Korczak i głos trąby

Autor tekstu - Piotr Kubic | Data publikacji - piątek, 06 października 2017 | Obszar - na Wschód

Korczak i głos trąby
fot. Piotr Litkowicz

Albowiem jeśliby trąba niepewny głos dała, któż się do boju gotować będzie?
1 Kor. 14:8 (BG)

Będąc w gościnie u pewnego braterstwa usiadłem z boku, przy dość dużym regale z książkami. Przeciągnąłem wzrokiem po grzbietach i znalazłem ten: „Jak kochać dziecko” Janusza Korczaka.

Wyciągnąłem. Otworzyłem. Przeczytałem pierwsze słowa:

„Jak, kiedy, ile, dlaczego? Przeczuwam wiele pytań oczekujących odpowiedzi, wątpliwości, poszukujących wyjaśnień.

I odpowiadam: – Nie wiem.

Ilekroć odłożywszy książkę snuć zaczniesz nić własnych myśli, tylekroć książka zamierzony cel osiąga. Jeśli szybko przerzucając karty odszukiwać będziesz przepisy i recepty, dąsając się, że ich mało – wiedz, że jeśli są rady i wskazówki, stało się tak nie pomimo, ale wbrew woli autora.”

Poczułem zaskoczenie, szok wręcz. Już na początku Korczak pisze, że nie wie. Więcej – pisze, że nie chce przekazywać rad i wskazówek. Przeżyłem szok nie dlatego, że jestem zdziwiony, tylko dlatego, że jego postawa jest mi bardzo bliska, a on pisze o niej tak wprost i już na samym początku książki. Nie boi się, że ktoś uzna go za dyletanta, że ktoś podsumuje: „jak nie wiesz, to po co zabrałeś się do pisania”. 

Od lat poszukuję sposobu, jak prosto wskazać, że niedobre, a nawet szkodliwe może być mówienie kazań, wykładów, pisanie artykułów biblijnych w stylu „trąby, która jeśliby niepewny głos dała, któż się do boju gotować będzie”. Ten sposób podsunął mi Janusz Korczak, w rozdziale 36:

„Nawet uczciwi lekarze mieć muszą dwie miary postępowania: u rozumnych rodziców są przyrodnikami, mają wątpliwości, przypuszczenia, trudne zagadnienia i ciekawe pytania; u nierozumnych są oschłymi guwernerami, stąd dotąd i znak paznokciem na elementarzu. »Co dwie godziny łyżeczka, jajeczko, pół szklanki mleka i dwa biszkopciki«”.

Tak więc „głos trąby” jest nieunikniony wobec pewnej grupy ludzi. Lecz istnieją też inni ludzie (tu: wierzący), z którymi można naprawdę badać, wejść w głębsze pokłady Prawd Bożych, tam gdzie są przypuszczenia, trudne zagadnienia, wątpliwości. Tam „głos trąby” jest jak słoń w składzie porcelany, jednym dźwiękiem zniszczy subtelne, delikatne odczucia i rozważania.

Wszystko Pismo od Boga jest natchnione i pożyteczne ku nauce, ku strofowaniu, ku naprawie, ku ćwiczeniu, które jest w sprawiedliwości; Aby człowiek Boży był doskonały, ku wszelkiej sprawie dobrej dostatecznie wyćwiczony – 2 Tym. 3:16-17, BG.

Chyba nie ma większej radości dla nauczyciela, kiedy zobaczy, że uczeń staje się samodzielny w myśleniu, działaniu, że coraz rzadziej pyta nauczyciela i na niego się ogląda. Mam wrażenie, że część duchowych nauczycieli, kapłanów, pasterzy, starszych zborowych, pielgrzymów, chce czegoś przeciwnego – uzależnienia owiec, wiernych, współbraci od siebie. Żeby ci jak najczęściej ich pytali, konsultowali, składali sprawozdania. Jeśli potrafią coś zrobić sami – zorganizować spotkanie, warsztaty, konwencję wraz z obsługą duchową – to nie jest za dobrze. Tymczasem właśnie samodzielność jest celem. Najszczęśliwszy szef, kierownik, dyrektor to ten, który tak dobierze zespół i go ustawi, wyedukuje, że sam prawie nie musiałby niczego robić.

Polecam książkę Janusza Korczaka „Jak kochać dziecko”, uważam, że powinien choć przeglądnąć ją każdy kaznodzieja. Nie chodzi o czas karmienia dziecka, postępowanie w razie gorączki itp., ale o sposób patrzenia na człowieka, jego rozwój, o przełamywanie fatalnych przekonań.

Udostępnij...

O Autorze

Piotr Kubic

Piotr Kubic

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.