Co mówi Biblia o leczeniu niepłodności?

Autor tekstu - Basia Honkisz | Data publikacji - piątek, 02 grudnia 2016 | Obszar - na Południe

Co mówi Biblia o leczeniu niepłodności?

fot. Magda Dąbek

Śpiewaj z radości, niepłodna, któraś nie rodziła, wybuchnij weselem i wykrzykuj, któraś nie doznała bólów porodu! (Izaj. 54:1)

Niepłodność to schorzenie, z jakim ludzkość boryka się od zarania dziejów i mało źródeł tak wyraźnie o tym mówi jak Pismo Święte. Od pierwszych rozdziałów czytamy o dramatach rodzin niemogących doczekać się potomstwa. Abraham i Sara, Rebeka i Izaak, mająca problemy z zajściem w ciążę Rachela, płacząca w świątyni Anna, Zachariasz i Elżbieta. Do tego wzmianki o niepłodności w psalmach i proroctwach, które sugerują, że problemy osób niemogących mieć dzieci były powszechnie znane. Jak te historie mają się do leczenia niepłodności dziś?

Tylko kobiety?

Co ciekawe, w Biblii nie znalazłam ani jednego bezpłodnego mężczyzny (może poza eunuchem z Dziejów Apostolskich, który występuje jednak w innym kontekście), wszędzie jest mowa o niepłodnych kobietach. Czytamy, że Izaak modlił się do Pana za swą żonę, gdyż była ona niepłodna (1 Mojż. 25:21), choć tak naprawdę przyczyna niepłodności w tym przypadku była nieustalona (Abraham i Jakub mieli dzieci z innymi kobietami), w Ewangelii Łukasza czytamy, że Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną (Łuk. 1:36). Bezimienne niepłodne, które będą radować się w przyszłości (występujące w psalmach, proroctwach) też zawsze są rodzaju żeńskiego. Rozumiem to tak, że kulturowo kobieta w powszechnym rozumieniu była “odpowiedzialna” za płodność, za płeć potomstwa (mówiło się np. “dała mu dwóch synów”).

Dziś jednak wiemy, że odpowiedzialność za problem z zajściem w ciążę (który dotyczy kilkunastu procent par w wieku reprodukcyjnym) rozkłada się po równo w obu płciach (po 35%), w ok.10% przypadków choruje oboje partnerów, a w pozostałych przypadkach przyczyna pozostaje nieznana (dane za podręcznikiem “Położnictwo i ginekologia” Bręborowicz, wyd. PZWL, 2007).

Ból i desperacja

Nieszczęście, jakie odczuwają bohaterowie Pisma Świętego, którzy nie mogą doczekać się potomstwa jest bardzo wyraźne i nie umiem znaleźć innej choroby, której Biblia poświęcałaby tyle uwagi. Być może dlatego, że w dawnym świecie brak potomstwa miał też, oprócz warstwy emocjonalnej, przełożenie na jakość życia w starości i pozycję w społeczeństwie. Doświadczające tej przypadłości pary, zmagające się z bólem uciekają się też do różnych, dostępnych w tamtych warunkach rozwiązań.

Znamy dobrze historię Abrahama, który za namową żony współżył ze służącą, która urodziła mu syna (1 Mojż. 16:1-4). Niepłodna Rachela próbowała sama leczyć się rzadkimi roślinami znalezionymi przez Rubena, które kupiła od swojej siostry za cenę nocy z mężem (1 Mojż. 30:14-15). Tamar przed brakiem potomstwa uchronił misterny plan obejmujący przebranie się za prostytutkę i współżycie z teściem (1 Mojż. 38). Anna, późniejsza matka Samuela, nie zaznała spokoju dopóki nie została matką - modliła się i płakała w świątyni i nie pocieszył jej kochający mąż, który pytał: Czy ja nie jestem dla ciebie lepszy niż dziesięciu synów? (1 Sam. 1).

Na czym polega dziś leczenie niepłodności?

