„Potężna Skało” czyli „Cieszcie się chrześcijanie”

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 19 grudnia 2014 | Obszar - na Wschód

Chanukowa refleksja o niektórych wspólnych rytach judaizmu i chrześcijaństwa

„Potężna Skało” czyli „Cieszcie się chrześcijanie”
fot. Natalia Litkowicz

Chanukah to święto, które w dzisiejszej praktyce stało się osobliwym przykładem wzajemnego oddziaływania na siebie judaizmu i chrześcijaństwa. Wywodzi się ono z ducha walki przeciwko próbom asymilacji Żydów za czasów helleńskiego panowania nad Jerozolimą. Tymczasem dzisiaj stało się jednym z najbardziej znanych, rozpoznawalnych i zasymilowanych świąt żydowskich w zhellenizowanym świecie chrześcijańskim.

Na wielkich placach wielu miast Zachodu zapala się chanukowe świeczniki, które ustawiane są w sąsiedztwie rozświetlonych chrześcijańskich choinek. Niektóre obyczaje bożonarodzeniowe wywodzą się z tego właśnie żydowskiego święta świateł i oliwy. Jednocześnie zaś we współczesnych obchodach żydowskich zintegrowane zostały pewne elementy chrześcijańskiego upamiętniania historii betlejemskiej gwiazdy.

Symbolem tej symbiozy może być najsłynniejsza bodaj chanukowa pieśń żydowska „Maoz Tzur”. Uważa się, że jej tekst napisany został w epoce krucjat, około XIII wieku, przez nieznanego poetę, który podpisał się pierwszymi literami pięciu początkowych zwrotek: Mem-Resz-Dalet-Chet-Jod, czyli Mardochaj. Kolejne zwrotki do tej pieśni dopisywali inni autorzy, między innymi słynny krakowski rabin i uczony, Moses Isserles (Remu). Osobliwością jest to, że najbardziej znana melodia tej pieśni pochodzi ze źródeł chrześcijańskich. Ewangelicy znają ją jako hymn autorstwa Marcina Lutra „Nun freut euch, lieben Christen g’mein”, ale dzisiaj wiadomo, że podobną melodię śpiewano już wcześniej. Może więc jednak wymyślili ją Żydzi? Kto wie. W każdym razie warto posłuchać tej pieśni w żydowskim oraz w chrześcijańskim wykonaniu, by uświadomić sobie, jak blisko siebie, pomimo licznych animozji, istnieją i rozwijają się obydwie te społeczności religijne.

Maoz Tzur:

Nun freut euch, lieben Christen g’mein:

Maoz Tzur

Potężna opoko mego zbawienia!
Wielbić Cię, jest moją rozkoszą.
Odnów mój dom modlitwy,
A złożę w nim ofiary dziękczynienia.
Gdy zgotujesz porażkę
Dla bluźnierczych wrogów,
Wtedy ja dołączę z pieśnią
Poświęcenia [Chanukah] ołtarza.

Moja dusza była nasycona utrapieniami,
Siły pochłaniał smutek.
Trudności napawały goryczą me życie
W jarzmie niewoli narodów.
Jednak On wielką swą mocą
Powoływał swych ulubieńców.
Armia faraona i wszyscy im podobni
Utonęli jak kamień w głębinach.

Sprowadził mnie do świętego mieszkania swego Słowa,
Ale i tutaj nie miałem spokoju,
Gdyż przyszli ciemięzcy i mnie wygnali,
Bym musiał służyć obcym.
Piłem wino odrętwienia,
Ledwo uszedłem.
Gdy upadł Babilon, pojawił się Zorobabel,
Po upływie siedemdziesięciu lat zostałem ocalony.

Zagrozić najwyższym cyprysom
Starał się Agagita, syn Hammedaty,
Lecz stało się to dla niego kamieniem obrażenia,
A jego arogancja została uciszona.
Wywyższyłeś głowę Benjaminity,
Zaś imię wroga wymazałeś,
Jego liczne potomstwo – jego całe dobro
Powiesiłeś na szubienicy.

Grecy zgromadzili się przeciwko mnie
Potem, za dni Hasmoneuszy.
Przerwali mury moich twierdz
I skazili całą oliwę.
Jednak z resztki zachowanej w jednym flakoniku
Dokonał się cud rozmnożenia.
Mędrcy przez osiem dni
Mogli wznosić pieśni chwały.

Obnaż swe święte ramię
I pospiesz z dokończeniem zbawienia.
Pomścij krew Twoich sług
Wylaną przez niegodziwy naród.
Gdyż triumf odwleka się zbyt długo
I nie ma końca dniom zła.
Strąć Edom w najniższe cienie,
A nam ustanów siedmiu pasterzy.

Nun freut euch, liebe Christen g’mein,

Cieszcie się razem, drodzy chrześcijanie!
Radośnie wespół wykrzykujmy,
Że ufnie i w jedności,
Z ochotą i miłością możemy śpiewać
O tym, co Bóg dla nas uczynił,
O Jego słodkich cudach,
Że tak drogo nas odkupił.
 

Długo byłem w niewoli diabła,
Zgubiony byłem w śmierci.
Mój grzech dręczył mnie dniem i nocą,
Gdyż taki się urodziłem.
I upadałem coraz niżej.
Nie było w moim życiu żadnego dobra,
Opętał mnie grzech.
 

Moje dobre uczynki nie miały wartości,
Były bowiem skażone.
Wola potępiona przez Boży sąd
Obumarła dla dobrych rzeczy.
Strach doprowadzał mnie do rozpaczy,
Że nie pozostało mi nic, jak tylko umrzeć.
Do otchłani muszę się stoczyć.
 

Wtedy Wieczny Bóg się ulitował
Nad tą przerastającą mnie nędzą.
Wspomniał na swoje miłosierdzie
I zapragnął mi pomóc.
Zwrócił do mnie swe ojcowskie serce,
Niczego zaiste nie pożałował.
Darował to, co było dla Niego najdroższe.
 

Rzekł do swego ukochanego Syna:
Nadszedł czas, by się zmiłować.
Wyrusz, najdroższa korono mego serca
I stań się zbawieniem dla ubogiego.
Pomóż mu w jego utrapieniu grzechu,
Zduś dla niego gorzką śmierć.
I pozwól mu razem z Tobą żyć.
 

Syn, który był posłuszny swemu Ojcu,
Przyszedł do mnie na ziemię.
Urodził się z dziewicy czystej i szlachetnej,
By stać się mym bratem.
W skrytości ustanawiał swe panowanie.
Przybył do mego biednego życia,
By odnieść zwycięstwo nad diabłem.
 
 

 

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta