Droga konieczna (4)

Autor tekstu - Olivier Kwarciak | Data publikacji - piątek, 25 kwietnia 2014 | Obszar - na Południe

część 4: Gotowość

Droga konieczna (4)
fot. Piotr Litkowicz

Kontynuacja tekstu: Droga konieczna

Droga z Jeruzalem do Galilei. Samaria. Spotkanie przy studni. Woda. Słowa prawdy. Rozmowa ponad granicami pomiędzy tym, co duchowe a tym, co cielesne. Rozmowa człowieka doskonałego z człowiekiem grzesznym. Spotkanie, które odmienia serce, sprawia, że życie już nigdy nie będzie takie jak dawniej. Ale o tym, już było (cz. 2 - Woda żywa). Pora na wnioski końcowe.

My, wierzący jesteśmy jak uczniowie, jak Żydzi – to do nas adresowana jest Biblia i jej obietnice. Dlaczego więc nasz Mistrz rozmawia z Samarytanką – kobietą z obcego ludu, spoza grona uczniów, spoza grona „wierzących właściwie”? Czy zapomniał, że to terytorium obcych nam ludzi?

Często właśnie tak dzielimy ludzi. „My” i „oni”, „inni”. Przy tym zaś skłonni jesteśmy akceptować tych, „którzy z nami chodzą”, innych mając za gorszych. Oceniamy. Sądzimy. Nie rozmawiamy. Czy bowiem może wyjść coś dobrego z Nazaretu? Czy może wyjść coś dobrego z Samarii? Czy oni w ogóle czczą tego samego Boga? Czy oni w ogóle Go znają? Nie, niemożliwe. Przecież to Samarytanie.

Jezus przyszedł do Żydów, sam jest Żydem i wie, że Żydzi czczą właściwego – jedynego Boga. Wie i to, co powtórzy później jeszcze apostoł Paweł, a mianowicie, że „zbawienie jest od Żydów”. Jednak w drodze z Jerozolimy do Galilei, od swoich do swoich, zatrzymuje się przy obcej, samarytańskiej studni. Czy to za sprawą pragnienia? Nie, zatrzymuje się tam pełen refleksji, gdyż boli Go to, że „swoi” czyli Żydzi przez sam fakt swego pochodzenia czują się lepsi od Samarytan.

Mnie też to boli. Boli mnie, że mimowolnie, przez sam fakt, że jestem chrześcijaninem, często czuję się lepszy od człowieka niewierzącego. Boli mnie również, że czuję się lepszy od innego chrześcijanina – od tego, który nie chodzi do mojego kościoła. Czy to, że jestem Badaczem, Ewangelikiem, Zielonoświątkowcem, Baptystą, sprawia, że jestem lepszy? Czy przez to jestem prawdziwszy? Czy jestem wolny od podatności na grę pozorów, przecenianie pochodzenia, sekciarstwo, uprzedzenia, wywyższanie się? Czy na pewno czczę Boga w Duchu i w prawdzie?

Jezus nie zatrzymuje się przy studni Samarytan po to, by ugasić pragnienie. Nie. On bada gotowość ludzi na zmianę porządku i kryteriów Bożego synostwa. Odtąd bowiem to nie narodowość, nie religia, nie genealogia, nie obrządek, nie liturgia, nie ofiary, nie litera, ale Duch i prawda decyduje o bliskości z Ojcem w niebie. Jezus sprawdza, czy poganie są gotowi na przyjęcie Chrystusa. Sprawdza też przy okazji wiarę tych już wierzących – ich otwartość na Ducha i na prawdę.

Jaki jest rezultat tego testu ludzkiego stanu? Samarytanie nawracają się – bez cudu, bez uzdrowienia. Wierzą Jezusowi na słowo. A jak wygląda nasza gotowość na zmianę Bożego porządku świata? Czy nie stwierdzamy zbyt często na podstawie własnych kryteriów, że to nie ten czas i nie ci ludzie?

Błagam Boga o przebaczenie za moje wywyższanie się i za moją ślepotę...

Udostępnij...

O Autorze

Olivier Kwarciak

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.