Spacer po Kaysersbergu

Autor tekstu - Olivier Kwarciak | Data publikacji - piątek, 31 maja 2013 | Obszar - na Południe

Spacer po Kaysersbergu
fot. Małgorzata Iwaniak

Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem” – Ewangelia św. Mateusza 25:20

Piękny słoneczny dzień kwietnia. Właśnie przyjechała w odwiedziny rodzina z Polski, na dwa dni. Chcemy wykorzystać czas i pogodę. Może pójdziemy na spacer po tradycyjnej alzackiej wiosce? Takiej ze starymi domami ozdobionymi kwiatami, wąskimi uliczkami, kamiennymi kościołami i, obowiązkowo, górkami i winnicami! A dla dzieci najlepiej gdyby jeszcze były tam ruiny starego zamku. Dobrze. Jedziemy do Kaysersbergu. Przy wjeździe do wioski, oprócz tabliczki z nazwą miasteczka, widać czarno-białe zdjęcie starszego człowieka z dużymi wąsami. Ja wiem kim on był. Nasi goście nie bardzo. A szkoda.

Albert Schweitzer

Pierwsze życie

Urodził się w roku 1875 w Kaysersbergu, 30 km od mojego domu, w czasie gdy Alzacja była pod rządami niemieckimi. Syn lokalnego pastora, szybko wykazuje duże zdolności w różnych dziedzinach. Nieprzeciętnie uzdolniony muzycznie gra na pianinie, ale jego ulubionym instrumentem są organy. Ma szybki i bystry umysł, co pozwala mu studiować dwa kierunki naraz: filozofię i teologię na uniwersytecie w Strasburgu. Na studiach nie zaniedbuje talentu muzycznego i to z pomocą największych nauczycieli gry na organach w Paryżu. W wieku zaledwie 25 lat posiada doktoraty w obu kierunkach i daje koncerty organowe. Na początku XX-tego wieku ten tytan pracy jest nauczycielem na fakultecie teologii w Strasburgu, prowadzi protestanckie seminarium Saint-Guillaume, sprawuje funkcję wikariusza w kościele Saint-Nicolas w Strasburgu, koncertuje, pisze książki teologiczne i muzyczne, w tym wielkie dzieło „Jan Sebastian Bach, muzyk – poeta”.

Zdolny, utalentowany, zaangażowany w życie religijne swego otoczenia, bardzo dobry mówca, człowiek aktywny, wytrwały i skupiony na pracy. Przed nim złota przyszłość: nauczać innych, mówić o wartościach i o ewangelii, grać piękne koncerty, prowadzić wysoce intelektualne rozmowy z filozofami i duchownymi. Zresztą, zanim ukończył 30 lat, już znalazł poszanowanie i uznanie w oczach współczesnych mu ludzi. Pewnie napisałby dziesiątki książek, cytowalibyśmy wiele jego myśli i czytalibyśmy niektóre z nich co najmniej w programach filozofii i religioznawstwa.

Jednak historia zapamięta go nie tylko jako teologa, filozofa, muzykologa i organistę, ale też jako lekarza, laureata Pokojowej Nagrody Nobla i człowieka pochowanego w Gabonie. Trzy ostatnie fakty zadziwiają: doktor filozofii i teologii, tak, ale dlaczego lekarz? Pokojowa Nagroda Nobla, za co? Za piękne kazanie? I dlaczego zmarł w Gabonie w wieku 90 lat i został tam pochowany?

Drugie życie

Albert Schweitzer, teolog i nauczyciel, człowiek odnoszący wielkie sukcesy w każdej dziedzinie, której się dotykał i o którego walczą najlepsze uniwersytety na świecie, jest też wrażliwym myślicielem1, człowiekiem dotkniętym przez słowa Jezusa Chrystusa.

