Sara na dworze faraona (3)

Autor tekstu - Samuel Królak | Data publikacji - piątek, 05 sierpnia 2016 | Obszar - na Południe

Myślącym pod rozwagę

Sara na dworze faraona (3)

fot. Adam Hejduk

Kontynuacja tekstu: Sara na dworze faraona (2)

Tydzień temu staraliśmy się ujrzeć siebie w doświadczeniach Abrama i Saraj, a także zastanawialiśmy się nad realizacją obietnicy Bożej, danej Abramowi. Pozostały nam jeszcze rozważania o konsekwencjach nieszczerości.

Skutki oszukania faraona. Kiedy wyszła na jaw faktyczna relacja Abrama i Sary, faraon wezwał go przed swoje oblicze i skarcił go. Byłby się może posunął do kary wobec oszusta, ale bał się Pana, od którego, jak się przekonał, wyszła kara. Władca wydalił jednak Abrama na zawsze ze swojego państwa, uznał go za persona non grata. Przydzielił mu eskortę na wypadek gdyby któryś z książąt albo pospólstwa poczuł potrzebę dokonania na patriarsze samosądu.

Tak może być i z nami. Jeśli ze strachu albo dla korzyści będziemy nieszczerzy wobec nienawróconych bliźnich, to nie będziemy mieć na nich zbawiennego wpływu. Nie staniemy się dla nich drogowskazami do Pana, wręcz przeciwnie – możemy spowodować, że zniechęcą się przez nas do wiary. Biada nam wtedy! Bo czyniąc tak, gorszymy ludzi. „Z waszego powodu poganie bluźnią imieniu Bożemu”. Abram upadł w tej próbie. Jego twierdzenie – „ona jest moja siostrą” – może i było półprawdą, ale też bez wątpienia całym kłamstwem. Nie możemy mówić ogólnikami, zatajać faktów, milczeniem kierować bliźnich w złym kierunku. Nie wolno nam kłamać ani nikogo zwodzić. Jedynym odstępstwem od tej reguły jest wynikająca z „hierarchii zasad” chęć uratowania życia, ponieważ życie jest najwyższą wartością. I to przynajmniej częściowo usprawiedliwia w moich oczach dobre imię bohatera naszej historii.

I ogólnie pocieszające w tej opowieści jest to, że Abram pozostał miły Panu. Był to dopiero początek jego długiej drogi z Bogiem, wczesny etap rozwoju i doświadczania jego wiary, który – jak wiemy – ukończył po latach zwycięsko i chwalebnie, wzorowo. Jeśli Stwórca miał tyle wyrozumiałości i cierpliwości do swojego przyjaciela, to może i dla nas – jego dzieci – Mu jej starczy, mimo wielu naszych życiowych upadków, często większych niż ten Abrahamowy. Nie: może, tylko: na pewno; nie oddawajmy się więc ciągłemu samooskarżaniu i zwątpieniu, tylko wierzmy w Jego miłosierdzie i wierność.

Czytałem w pewnym komentarzu, że to postępek Abrama i Saraj spowodował antypatię Egipcjan do Hebrajczyków (Rodz 43:32). Jest to całkiem niewykluczone. W ogóle śledząc dzieje pierwszych ludzi daje się zauważyć, że ich akcje pociągały za sobą wielowiekowe albo i permanentne skutki – nieposłuszeństwo pierwszych rodziców spowodowało wiadomo co, potem naśmiewanie się Chama z ojca doprowadziło do tego, że jego potomkowie (ludy afrykańskie) są w gorszej sytuacji od pozostałych narodów, a Kananejczycy zostali wygładzeni. Ruben skalał łoże ojcowskie, a Lewi i Symeon skrzywdzili bezbronnych, zatem całe te plemiona miały być mało liczące się w Izraelu. Z drugiej strony dobre decyzje i właściwa ocena łask Bożych pomogły nie tylko poszczególnym bohaterom wiary, lecz i zapewniły ich cielesnym następcom błogosławieństwa. Każdy nasz uczynek ma wielkie znaczenie w kontinuum czasoprzestrzennym, czy jesteśmy tego świadomi czy nie. Lepiej bądźmy, ponieważ mamy większy wpływ na nasze otoczenie niż nam się wydaje. Niech to będzie wpływ uświęcający.

