Czas właściwy

Autor tekstu - Ela Dziewońska | Data publikacji - piątek, 30 maja 2014 | Obszar - na Południe

Czas właściwy
fot. Piotr Litkowicz

Głoś słowo Boże, nalegaj w czas albo nie w czas. (2 Tym. 4:2)

Dla kogo ten czas właściwy? Dla słuchacza, oczywiście. Nie wtedy kiedy mnie pasuje, kiedy ja uznam to za wygodne.

Ilustracją niech będzie krótkie opowiadanie.

Jerzy znał Mieczysławę właściwie z widzenia. Przesiedzieli, jeszcze z paroma osobami, kilkadziesiąt godzin przy stole nad otwartą Księgą. Wysłuchał jej opowieści o gorliwości, zaangażowaniu w drodze do Boga, do Prawdy. Wiedział też, że jej mąż bardzo choruje.

Telefon oderwał go od jakiejś ważnej narady. Jerzy nie mógł zebrać myśli, poprosił o chwilę na zastanowienie, oddzwonił.

Mieczysława powtórzyła prośbę:

- Powiesz kilka słów na pogrzebie mojego męża? Rozmawiałam z nim, nie chciał żeby była to uroczystość z księdzem. Nie chodził do żadnego kościoła, ale był człowiekiem wierzącym.

Zgodził się. Co miał zrobić. Nigdy nie był w takiej sytuacji. Nie znał męża Mieczysławy. W takiej roli jeszcze nie występował. Pojawiły się rozterki, wątpliwości, jak poradzić sobie w tej dziwnej sytuacji. Aż przyszły na myśl słowa: Jeden drugiego brzemiona noście. Ale i te, z opowieści o małym Księciu: „odpowiadasz za wszystko co oswoiłeś”.

- Dobrze, przygotuję się. Opowiedz mi tylko o mężu, o rodzinie. Kto będzie uczestniczył w pogrzebie, do kogo poza rodziną będę mówił?

Pojechał. Inaczej zorganizował swój roboczy dzień, ubrał elegancki surdut stójkowy, koszulę również ze stójką. Wyglądał profesjonalnie. Trzeba jeszcze było opanować emocje, drżący głos, nie wzruszać się zbytnio.

Na miejscu okazało się, że nie tylko ma powiedzieć kilka słów, ale poprowadzić uroczystość. To jego grabarze pytali co, jak i kiedy, z nim uzgodnili, że nie trzeba czekać na opuszczenie trumny, bo w grobowcu coś trzeba poprawić. To on zapraszał onieśmielonych gości, by w kaplicy zajęli miejsca siedzące.

I powiedział krótko, na temat. O zmarłym dobrze, jak należało, słowa pociechy dla rodziny, dla słuchaczy – sąsiadów, znajomych również.

Dzień był zimny, wietrzny choć bardzo słoneczny. Przy grobie, wśród wysokich drzew było gorąco, cicho. Spory tłum stał skupiony przy trumnie. Słuchali uważnie. I znów popłynęły słowa pociechy – krótkie, stosowne. Kiedy skończył, poprosił o wspólną modlitwę. Po zakończonej ceremonii podeszła pani i dziękowała, że mówił tylko z Biblii. Bo uznał, że nie ma na taką chwilę stosowniejszych słów niż: tak Bóg umiłował świat, że syna jednorodzonego dał.

Schudł kilka kilogramów, ale doświadczył mocy, bez której być może nie popłynęłyby tak łatwo i tak trafne słowa.

Udostępnij...

O Autorze

Ela Dziewońska