Znajdź swój nowotwór

Autor tekstu - Łukasz Miller | Data publikacji - piątek, 01 kwietnia 2016 | Obszar - na Południe

Znajdź swój nowotwór
fot. Kasia Śmiałkowska

Kilka tygodni temu obchodziliśmy Dzień Kobieti z tej okazji w radio mogłem usłyszeć wiele audycji dotyczących kobiet w różnych sferach i aspektach życia. Wypowiadał się też onkolog na temat zdrowia współczesnych Polek. W Polsce coraz więcej kobiet ma nowotwór szyjki macicy lub piersi. Lekarz w audycji zauważył, że pacjentki, które do niego przychodzą, mają już tak zaawansowanego guza, że nie ma mowy o leczeniu, tylko ratowaniu życia i kończy się to najczęściej mastektomią. Na pytanie: dlaczego dopuściły do tego stanu, dlaczego nie badały się regularnie i nie robiły tomografii, jego pacjentki zawsze odpowiadają w ten sam sposób: Panie doktorze, nie badałam się, bo bałam się, że coś tam znajdę.

Lęk przed niewiadomą (czy jest się chorym czy też nie), jest bardziej paraliżujący niż świadomość choroby. Lęk jest strachem, ale daje poczucie nadziei, że 'a może wszystko jest OK'. Natomiast świadomość choroby dotyka już aspektu walki z chorobą, walki o życie, konieczności podejmowania decyzji, działania i jest to znacznie cięższy problem, który psychika człowieka musi znieść, i nie każdy chce brać udział w tej walce. Lepiej iść na operację, bo wtedy los zawierza się lekarzowi, a pacjent tylko czeka i nie musi walczyć…

Zauważam w tym analogię do naszego osądzania się. Odsuwamy często od siebie myśli, które prowadzą do autosądu i autorozsądzania swojego zachowania, bo boimy się, że wnioski mogłyby być bardzo dotkliwe, a nawet katastrofalne. Ale to też jest sfera "gdybania", bo przecież jest miłosierdzie Boże, którym można wytłumaczyć się z każdego grzechu. Tylko zastanawiam się, jak często współczesny chrześcijanin nadużywa doktryny miłości, aby mieć usprawiedliwienie dla swojego duchowego lenistwa bądź strachu.

Zmęczony, smutny człowiek, ze świadomością swoich błędów, będzie w naturalny sposób szukał w Biblii pocieszenia i nadziei. Jednak na samym pocieszeniu swojego duchowego, wewnętrznego człowieka nie wykształcimy, ponieważ obok przywilejów jakie mamy od Boga, są też i obowiązki: Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre (2 Kor. 5:10). Apostoł, jasno wskazuje, że nastąpi rozliczenie naszego życia, a powyższy werset sugeruje, że rozliczenie będzie indywidualne na poziomie nie tylko osoby, ale pojedynczego uczynku (rozumiem ten werset dosłownie). Nie ma co ukrywać: niejednego z nas, ta świadomość napawa grozą. Często człowiek nie potrafi sobie wybaczyć przeszłości, albo po prostu jednego czynu. Jednak nie uciekniemy od zagadnienia sądu, musimy być świadomi, że ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia (Jan. 5:29).

Ap. Paweł pośrednio wskazuje jednak pewne rozwiązanie, sugerując rozsądzanie samego siebie. W zborze korynckim bardzo lekko podchodzono do Wieczerzy Pańskiej. Bagatelizowanie znaczenia Pamiątki Śmierci Pańskiej prowadziło do patologii: jeden był głodny a drugi pijany. Św. Paweł dostrzega duchowy skutek takiej lekkomyślnej postawy: Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych, i wielu też umarło (1 Kor. 11:30). Paweł apeluje, aby rozważać to w jak ważnym symbolu bierzmy udział, bo to nie jest bez znaczenia, z jakim sercem przychodzimy na Wieczerzę: Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije (1 Kor. 11:27-29).

Pomijając wątek Pamiątki, Paweł rozsądzanie samego siebie traktuje uniwersalnie, nie tylko w wąskim znaczeniu doktrynalnym: Siebie samych badajcie, czy trwacie w wierze, siebie samych doświadczajcie! (…) (2 Kor. 13:5). Zmusza nas to, do zastanowienia się nad samym sobą. Ale przecież nikt w kalendarzu nie ma pozycji: 'tygodniowe podsumowanie życia' i nie dzieje się to w żaden ceremonialny sposób. Co ciekawe, apostoł ten poświęca dość dużo miejsca zagadnieniu sądu i w dość wyrazisty sposób przestrzega przed sądzeniem innych. Ale osądzanie samego siebie jest innym zagadnieniem. Pan Jezus wskazuje na pewną zależność między podsumowywaniem swoich (czasami niechlubnych) dokonań, a ocenianiem bliźnich: Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata (Mat. 7:5). W kwestii osądzania innych Pan Jezus podkreśla brak konsekwencji: piętnujemy innych za ich grzechy, a sami robimy tak samo jak oni i nie dostrzegamy problemu. A to naszym obowiązkiem jest dostrzec własny problem, zaakceptować jego istnienie.

Oczywiście nic nie musimy. Jednak mając na uwadze przestrogę Mesjasza i ap. Pawła (Jan. 5:29; 2 Kor. 5:10), musimy być świadomi sądu pod jaki podlegamy. Chyba, że dopuścimy do głosu nasze sumienie i pozwolimy, aby dotarło do nas to, co czytamy w Biblii, a może to, co mówi nam nasz przyjaciel, rodzice… Pozwolimy na to, aby wysłuchać ich i coś z sobą zrobić. Prawdziwie odpokutować i zmienić swoje postępowanie i myślenie, bo jeżeli zaś sami siebie osądzimy, nie będziemy sądzeni (1 Kor. 11:31).

Udostępnij...

O Autorze

Łukasz Miller