Służące

Autor tekstu - Olivier Kwarciak | Data publikacji - piątek, 26 lipca 2013 | Obszar - na Południe

Służące

fot. Daniel Iwaniak

Historia to nie tylko daty, odległe fakty czy suma wydarzeń, które doprowadziły do tego, że dzisiejszy świat wygląda właśnie tak, jak wygląda (artykuł: Cichy bohater). Wielkie wydarzenia, o których czytamy w książkach, nierzadko stanowią także tło dla historii prostych, zwykłych ludzi. Trudno znaleźć biografie prostych bohaterów. Trudno przeczytać wywiad z prostymi ludźmi, opowiadającymi swoim językiem o złożonej rzeczywistości. Czasem można jednak skorzystać z pracy autora, który zada sobie trud i przekaże nam fakty, a przede wszystkim emocje poprzez książkę głęboko zakorzenioną swą treścią w historycznej rzeczywistości. Autor taki często posługuje się postaciami fikcyjnymi, których nie boimy się nazywać bohaterami.

Ostatnio czytałem tego typu książkę: „Służące”, autorstwa Kathryn Stockett*. Książka ta bardzo mnie zainteresowała i „wciągnęła”. Na pewno dała mi też do myślenia i przypomniała, że historia zmienia ludzkie serca, w tym także moje.

* opis www.merlin.pl - Debiutancka powieść Kathryn Stockett „Służące” już po paru miesiącach od wydania znalazła się na pierwszym miejscu prestiżowej listy bestsellerów New York Timesa. I przez ponad rok utrzymywała się w czołówce. Szybko doczekała się też ekranizacji.
 

Miejsce akcji: Stany Zjednoczone, Missisipi, początek lat sześćdziesiątych XX wieku. Tło wydarzeń: lata działalności Martina Lutera Kinga. W większości stanów Ameryki Północnej niewolnictwo zostało zniesione już pod koniec XVIII wieku. W stanie Missisipi, głęboko związanym z historią niewolnictwa (pola bawełny), mimo prawa obowiązującego w Stanach Zjednoczonych wciąż do równouprawnień międzyrasowych bardzo daleko. Ludzie wciąż dzielą się na biednych wyzyskiwanych (czarni) i na bogatsze lub wyższe rangą klasy społeczne (biali). Miasta są bardzo jasno podzielone na dzielnice czarnych i białych. Są kościoły dla białych i kościoły dla czarnoskórych. Są restauracje, gdzie nie wolno zasiąść człowiekowi czarnoskóremu. Ale przede wszystkim są ludzie. Ludzie, którzy funkcjonują w jedynej rzeczywistości, jaką znają: nie jesteśmy równi.

Książka pokazuje przełom w historii. Ludzie się zmieniają i są aktorami w zmieniającym się świecie. Niektórzy kurczowo się trzymają zastanej sytuacji, a niektórzy dorastają (bez bohaterstwa) do zmiany swojego dotychczasowego światopoglądu. Inni ulegają autorytetowi przedstawiciela drugiej rasy wskutek obawy o utratę pracy. Jednak wszyscy żyją w „tamtej rzeczywistości”, w tej, którą znają i od której tak trudno się odciąć...

Książka napisana jest w formie narracji prowadzonej prze trzy bohaterki; są to dwie służące o zupełnie innych charakterach i młoda dziewczyna, córka lokalnych posiadaczy plantacji. Książka znakomicie pokazuje, jak trudno zerwać z rzeczywistością i że często takie zerwanie wiele kosztuje, jeśli rzeczywistość ma się stać potem normalna i oczywista. Z jednej strony, boli, gdy zajmowanie jasnego stanowiska, innego niż rodzice i znajomi, wyłącza z dotychczasowych środowisk. Boli, gdy inni dają ci do zrozumienia, że przyjaźń jest uzależniona od tego, po której jesteś stronie. Boli, gdy pozycja społeczna i to, „co pomyślą inni”, okazuje się ważniejsze niż to, co się czuje w środku. Z drugiej strony, boli, gdy nie można się wyrwać z biedy i nad człowiekiem górę bierze strach o utratę pracy. Boli, gdy nie potrafimy sobie wyobrazić innego porządku.

Boli, gdy trzeba zaciskać zęby, widząc zachowania, które działają na nas odpychająco. Boli, gdy boisz się o rodzinę, bo zajmowane stanowisko może doprowadzić do fizycznej agresji (Ku Klux Klan). Boli, gdy nie możesz uwidocznić swoich uczuć. Boli, gdy czujesz, że nie jesteś bohaterem i że jesteś więźniem rzeczywistości, którą się brzydzisz, a w dodatku jest ona anachroniczna: druga połowa XX wieku, a ty jesteś poniżany jako człowiek gorszej kategorii.