1 „słuszny sposób myślenia pozwala także sercu zabrać głos” – Albert Schweitzer
 

Dlatego, w roku 1905, mając 30 lat, stawia pierwszy konkretny krok urzeczywistniający wybór dokonany już wiele lat wcześniej: poświęcić swe życie działalności humanitarnej. Tym pierwszym krokiem jest rozpoczęcie w wieku 30 lat studiów lekarskich. 100 lat temu, w 1913 roku, mając 38 lat, Albert zdobywa dyplom doktora w dziedzinie medycyny. W tym samym roku jedzie do Afryki ze swoją poślubioną rok wcześniej żoną – Helen Bresslau. Helen pochodzi z mieszczańskiej niemieckiej rodziny. Jednak, by towarzyszyć mężowi w jego planach życiowych, kończy studia pielęgniarskie. Razem trafiają do Lambarene w Gabonie, gdzie organizują szpital. Dalsze życie Alberta jest poświęcone tej działalności: leczeniu chorych, budowaniu infrastruktury szpitalnej od podstaw, powiększaniu istniejącej struktury by mogła przyjmować jeszcze więcej chorych i jednocześnie tworzeniu jak najlepszych warunków dla cierpiących i chorych. Ponadto organizuje pracę na polach, by móc walczyć z plagą głodu. Od tego czasu, poświęca on swe talenty wykładowcy i muzyka w celu zbierania funduszy dla działalności humanitarnej.

Co dotknęło tego człowieka? Dlaczego nie zdecydował się na spokojne, komfortowe życie w Europie, przy uznaniu otaczających go ludzi?

  • Wiara w Boga2;
  • Wiara w słowa Jezusa Chrystusa i w moc Ewangelii;
  • Wiara w drugiego człowieka i ból na widok potrzebujących ludzi3;
  • Wiara w wartość życia (jakiegokolwiek)4, które należy kochać i szanować;
  • Wiara w to, że można zrobić coś dobrego wokół siebie (nawet drobną rzecz), i że blisko nas zawsze można zauważyć człowieka w potrzebie5;
  • Wiara w to, że nie wystarczy mówić, ale że trzeba żyć zgodnie ze swymi przekonaniami6.

2 „Wszelka wartościowa działalność jest działalnością z wiary” – Albert Schweitzer


3 „Jeżeli otrzymałeś coś więcej niż inni w postaci dobrego zdrowia, uzdolnień, energii, sukcesów, radosnego dzieciństwa, harmonijnej atmosfery domowej, nie traktuj tego jako oczywiste. Należysz do ludzi szczęśliwych, a zatem powołany jesteś, by wiele ofiarować innym…” – Albert Schweitzer


4 chyba najważniejszą rzeczą w życiu Alberta, była wiara w życie: „Jestem życiem, które chce żyć wśród innego życia, które też chce żyć. Muszę więc szanować życie.” – Albert Schweitzer


5 „Wreszcie uprzytomniłem sobie jasno, że celem mojego życia jest nie sztuka, nie nauka, lecz zostanie po prostu człowiekiem i robienie czegoś małego w duchu Chrystusa…” – Albert Schweitzer


6 „Postanowiłem zostać lekarzem, by działać bez słów. Przez całe życie wyżywałem się w mówieniu.” – Albert Schweitzer
 

W liście do swej żony już w 1905 roku (czyli w wieku 30 lat, osiem lat przed wyjazdem do Gabonu) napisał w słowach pełnych młodzieńczego zapału: „chcę się pozbyć tego burżuazyjnego życia, które może wszystko zabić we mnie! Chcę żyć i działać jako uczeń Chrystusa.” (tłumaczenie autora).

Albert Schweitzer okazał się człowiekiem nie tylko wiary, ale człowiekiem czynu (artykuł: Boża łaska a ludzkie uczynki). Wiara i etyka były impulsem do poświęcenia swego życia dla innych ludzi.

Dla mnie Albert Schweitzer jest przykładem, ponieważ miał coś bardzo rzadkiego: odwagę by opuścić sferę wygodnego życia. Wygodne życie, to takie, gdy przy użyciu kilku talentów możemy brylować wśród ludzi, więc nie robimy wysiłków. Wygodne życie, to takie, gdy nasze nauczanie jest oparte na ślepo przyjętym kanonie prawd, bez wewnętrznego przekonania. Wygodne życie, to nie wysuwać się przed szereg. Wygodne życie, to zatrzymać się w sferze słów. Wygodne życie, to żyć z prądem bez zadawania sobie pytań. Wygodne życie, to czytać Biblię by znać Boga, a jednak zakopać talent i mówić do Boga: „widzisz, nic nie straciłem” (Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!Mat. 25:24-25)

Albert Schweitzer za życia zyskał uznanie, ale do końca został w Lambarene, by się zajmować chorymi i szpitalem. Jego przyjaciel, Albert Einstein powiedział o nim: „Największy człowiek naszego smutnego świata”. A cała jego działalność została ukoronowana Pokojową Nagrodą Nobla – Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani Mateusz 5:9.

