Charyzmatycy i charyzmaty

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 25 listopada 2016 | Obszar - na Południe

Charyzmatycy i charyzmaty
fot. Małgorzata Kubic

W wielu kościołach chrześcijańskich prowadzone są obecnie kampanie wymierzone przeciwko ruchom charyzmatycznym szerzącym się w poprzek różnych wyznań. Nie jest to nowa wojna. Ruchy mistyczne są starsze niż chrześcijaństwo. Już pierwsi chrześcijanie, a także częściowo ówcześni Żydzi, zwalczali gnostyków, którzy wierzyli w osobiste, cudowne poznanie duchowych rzeczywistości. Kościół rzymski konsekwentnie tępił mistyków, jak choćby Eckharta, gdyż ich poczucie niezależności w korzystaniu ze źródeł objawienia stanowiło zagrożenie dla autorytetu nauczania Kościoła. Judaizm rabiniczny zwalczał ludowy ekstatyczny chasydyzm, a muzułmanie nie tolerują własnej odmiany mistycyzmu – sufizmu.

W ciągu minionego stulecia w różnych kościołach chrześcijańskich pojawiły się ruchy duchowej odnowy dążące do upowszechnienia mistycznych przeżyć ekstatycznych. Ich zwalczanie spowodowało wyłonienie się całej nowej „branży” wyznaniowej, cieszącej się szczególnym powodzeniem w krajach rozwijających się, w których systemy oświatowe stoją na dość niskim poziomie.

Ruchy mistyczne, choć zawsze towarzyszyły chrześcijaństwu, nigdy go nie zdominowały ani nawet się w nim na dobre nie zadomowiły. Hans Küng w książce „Das Christentum” (Świat chrześcijański) wyjaśnia przyczynę takiego stanu rzeczy. Mistycyzm nie jest rdzennym nurtem chrześcijańskim. Wywodzi się z hinduizmu. To tam rozwinięto cały szereg metod medytacji i kontemplacji prowadzących do ekstazy, która ma na celu rzekome doznanie stanów zbliżonych do duchowego istnienia.

Wbrew temu, co się niekiedy twierdzi, Jezus, Paweł czy Jan nie byli mistykami. Nie prowadzili medytacji, kontemplacji. W Ewangeliach mamy opisane jedynie dwie sytuacje, w których Jezus doznaje przeżyć podobnych do mistycznych – kuszenie przez Szatana oraz przemienienie na górze. Paweł mówi o zachwyceniu do trzeciego nieba, a Janowi ukazane zostały wizje Księgi Objawienia. Jednak te wyjątkowe stany nie nawiązują do postulatów mistycyzmu. Jezus i Jego uczniowie są raczej kontynuatorami izraelskiego profetyzmu, którym Bóg posługiwał się w celu komunikowania się ze swoimi wierzącymi.

Założyciel ruchu Badaczy Biblii, Charles T. Russell, działał na przełomie XIX i XX w. na bardzo ciasnym „rynku” chrześcijańskich wyznań w USA. Profilował się w wąskiej szczelinie między lewicowymi liberałami spod znaku „wyższej krytyki”, którzy racjonalizowali nawet biblijne przejawy cudowności, a prawicowymi uzdrowicielami, prorokami i wywoływaczami duchów wszelkiej maści. Siłą rzeczy, wciskając się klinem między te dwa skrajne skrzydła, przejmował argumentację każdej ze stron, by polemizować z przeciwną. Z jednej strony zaproponował bardzo racjonalną teologię, a z drugiej prezentował swego rodzaju wiarę w cudowne działanie sił duchowych, zwłaszcza tych negatywnych.

Obecnie sytuacja w Europie jest zupełnie inna. Daleko po lewej stronie widać gdzieś na horyzoncie liberalnych i nominalnych chrześcijan, którzy przekształcili swoje kościoły w kluby towarzyskie oraz ośrodki pomocy charytatywnej, zaś po prawej hasają sobie zwolennicy cudów i innych niezwykłości. Na opustoszałym środku hula jedynie wiatr. Pojedyncze obozowiska ostatnich nomadów tej pustyni prowadzone są czasami przez wodzów, do których jeszcze nie dotarło, że są tu sami i prowadzą walkę z urojonym wrogiem.