Czystość Sary. Między wierzącymi trwa spór o to, czy władca Egiptu współżył z Sarą, czy nie. Wiele osób nie dopuszcza myśli, że mogło dojść do cudzołożnego stosunku między żoną Abrama a faraonem. Zwolennicy tego poglądu przywołują przykład z księgi Estery: panny, które miały zostać „poznane” przez króla perskiego przygotowywały się do tego przez pół roku czy rok, ucząc się dworskich manier, pielęgnując urodę wonnościami. I tak właśnie – mówi się – było z Sarą.

Ale nie wiadomo, czy tak było. Jedno jest pewne – Sara znalazła się w niedwuznacznej moralnie, na pewno złej sytuacji – dostała się do haremu pogańskiego władcy. To było coś więcej niż pozór złego – to było zło. Wcale niewykluczone jest, że despota obcował z nią seksualnie – zwrócił przecież na nią swoją uwagę. Sara była bezpłodna, toteż z tego związku nie narodziło się dziecko. Przypuszczam, że kara boska spadła na dom faraona z powodu cudzołóstwa. Biblia Gdańska podaje, że Abramowi faraon „dobrze czynił”, (ja-taw' H3190) z jej powodu, ponieważ patriarcha, jako głowa rodu i „właściciel” siostry po śmierci rodziców udzielając zgodę otrzymał z jej powodu liczne dary. „Czynił” oznacza, że nie była to jednorazowa zapłata za zabranie Sary, lecz trwająca pewien czas czynność, wynikająca z zadowolenia faraona.

Casus Sary uczy mnie, że należy zachować wielkie umiarkowanie, kiedy przychodzi do roztrząsania obyczajowych spraw naszych bliźnich. Nie być „nazbyt sprawiedliwym” (Koh 7:16). Życie nie jest czarno-białe. Wiele braci i sióstr ma za sobą długie i kłopotliwe doświadczenia małżeńskie, obyczajowe, jakieś rodzinne zawiłości. Czasami odkrywamy w ich życiorysie coś, co nam się nie podoba – rozwód, drugie małżeństwo albo inne tego typu sytuacje. Trudno nieraz zaakceptować ten stan rzeczy, znając zdanie Pisma Świętego na ten temat. Jednak często są to sprawy z „poprzedniego życia”, bądź wynikłe z nieznajomości Boskiej woli, albo z dezinformacji. Rozwikłanie takich życiowych sytuacji, rozumiane jako wypracowanie sobie jasnego stanowiska, bywa, że przerasta nasze możliwości poznawcze, przynajmniej moje. Doszedłem do wniosku, że należy w niewyjaśnialnych okolicznościach zastosować pełne miłosierdzie i po prostu przyjąć człowieka takiego, jakim jest, uważając go w pełni za brata lub siostrę, ze wszystkimi prawami, jakie dziecku Bożemu przysługują. Cieszyć się należy, że ludzi po przejściach Pan również przyprowadził do siebie. Wierzę w to, że potrafi On przebaczyć wszystkie, nawet daleko cięższe grzechy mocą swojej łaski. Świadomość Jego miłosierdzia bardzo mi pomogła w ustaleniu stosunku do braci i sióstr po „przejściach”, ponieważ przez ostatnie dwa lata wahałem się pomiędzy intuicją a radykalnym potępieniem, i byłem bardzo struty. Wiem, że mój stan duchowy cierpiał na tym. Moje serce wie, że sam nie jestem w życiu osobistym bez winy, i przypuszczam, że niemal każdy z nas jakąś winę nosi – jak nie na tle męsko-damskim, to na innym. Ja też jako młodszy chłopak krzywdziłem cudze uczucia i bywałem krzywdzony. Bywało, że posuwałem się za daleko. Tak samo liczę na odpuszczającą miłość Boga i wierzę, że na równi z innymi jej dostępuję.

Warto również wziąć pod uwagę, jak prowadzi się człowiek czy rodzina „po przejściach”. Jeśli prowadzą obecnie życie uświęcone, budujące, jeśli są wartościowymi członkami społeczności i społeczeństwa, dowodzi to wówczas samo przez się, że duch Boży jest nad nimi.

