Invictus

Autor tekstu - Olivier Kwarciak | Data publikacji - piątek, 04 października 2013 | Obszar - na Południe

Invictus
fot. Tomek Śmiałkowski

Afryka Południowa, rok 1994. Nelson Mandela został właśnie demokratycznie wybrany na prezydenta Republiki Południowej Afryki. On – człowiek, który spędził 27 lat życia w więzieniu, w tym 18 lat w małej, mierzącej około osiem metrów kwadratowych celi, na Robben Island, gdzie wykonywał przymusowe prace fizyczne, nie zgadzając się na ulgowe traktowanie; gdzie wolno mu było przyjąć tylko jednego gościa i napisać jeden list co pół roku. On – symbol 67-letniej walki z apartheidem, systemem, który chciał go zniszczyć i zniewolić – stał się pierwszym czarnoskórym prezydentem afrykańskiego państwa.

Nowy przywódca w kraju podzielonym rasowo ma przed sobą trudne zadanie. Po jednej stronie stoją biali Afrykanerzy, którzy boją się, że czarnoskórzy wezmą na nich odwet za lata, kiedy byli poniżani i wykorzystywani. Po drugiej – czarni mieszkańcy, którzy czują, że w końcu koło historii się odwróciło, że to oni teraz staną się panami i będą mogli dochodzić sprawiedliwości:

  • Dotychczas najważniejsze stanowiska państwowe były zajmowane przez białych ludzi. Nie było wśród nich żadnego człowieka czarnoskórego. Teraz przyszedł czas na rewanż, wszyscy rządzący będą czarnoskórzy.
  • Biała mniejszość wyrzuciła czarnoskórych rolników z ich ziemi i zabrała im uprawne pola. Czas odebrać swoją własność – to tylko sprawiedliwość…
  • Hymn narodowy kraju brzmi jakby po holendersku i brakuje w nim ciepła afrykańskich pieśni. Najwyższy czas to zmienić…
  • Afrykanerzy mają swój sport: rugby – symbol elitarnej siły białych. Czarni grają boso na polach w piłkę nożną. Świat jednak toczy się dalej, sport też, a rok 1994 to rok przygotowań do Pucharu Świata w  rugby, którego gospodarzem ma być w 1995 roku właśnie RPA).

Takie jest tło historyczne filmu „Invictus” (reż. Clint Eastwood). Akcja rozgrywa się w trakcie przygotowań oraz podczas Pucharu Świata w rugby, w 1995 roku. Polecam ten film o rugby wszystkim. Jednak nie dlatego, żeby miały być tam świetnie pokazane zmagania zawodników (choć to według mnie piękny sport) – pod tym względem jest to raczej dość słaba produkcja, lepiej więc obejrzeć jakiś rzeczywisty, międzynarodowy mecz. Film natomiast warto zobaczyć, bo opowiada o realiach, o jakich napisałem powyżej.

Ten fragment naszej współczesnej historii, wraz z postacią Nelsona Mandeli, może być źródłem wielu pytań i lekcji dla chrześcijanina. Był to czas, kiedy skonfliktowane, podzielone rasowo społeczeństwo próbowało odnaleźć się w nowej rzeczywistości po demontażu apartheidu. Jedni boją się odwetu, lecz uparcie uważają za wielką niesprawiedliwość fakt, że już nie są panami, drudzy pragną sprawiedliwości, ale są przepełnieni złością i chęcią oddawania złem za zło (co jest formą zadośćuczynienia, jeżeli pozostaniemy w granicach równowagi postulowanej w prawie Mojżeszowym).

„Invictus” pięknie pokazuje osobowość Nelsona Mandeli, a warto zaznaczyć, że za tym 95-letnim dzisiaj, schorowanym człowiekiem, modli się obecnie cały naród Afryki Południowej. To postać niewątpliwie wyjątkowa. Wyjątkowa, ponieważ gdy Mandela doszedł do władzy, nie tylko nie zamierzał się mścić, choć tak mu podpowiadały naturalne ludzkie skłonności, ale również dbał o to, by naród, między innymi jego byli towarzysze więzienni i inni skrzywdzeni przez reżim ludzie, nie robili tego, co każe ślepa furia. Wybrał drogę zjednoczenia i wybaczenia.

Film zwraca uwagę na istotę przebaczenia, wskazując na ten szczególny moment w życiu człowieka, gdy staje on przed wyborem drogi. Różne sceny filmu obrazują, w jaki sposób Nelson Mandela świadomie przyjmuje postawę przebaczenia i za pomocą swojego przykładu próbuje przekazać ją ludziom wokół siebie, a także całemu narodowi.