W katolickiej Polsce sytuacja może jeszcze chwilowo wyglądać inaczej, gdyż na skutek niedostatków edukacyjnych zaplecze „ciemnogrodu” w rodzaju krwawiących hostii, płaczących figur i wędrujących obrazów ma się jeszcze całkiem dobrze. Jeśli reformy systemu oświatowego będą prowadzone w kierunku proponowanym przez obecny rząd pod wpływem toruńskich „proroków”, to przez jakiś czas jeszcze się to nie zmieni. Jednak Europa została niemalże wymieciona z ostatnich przejawów cudowności. Nawet jeśli jeszcze gdzieś dzieją się niezwykłe rzeczy, to wieść o nich nie przedostaje się do świadomości społecznej, a kościoły walczą przede wszystkim o to, by zapełnić swoje ławki kimkolwiek, choćby w pierwszych rzędach mieli zasiąść sami charyzmatycy. Ale tutaj akurat w cuda już nikt nie wierzy.

Charyzmaty

Ważne byłoby jednak, by walcząc z charyzmatykami (częściowo zresztą słusznie), nie wylać dziecka z kąpielą i nie przerodzić tej wojny w rodzaj choroby autoimmunologicznej, zwalczającej zdrowe komórki ciała Chrystusowego w przekonaniu, że to obce ciało nowotworu.

Problem polega na tym, że przepędzając ze zboru charyzmatyków, usiłuje się wyperswadować innym, „zdrowym” jeszcze członkom społeczności, że chrzest z ducha nie jest dla nich aktualny, bo są niedoskonali, a dary duchowe (czyli charyzmaty od gr. charisma 5486, zachęcam do przejrzenia listy wystąpień tego słowa) dawno ustały i się już obecnym chrześcijanom nie należą.

Niektórzy uważają, że w celu obrony „maluczkich” przed szkodliwymi wypaczeniami każdy chwyt jest dozwolony – również naciąganie znaczeń słów i wymowy wersetów Biblii. Wydaje się jednak, że słuszną jest raczej Jezusowa zasada, że wyzwala prawda, a nie jej zaciemnianie lub ukrywanie.

Otóż chrzest ducha (niech każdy nazwie go sobie, jak uważa za słuszne: z ducha, w duchu, zapieczętowanie, namaszczenie, spłodzenie, nowe stworzenie) nic nie stracił na swojej aktualności. A bez charyzmatów (darów duchowych, darów ducha, darów łaski, talentów) nie może być mowy o Ciele Chrystusa. Brzmi to dość kategorycznie, ale akurat te zagadnienia są w Biblii dobrze wyłożone i jeśli tylko chce się odnośne zapisy przeczytać z ręką na sercu bez sztucznych założeń i konstrukcji myślowych, to prawda z nich wyzierająca jest jednoznaczna.

Chrzest w śmierć Jezusa prowadzi do nowości żywota – już tu i teraz, w ożywionych duchem ciałach (Rzym. 8:11). Jeśli ktoś nie chce tego nazywać chrztem, to niech nie nazywa. Jan jednak zapowiadał, że Jezus będzie chrzcił duchem (albo „w duchu” Mat. 3:11). Jezus mówi o narodzeniu z wody i ducha (Jan 3:3), Piotr o wzięciu daru ducha świętego po chrzcie (Dzieje Ap. 2:38), a Paweł pisze: Albowiem przez jednego Ducha [albo: w jednym duchu] my wszyscy w jedno ciało jesteśmy ochrzczeni1 Kor. 12:13. I nie chodzi mu o jednorazowy chrzest całego Ciała w dniu Pięćdziesiątnicy, gdyż mówi o Grekach i Żydach, niewolnikach i wolnych, a o ile nam wiadomo, nawet Korneliusz nie był Grekiem, a zdaje się, że wszyscy byli wolni.