Para, która po roku regularnego współżycia bez stosowania środków antykoncepcyjnych nie doczekała się potomstwa może rozpocząć diagnostykę i leczenie problemu z zajściem w ciążę. Pierwszym krokiem jest diagnostyka obojga partnerów - przyczyn niepłodności jest wiele - od zaburzeń hormonalnych, poprzez problemy anatomiczne, do infekcji. Jeżeli problem można zdiagnozować i skorygować - leczeniem farmakologicznym czy zabiegiem operacyjnym - od tego właśnie się zaczyna. Dodatkowo cały proces zachodzenia w ciążę można wspomagać zmianą stylu życia, stosowaniem odpowiedniej diety, suplementów i witamin.

Gdy jednak problemu nie da się w ten sposób zwalczyć lub przyczyna niepłodności pozostaje nieznana - próbuje się inseminacji (czyli wstrzyknięcia nasienia mężczyzny do dróg rodnych kobiety w gabinecie lekarskim) oraz zapłodnienia pozaustrojowego czyli in vitro (polegającego na połączeniu komórki jajowej i plemnika w warunkach laboratoryjnych, a następnie wszczepieniu powstałego zarodka do macicy pacjentki). Gdy któreś z partnerów starających się o dziecko jest trwale bezpłodne, problem jest niekorygowalny - wtedy rozważa się pobranie nasienia od dawcy, komórki jajowej od dawczyni lub całego zarodka od innej pary.

Wątpliwości religijne i etyczne

Stosowanie nowoczesnych technik wspomagania rozrodu budzi wiele emocji i stawia przed nami ważne pytania natury bioetycznej.

Czy do powstania nowego życia może dojść w laboratorium? Kiedy zaczyna się człowiek?

Metoda zapłodnienia in vitro budzi wiele emocji, ponieważ podczas tego procesu tworzy się zazwyczaj nadprogramową liczbę zarodków, które są następnie zamrażane. Co, kiedy się ich nie wykorzysta? Czy niszczenie połączonych męskiej i żeńskiej komórki rozrodczej można porównywać z aborcją?

Dawstwo nasienia czy komórki jajowej dodatkowo komplikuje sprawę. Niejako ma się wtedy dziecko z inną osobą niż ta, z którą o to dziecko się staraliśmy, ale jednocześnie dawca/dawczyni pozostaje nieznana/nieznany - wobec czego dziecko nie ma szans poznania swojego biologicznego rodzica, nie wie też, czy nie ma jakiegoś biologicznego rodzeństwa (choć powstają już fundacje zajmujące się ułatwianiem kontaktu dzieci z biologicznym rodzicem i rodzeństwem). Dawstwo zarodka można porównać do adopcji na bardzo wczesnym etapie - dziecko ma oboje biologicznych rodziców innych, ale para może przeżyć razem ciążę, poród, rodzicielstwo od pierwszych dni życia. Kto jednak o komórkę jajową, nasienie czy zarodek może się ubiegać? Tylko małżeństwa, tylko pary heteroseksualne, czy wszyscy - również osoby samotne?

Stanowisko Kościoła Katolickiego

Porównując stanowisko Kościoła Katolickiego do stanowisk innych wyznań – w których zdania są często podzielone lub dopuszcza się część metod - zwraca uwagę jego surowość i radykalność. Kościół otwarcie sprzeciwia się metodom wspomaganego rozrodu, takim jak inseminacja czy in vitro, utrzymując, że do powstania nowego życia powinno dojść podczas zbliżenia małżonków, a nie w innym środowisku. Proponuje metodę zwaną naprotechnologią, opracowaną przez przykościelny Instytut Pawła VI, która jest oparta na naturalnych metodach planowania rodziny i stosuje akceptowalne przez kościół metody (np. pobranie nasienia tylko podczas stosunku małżeńskiego). Może pomóc w przypadkach, kiedy przyczyna niepłodności jest uleczalna, ale organizacje medyczne, które zajmują się leczeniem niepłodności nie polecają jej ze względu na brak udokumentowanych badań potwierdzających skuteczność.