Z drugiej strony jednak historia Sary i faraona uczy w jednoznaczny sposób, że wszelkie cudzołóstwo jest wielkim wykroczeniem wobec Boga, które w danej historii sprowadziło plagi na dom władcy. Kiedy indziej Abimelechowi, królowi Filistynów Pan wprost powiedział, że umrze za to, że wziął sobie cudzą żonę. W związku z tym moja ostateczna myśl jest następująca: zachować wielkoduszność i miłość braterską wobec ludzi, którzy decydują się na ponowne związki małżeńskie za życia pierwszego małżonka, a zarazem nigdy samemu nie pozwalać sobie nawet na myśli o innej osobie niż ta, z którą mnie połączył Bóg. Pan jest blisko. „Samego siebie czystym zachowaj” – jedno z najważniejszych przykazań Nowego Testamentu. Niech każdy poświęcony wejrzy w siebie. Dopiero potem można i jest sens „naprawiać świat”.

Uświadomienie grzechu. Nie jest jasne jak faraon połączył kwestię plag nań spadających z Sarą. Czy podpowiedzieli mu nadworni magowie (co sugeruje Józef Flawiusz)? A może dowiedział się tego od niej samej?

Postępek „przyjaciela Bożego” wobec faraona powinien być traktowany jako przestroga, a nie przykład – jest to lekcja jak nie postępować. Doświadczenie Saraj i Abrama w Egipcie kojarzy mi się z sytuacją, jaką wielu z nas być może przeżyło. Sara jest typem przymierza Obietnicy. Obietnice Boże powinny być dla nas czymś bliskim, a nasze przywiązanie do nich – widoczne. Ktoś napisał, że jako naśladowcy Chrystusa powinniśmy być „agresywni w dawaniu świadectwa”, tj. śmiało i spontanicznie głoszący cnoty Tego, który nas powołał. Myślę, że to jest słuszna opinia. Prawdziwy chrześcijanin odczuwa potrzebę wychodzenia do ludzi z Wesołą Nowiną. Chrześcijaństwo ma charakter misyjny, jest solą świata, czynnikiem konserwującym i stabilizującym ludzkość.

Niestety nawet sól z czasem wietrzeje. Ile to razy wstydziliśmy się naszej religijności. Niejeden i niejedna z nas ukrywali swoją wiarę ze względu na ludzi – pracodawców, znajomych, rodzinę, przypadkowo spotkanych podróżnych, kontakty z Facebooka. Mam raczej rzadko spotykane imię. I czasem ludzie mnie pytają: To nie jest polskie imię, prawda? Czemu twoi rodzice cię tak nazwali? Odpowiadam: ponieważ są wierzący. To imię biblijne. Rozumiesz: to ma taki wydźwięk, że to rodzice (a nie ja) są chrześcijanami. Jakbym ja tylko był obok tego zjawiska, przypadkiem się urodził w takiej rodzinie. Ostatnio przełamuję się i dodaję: I ja też jestem wierzący. Kocham Jezusa i Ojca. Ale muszę się wewnętrznie do tego motywować, do wyznań, ponieważ w dzisiejszym społeczeństwie mówienie o religii należy do tematów wstydliwych, a może zbyt angażujących emocjonalnie, a przez to śliskich i niebezpiecznych. Ludzie generalnie nie lubią obecnie ze sobą zbyt wiele rozmawiać, zwłaszcza młodsi, wolą smartfony i słuchawki na uszach, a już rozmowa o wierze to w ogóle łamanie konwencji.

Ale nie ma dla mnie drogi powrotu. Wszystko zawdzięczam Bogu. Trzynaście lat temu oddałem Mu swoje serce. Nadal walczę z tymi samymi, moimi własnymi słabościami i wątpliwościami, ale nie chcę nigdy zejść z tej drogi. Chcę żyć i umrzeć jako chrześcijanin, chcę żeby wszystkie moje sprawy były jawne. Mówić ludziom o swojej wierze. Chcę optymizmem i determinacją przekonać do Dobrej Nowiny Ciebie. Chcę podnieść moją wątpiącą i schorowaną wspólnotę, moje zdemoralizowane porażkami i nieszczerością otoczenie. Budować, począwszy od siebie i najbliższego otoczenia. Jeśli też tak wierzysz i czujesz, i pragniesz zmiany na lepsze, to działajmy razem. Niech nasze rodziny i zbory kwitną, a wtedy ich suma będzie stanowiła kwitnącą i zdrową społeczność. Każdy niech dba o dobro wokół siebie. W Bogu znajdziemy siłę na to wszystko i uda nam się. Nie ukrywajmy przynależności do naszej Sary.

Udostępnij...

O Autorze

Samuel Królak