Przy okazji próby uzasadnienia, że chrzest z ducha może być tylko jeden dla całego Ciała Jezusa, naciąga się czasami interpretację kilku miejsc Słowa Bożego. Mówi się np., że olej namaszczenia został wylany na głowę i spłynął na całe ciało. Jednak w Dniu Pięćdziesiątnicy duch nie był wylany na Jezusa, tylko na Jego uczniów, którzy nie byli i nie są głową Ciała Jezusa.

Przywołuje się też w tym kontekście miejsce z Psalmu, które mówi, że olejek namaszczenia z głowy Aarona ściekał na kraj jego szaty, sugerując, że chodzi o dolny kraj, sięgający stóp (Psalm 133:2). Czy ktoś umie sobie wyobrazić tę scenę? Polecam eksperyment z wylewaniem oleju na głowę, tak by spłynął aż po manszety spodni lub po kraniec długiej spódnicy. Zapewne nie wystarczy jedna butelka, a ubranie trudno będzie przywrócić do stanu używalności.

Otóż wyjaśnienie tych słów jest znacznie prostsze. Szata ma dwa końce, oprócz dolnego ma też kraniec górny, a poeta pisze, że olejku (czyli drogocennych perfum) wylano tak dużo, że spłynął po włosach aż na kraj (górny, czyli kołnierz) szaty. To mogło się rzeczywiście zdarzyć. Oprócz tego w opisie namaszczenia Aarona występuje też oddzielny obrządek pokropienia szat olejkiem (3 Mojż. 8:30). Po co byłby potrzebny ten element, gdyby szaty były w całości od góry do dołu zlane olejkiem?

Jest rzeczą oczywistą, że namaszczenie do służby odbywa się przez wylanie olejku na głowę. Nie musi on ściekać aż na nogi, by można było powiedzieć, że świętość i namaszczenie do służby mesjańskiej Jezusa gwarantuje świętość i namaszczenie całemu Jego Ciału. To jednak nie zmienia wymowy nauki Pawła, że „wstęp” do tego Ciała uzyskiwany jest przez chrzest ducha (1 Kor. 12:13 oraz 2 Kor. 1:21‑22 „nas z wami”, a nie jednorazowo całego Ciała). Nie jest nic napisane o tym, w jaki sposób taki duchowy chrzest się przejawia, a mówienie językami w dniu apostolskiej Pięćdziesiątnicy nie jest w tym względzie obowiązującą zasadą, podobnie jak inne cudowności. Mimo wszystko jednak wynurzenie z chrzcielnej wody obrazuje rzeczywistość nowego życia w duchu. Jeśli ktoś tego nie przeżył i takiego ożywienia nie czuje, to po prostu nie należy do Ciała Jezusa (Rzym. 8:9).

Podobnie rzecz ma się z charyzmatami. Niektóre z nich są cudowne. Apostoł Paweł wyraża się sceptycznie o ich pożyteczności (1 Kor. 14:19), ale jednocześnie nakazuje, by nie zabraniać np. mówienia językami (1 Kor. 14:39). Zachęca zaś usilnie do prorokowania, które również jest darem ducha (1 Kor. 12:9). W innym miejscu wymienia dalsze charyzmaty, bez których trudno sobie wyobrazić działanie Kościoła: A mamy różne dary [gr. charismata] według udzielonej nam łaski; jeśli dar prorokowania, (...) Jeśli posługiwanie, (...) jeśli kto naucza, (...) jeśli kto napomina, (...) jeśli kto obdarowuje, (...) kto jest przełożony, (...) kto okazuje miłosierdzieRzym. 12:6‑8. Czy bez tych charyzmatów można tworzyć zbór?

Ktoś może powiedzieć, że to są tylko pewne osobiste uzdolnienia, pobłogosławione duchem przez Boga. Na to apostoł odpowiada: Co masz, czego nie otrzymałbyś? A jeśli otrzymałeś, czemu się chlubisz, jakobyś nie otrzymał?1 Kor. 4:7. Wszystko, czym możemy usługiwać zborowi Bożemu, pochodzi od Boga jako dar łaski, dar ducha, czyli charyzmat. Nie uczmy więc, że można służyć Bogu bez darów, bo wtedy chlubimy się czymś, jakbyśmy tego nie otrzymali.