Stanowisko Kościoła Katolickiego jest dla nas ważne, bo wpływa na sytuację zmagających się z tym problemem par w Polsce - metoda zapłodnienia in vitro jest nierefundowana, a bezpłatny dostęp do innych metod leczenia niepłodności - trudny. Najczęściej pary same ponoszą koszty leczenia, które sięgają kilkunastu tysięcy złotych.

Wnioski dla chrześcijanina

Para wierzących ludzi, która nie może doczekać się potomstwa staje przed trudnymi wyborami. W sytuacji, w której wyznanie, do którego należy nie ma wypracowanego oficjalnego stanowiska w tej sprawie - jest zdana na własne sumienie. Nie czuję się kompetentna, żeby zalecać czy potępiać któreś z metod leczenia niepłodności, choć sama w razie tego typu problemów rozważyłabym wszystkie dostępne metody leczenia. Biblia wiele mówi o radości z posiadania potomstwa (Psalm 128:3-4), o bólu osób bezpłodnych, o tym, że takie osoby próbowały stosować metody budzące dużo większe wątpliwości moralne niż współczesne techniki. Nie potępiłabym osób, które się na nowoczesne metody leczenia zdecydowały, ale myślę też, że katolicka rada, aby rozważyć adopcję lub pracę społeczną, uznać zaistniały problem jako powołanie do innego rodzaju służby nie jest pozbawiona sensu i warto ją rozważyć.

Czekam z niecierpliwością na wnioski, jakie będą mieli czytający ten artykuł i mam nadzieję, że - razem z tym tekstem - pomogą osobom mającym opisany problem. Kilkanaście procent par w wieku reprodukcyjnym - któraś z nich może być naszym duchowym bratem i siostrą.

Udostępnij...

O Autorze

Basia Honkisz

Basia Honkisz

Komentarze (14)

  • Beniamin Pogoda

    Beniamin Pogoda

    10 grudnia 2016 o 23:04 |
    Nie wiem, więc pytam - jak kształtują się losy dzieci adoptowanych w obcych im przecież genetycznie rodzinach? Czy znacie jakieś opracowania na ten temat? Bo rodzicom (piszę z własnego doświadczenia) łatwiej jest zrozumieć własne dziecko, które jest do nich psychicznie choć w części podobne. Osobowość ma swe uwarunkowania genetyczne; konstrukcję psychiczną dziedziczy się w pewnej mierze po ojcu i matce, a jeśli udaje się rodzicom wniknąć w świat umysłowości dziecka, to i jego wychowanie staje się prostsze (czytaj: łatwiejsze/skuteczniejsze). Jeżeli prawdziwe klęski wychowawcze znamiennie częściej zdarzają się wśród dzieci adoptowanych, to przybywa dodatkowy argument przeciwko sztucznemu zapłodnieniu z użyciem obcych komórek jajowych i plemników. Zamiast wydawać niemałe publiczne pieniądze na rozwój tej techniki lepiej będzie wspierać adopcję. Zapewnienie normalnych rodzin już narodzonym, osierociałym dzieciom wydaje się być szlachetniejsze i bardziej humanitarne, niż z gruntu sztuczna procedura implantacji obcego materiału genetycznego. Oczywiście, sztuczne zapłodnienie z użyciem własnych komórek rozrodczych bezpłodnych rodziców nie budzi mego żadnego oporu, to jedynie kwestia technicznego i farmakologicznego postępu w medycynie - ot, metoda leczenia jak każda inna.
  • Basia H.

    Basia H.

