Rozterki osoby publicznej

Autor tekstu - Piotr Kubic | Data publikacji - piątek, 20 stycznia 2017 | Obszar - na Południe

Bohaterski Szczepan

Rozterki osoby publicznej
fot. Tomek Śmiałkowski

Przeczytałem właśnie mowę Szczepana przed Radą i Arcykapłanem (Dzieje Apostolskie 6 i 7 rozdział). Szczepan zostaje postawiony przed sądem, ponieważ w trakcie dyskusji z Żydami głosi naukę inną niż oni uważają za słuszną. Żydzi nie mogą go przekonać, ale nie mogą też pominąć osoby Szczepana i tego, co głosi. Zresztą nauka Jezusa właśnie się rozprzestrzenia, zapewne więc Żydzi czują się zobowiązani do obrony żydowskiej doktryny w takiej formie, jaką wyznają.

Znaleźli się „świadkowie”, którzy twierdzili, że Szczepan mówił bluźnierstwa przeciwko Mojżeszowi i Bogu (Dzieje Ap. 6:11). Oskarżenie, które formułują, brzmi bardzo wiarygodnie, z pozoru jest to niewielkie przekłamanie słów Szczepana. A może go nie zrozumieli? Nie zastanowili się dobrze nad jego słowami? Tak łatwo przychodzi nam szufladkować oskarżycieli Szczepana, ale gdyby przywołać podobne zdarzenia z naszego własnego życia, to sądzę, że zobaczylibyśmy, jak często niedopowiedzenia, nieporozumienia, prowadzą do fałszywych, pochopnych ocen.

Dochodzi do procesu przed Radą i Arcykapłanem. Tutaj Szczepan otrzymuje możliwość długiej przemowy. Wykazuje się świetną znajomością historii swojego narodu, jest też bardzo dobrym mówcą. Zwróćmy uwagę na zakończenie jego obrony. Szczepan przechodzi do ataku na Żydów. Nazywa ich zdrajcami i mordercami (Dzieje Ap. 7:52), dodaje jeszcze, że nie przestrzegają Prawa.

Te słowa są bezpośrednią przyczyną śmierci Szczepana. To, co powiedział potem – że widzi otwarte niebo i Syna Człowieczego obok Boga – tylko uwolniło wściekłość i mordercze zapędy słuchaczy.

Tutaj pojawiają się pytania. Nie odpowiem na nie, bo przyznaję, że nie są łatwe i nie umiem dobrze odpowiedzieć.

  • Czy Szczepan nie mógł powiedzieć łagodniej tego, co powiedział? Czy musiał zaatakować z tak silnymi słowami i emocjami? Opis nie podaje, że był w jakikolwiek sposób zaatakowany. Arcykapłan zadał pytanie „czy tak się rzeczy mają?” i Szczepan miał swobodę wypowiedzi. Wybrał atak wprost, bez zawoalowania, ugładzania, prób tłumaczenia. Czy była to dobra droga?
  • Czy śmierć Szczepana była konieczna, potrzebna? Czy zmieniła ona cokolwiek na lepsze? Czy komuś coś uświadomiła, kogoś zmieniła, czy przyniosła chwałę Bogu?
  • Czy my dzisiaj powinniśmy iść w ślady Szczepana? Jak reagować na to, co obserwujemy wokół siebie? Czy wyrażać jasno i bez ogródek opinie na tematy bliskie nam i te dalsze – np. dotyczące poglądów i postaw ludzi wokół nas, sytuacji politycznej? Czy lepiej wycofać się, trzymać się z daleka, nie afiszować się z tym, co myślimy, zauważamy?

Może odpowiedź na powyższe pytanie zależy od postrzegania naszej roli, zadania, służby wobec Prawdy? Publiczne zajmowanie stanowiska wymaga nie tylko rozeznania, wiedzy, umiejętności komunikacji, niezwykłej zdolności wyczuwania ludzi i nawiązywania z nimi kontaktu. Przede wszystkim wymaga świadomego przyjęcia na siebie zadania bycia osobą publiczną, ze wszystkimi konsekwencjami (które są nie do zniesienia dla większości osób).

Udostępnij...