W nauce o darach ducha kryje się też ważna prawda o społeczności Ciała Chrystusa. Zwolennicy koncepcji, że charyzmaty spływają z góry na dół, że są udzielane poprzez przynależność do grupy wyznaniowej lub wręcz za pośrednictwem urzędującej hierarchii kościelnej, cementują po prostu fundament swojej władzy. Skrajnym przypadkiem jest tutaj Kościół rzymski, który uważa, że łaski ducha spływają przez uczestniczenie w sakramentach, a tych mogą udzielać wyłącznie wyświęceni kapłani. To dlatego hierarchia katolicka zwalczała i zwalcza wszelkie niesubordynowane ruchy oferujące bezpośredni dostęp do duchowego oświecenia lub darów łaski.

Teoria o darach łaski wynikających z uczestniczenia w społeczności ma nieco łagodniejszy wymiar, ale sens poddawania członków odgórnej kontroli, tym razem np. całej gminy wyznaniowej czy też jednego zboru, pozostaje ten sam – pojedynczy człowiek bez upoważnienia lub przynajmniej autoryzacji hierarchii lub kościoła nie ma prawa nauczania, usługiwania Ciału Chrystusa.

Tymczasem nauka Biblii jest w tym względzie inna. Jeszcze za czasów Mojżesza Bóg pouczył społeczność Izraela, że choć zasadniczą metodą ordynowania sług są wybory, to jednak pozostawia On sobie możliwość działania także poza tymi ramami (4 Mojż. 11:16‑17,24‑29). Podobna nauka przekazana została przez apostołów. Piotr nie odmówił chrztu z wody tym, których Bóg najpierw uznał za godnych przez udzielenie im ducha (Dzieje Ap. 11:17). W swej słynnej rozmowie z Nikodemem Jezus nauczał: Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha (Jan 3:8) i zdaje się, że nie mówił o istotach duchowych w niebie, bo komu miałaby służyć taka nauka?

Apostołowie głosili, że decydującym elementem duchowego oświecenia jest bezpośrednie namaszczenie ducha: A myśmy otrzymali nie ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, abyśmy wiedzieli, czym nas Bóg łaskawie obdarzył (1 Kor. 2:12). A wy macie namaszczenie od Świętego i wiecie wszystko (1 Jana 2:20) – pojedynczy człowiek, który przez chrzest okazuje Bogu swoją chęć nawrócenia się, jest obdarowany duchowymi darami: Ojciec wasz niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go oń proszą (Łuk. 11:13). Niektóre z tych darów, jak wiara, poznanie, żywot wieczny (Rzym. 6:23 dar łaski – charisma), służą duchowej korzyści obdarowanego, lecz inne są przeznaczone dla Ciała Chrystusa. Innymi słowy – Ciało nie udziela darów, ale otrzymuje je od poszczególnych osób obdarowanych nimi przez Boga.

Z nauki tej wynika poczucie zobowiązania. Talentów, darów łaski – również tych indywidualnych – nie otrzymujemy dla własnego tylko użytku, ale przede wszystkim dla społeczności zborów Bożych: Tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich. A mamy różne dary według udzielonej nam łaskiRzym. 12:5‑6. Każdy powinien myśleć o sobie skromnie, ale jeśli czuje, że coś otrzymał, to nie wolno mu tego zatrzymać dla siebie, ale powinien odebranymi darami obdarować Ciało – innych członków, którzy są także jego członkami, gdyż dar ten, jemu prywatnie udzielony, jest właściwie darem dla społeczności wierzących, a on jedynie jego dysponentem.

Takie rozumienie społeczności składającej się z członków obdarowanych różnymi darami odpowiada nauce apostoła Pawła z 1 Kor. 12‑14. Społeczność tworzona przez indywidualnie obdarowanych ma rzeczywistą szansę realizowania Bożych celów, a nie wyznaniowych założeń organizacyjnych ustalanych przez hierarchie poszczególnych kościołów. Prawdziwy zbór Boży tworzy się poprzez chęć wzajemnego usługiwania sobie mocą otrzymanych darów. Tylko z takiego poczucia może się zrodzić prawdziwe naśladowanie Jezusa, który oddał życie za swoich przyjaciół (Jan 15:13).