    09 grudnia 2016 o 16:32 |
    Pozwolę sobie odpowiedzieć zbiorczo w jednym komentarzu:
    Romek Kopak - dziękuję za pozytywny odbiór wyboru tematu i artykułu. Również uważam, że takie dylematy moralne życia codziennego są istotne i warto o nich dyskutować, nawet jeśli dla niektórych (np. dla mnie) to dyskusja czysto teoretyczna, bo problem na szczęście mnie nie dotyczy.
    Nie martwię się, że nie ma wielu komentarzy do tej pory, nawet wolę jeśli większość czytająca ten artykuł się zastanowi i wstrzyma niż wywoła on kategoryczne sądy.
    Informacja o zapłodnieniu ane-vivo bardzo ciekawa - jak widać leczenie tej przypadłości się bardzo rozwija, dlatego człowiek będzie stawał przed coraz to nowymi dylematami.


    Kasia Śmiałkowska - dzięki za zwrócenie uwagi na temat przykrych komentarzy. Niestety jest to sytuacja powszechna i nawet posiadanie dzieci nie pozwala się przed tym uchronić (“kiedy drugie? no jak to, bez rodzeństwa…” ;)). Ważne jest, żeby zdawać sobie sprawę, że problem, który występuje w populacji z częstością kilkunastu procent musi być obecny wśród nas - jednak ze względu na jego naturę (intymny, “niewidoczny” problem) niechętnie się o nim mówi. Mam nadzieję, że ten artykuł choć trochę uczuli na ten fakt!
    (Poza tym, osoby bezdzietne z wyboru też nie mają obowiązku się tłumaczyć czy wysłuchiwać od osób postronnych przykrych uwag)


    Ireneusz Głąb - na pochlebstwa nie czekam, ale czasem fajny jest znak, że ktoś przeczytał, że nie piszę w próżnię :)


    Samuel Królak - muszę przyznać, że miałam podobne odczucia, jak ty - tzn. jeśli nie mogłabym mieć dzieci ze swoim mężem, to wolałabym adoptować zupełnie obce dziecko, dopóki nie przeczytałam historii pary, która się na dawstwo nasienia zdecydowała i… już nie jestem taka pewna. W moim przypadku to rozważanie na szczęście teoretyczne, dlatego też mogę swobodnie o tym pisać. Myślę, że świadomość, że mogłabym przejść przez ciążę, poród, posiadać własne genetycznie potomstwo gdybym zdecydowała się na małżeństwo z kim innym może być bardzo destrukcyjna dla małżeństwa. Tymczasem dawca nasienia niejako “nie istnieje”, nie wymaga to zdrady, sama inseminacja może się odbyć w obecności męża, który potem traktuje dziecko swojej żony jak własne. Nie widzimy nic złego w przetaczaniu krwi, przeszczepianiu narządów - dlaczego nie skorzystać z cudzego nasienia? Z drugiej strony - czuję podobnie jak dak - trzeba myśleć też o dobru dziecka i jego ewentualnych problemach tożsamościowych - to, że biologiczny ojciec “nie istnieje” ma też swoje negatywne skutki i niebezpieczeństwa.


    dak - dziękuję za komentarz! Bardzo ciekawa odpowiedź na pytanie “Kiedy zaczyna się człowiek?”, nie myślałam o tych wersetach w tym kontekście. Dobro dziecka jest oczywiście ważne. W przypadku korzystania z technik wspomaganego rozrodu, w których korzysta się z materiału genetycznego prawdziwych późniejszych rodziców dziecka tak naprawdę na żadne trudne pytania nie trzeba będzie odpowiadać. Problem zaczyna się, gdy korzystamy z cudzych komórek.
    Problem surogatek to osobny temat, ponieważ to rozwiązanie jest w Polsce nielegalne, nie rozważałam go. Można się jednak zastanowić jaką rolę pełniły starotestamentalne niewolnice Jakuba i jego żon - czy nie właśnie podobną? Warto tu też wspomnieć, że polskie prawo zawiera zapis “Matką dziecka jest kobieta, która je urodziła” - ciekawe, czy zmieni się wraz z rozwojem techniki.
    • dak

