Ojcem być

Autor tekstu - Ela Dziewońska | Data publikacji - piątek, 18 grudnia 2015 | Obszar - na Południe

Ojcem być
fot. Natalia Litkowicz

Historie opowiadane przez Mistrza z Nazaretu w formie przypowieści to wzór krótkiej formy literackiej zawierającej pouczenie, dodatkowy, poza zasadniczą treścią, przekaz. Przykuwały one uwagę słuchaczy, choć dziś nie rozstrzygniemy, ile z tego co mówił rozumieli, skoro nawet kiedy wytłumaczył „co miał na myśli”, stwierdzali, że „twarda to mowa”. Współcześnie, nawet wielokrotnie analizowane, te krótkie, zwięzłe wypowiedzi ciągle przemawiają jakimś nowym przesłaniem.

Historia o synu marnotrawnym należy do przypowieści najbardziej znanych, lubianych, nie tylko przez czytających, ale i jako źródło inspiracji dla artystów. Niedawno podczas kolejnego społecznego czytania, po raz pierwszy dotarł do mnie w tej opowieści problem ojca. Przygarnął syna, który opuścił dom na długie lata, a kiedy przetracił swoją część spadku, gdy zaczęła się bieda, zatęsknił za domem. A ojciec wyraźnie czekał z nadzieją, że któregoś dnia syn wróci. Kochał go, tęsknił, tylko komu miał o tym powiedzieć? Drugiemu synowi?

Kiedy brat „marnotrawnego” staje przed ojcem z zarzutem, że „dla mnie to nigdy nie przygotowałeś uczty, nie okazałeś radości, że jestem z Tobą, że pracuję”, ojciec tłumaczy swą postawę, że „właściwie o co ci chodzi, masz stale to wszystko, co dziś ofiarowuję nawróconemu synowi”.

Wymowa całej przypowieści to gotowość przebaczania grzesznikowi, ale Ci, co „pobożnie żyją”, też potrzebują uwagi, czułości, potwierdzania, że są dla ojca ważni. Nie zawsze można liczyć na to, że syn powinien wiedzieć, że jest kochany. Wszyscy potrzebujemy „dowodów miłości”, przyjaznych gestów, akceptacji. I to w różnych obszarach życia. W rodzinach wielodzietnych może być tak, że problem z tym jednym, trudniejszym dzieckiem sprawia, iż spokojniejsze zostawione są same sobie. W szkole trochę podobnie to działa. O kilku uczniach, którzy stwarzają problemy, ciągle się mówi, załatwia trudne sprawy, z policją, poprawczakiem włącznie, a pozostałym poświęca się mniej uwagi, skoro dobrze funkcjonują w zakreślonych ramach.

Zostaję z zachętą dla siebie: wracaj do czytania przypowieści, to mądre rady Mistrza na wszystkie aspekty życia.

Udostępnij...

O Autorze

Ela Dziewońska

Komentarze (1)

  • Romek

    Romek

    28 sierpnia 2016 o 00:08 |
    Witam wszystkich serdecznie.
    Najpierw się przywitam, pomimo, że to nie jest miejsce przeznaczone do tego, ale nie odnalazłem właściwego.
    Teraz natomiast odkurzę słowa które Ela napisała o "synu marnotrawnym".
    Jakiś czas temu, zastanawiałem się na tą przypowieścią, i tak jak Ela zauważyła, w słowach Jezusa można odkrywać ciągle nowe przesłania.
    Ja, jako ojciec, 3 synów i córki :) zwróciłem uwagę na inny aspekt. Poczucie winy ojca. Proszę zwrócić uwagę na jego postępowanie. Wychodził na drogę i wyglądał czy syn czasami nie wraca. Dziecko jak to dziecko, skąd czerpie wzorce, z kogo bierze przykład, kto jest jemu nauczycielem? Rodzice, ojciec właśnie. To on, być może, nauczył syna, że należy brać z życia to co do niego należy.To on pokazał jemu jak walczyć o swoje. To być ojciec nauczył życia syna w którym nie musi troszczyć się o obowiązki, że pieniądze bierze się "ze ściany". Że chleb i masło zawsze są w lodówce, wystarczy ją otworzyć. I syn po kilku latach "nauki" postanowił wprowadzić ją w życie. Zażądał od ojca tego wszystkiego co do tej pory słyszał, że jest jego, że nie musi się o nic martwić, że może usiąść pooglądać telewizje, ma sie tylko uczyć, a jak jest zmęczony to może z kolegami iść się pobawić. Mama i on załatwią wszystko inne.
    No cóż, gdy zaczął żyć na własnym rozrachunku okazało się, że nie jest tak różowo. Pieniądze "ze ściany" już nie wychodzą,lodówka pusta...
    To wszystko wiedział jego ojciec i być może wiedział również, że to ON jest winny temu,że syn tak postrzega życie.
    Być może dlatego miał takie wyrzuty sumienia i oczekiwał tego co wiedział, że prędzej czy później, nastąpi. Powrót syna.
    Nie wiem,czy taki również był sens przypowieści. Ja natomiast mając dzieci, już nawet niektóre dorosłe, wiem, jak łatwo można, nawet nieświadomie, zrobić im krzywdę, za którą one będą płacić. A my, rodzice, będziemy żałować dlaczego nie ostrzegliśmy,nie nauczyliśmy. I codziennie wyglądać syna, może zadzwoni.

    Pozdrawiam

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.