Zaniedbywanie nauki o duchowych darach prowadzi w najlepszym razie do martwicy, o ile nie zakażenia i obumierania ciała. Narzucanie nauki o darach udzielanych za pośrednictwem hierarchii czy gminy wyznaniowej prowadzi do budowania kościoła ludzkiego, a nie Bożego. Chyba że ktoś na tym świecie rzeczywiście ma prawo do sukcesji apostolskiej.

Można więc dyskutować o pożyteczności czy nawet pozorności tego czy innego daru (np. bełkotliwej modlitwy charyzmatyków), o potrzebie lub braku potrzeby uzdrawiania, o powszechnym ludzkim zainteresowaniu sensacjami, które ściąga tłumy na barwne widowiska cudaczności, usiłującej niekiedy uchodzić za demonstracje Bożej mocy. Ale niech ta debata nie przesłania nam prawdziwego obrazu duchowego życia pojedynczych ludzi przyobleczonych w nowego człowieka (Kol. 3:10) oraz duchowej aktywności w tworzonych przez takie „nowe stworzenia” społeczności. Byśmy przeciwstawiając się wypaczeniom, nie stracili umiaru i nie zaczęli zwalczać zdrowych i dobrych przejawów duchowego życia w Chrystusie.

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta

Komentarze (8)

  • Pawel

    Pawel

    01 grudnia 2016 o 23:58 |
    Do wątku (wątpliwości): "że chrzest z ducha może być tylko jeden dla całego Ciała Jezusa"

    Apostoł Paweł napisał o jednym ciele, jednym duchu, jednej nadziei, jednym Panu, jednej wierze, jednym CHRZCIE oraz i nade wszystko Jednym Bogu i Ojcu wszystkich... Ef.4:3-6.

    Wydaje mi się, że Jedyny Bóg, nie dzieli tego jednego chrztu na wiele chrztów, ale wylewa go obficie i zaprasza do korzystania z jego mocy. Tym samym wiele jednostek może z niego skorzystać. Te jednostki w zamierzeniu Bożym mają tworzyć jedno ciało wraz Chrystusem - Głową. W ten sposób jeden Boży duch, obiecany "pocieszyciel", staje się mocą budującą Kościół Boży. Celem głównym bowiem jest budowla Boża 1 Pt.2:5

    Wydaje mi się, że działalność Boga, w sensie wylania ducha, jest dziełem jednorazowym w stosunku do całego Kościoła i dokonało się ono za pośrednictwem zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa - Dź. Ap. 2:33. Określenie "wylania ducha" w nawiązaniu do Joela 2:28 (3:1 NP) sugeruje oddziaływanie na wiele jednostek, a ostatecznie na wszelkie ciało.

    Do człowieka powołanego przez Pana należy natomiast "wzięcie (przyjęcie) mocy ducha" - Dź. Ap. 1:8. Odbywa się to w osobistym przeżyciu chrztu w śmierć Chrystusa.

    Myślę, że określenie "Chrzest Kościoła" da się obronić, nawet wspomnianym w tekście obrazem oleju wylanego na głowę najwyższego kapłana. Ten chrzest oczywiście cały czas jest aktualny.
    Spładzająca moc ducha świętego, pierwszy raz objawiła się na Jezusie Pomazańcu, wychodzącym z wód Jordanu. Drugi raz w dniu Zielonych Świąt duch "wylany" został na apostołów Baranka i później uzupełniająco na Saula z Tarsu (Dź. Ap. 9:17-18). Potem w spektakularny sposób ochrzczeni duchem zostali wierzący z pogan w domu Korneliusza. Jeszcze jedno zdarzenie opisane w Dź.Ap.19:1-7 dotyczy mężów uprzednio ochrzczonych chrztem Jana.
    Wszystkie te przypadki potwierdzają, że Bóg na podstawie ofiary swego Syna, mocą swego ducha, rozpoczął budowę Duchowego Domu. Potwierdzają też, że od tej chwili "nie ma On już względu na osobę".