      dak

      09 grudnia 2016 o 19:32 |
      Drugorzędne żony Abrahama czy Jakuba były jednak matkami. Co prawda prawa rodzicielskie miały także ich panie, ale mimo wszystko dziecko było ze swoją rodowitą matką, wiedziało, kto jest kim. Prawny opiekun, to prawny opiekun, a matka to matka. W przypadku dzisiejszych płatnych surogatek jest inaczej. Nie wiedziałem, że to w Polsce zabronione. Chyba jednak słusznie. W Indiach i tych krajach (chyba w reportażu chodziło o Australijczyków), które z tego korzystają, najwyraźniej nie. Szkoda.
  • Romek

    Romek

    09 grudnia 2016 o 08:42 |
    Informacja która pojawiła się w dniu dzisiejszym w "Rzeczpospolitej"
    "W czerwcu w Katowicach urodzi się pierwsze w Polsce dziecko poczęte metodą Ane-Vivo, która tym się różni od in vitro, że do zapłodnienia dochodzi w organizmie kobiety. - To specjalna metoda pomagająca w poczęciu dziecka opracowana przez szwajcarskich naukowców. Do macicy wprowadza się kapsułę, w której są komórki jajowe i plemniki. Czekamy dobę i sprawdzamy, czy doszło do ich połączenia. Jeśli tak, to wyjmujemy zarodek i wszczepiamy go kobiecie - opowiada dr Wojciech Sierka, embriolog z katowickiej kliniki Gyncentrum, która jako pierwsza w Polsce w lipcu tego roku zdecydowała się na jej zastosowanie.

    Odmienność tej metody polega na tym, że podczas zapłodnienia wewnątrz - jak twierdzą zwolennicy - organizm kobiety lepiej przystosowuje się do przyjęcia zarodka. Dzięki temu jest większa szansa, że zarodek się utrzyma i dojdzie do ciąży. Do tej pory metodę zastosowano u 13 pacjentek. Sześć z nich jest w ciąży - mówi dr Sierka.
    Więcej w dzisiejszym wydaniu "Rzeczpospolitej".
  • dak

    dak

    08 grudnia 2016 o 17:23 |
    No to żeby trochę wrócić do tematu...

    "Kiedy zaczyna się człowiek?" – pyta autorka. Moim zdaniem wynika to z opisu stworzenia. Adam (po hebr. człowiek) się zaczął, gdy Bóg tchnął w jego nozdrza dech żywota, czyli gdy zaczął samodzielnie oddychać. Traktowanie embrionu w "probówce" jako człowieka wynika z błędnej koncepcji duszy. Oczywiście celowe uszkadzanie płodu jest chyba w każdej kulturze i w każdym prawie uznawane za zło. Jednak przecież w procesie "In Vitro" nikt celowo nie uszkadza płodu, który mógłby się rozwinąć w człowieka.

    Również inne formy pomocy bezpłodnym małżeństwom uważam za sensowne, z tym że warto byłoby zawsze brać pod uwagę dobro dziecka. Czasami ktoś tak bardzo chce mieć własne dziecko, że nie bierze pod uwagę, co ono pomyśli, gdy dorośnie, jakie zada pytania, jakie przeżyje zaburzenia tożsamościowe. Oczywiście dziecko, jeśli jest zdrowe, nigdy nie powie, że wolałoby w takim razie w ogóle nie istnieć, ale starając się o dziecko np. z "pożyczonej" komórki jajowej, warto wyobrazić sobie młodego człowieka, który zapyta: To w takim razie, kto jest moją matką?

    Oglądałem niedawno program o dziewczynach w Indiach, które rodzą dzieci dla innych rodziców, czyli służą za "inkubatory". Robią to oczywiście dla pieniędzy. Biologiczni rodzice cały czas w tym uczestniczą, cieszą się. Jednak gdzieś pozostaje mi z tyłu głowy wątpliwość, czy rzeczywiście chęć posiadania własnego dziecka musi prowadzić do aż tak skomplikowanych rozwiązań.