Zauważmy scenę, gdy do Mandeli przychodzi czarnoskóry ochroniarz o imieniu Jason – nowy szef ochrony prezydenta. Jest pełen złości i nienawiści, ponieważ dowiedział się, że szef państwa nakazał mu współpracę z osobistą gwardią byłego prezydenta – rzecz jasna są to biali ludzie. Dla Jasona przedstawiają to, co najgorsze: represje z użyciem siły. Mandela jest świadomy, jak trudnej rzeczy oczekuje od swego współpracownika, ale pokazuje mu drogę przebaczenia jako jedyną otwierającą drzwi do pokoju i  trwałych zmian. Mówi: „Przebaczenie uwalnia duszę, sprawia, że znika strach. Dlatego przebaczenie jest tak potężną bronią”.

Umiejętność przebaczania nie jest jedyną wartościową cechą Mandeli, podkreśloną w filmie. Emanuje z niego również miłość do drugiego człowieka – do każdego człowieka. Dla niego każdy jest ważny: czy to  prezydent innego kraju, czy to sekretarka bądź robotnik. Jedna ze scen filmu pokazuje białego ochroniarza o nazwisku Hendrick. Na początku pełen stereotypów, musiał nauczyć się żyć obok czarnoskórego przywódcy. Po pewnym czasie, w ramach wykonywania obowiązków, Hendrick przyprowadza Pienaara, kapitana narodowej drużyny rugby, na spotkanie z prezydentem. Przed wejściem do gabinetu głowy państwa Pienaar pyta ochroniarza, jakby chodziło o ujawnienie jakiejś tajemnicy: „Jaki on jest?”, czyli – jaki jest tak naprawdę Nelson Mandela, tak poza kamerami? Hendrick odpowiada: „Gdy pracowałem dla poprzedniego prezydenta, w mojej pracy miałem być niewidoczny, a ten prezydent dowiedział się, że lubię angielskie toffee, i kupił mi takie, gdy wracał z wizyty u królowej”*.

* cytat w wolnym tłumaczeniu na podstawie angielskiego skryptu filmu
 

Często zdarza się nam robić różnicę między ludźmi. Czy czujemy wtedy, że popełniamy grzech? Lecz jeśli czynicie różnicę między osobami, popełniacie grzech i jesteście uznani przez zakon za przestępców (Jak. 2:9). Robienie różnicy między ludźmi to grzech – taki sam jak cudzołóstwo czy zabójstwo.

Film pokazuje, że kierowanie się w swoim postępowaniu pewnymi ideałami pomaga przejść przez życie z podniesioną głową. I choć te ideały nie są tam nazwane wprost, to wspomniane wyżej postawy życiowe są dla mnie chrześcijańskim przykładem.

W tym momencie należy jeszcze napisać coś na temat tytułu filmu. Invictus w języku łacińskim znaczy „niepokonany”. Tytuł ten nawiązuje do wiersza autorstwa Williama Ernesta Henleya. To ulubiony wiersz Madiby (afrykańskie imię Nelsona Mandeli) – źródło jego siły w więziennej celi. W filmie Mandela posługuje się nim, by natchnąć kapitana drużyny narodowej wiarą w możliwość zwycięstwa, mimo że ono wydaje się obiektywnie niemożliwe.

Wiersz pasuje do postaci Nelsona Mandeli, który pozostał wierny swoim ideałom. Taka postawa pozwala być niepokonanym w każdej sytuacji życiowej. Mogą ci zabrać wolność, lecz będziesz niepokonany, jeżeli pozostaniesz wierny swoim wartościom. Mogą ci proponować wolność w zamian za zmianę stanowiska w sprawach, które mogą się wydawać mało ważne w porównaniu z wolnością – pozostaniesz niepokonany, jeżeli będziesz trwać przy swoich ideałach. Mogą ci dać władzę nad ludźmi i będziesz miał pokusę, by zmienić lub dostosować swe dotychczasowe poglądy, tłumacząc, że teraz wchodzisz w sferę realnego świata, a nie teorii, ale i w tym przypadku będziesz niepokonany, jeśli pozostaniesz wierny swoim wartościom.

Potrzebujemy wartości, wiary, siły woli i umysłu, by się nie poddawać. Niech Bóg nam da być takimi, których przyjmie do siebie ze słowami: „Przeszedłeś przez życie i pozostałeś invictus”.

Out of the night that covers me,
Black as the pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.

In the fell clutch of circumstance
I have not winced nor cried aloud.
Under the bludgeonings of chance
My head is bloody, but unbowed.

Beyond this place of wrath and tears
Looms but the Horror of the shade,
And yet the menace of the years
Finds and shall find me unafraid.