Zostawiamy Bogu ostateczną ocenę człowieka i Jemu niech będzie chwała, także za to, że daje ludziom natchnienie i zapał do działania.

„Harmonia i siła są w nas, gdy nasze myślenie i działania tworzą jedność” – Albert Schweitzer
 


źródła:

http://www.schweitzer.org/
http://www.schweitzerlambarene.org/
http://www.ammppu.org/litterature/schweitzer_oree_foret.htm
http://www.recherche-plurielle.net/libre_reflexion/1-bloc-notes-08.htm
http://pl.wikipedia.org/wiki/Albert_Schweitzer

 

 

Udostępnij...

O Autorze

Olivier Kwarciak

Komentarze (5)

  • konwalia029

    konwalia029

    05 czerwca 2013 o 22:36 |
    Z wielkim zaciekawieniem oddałam się lekturze Twojego tekstu. Szczerze mówiąc, osoba Alberta Schweitzera była mi do tej pory obca, ale już po przeczytaniu jego krótkiego życiorysu jestem przekonana, że zasłużył na poszanowanie i uznanie ze strony współczesnych ludzi. Chciałabym, żeby takich ludzi, zdolnych do wielkich czynów, było dzisiaj o wiele więcej. Na szczęście mamy z kogo brać przykład.
  • ireneusz glab

    ireneusz glab

    04 czerwca 2013 o 20:33 |
    Jest taki wycinek z Pisma, którego (ten Albert) nie przeczytałby ze smutkiem: „...Gdy dajesz obiad albo wieczerzę, nie zwołuj swoich przyjaciół ani swoich braci, ani swoich krewnych, ani bogatych sąsiadów, żeby cię czasem i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś już odpłatę. Lecz gdy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych, ślepych”. Jak napisał Olivier, żeby Panu Bogu zostawić ostateczną ocenę człowieka, niemniej wysoko stawiam ludzi nie zawsze pozytywnie widzianych przez ogół, którzy działają na rzecz zwalczania chorób, biedy i głodu - Bill Gates, 50 cent, czy skrajnie dobry przypadek - Warren Buffet. Kto wie, może gdyby apostoł Paweł (to jednak chyba jego dzieło) dzisiaj pisał 11 rozdział do Żydów, to wymieniłby Warrena jeśli wspomniał o nie hebrajczyku „najmożniejszym” Jobie , czy 50 jeśli znalazło się tam miejsce dla Jeftego, który grasował z nicponiami po Gileadzie. Dobry artykuł.
  • Ben. Pogoda