    Ale taki temat rozważam już chyba tylko czysto teoretycznie, by wskazać na jakieś granice rozsądku, choć wydaje mi się, że to naprawdę grona czytelników ePatmosu już nie dotyczy.
  • Romek

    Romek

    06 grudnia 2016 o 17:15 |
    "Dziś jednak wiemy, że odpowiedzialność za problem z zajściem w ciążę (który dotyczy kilkunastu procent par w wieku reprodukcyjnym)"
    No cóż, wygląda, że pomyliłem się, tak jak i Ty Basia. Myślałem, że to temat który jest w zainteresowaniu znacznej części naszej społeczności.
    Po braku nawet echa, wygląda, że jesteśmy fenomenem w skali populacji i u nas ten problem nie istnieje.
    Tylko się cieszyć. Oby tak ze wszystkimi trudnymi problemami było, że ich u nas nie ma.
    Jak nie ma, to cóż komentować, bić pianę.
    Ja jednak dziękuję za poruszenie tego tematu.
    Pozdrawiam
    • Samuel Królak

      Samuel Królak

      08 grudnia 2016 o 13:18 |
      W państwie prawa obowiązuje domniemanie niewinności. Wierzącym czytelnikom niezabieranie głosu powinno być poczytywane za cnotę pokory, taktu, zdrowego rozsądku i "niewychodzenia przed szereg". Trzeba założyć, że pracują w swoim tempie nad tym i tysiącem innych problemów. Nie ma co przyspieszać tego procesu, bo z tego nic dobrego nie wychodzi. Społeczność ma wystarczająco dużo oskarżycieli, nie brudźmy się mówieniem o niej źle. Co do omawianego zagadnienia, to ja akceptuję wszelkie istniejące metody walki z bezpłodnością poza korzystaniem z obcego nasienia. Zamężna kobieta nie powinna moim zdaniem zachodzić w ciążę z obcym mężczyzną. Każda pozostała metoda jest dopuszczalna, a szczególnie godna pochwały jest adopcja niczyich dzieci. Na podane poglądy brak mi argumentów biblijnych, bo współczesne rozwiązania w starożytności nie istniały, ale próbuję interpretować ducha zapisów biblijnych. Pozdrawiam i zachęcam do obdarzania zaufaniem innych wierzących.
      • Romek

        Romek

        08 grudnia 2016 o 16:49 |
        Samuel,
        nikogo nie pospieszam. Wiem, i rozumiem, że kazdy we własnym tempie analizuje, układa sobie informacje które do niego docierają. Niemniej, słabo mi się chce wierzyć, że to tylko ta przyczyna. Jak jest temat ( jakis tam) to od dyskusji potrafi się rozgrzać do czerwoności forum. Natomiast w innych tematach, takich jak ten, gdy trzeba określic się (nie na zasadzie obowiązku, niemniej jak ktoś zabiera głos, to przeważnie ma zdanie) to panuje cisza. O sprawach które są tylko w naszej wyobraźni jasne, lub tylko częściowo coś wiemy potrafimy spierać się do żywego. Realne problemy, tematy wolimy ominąć. Bo są do sprawdzenia, są łatwiej weryfikowalne?
        Zauważ, że tak jest o przysłowiowej "czerwonej jałowicy" bedą niekończące się dyskusje. O np. In Vitro mało kto się odezwie.
        Czemu tej cnoty pokory nie mamy zawsze lecz w wybranych tematach?
        Co to znaczy wychodzenie przed szereg. Nie rozumiem co to znaczy, ale nie muszę rozumieć. Przyjmuję Twój punkt widzenia.
        A ponaglam trochę dlatego, że jutro pojawi się nowy temat a ten spadnie z czołówki i już bardzo mało kto do niego wróci.
        A dodatkowo jeszcze nadmienię, że Basia POPROSIŁA o wyrażanie swojego zdania i komentowania jakie wnioski sie urodziły po jej artykule.
        Pozdrawiam
    • dak