O Autorze

Piotr Kubic

Piotr Kubic

Komentarze (3)

  • Marcin Małysz

    Marcin Małysz

    24 stycznia 2017 o 22:17 |
    Witam serdecznie wszystkich. Zaglądam tutaj czasem, i też chciałbym coś dodać, odpisując na zadane pytania:

    1. Pewnie, że Szczepan mógł łagodniej. Oczywiście mógł całkiem inaczej sformułować swoją wypowiedź. tak, żeby ominąć wszystkie te niewygodne tematy, w końcu napisane jest, żę "nikt nie mógł sprostać mądrości, z jaką przemawiał". Szczepan dobrze wiedział, że drażni lwa, znajdując się dodatkowo w jego klatce. Dlaczego tak postąpił?
    Dlatego, że w tym czasie, kiedy mówił, nie mówił od samego siebie. Jezus nie raz powtarzał uczniom, żeby nie przygotowywali się na takie rozmowy, bo "Duch Święty pouczy was, w tej właśnie godzinie, co trzeba mówić" (Łuk. 12:12). I dlatego Szczepan mówił tak, jak podawał mu Duch. To nie tyle Szczepan osądził tych ludzi, że zawsze sprzeciwiali się Bogu, a sam Bóg przez niego tak ostro napominał ich.
    Podobne pytanie można by zadać prorokom ST, jak choćby Jeremiaszowi, który za swoje słowa musiał siedzieć w starej cysternie, pełnej błota, w potem w zamknięciu. Gdyby Jeremiasz mówił od siebie, pewnie też wybrał by inną taktykę.
    Także Jezus, który będąc zaproszony do domu jednego z faryzeuszy, zaczyna w jego własnym domu bardzo ostro i bez ogródek wypowiadać się na temat zakłamania faryzeuszy i uczonych w Piśmie (Łuk. 11 rozdz). Z ludzkiego punktu widzenia, to totalny brak kultury i spalenie mostu wiodącego do ich serc. A jednak, Jezus wiedział co robi.

    2. Z ludzkiego punktu widzenia rzeczywiście śmierć Szczepana to niepotrzebna strata. To trochę tak, jak z wylaniem słoika alabastrowego olejku. "Na cóż ta strata!" zawołali niektórzy. Na cóż ta strata Szczepana, takiego zacnego męża! Tylu osobom by jeszcze pomógł! Tyle dobrego jeszcze przez niego Bóg mógłby zdziałać. Tylu ludzi jeszcze dzięki jego kazaniom mogłoby nawrócić się do Zbawcy. Bóg oczywiście i po takiej wymowie mógłby w cudowny sposób wybawić Szczepana z tamtej sytuacji. Skoro w przypadku Piotra i Pawła użył tak nadzwyczajnych środków, to czy i w tym wypadku nie mógłby też jakoś zadziałać?
    A jednak śmierć Szczepana mogła mieć bardzo duże znaczenie. Tertulian, żyjący w III wieku po Chrystusie napisał kiedyś, że "śmierć męczenników jest nasieniem Kościoła". To znaczy śmierć świętych Bożych powoduje, nie tyle spadek, a wzrost liczby wierzących. Taka bohaterska śmierć rozpala ogień gorliwości dla Boga.
    Kilka przykładów. Ostatnio słuchałem jednego kaznodziei z Rosji i opowiadał historię pewnej wierzącej rodziny z Chin. Za czasów silnych prześladowań, władze chciały pokazać milionom Chińczyków, jak chrześcijanie zapierają się Chrystusa. Przyciągnęli stacje telewizyjne, mężczyznę, ojca kilkorga dzieci, wraz z jego żoną umieścili w głębokiej jamie obok budynków do zburzenia. Powiedziano im, że jeśli się wyrzekną Chrystusa, mogą wyjść, a jeśli nie, to za oczach milionów widzów zasypią tę jamę gruzem z pobliskich budynków. Ten mężczyzna nie raz już był więziony za wiarę, teraz jednak słysząc płacz swoich dzieci i żony zachwiał się, i zrobił krok naprzód, aby wyjść. Wtem żona mocniej uścisnęła mu rękę i mówi: "Dokąd? Za kilka sekund będziemy z Jezusem." To miejsce zrównano z ziemią. Cała rodzina zginęła. Po tym czasie w Chinach zaczęło się przebudzenie. Wielu ludzi zaczęło przyjmować Chrystusa. To, co miało posłużyć przeciw chrześcijaństwu, pomogło tylko w jego rozroście!

    W 1965 roku piątka misjonarzy, została zamordowana podczas próby nawiązania kontaktu z dzikim plemieniem Indian Auca. Są nawet oryginalne nagrania z tamtej wyprawy. To byli bardzo gorliwi i oddani dla Pana ludzie. Można rzecz: "Co za strata". Niedługo potem wdowa po jednym ze zmarłych misjonarzy z tej grupy udaje się jego śladami, aby zbliżyć się do tego plemienia. Udaje się jej. Doniosła ewangelię do zabójców jej męża. To wydarzenie wstrząsnęło Ameryką! Wydawałoby się, że taka tragedia ostudzi zapał wielu młodych ludzi. Stało się wręcz odwrotnie! Tysiące serc poszło do szkół misyjnych i rozjechało się po różnych stronach świata. Śmierć męczenników jest nasieniem Kościoła.