    Temat ducha ciężko jest nam nazwać, dobrze określić... doprecyzować. My, ludzie, nawet jeśli odrodzeni, ciągle myślimy cieleśnie i szablonowo. Najwyraźniej Ducha Pańskiego nie da się zamknąć w naszym wąskim sposobie rozumowania...

    Niech duch Boży działa obficie w tych, którzy są Jego.
    • dak

      dak

      02 grudnia 2016 o 11:52 |
      "...świętość i namaszczenie do służby mesjańskiej Jezusa gwarantuje świętość i namaszczenie całemu Jego Ciału."

      To oczywiste. W powyższym rozważaniu chodzi jednak o to, czy moje osobiste namaszczenie duchem wynika z tego, że dołączyłem do zboru, na który już wcześniej spłynęło jakimś sposobem namaszczenie z dnia Pięćdziesiątnicy, czy też moje namaszczenie jest indywidualnym działaniem Boga w stosunku do mojej osoby, a poprzez dołączenie się do zboru lub przez jego stworzenie udzielam swojej świętości zborowi (podobnie jak inni członkowie osobiście namaszczeni przez Boga).

      Odpowiedź na to pytanie warunkuje nasz stosunek do "struktury" zborowej i ponadzborowej, którą ewentualnie tworzymy. Oczywiście i w tym wypadku działa synergia. Połączenie duchowych sił trzech namaszczonych daje więcej niż tylko prostą sumę ich osobistych zasobów.

      "Jeden chrzest", o którym pisze ap. Paweł w Efezj. 4:5 to nie jeden jedyny chrzest dla całego Kościoła w dniu Pięćdziesiątnicy, ale taki sam chrzest, tak samo rozumiany, dla każdego pojedynczego naśladowcy Jezusa. Inaczej bowiem nie potrzebowalibyśmy się chrzcić. Wystarczyłoby tylko dołączyć do zgromadzenia. W podobny sposób "jedna wiara" nie oznacza, że zbór uwierzył, a ja w tej wierze uczestniczę, tylko sam osobiście muszę pielęgnować charyzmat wiary.
      • Pawel

        Pawel

        03 grudnia 2016 o 15:39 |
        Zgoda. Nie wiem czy się zrozumieliśmy, ponieważ ja nie utożsamiam Kościoła Bożego z ziemskimi strukturami. Nie myślę więc, że to struktury są pomazywane duchem, ani, że przynależność do grupy wyznaniowej gwarantuje komuś chrzest duchem. W sumie nie znam nikogo w pobliżu mnie kto tak myśli. Pisząc o chrzcie Kościoła myślę o działaniu Boga w kierunku budowania tego Kościoła. Jak czytam proroka Joela zapowiadającego wylanie ducha na wszelkie ciało, widzę Boga rozpoczynającego to dzieło ze swoim Synem, Apostołami a potem braćmi z pogan. Takie działanie w dużej skali i z szerszej perspektywy. Duch zostaje „wylany” i stopniowo się „rozlewa”. Działa. Jest.
        Próbuję oddzielić Bożą inicjatywę i Jego działanie „globalne” od osobistych ludzkich inicjatyw i działań w kierunku Pana Boga. Wiadomo, że Pan Bóg „pochyli się” nad każdym szczerze zainteresowanym Jego służbą. Myślę też, że interakcja następuje w momencie chrztu w śmierć Chrystusa. Nie znamy jednak „mechanizmów” działania ducha, bo mimo najlepszych chęci jesteśmy jednak ograniczeni materią. Dzielimy się tylko naszymi przemyśleniami i wyobrażeniami. Nie podejmuję się rozwijania tego tematu, bo jest on po prostu dla mnie za trudny.
  • ariel