      dak

      06 grudnia 2016 o 17:21 |
      Brak komentarza niekoniecznie oznacza brak zainteresowania. Może ktoś czyta z zainteresowaniem, ale nie czuje potrzeby komentowania. (Przynajmniej tak się pocieszam :))
      • ireneusz glab

        ireneusz glab

        08 grudnia 2016 o 11:15 |
        Otóż to.. Czytam zdecydowaną większość publikowanych tutaj artykułów z zaciekawieniem. Jeśli nie mam konkretnych pytań, to komentarzy schlebiających nie zostawiam (za radą Kaznodziei jak dobrze pamiętam).
        • Kasia Smialkowski

          Kasia Smialkowski

          08 grudnia 2016 o 14:57 |
          Nie żeby przekierowywać dyskusję na inny temat, bo nie to jest przedmiotem artykułu... ale czy zostawienie komentarza, że spodobała się jakaś myśl w tekście czy że się przeczytało, liczyłoby się jako pochlebstwo?

          Piszę to przede wszystkim do siebie, bo moich reakcji tu jak na lekarstwo... ale zbliża się nowy rok, w sam raz okazja do dobrych postanowień :)

          Jeśli się słucha na żywo, to widać, że człowiek patrzy, uśmiechnie się, czy mruknie "mhm", nawet jeśli nic nie dopowie, a tu oczywiście niczego takiego nie ma. Banalna obserwacja, ale fajnie byłoby dać znać, że się przeczytalo.

          U mnie wynika to raczej z myślenia "nie mam nic mądrego do dodania, to będę siedzieć cicho". Ale chyba warto byłoby rozważyć zmianę takiego podejścia.
      • Romek

        Romek

        06 grudnia 2016 o 23:42 |
        No bo pewnie masz rację.
        Że się pocieszasz. Ja też.
        • Kasia Smialkowski

          Kasia Smialkowski

          07 grudnia 2016 o 21:58 |
          Poczułam się zmotywowana :) Podzielę się komentarzem z punktu widzenia osoby nie mającej rodzonych dzieci. Nieraz spotykałam się z pytaniami: "A czemu nie masz jeszcze dziecka? Bo przecież Ania, Basia i Zosia mają już po dwoje."

          Raz, że było to odrobinę przykre, bo gdybym rzeczywiście nie mogła mieć potomstwa... a bardzo by mi na nim zależało?

          Bardziej jednak chciałam się odnieść do "nieistnienia problemu" w naszym środowisku, czy też może braku pojęcia czy myślenia o tym, że są ludzie, którzy się z nim borykają. Zakłada się, że każdy może i już. Dobrze więc, że sprawa jest poruszana, nawet jeśli nie ma bezpośredniego odzewu (bo są tacy jak ja, którzy nie komentują, ale biorą sobie temat do pamięci i z nim chodzą.)

          Zastanawiam się jednak, czy nie występują tu również różnice pokoleniowe, bo takie rozmowy odbywały się zwykle ze starszym gronem :)
  • Romek