    Ben. Pogoda

    04 czerwca 2013 o 20:08 |
    Gwoli uzupełnienia - praca lekarska Schweitzera w Afryce nie była jego pierwszą próbą poświęcenia życia na rzecz bliźnich. Początkowo Albert Schweitzer zajmował się opieką nad opuszczonymi dziećmi, potem - nad więźniami, lecz oba te zamierzenia nie przyniosły spodziewanych owoców. Schweitzer postanowił wówczas wyjechać do Afryki, lecz zdawał sobie sprawę, że dla towarzystw misyjnych on - liberalny protestant - jest kimś nie do przyjęcia. Sam o sobie pisze we wspomnieniach tak: „Chciałem zostać lekarzem, by móc działać bez jakiegokolwiek przemawiania. Latami służyłem słowem. Z radością działałem jako nauczyciel teologii i kaznodzieja. Nowej pracy nie mogłem sobie wyobrazić jako opowiadania o religii miłości, lecz jedynie jako jej prawdziwe urzeczywistnienie (...) Jeszcze z innego powodu uważałem za wskazane zostać lekarzem. W wyniku tego, co wiedziałem o Paryskim Towarzystwie Misyjnym, powstały moje duże wątpliwości, czy byłbym mu miły jako misjonarz (...) Kochany dyrektor Boegner wzruszył się wprawdzie bardzo, że na jego wezwanie o pracowników dla misji w Kongo ktoś się zgłosił, zwierzył mi się jednak niebawem, że najpierw trzeba będzie rozproszyć poważne wątpliwości podnoszone przez członków Komitetu na temat mych poglądów teologicznych. Gdy go zapewniłem, że chcę tam jechać wyłącznie jako lekarz, kamień spadł mu z serca. Wkrótce potem musiał mi jednak zakomunikować, że niektórzy członkowie Komitetu bronili się nawet przed przyjęciem usług lekarza misyjnego, któryby posiadał prawdziwą miłość chrześcijańską, lecz nie miał prawdziwej wiary (...) Wprawdzie bez trudu przyjąłby mnie jako misjonarza czy lekarza bardziej liberalny Ogólnoewangelicki Związek Misyjny w Szwajcarii, skoro jednak czułem się powołany do pracy w Afryce Równikowej przez artykuł przeczytany w paryskim piśmie misyjnym, musiałem próbować dostać się do misji paryskiej, która tam działała. Kusiło mnie także rozstrzygnięcie kwestii, czy w obliczu Ewangelii Jezusowej wolno jakiemuś towarzystwu misyjnemu odmówić zatrudnienia lekarza, który chciałby służyć tubylcom tylko dlatego, że lekarz ten, zdaniem członków towarzystwa, nie wierzy dość prawomyślnie."
    Na podstawie tych doświadczeń sformułował Albert Schweitzer myśl następującą:
    "Kto postanawia czynić dobrze, nie może oczekiwać, że ludzie z tego powodu będą mu usuwali kamienie z drogi. Raczej musi się pogodzić z losem, że będą mu je pod nogi rzucali. Przezwyciężyć te przeciwności może tylko moc ducha, który przeżywając je staje się bardziej silny i prawy. Wyczerpują się w tej walce ci, którzy tylko buntują się przeciw nim."

    (cyt. z książki Jana Karczocha "Życie i myśli Alberta Schweitzera", Wyd. Zwiastun, Warszawa 1977)
  • Krzysztof Nawrocki

    Krzysztof Nawrocki

    01 czerwca 2013 o 12:18 |
    Dziękuję za ten tekst, Olivier - jest bardzo inspirujący i dający do myślenia, mimo, że właściwie to "tylko" życiorys. Aż do dziś tak wielu rzeczy o Schweitzerze nie było mi dane się dowiedzieć. Czasem warto trochę zwolnić i zastanowić się nie tylko nad tym "co bym zrobił na jego miejscu", ale również nad tym, co "tu i teraz" powinienem zrobić, będąc na swoim... Rzeczywiście, często tak jest, że poprzestaję na etapie pięknych słów i poszukuję różnych "bo", które mogłyby usprawiedliwić bierność w działaniu. Ta postać jest dla mnie wzorem spójności pomiędzy "wewnętrznym chrześcijaństwem", a konkretnymi działaniami bez szukania wykrętów. Tak mało wyrachowania, kalkulacji, politycznej poprawności... Poprzeczka, jak zauważył @dak, bardzo wysoko... Ale to chyba lepiej, że wiemy, że tam właśnie jest... Byłoby świetnie, żeby po takim "przejrzeniu się w zwierciadle" nie "zapomnieć zaraz jakim się jest". Ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo...
    Pozdrawiam!
  • dak

    dak

    01 czerwca 2013 o 08:25 |
    Fantastyczny człowiek! Jego książka o Bachu była dla mnie "Biblią muzyki". Schweitzer uczył mnie, jeszcze jako studenta, słuchać i śpiewać ze zrozumieniem. Dopiero później poznałem go trochę jako człowieka wierzącego i społecznika. Teraz chętnie uczyłbym się od niego, jak "żyć ze zrozumieniem". To przykład "świętego", człowieka całkowicie oddanego sprawie. Takie życiorysy mnie bardzo onieśmielają, wpędzają w kompleksy. Ale może dobrze jest zobaczyć nieciekawą czasami prawdę o sobie w lustrze tak wyśrubowanych standardów. Jak się zrobi ładniejsza pogoda, trzeba będzie się wybrać na "pielgrzymkę" do Kaysersbergu.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.