Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego

Autor tekstu - Erast Czekalski | Data publikacji - piątek, 29 maja 2015 | Obszar - na Północ

Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego
fot. Maria Kraska

Ale…

W owych dniach Hiskiasz śmiertelnie zachorował. I przyszedł do niego Izajasz, syn Amosa, prorok, i rzekł do niego: Tak mówi Pan: Uporządkuj swój dom, albowiem umrzesz, a nie będziesz żył. Wtedy Hiskiasz obrócił się twarzą do ściany i modlił się do Pana, i rzekł: Ach, Panie! Wspomnij, proszę, że postępowałem wobec ciebie wiernie i szczerze i czyniłem to, co dobre w twoich oczach. Następnie Hiskiasz wybuchnął wielkim płaczem. I doszło Izajasza słowo Pana tej treści: Idź i powiedz Hiskiaszowi: Tak mówi Pan, Bóg Dawida, twojego ojca: Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Oto dodam do twoich dni piętnaście lat (Izaj. 38:1-5)

Ta niespodziewana choroba i wizja przedwczesnej śmierci, dopadła Hiskiasza bezpośrednio po wydarzeniach związanych z najazdem Sancheryba na Judeę a potem oblężeniem Jerozolimy.

Hiskiasz, który nawet wśród ośmiu pobożnych królów Judzkich, stanowił chlubny przykład największej wiary i bezgranicznego wręcz oddania Panu Bogu, który…

czynił to, co prawe w oczach Pana, wszystko tak, jak czynił Dawid, jego praojciec. Na Panu, Bogu Izraela, polegał, tak żenie było po nim takiego jak on w gronie wszystkich królów judzkich, ani w gronie jego poprzedników. Był przywiązany do Pana i nie odstępował od niego, przestrzegając przykazań, jakie Pan nadał Mojżeszowi. Toteż Pan był z nim, wszystko, co przedsięwziął, wiodło mu się (2 Król. 18:3,5-7).

… mógł i zapewne spodziewał się, że dożyje […] pięknej starości, sędziwy i syty dni zostanie przyłączony do przodków swoich (1 Mojż. 25:8),

A tymczasem, niedługo po cudownej interwencji Bożej w tej, jak mogło się wydawać, beznadziejnej sytuacji z Sancherybem, będącej jakże wspaniałą, napawającą nadzieją na przyszłość odpowiedzią na kolejne, bezprzykładne zawierzenie Hiskiasza Panu Bogu, przychodzi Izajasz i obwieszcza mu umrzesz, a nie będziesz żył

Zwyczajnie, po ludzku, trudno się dziwić królowi, że obrócił się twarzą do ściany i wybuchnął wielkim płaczem.

Zwyczajnie i po ludzku, również i mnie ta historia dała kiedyś do myślenia. Opisana została w trzech Księgach Starego Testamentu (2 Królewska, 2 Kronik, Proroctwo Izajaszowe), zatem w myśl biblijnej zasady „dwu lub trzech świadków”, zapewne ma swoje i to istotne znaczenie. Jak zresztą wszystko, co w Biblii napisano (Cokolwiek bowiem przedtem napisano, dla naszego pouczenia napisano, abyśmy przez cierpliwość i przez pociechę z Pism nadzieję mieli – Rzym. 15:4), (Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany – 2 Tym. 3:16-17)

Pan Bóg jest Ojcem i źródłem wszystkiego, w tym i logiki. W Jego działaniach nie ma żadnej przypadkowości, a tym bardziej niesprawiedliwości. Pan Bóg zna koniec już na początku i jedynie On wie, co jest dla Jego wybranych najlepsze. Hiskiasz do tych wybranych, w tamtym doczesnym życiu należał, a wierzę, że i w Tysiącleciu będzie jednym z filarów ziemskich władz Królestwa. Dostąpiwszy lepszego zmartwychwstania (Hebr. 11:35), będzie doskonałym człowiekiem. W tym doczesnym życiu, pomimo tylu cnót, zalet i zasług, nie był. I jako taki był podatny na podszepty szatana. Myślę że również zamysły szatana Pan Bóg zna na wylot, wiedział więc, na co narażony był 39 letni mężczyzna, który w wieku 25 lat został królem i przez 14 lat (w pełni zasłużenie), cieszył się wyjątkową prosperity, jako że Pan był z nim i wszystko, co przedsięwziął, wiodło mu się (2 Król. 18:7). Nietrudno zgadnąć, że tym zagrożeniem było popadnięcie w pychę. Zaryzykuję przypuszczenie, że Pan Bóg chciał, aby Hiskiasz dokończył biegu, nie plamiąc swego charakteru obrzydliwą dla Boga cechą, której król przez owe 39 lat zdołał się ustrzec.

Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego (Jak. 5:16)

Na miarę niedoskonałego człowieka, Hiskiasz był sprawiedliwym a modlitwa jego usilna aż do wybuchu wielkiego płaczu. Wysłuchał więc Pan Bóg tej modlitwy i spełnił prośbę Hiskiasza, przydając mu jeszcze 15 lat życia. Nie mamy w Biblii opisanych tych 15 lat, ale możemy dowiedzieć się, że Boże przewidywania bardzo szybko się wypełniły. Wieść o cudownym uzdrowieniu rozeszła się „po okolicy”, król babiloński Merodach-Baladan, wysłał do Jeruzalemu posłańców, a Hiskiasz nie omieszkał pochwalić się im całym swoim bogactwem: Widzieli wszystko, co jest w moim domu, nie było rzeczy w moich skarbcach, której bym im nie pokazał (Izaj. 39:4).

Chwalenie się przed wysłannikami groźnego mocarstwa swoim bogactwem, można nazwać głupotą. Jednak Hiskiasz całym swoim życiem dowiódł, że głupcem nie był i trudno zakładać, że nagle nim się stał. Raczej popadł w pychę, do której zapewne dodatkowo skłoniło go owo cudowne uzdrowienie. Pychę, przed którą właśnie, jak się wydaje, Pan Bóg chciał go ustrzec. Jak już wspomniałem, historia ostatnich 15 lat życia nie została opisana i nie wiemy, czy Hiskiasz, wziąwszy sobie do serca dezaprobatę Pana Boga dla tego „wyskoku”, przekazaną mu przez Izajasza, wyzbył się przed śmiercią wszelkich przejawów pychy; wierzę, że tak. Świadczyłby o tym skrócony opis wydarzeń związanych z jego chorobą, zawarty w Księdze Kronik: W tych dniach Hiskiasz śmiertelnie zachorował. I modlił się do Pana, który go wysłuchał i dał mu cudowny znak. Jednak Hiskiasz nie odwdzięczył mu się za wyświadczone dobrodziejstwo, gdyż jego serce wzbiło się w pychę, toteż gniew Boży spadł na niego, na Judę i na Jerozolimę. Wtedy Hiskiasz ukorzył się za pychę swojego serca, on sam oraz mieszkańcy Jeruzalem, tak iż za dni Hiskiasza nie spadł na nich gniew Pana. Jednakże gdy byli u niego rzecznicy książąt babilońskich, którzy przysłali ich do niego, aby się dowiedzieć o cudownym zdarzeniu, jakie wydarzyło się w kraju, Bóg zdał go na jego własne siły, wystawiając go na próbę, aby poznać wszystkie jego zamysły (2 Kron. 32:24-26,31).

Świadectwem może być także szacunek jakim obdarzali go poddani, wyrażony miejscem i sposobem pochówku: I spoczął Hiskiasz ze swoimi ojcami, i pochowano gopowyżej grobów synów Dawidowych. Gdy umarł, cała Juda i mieszkańcy Jeruzalemu oddali mu cześć (2 Kron. 32:33).

Sądzę, że z tej historii płynie też nauka dla nas współczesnych, którzy również pretendujemy do miana wybranych. Poświęcamy się w „śmierć Pana Jezusa” i oddajemy się na służbę Panu Bogu, wyrzekając się całkowicie swojej woli na rzecz całkowitego poddaniu się woli Pana Boga.

