Siła, którą daje mi Pan

Autor tekstu - Basia Honkisz | Data publikacji - piątek, 12 kwietnia 2013 | Obszar - na Południe

Siła, którą daje mi Pan

Siła, którą daje mi Pan

W mojej głowie długo istniał wizerunek chrześcijanina jako potulnej, spokojnej osoby, która nikomu nie  wchodzi w drogę. Wydawało mi się, że ktoś wierzący to osoba z niskim poczuciem własnej wartości, siedząca z boku, starająca się ze wszystkimi żyć w zgodzie.

Zaskoczyło mnie, i wciąż zaskakuje, jak bardzo różni się od moich wyobrażeń to, co przekazuje Ewangelia. Nie znajduję tam smutnych, zahukanych, unikających uwagi ludzi. Nie znajduję osób, które chcą zadowolić wszystkich dookoła czy martwiących się o opinię otoczenia.

Znajduję tam żołnierzy, toczących dobry bój wiary. Osoby, które stają naprzeciw presji środowiska, czasem nie zważając na ludzi wokół, jakby nawet ich nie zauważając; osoby, które mają odwagę całkowicie odrzucić stare życie, zaryzykować wszystko, pójść za Jezusem.

Wtedy ów uczeń, którego miłował Jezus, rzekł Piotrowi: Pan jest. Szymon Piotr więc, usłyszawszy, że Pan jest, przepasał się szatą, był bowiem nagi, i rzucił się w morze (Ewangelia Jana 21:7).

Inni zaś drwiąc, mówili: Młodym winem się upili. Na to powstał Piotr wraz z jedenastoma, podniósł swój głos i przemówił do nich... (Dzieje Apostolskie 2:13-14).

A słuchając tego, wpadli we wściekłość i zgrzytali na niego zębami. On zaś, będąc pełen Ducha Świętego, utkwiwszy wzrok w niebo, ujrzał chwałę Bożą i Jezusa stojącego po prawicy Bożej (Dzieje Apostolskie 7:54-56).

Być może rzeczy, które piszę, są oczywiste, ale wciąż mam wrażenie, że stereotyp uległego chrześcijanina jest powszechny.

Bycie bezkompromisowym nie jest łatwe. Uczestniczyłam w paru kursach asertywności, które nic mi nie dawały, wciąż uległość była jedną z moich najgorszych cech, najbardziej utrudniających mi tworzenie dobrych relacji z ludźmi. Dlaczego? 

Wieczne postępowanie wbrew swojemu sumieniu, wybieranie niewygodnych kompromisów, żeby nikogo nie urazić, nie stracić akceptacji otoczenia. „Co ludzie powiedzą?” – szumiało mi w głowie przy podejmowaniu różnych decyzji... A „oni” mówili o mnie raz dobrze, raz źle, bez względu na to, jak wielkie były moje wysiłki.

Dopiero patrząc wstecz, porównując się z osobą, jaką byłam przed poznaniem Ewangelii – widzę, jak ogromna zmiana się we mnie dokonała. Kiedyś – gdy spotykałam się z fałszywymi oskarżeniami – źle sypiałam, dzisiaj – podnoszę dumnie głowę. On wie, jaka jest prawda!

Dziś nie boję się stracić akceptacji. „Jezus cię kocha” – to taki slogan, często używany przez różne organizacje religijne. Trudno na nowo poczuć i zrozumieć to zdanie. A jednak tak jest – On, Król Królów, mnie akceptuje. Wie, co jest dla mnie dobre. Ma dla mnie swoje plany. Wyznaczył mi drogę. Nie takiego mam Króla, żeby oglądać się na innych! I – wbrew pozorom – łatwiej mi budować teraz dobre relacje z innymi, oparte na szczerości. 

Mimo to jednak wielu członków Rady uwierzyło w niego, ale gwoli faryzeuszów nie wyznawali swej wiary, żeby nie zostali wyłączeni z synagogi; umiłowali bowiem bardziej chwałę ludzką niż chwałę Bożą (Ewangelia Jana 12:42-43). Dla mnie to jeden ze smutniejszych tekstów, ale jednocześnie uświadamia mi on, jak wielkim darem jest ta siła, którą dał mi Pan – siła bycia dumnym z tego, co się wyznaje, siła radości z przyznawania się do Niego. Im jej zabrakło i brakuje wielu osobom wokół mnie, które oglądając się na zdanie innych, tracą ważne relacje – w tym tę najważniejszą – z Jezusem. 

Nie bądźmy tacy! Powiedzmy „nie” ludziom, aby powiedzieć „tak” Jemu.

Cierp wespół ze mną jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa. Żaden żołnierz nie daje się wplątać w sprawy doczesnego życia, aby się podobać temu, który go do wojska powołał (2 List do Tymoteusza 2:3-4).

Udostępnij...

O Autorze

Basia Honkisz

Basia Honkisz