Autorka maluje przy pomocy prostej narracji obraz tamtej rzeczywistości i pokazuje, że uczucia nie znają koloru skóry oraz że wielkie zmiany rodzą się w bólach i wymagają dużej odwagi. Patrzę na historię dzisiejszymi oczami – człowieka urodzonego w wolnej Europie. Czytam i porusza mnie, że rzeczywistość 50 lat temu była tak odmienna. Porusza mnie, jak wiele musiało się zmienić w sercach ludzkich i ilu ludzi marzyło, by być świadkami tych zmian. Porusza mnie, gdy myślę o kamieniach milowych, którymi były postawy takich między innymi ludzi jak Benjamin Franklin, Thomas Jefferson, a później Abraham Lincoln, czy takie wydarzenia, fakty i dokonania jak: wojna secesyjna, determinacja stanu, który jako pierwszy zniósł niewolnictwo, walka o równouprawnienie, pokojowy wiec w Waszyngtonie, dzieło Martina Lutera Kinga, przyjęcie pierwszego czarnoskórego studenta na Uniwersytet Missisipi (1963). Czytając książkę, uzmysłowiłem sobie, ile musiało być cichych bohaterów, którzy na swój sposób przyczynili się do zmian przez to, że przykładowo oddawali dobrem za zło. Jestem przekonany, że Chrystus się takich nie powstydzi.

Gdy czytam o tych latach, nie tak odległych, dostrzegam gorszący aspekt tamtej rzeczywistości: obłudę ludzi wyznających Chrystusa, potrafiących wysyłać darowizny dla biednych w Afryce, a nie potrafiących miłować bliźniego za swymi drzwiami. Wielkie ideały, przekonanie, że żyje się w błogosławionym, oświeconym kraju i jest się oświeconym człowiekiem, przy jednoczesnym kompletnym braku samokrytyki. Aby nie popełnić anachronizmu w analizie wydarzeń, należy zadać sobie pytanie: Czy chrześcijanin mógł się zachować inaczej w tamtej rzeczywistości? Prawdą jest, że nie każdy jest bohaterem, nie każdy może zmienić bieg historii i nie każdy urodził się wtedy, gdy historia dojrzała do wielkich zmian. I w tym przypadku myślę, że najważniejsze są uczucia naszych serc oraz zajmowane stanowisko prowadzące do uczynków. W tym miejscu należy wyraźnie zaznaczyć, że na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku dla białego chrześcijanina nie było żadnym bohaterstwem przeciwstawienie się segregacji rasowej.

Bohaterami są raczej ci, którzy ze względu na swą wiarę przeciwstawili się już w XVII wieku (o tym może w innym artykule). Bohaterami są czarnoskórzy ludzie, którzy pomimo poniżania potrafili modlić się do Boga o zmianę serc tych, którzy ich nienawidzili – A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują (Mat. 5:44).

Tamta rzeczywistość była inna. Do pewnego czasu było zupełnie normalne robienie różnic między rasami i między klasami społecznymi. Ja urodziłem się we Francji, w której rewolucja francuska i jej hasła ukształtowały moją dzisiejszą rzeczywistość: Liberté, Egalité, Fraternité**. Nie oznacza to, że nie ma już rasizmu lub różnicowania klas. Jednak pewne ideały leżą u podstaw francuskiej republiki i są obecne w debacie publicznej, gdy zastanawiamy się nad współczesnymi problemami. Cieszę się z tego, że żyję w takiej rzeczywistości, gdzie KAŻDY człowiek jest ważny. Cieszę się, ponieważ jest to dla mnie oznaką zbliżania się Królestwa Niebieskiego. U Boga nie ma bowiem różnicy między Żydem a Grekiem, gdyż jeden jest Pan wszystkich (Rzym. 10:12).

** Hasła rewolucji francuskiej: wolność, równość, braterstwo.
 

Cieszę się, że mam czarnoskórego sąsiada, czarnoskórego lekarza i że moje dzieci mogą się uczyć odmienności. Cieszę się, że historia doprowadza ludzi do zastanawiania nad wartością ludzkiego życia i nadaje sens słowom: „Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat”***.

*** Cytat z Talmudu. „Jeśli człowiek niszczy jedno życie, to jest tak, jak gdyby zniszczył cały świat. A jeśli człowiek ratuje jedno życie, to jest tak, jak gdyby uratował cały świat” (Talmud Babiloński, Sanhedryn, 37a).
 

Cieszę się, że Państwo gwarantuje mi swobodę religijną i że żadnemu z moich sąsiadów nie przyszłoby do głowy rzucać kamieniem w moje dzieci, wyzywając ich przy tym od heretyków. Lubię historię. Zastanawiam się: Jaki byłbym 200 lat temu? Czy byłbym taki „oświecony”? Czy Słowo Boże oświecałoby moje wartości i moje życie? Jak zachowałbym się w innej rzeczywistości? Jak bym się zachował, gdybym był panem i miał swoje sługi? A jak zachowałbym się, będąc sługą? Czy miałbym siłę modlić się o zmianę serca mego pana?

Udostępnij...

O Autorze

Olivier Kwarciak

Komentarze (1)

  • Teresa Dąbek

    Teresa Dąbek

    26 lipca 2013 o 22:15 |
    bardzo ważne są dla mnie te rozmyślania... a ostatnie zdania "Jak bym się zachował, gdybym był panem i miał swoje sługi? A jak zachowałbym się, będąc sługą? Czy miałbym siłę modlić się o zmianę serca mego pana?" są pytaniami, które warto sobie zadawać i całkiem szczerze samemu sobie odpowiedzieć....
    bardzo pozdrawiam ... :-))

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.