    Romek

    03 grudnia 2016 o 21:04 |
    No tak, chciałaś, to proszę.
    Basia. Przeczytałem Twój tekst jako pierwszy w tym rozdaniu a w nim ostatni akapit, aby dzielić się z wnioskami. Siadłem, aby odpisać i na szczęście/ nieszczęście zamiast na "skomentuj" wszedłem na Twój profil. A tam, proszę, wiele tematów które są omijane poprzez większość uczestników naszych nauczań w zborach. Byc może w prywatnych rozmowach pojawiają się. Jednak w oficjalnej doktrynie, nie. Nie wiem z jakiej przyczyny. Brak wiedzy, doświadczenia, umiejętności. Nie są potrzebne do zbawienia? Nie wiem.
    Statystyka. Jeżeli np. 10% ogółu społeczeństwa ma z czymś problem, to znaczy, że nasza społeczność (część większej) również ma porównywalny problem %. In Vitro, antykoncepcja, eutanazja, aborcja...
    Dziekuję, że ukazał sie ten tekst. Już od jakiegoś czasu namawiałem co poniektóre osoby do zmierzenia się z tematami "cywilizacyjnymi".
    Pomoc nadeszła jak zwykle ze strony o której nic nie wiedziałem.
    Nie, my nie mamy problemu z akceptacją In Vitro ani, jednak, nie dotyka nas. Niemniej uważam, osobiście, że temat ten jest we współczesnym świecie, naszym świecie, bardzo ważny. Temat na czasie. Jak zorientowałem się, jesteś lekarzem, więc wiesz co mówisz. Ja jedynie ze swojego doświadczenia i obserwacji.
    Uważam, podobnie jak Ty, że jest to jedna z metod leczenia. Można mieć dylemat moralny czy przeszczepić nerkę swojemu choremu dziecku? Jeżeli będziemy kwestionowali rozwój medycyny i co za tym idzie możliwości jakie niesie, być może faktycznie powinniśmy unikać lekarzy, leków a tylko oczekiwać cudownego ozdrowienia.
    Poruszasz problem adopcji lub innego spełnienia sie jako służbę Bogu. Myslę, że to jest zupełnie odrębny temat, zupełnie nie związany z chęcią posiadania własnego dziecka. Jest to szlachetne, godne szacunku, uznania. Wiem, że ja w wielu takich kwestiach nie dał bym rady, więc tym bardziej chylę czoła przed wszystkimi decydującymi się na adopcję. Temat osobny i jak mówię godny szacunku. Tak samo jak praca społeczna. Jednak to zupełnie inne tematy.
    Co do wątpliwości moralnych, religijnych i etycznych. Jako lekarz wiesz, że nie każde życie poczęte rozwija się do stanu umożliwiającego narodzenie. Z różnych przyczyn. Tak jest. Jest jeszcze możliwość skorzystania, równie dyskusyjna, z pomocy surogatek...
    Piszę chaotycznie, gdyż pomimo, że mam jasne stanowisko popierające metody wspomagające rozrodczość to nie specjalnie umiem rozmawiać jasno przedstawiając swoje racje. Być może właśnie, ze względu na brak rozmów na ten temat.
    Dobrze, że wyjaśniłaś dlaczego poruszyłaś stanowisko Kościoła Katolickiego. To prawda, w zalewie ogromu informacji brakuje rady, wsparcia naszych braci w zrozumieniu i ewentualnym doradzeniu, jak postąpić ma para borykająca się z bezpłodnością. Zapewne nasze środowisko również nie jest jednorodne i w tym temacie (statystyka) jednak warto rozmawiać.
    Relacje osób które oczekiwały wiele lat na potomstwo i dopiero In Vitro im to umożliwiło pokazuje jaką to jest radością i dobrodziejstwem rozwoju medycyny. Nie przyjmuję argumentu, który kiedyś słyszałem, że "gdyby Pan Bóg chciał abyście mieli dzieci, to by je dał". To właśnie daje mozliwość, np. In Vitro. Lub inny chory argument. który też słyszałem, co prawda w trochę innym kontekście, ale jednak. "Tak sie modlili o zdrowie dla swojego dziecka i Bóg wysłuchał, a później to dziecko znęcało się nad rodzicami. Więc lepiej, aby wtedy zmarło". (lub można dodać, aby się nie narodziło). To są chore i podłe argumenty, bo Bóg nikogo nie doświadcza w złym. Nie po to wysłuchuje nasze modlitwy i prośby, aby później się mścić.
    Za dużo piszę.
    Dziękuję za tekst. Bardzo mądry i przynajmniej trochę porządkujący wiedzę.
    Ps. Wcześniejsze Twoje teksty przeczytałem z wielką przyjemnością.
    Pozdrawiam

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.