Logicznym więc następstwem powinno być, że celem naszego życia od tego momentu, będzie wyłącznie gromadzenie sobie skarbów […] w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną (Mat 6:20), czyli innymi słowy, porzucenie wszelkich doczesnych dążeń, ambicji i marzeń o długim szczęśliwym życiu w dobrobycie, w dobrym zdrowiu i samopoczuciu.

O ile z wielu doczesnych dążeń, ambicji oraz (nadmiernego) dobrobytu potrafimy z mniejszym czy większym wysiłkiem rezygnować, o tyle gdy dopadnie nas choroba, a jeszcze zagrażająca dalszemu życiu, często zapominamy że przecież nie to życie jest naszym celem. Przestraszeni, czasem zrozpaczeni, zapominamy też, że poprzez chrzest, zawierzyliśmy się Panu Bogu bez reszty, że oddaliśmy się pod Jego Wolę i uwierzyliśmy, że to On kieruje całym naszym życiem. W momencie zagrożenia życia trudno nam przyjąć, że może Pan Bóg uznał, że nasza próba powinna już dobiec końca, bo dalsze jej trwanie narazi nas na pokusy, którym nie sprostamy. A my, zwyczajnie po ludzku, mamy tysiące powodów, aby jeszcze pożyć na tym świecie. Nie twierdzę, że należy bojkotować służbę zdrowia. Wręcz przeciwnie, uważam że należy się poddawać wszelkiemu dostępnemu leczeniu farmakologicznemu, zabiegom, operacjom itd., jako że: Czy nie wiecie, że świątynią Bożą jesteście i że Duch Boży mieszka w was? Jeśli ktoś niszczy świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg, albowiem świątynia Boża jest święta, a wy nią jesteście (1 Kor. 3:16-17), jednak bez przesadnego „czepiania się tego życia”, np. poprzez różne paramedyczne terapie i „cudowne środki”, czy co gorsza różnych „uzdrawiaczy” np. zza wschodniej granicy.

Jednak najbardziej chodzi mi o modlitwy. Tak swoje własne jak i te, o które prosimy braterstwo. Bo może być tak jak z Hiskiaszem: Pan Bóg „ulegnie” usilnym modlitwom czy to naszym własnym, czy/i braterstwa i uzdrowi nas z choroby, o której uleczenie, były te usilne modlitwy. A wtedy wysoce prawdopodobnym jest ryzyko, że zamiast  „wyłupienia i odrzucenia od siebie oka, które nas gorszy i wejścia do żywota z jednym okiem, może się zdarzyć, że z dwojgiem oczu zostaniemy wrzuceni do piekła ognistego” (Porównaj z Mat. 18:9). A co do modlitw o ocalenie życia. Po sobie wiem jakie to trudne. Ale powinniśmy wierzyć i to bezwarunkowo, że tylko Pan Bóg wie ile ono powinno trwać, abyśmy okazali się zwycięzcami i nie zaprzepaścili wcześniejszego „dorobku”. Powtórzę się, że po sobie, zwyczajnie i po ludzku, wiem jakie to trudne, ale powinniśmy mieć zawsze w pamięci rozterki św. Pawła: Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem. A jeśli życie w ciele umożliwi mi owocną pracę, to nie wiem, co wybrać. Albowiem jedno i drugie mnie pociąga: pragnę rozstać się z życiem i być z Chrystusem, bo to daleko lepiej; lecz z drugiej strony pozostać w ciele, to ze względu na was rzecz potrzebniejsza (Filip. 1:21-24)

Dedykuję to tylko do siebie: Jeśli Pan Bóg uzna, że powinienem jeszcze żyć dla dobra Społeczności, to niechaj żyję i 100 lat. Jeśliby zaś miało to być spełnieniem tylko moich cielesnych dążeń, co gorsza powiązanym z ryzykiem nie dochowania „wierności aż do śmierci” (Obj. 2:10), to ani ja sam nie będę się modlił, ani też nie będę prosił braterstwa o uwolnienie od choroby czy o uratowanie tego doczesnego życia.

Udostępnij...

O Autorze

Erast Czekalski