    ariel

    30 listopada 2016 o 19:40 |
    Samuelu, również miałem takie konfrontacje. Zawsze chyba obowiązuje zasada by "mówić PRAWDĘ W MIŁOŚCI". Generalnie jeśli ktoś został na przykład uzdrowiony poprzez modlitwę jakiegoś człowieka/ludzi, co do których charakteru i świętego życia nie mam większych uwag to milczę. Jednak w takim przypadku wydaje mi się, że ów ktoś nie został uzdrowiony przez kogoś z darem uzdrawiania, tylko za pośrednictwem wysłuchanej przez Boga modlitwy. Nie znam osobiście ani nie spotkałem się z takimi osobami, które miałyby dar uzdrawiania podobny do tego opisanego na kartach Nowego Testamentu ("wstań i chodź") ani dar języków opisany na kartach NT (inne języki ludzkie a nie niezrozumiała artykulacja luźno ze sobą powiązanych sylab). Zazwyczaj są to modlitwy (w przypadku uzdrowień), które czasami bywają wysłuchane, a najczęściej nie bywają. Natomiast jeśli mam świadectwo od kogoś, że został na przykład uzdrowiony albo otrzymał dar za pośrednictwem ludzi, co do których mam pewność, że są zwodzicielami, to bez względu na to czy ktoś został uzdrowiony czy też nie, moje stanowisko jest jasne - uciekaj gdzie pieprz rośnie. Tak się bowiem składa, że NT pisząc o czasach końca opisuje nie tylko fałszywe cuda dokonywane przez fałszywych proroków, ale także prawdziwe cuda dokonywane przez fałszywych proroków. Niezmiernie interesujący jest opis dwurożnej bestii, czyli "fałszywego proroka", który czyni cuda i nawet "ściąga ogień z nieba" (fałszywa pięćdziesiątnica) tylko po to by uwiarygodnić swoje nauczanie. Tutaj żartów nie ma. Błędy doktrynalne są błędami często intelektualnymi. Niewłaściwe rozpoznanie duchów może doprowadzić do katastrofy.
  • Samuel Królak

    Samuel Królak

    29 listopada 2016 o 01:14 |
    Dobrze, że napisałeś i uściśliłeś. To ma sens. Widocznie są różni cesacjoniści. Intuicyjnie czuję, że jest tak, jak piszesz. Jak jednak należałoby się zachować w sytuacji, kiedy przychodzi do nas brat lub siostra i twierdzą na przykład, że za czyimś pośrednictwem zostali uzdrowieni albo otrzymali jakiś dar? Co wówczas im odpowiedzieć? "Ja jako zadeklarowany cesacjonista, nie wierzę w to, że zostałeś uleczony/otrzymałeś coś za pośrednictwem tego chrześcijanina". Trochę niezręcznie, prawda? Przecież ktoś mówi nam o swoim przeżyciu czy też doświadczeniu. Ja miałem takie konfrontacje. Tu dostrzegam trudność. Może jest ona pozorna.

    Pamiętam Arku Twój wykład na temat apostoła Pawła, który nie uważał za grzech modlić się trzykrotnie o fizyczne uzdrowienie. W zupełności się z tym wykładem i plynącymi z niego wnioskami zgadzam. O uzdrowienie dla siebie czy bliźnich mozna się modlić, z tym, że decyzja zależy od Boga, który jest suwerenny. W kręgach, w ktorych zostałem wychowany, tłumaczenie z Jakuba 5 rozdziału o uleczeniu chorego członka zboru z fizycznej dolegliwości za pośrednictwem olejkowania i modlitwy starszych jest deprecjonowane i zastępowane nauczaniem, że jest to choroba duchowa - grzech, mimo, że o grzechu św Jakub wspomina osobno. A sam olejek uważa się za stwierdzenie symboliczne. Co ciekawe, w podobny sposób zniekształca się również ustęp z Marka 6:13, ktory jest przecież fabularny i nie da się w żaden sposób zinterpretować przenośnie, a jedynie dosłownie.