It matters not how strait the gate,
How charged with punishments the scroll,
I am the master of my fate:
I am the captain of my soul.

Z piekielnej czerni, która trwa wkoło mnie,
Dziękuję bogom, obcym mi z imienia,
Za duszę moją hardą,
Wyciosaną z niepodatnego toporom kamienia.

Że w zdarzeń złych potrzasku
Ni razu nie zapłakałem,
Że głowa moja, choć obficie krwawi,
Przed niczym się nigdy kornie nie pochyli.

Stając nad tymi pagórami złości,
I padołem, jak mówią, łez,
Nie lękam się zmór nieodgadnionych dni
Ani sądnych, mrocznych lat.

Nieważne, jak wąską furtką przeciskać się mam,
Co spotyka mnie z litanii kar,
Sternikiem swoich losów jestem sam
Własnej duszy kapitanem.

William Ernest Henley
 
(polski przekład autorstwa
Czesława Sowy Pawłowskiego)

Udostępnij...

O Autorze

Olivier Kwarciak

Komentarze (4)

  • ireneusz glab

    ireneusz glab

    15 października 2013 o 00:07 |
    Całkiem przyzwoity film opowiadający o Springboks i obaleniu apartheidu. Życzę Mandeli żeby stanął invictus przed Panem jak np. dzielny Jozue. O RPA i jej przemianach wewnętrznych napisał jeden z najlepszych (albo i najlepszy) polskich reporterów Wojciech Jagielski w książce "Wypalanie traw".
  • Marta Kaleta

    Marta Kaleta

    08 października 2013 o 11:38 |
    Fajna recenzja i refleksje! No właśnie, zawsze jest ten duży dylemat między: a) zadośćuczynieniem, naszą ludzką sprawiedliwością i próbą nauczenia kogoś czegoś, a b) lekcjami Jezusa - nie zwalczajcie zla zlem, modlcie sie za swoich wrogow i kochajcie ich. Zwlaszcza jesli to sie dzieje na tak duza skale, jak caly narod. We mnie (na moja mala skale) czesto sie budza te pierwsze odruchy i musze sie jeszcze wiele nauczyc - przebaczania i pieknej cechy niepamietliwosci. Dzieki za fajna lekcje! Film zapewne obejrze (zwlaszcza ze ma niezla ocene na filmwebie :P http://www.filmweb.pl/film/Invictus+-+Niepokonany-2009-443101 )
    • OlivierK

      OlivierK

      10 października 2013 o 20:25 |
      Ciesze sie ze moglem sie podzielic tymi reflekcjami. Przyznam, ze kiedy ogladalem ten film mialem sporo reflekcji rowniez na inny temat : miejsce jednostki i rola jednostki w spoleczenstwie. Jest pewna niesamowita scena gdzie Mandela podejmuje niepopularna decyzje i mowi zdanie sensu "po to mnie wybrali by podejmowac decyzje i brac ciezar pewnych rzeczy" - wiadomo to jest parafraza w tej chwili. Ale pamietam, ze w danej chwili pomyslalem o roli brata starszego,/pastora, o tym ze czasem trzeba mowic/robic rzeczy nie popularne... brac ciezar spraw ktore reszta spolecznosci nie udzwignie. Nie bac sie. Nie myslec : nie warto dla takiej sprawy tracic "popularnosc"...
      Reflekcja szeroka i zaslugujaca moim zdaniem na zastanowienie. Moze napiszesz cos po obejrzeniu filmu?
      • Marta Kaleta

        Marta Kaleta

        10 października 2013 o 20:58 |
        To tez fajna refleksja. Bo troche tak jest, ze lubimy jak liderzy robia to, co nam sie podoba. Ale pasterz ma to do siebie, ze widzi (przynajmniej powinien), co dla jego owiec jest dobre i tam je prowadzi. Czasem nam owcom wydaje sie, ze gdzies jest trawa pieknie zielona, ale pasterz wie, ze zaraz jest tez przepasc i prowadzi gdzie indziej. Oby owce ufaly pasterzom i nie szemraly niezadowolone z jakichs decyzji lidera. Ale i oby starsi/pasterze mowili "slowa sluszne na dany czas", a nie tylko "przypodobywali sie" owieczkom. I oby zawsze mysleli o dobru calego stada i umieli podejmowac przyszlosciowo dobre decyzje.

        Chociaz zastanawiam sie (odchodzac od temu, ale zostajac przy pasterskiej metaforze) co z takimi "czarnymi owcami", ktorym nie zawsze dobrze sie czuja w stadzie?

        Jak ogladne film, napisze!

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.