    3. Jeśli ktoś ma prowadzenie Duchem Świętym, może mówić tak jak Szczepan i Jezus w gościach u faryzeuszy. Pamiętam opowieść o jednym Ormianinie, który mieszkał w Polsce i Bóg go nieźle używał. Na pewnej kolacji zaproszono jego i pewnego oficera, z zamiarem pozyskania go dla Królestwa Bożego. Oficer usiadł do stołu i zaczął opowiadać różne rzeczy. Reszta obecnych starała się jak najbardziej delikatnie z nim obchodzić, aby go czymś nie zrazić i nie spłoszyć. Jednak Wardan, ów Ormianin wysłuchał tego jegomościa, po czym rzekł: "To wszystko, co pan mówi, jest warte tyle, co śmieci". Wszyscy się przerazili. Co za wpadka! Wszystko zepsuł! Jednak nie zepsuł. Za tydzień w niedzielę ten zarozumiały oficer siedział na nabożeństwie.
    Nie znaczy to jednak, że mamy iść w ślady Wardana, czy Jezusa napominającego swoich gospodarzy. Etyka chrześcijańska uczy nas, jak mamy postępować: A mowa wasza niech będzie zawsze, uprzejma, zaprawiona solą, abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu, (Kol 4:6). Chyba że mamy wyraźne prowadzenie Ducha. Wtedy bez strachu atakujemy jak Szczepan nie patrząc na koszty. Jednak takich wypadków jest bardzo niewiele.
  • Beniamin Pogoda

    Beniamin Pogoda

    24 stycznia 2017 o 19:05 |
    Szczepan faktycznie stawia Sanhedrynowi wielkie zarzuty, ale - zwróćmy uwagę na fakty. Szczepan nie dopuścił się zbrodni, fałszywie oskarżono go o niepopełnione bluźnierstwa, a w końcu zabito. I to nie w oparciu o wyrok sądowy, ale dopuszczając się linczu (Sanhedryn nie miał prawa ferowania i wykonywania wyroków śmierci bez zgody prokuratora rzymskiego). Okoliczności wskazują, że Najwyższa Rada Żydowska dokonała samosądu, korzystając z nieobecności cesarskiego namiestnika (Piłat został naonczas wezwany do Rzymu dla złożenia wyjaśnień przed cesarzem). Oskarżenia Szczepana pod adresem sędziów są niezwykle ostre, ale postępowanie sądzących go Żydów w pełni te słowa usprawiedliwia. Szczepan niejako wyprzedził swą ostrością ich czyn - nieusprawiedliwioną zbrodnię. Czy można tak ryzykownie postępować? Nie wiem. Sądzę, że wiedzą to ci, którym dał Pan Bóg - tak, jak Szczepanowi - ujrzeć otwarte niebiosa.
  • dak

    dak

    20 stycznia 2017 o 20:45 |
    Zarzut przed sądem brzmiał dokładnie tak samo, jak przeciwko Jezusowi: nawoływanie do zburzenia świątyni (Dzieje Ap. 7:13-14). Oczywiście świadkowie byli fałszywi i swoje zeznania opierali na twierdzeniu, że Szczepan głosi poglądy Jezusa, a Jezus powiedział (bo rzeczywiście tak powiedział) "zburzcie tę świątynię".

    Szczepan się w ogóle nie broni, raczej atakuje. Wykorzystuje okoliczność, by oskarżyć tych, którzy go sądzą. Dokładnie tak samo, jak w przypadku Jezusa, ostateczny wyrok zapada nie w oparciu o zarzut nawoływania do zburzenia świątyni, tylko o bluźnierstwo, gdy Szczepan stwierdził, że widzi Jezusa w niebie po prawicy Boga.

    Ja osobiście nie uczyłbym się od Szczepana zachowania przed sądem (chyba, żeby duch mi podpowiadał, tak jak jemu). Myślę, że prowokował. Z drugiej jednak strony sąd może wytoczyć komuś oddzielną sprawę za obrazę sądu, ale nie może się dać sprowokować. Bóg pokazał temu gremium, że są przestępcami, a nie sędziami, że drugi raz popełniają dokładnie ten sam błąd i stają się mordercami, zamiast być tymi, którzy stoją na straży prawa.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.