    Wracając do powyższego artykułu Daniela, to skarbem, ktolry wyłowiłem dla siebie jest dość odkrywcze przynajmniej dla mnie stwierdzenie, że każda umiejętność, jaką posiadamy, jest charyzmatem. Wszystko mamy z łaski. Piękna myśl. jeszcze mam pytanie do zacytowanego wersetu z Jana 3:8 - to Jezus nie mówi tam o stanie istoty zmartwychwstałej, uwielbionej i przemienionej na podobieństwo Jezusa? Jeśli porównanie z wiatrem dotyczy obecnej kondycji odrodzonego chrześcijanina, to proszę o wzmocnienie tego komentarza dodatkowymi tlumaczeniami, bo nie uchwyciłem na czym zasadza się porównanie.
  • Andrzej Sz

    Andrzej Sz

    27 listopada 2016 o 21:16 |
  • Samuel Królak

    Samuel Królak

    26 listopada 2016 o 21:40 |
    Ciekawe rozważania. Dziękujemy. W odsunięciu od siebie cechującego konserwatywnych chrześcijan cesacjonizmu pomaga mi jeszcze jeden biblijny argument: lekcja o grzechu, polegającym na nazywaniu Ducha świętego mocą diabelską. Faryzeusze z nienawiści oskarżyli Jezusa o leczenie ludzi mocą Belzebuba. Cesacjoniści popełniają podobny błąd. Nie wiedzą, nie sprawdzili, ale z góry osądzają wszelkie przejawy cudownej działalności w naszych czasach, o jakich słyszeli, za pochodzące od Przeciwnika i demonów. Nie wiem, być może wiele z tych doniesień rzeczywiście dotyczy sił nieczystych, ale nie możemy, nie wolno nam założyć, że wszystkie uzdrowienia i cuda naszych czasów pochodzą od Złego. Bo możemy, jak to było powiedziane, "wylać dziecko z kąpielą", potępić i moc Bożą, ponieważ Bóg ma prawo tu i tam, gdzie uznaje za słuszne, działać. Myślę, że powinniśmy zachować co najmniej neutralność i przyznać się do własnej niezdolności do oceny tego, co opowiadają nam o swoim przeżyciu brat lub siostra, nie demonizować, wstrzymywać się od potępiającego komentarza. Oczywiście należy również zachować ostrożność. Zdaje mi się, że kto będzie w ten sposób podchodził do wieści lub osobistych świadectw o cudach i cudownych charyzmatach, ten nie zrobi źle i zachowa się bezpiecznie. A kto potępia, nie zbadawszy - nie stąpa bezpiecznie.
    • ariel

      ariel

      28 listopada 2016 o 11:00 |
      Samuelu, jako zdeklarowany cesacjonista, pozwól, że napiszę kilka słów :) . Cesacjoniści (a przynajmniej ich ogromna większość ze środowisk ewangelikalnych) nie twierdzi, że każdy cud czy też ponadnaturalne zdarzenie w czasach dzisiejszych pochodzi od diabła. Cesacjoniści zaprzeczają istnieniu darów Ducha jak za czasów apostolskich w znaczeniu takim, że ich zdaniem nie ma już proroków czy też ludzi obdarowanych mocą uzdrawiania innych, jednak jak najbardziej w ich ocenie Bóg może kogoś uzdrowić czy też dokonać cudu. Nie tyle jednak z powodu usługi jakiejś osoby obdarowanej tym darem, ile w odpowiedzi na modlitwę. Jeszcze innymi słowy - według nich prośba o to byś dostał dar uzdrawiania nie ma sensu, bo ten dar ustał. Jednak prośba w modlitwie by Bóg w sposób suwerenny (jeśli jest to Jego wolą) kogoś uzdrowił, według cesacjonistów jak najbardziej ma sens. Nie do końca jest także prawdą, że cesacjoniści mówią "z teorii", nie zbadawszy całej sprawy. Wielu cesacjonistów ze środowisk ewangelicznych zetknęło się albo cały czas się styka ze środowiskiem charyzmatycznym ponieważ w tymże środowisku te grupy bywają ze sobą wymieszane. Ich negatywny stosunek często wynika z doświadczenia właśnie, a nie z teorii. Bywa też tak, że cesacjoniści to dawni charyzmatycy, którzy na własnej osobie doświadczyli skutków "funkcjonowania w darach". Oczywiście, nie jestem za "biciem" kogokolwiek, za wyrzucaniem ze zborów, separacją itd. Rozmowa i czas jest najlepszym weryfikatorem czyichś spodziewań, nadziei i wierzeń. W tym przypadku obie strony muszą ze sobą rozmawiać i dać sobie czas.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.