królak

      31 października 2016 o 11:17 |
      Nie wiem, czy chce ci się ze mną rozmawiać, Ale powiem ci jedno: nie jest Bóg niesprawiedliwy, aby miał zapomnieć pracy waszej i miłości. A czyniąc dobrze nie ustawajmy. Kształtujesz świadomość dwóch lub trzech pokoleń braci. Otrzymałeś 5 talentów. A teraz masz więcej. Uczysz dobrze i zgodnie z prawdą. Masz duży wpływ na ludzi. Zasłużony. Niczym się bracie nie zniechęcaj. Zapłata jest w ręku Pana.
  • Piotr Kubic

    Piotr Kubic

    29 października 2016 o 10:24 |
    Świetny tekst. Jestem przekonany, że dążenia do odgórnego uporządkowania, odgórnego określenia zasad – wiary, zwyczajów, kwalifikacji sług duchowych oraz członków – przyniosą zły efekt.
  • Romek

    Romek

    28 października 2016 o 21:50 |
    co jest?
    starzejemy się?
    "nastaną czasy trudne"?
    Teresa, kiedyś ktoś powiedział "gdyby badacze mieli taką władzę, jak KK to świat by zapłonął"
    nie wiem czy to prawda czy fantazjował. Wolę nie wiedzieć.
    • Teresa Dąbek

      Teresa Dąbek

      28 października 2016 o 22:19 |
      Ja też wolę nie wiedzieć....porozmawiamy w niedzielę...:-)..
  • Teresa Dąbek

    Teresa Dąbek

    28 października 2016 o 21:11 |
    Minęło już 42 lata od mojego chrztu... 47 lat minęło mojego pokochania zboru, którego jestem członkiem... fakt, że zboru sprzed lat zostało może jedna trzecia?... w tym zborze oprócz poznania Biblii, nauk ze Starego i Nowego Testamentu, Chrystusa i Jego dzieła, poznałam co to więzy braterskie, co to miłość wynikająca z nauki Pana Jezusa... i jest mi niezmiernie smutno, że obserwuje nasiląjące się tendencje do tworzenia organizacji... raz już wyszłam z "systemu"... moją nieustającą prośbą do Pana Boga jest bym nie musiała zrobić to powtórnie...
    przepraszam, jeśli kogoś uraziłam swoją bezpośrednią wypowiedzią... wciąż wierzę w to, że w grupie badaczy Biblii można mówić otwarcie...
    pozdrawiam

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.