„Skok rozwojowy”

Autor tekstu - Piotr Kubic | Data publikacji - piątek, 13 stycznia 2017 | Obszar - na Wschód

„Skok rozwojowy”
fot. Krzysztof Fijałkowski

Wzrastajcie w łasce i w poznaniu Pana naszego i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.
2 Piotra 3:18

Ten uroczysty i piękny werset niekoniecznie musi zawsze wiązać się z przyjemnością i pięknem. Chodzi konkretnie o słowo „wzrastajcie”. Uściślając – każdy prawdziwy wzrost, kiedy wreszcie nastąpi, wiąże się z pięknem i przyjemnością. Ale zanim dojdzie do wzrostu…

Opowiedziała mi matka dwumiesięcznego dziecka, że ostatnio maluch nie może spać, ciągle potrzebuje jej bliskości, jest nerwowy, widać, że cierpi. „To szkoda, co się dzieje?” – zapytałem. „Możliwe, że to jest skok rozwojowy. Widocznie za niedługo pojawi się u niego nowa umiejętność” – odpowiedziała. „Na przykład zacznie chwytać przedmioty. Tak było poprzednim razem. Po ostatnim okresie nerwowości niemowlak zaczął się uśmiechać.”

Słuchając tych opowieści byłem zdziwiony, bo po raz pierwszy usłyszałem pojęcie „skok rozwojowy”. Dziewięć lat temu, gdy urodziło się nasze drugie dziecko, nie znaliśmy tej teorii. Zauważaliśmy trudniejsze okresy w życiu naszych dzieci, ale nie wiązaliśmy ich z tym, że po nich pojawiały się nowe umiejętności. Tymczasem okazuje się, że jest to normalny tok rozwoju układu nerwowego.

To brzmi logicznie. Zacząłem podejrzewać, że „skoki rozwojowe” pojawiają się nie tylko, gdy jesteśmy dziećmi, ale towarzyszą nam przez całe życie.

Dążymy do spokoju, do poukładania naszych spraw, naszego życia, by w końcu „odnaleźć szczęście”. Ale to szczęście zdaje się wymykać. Co jakiś czas zdarza się coś, co wpędza nas w zakłopotanie, zmieszanie, dezorientację. A nawet, jeśli coś takiego nie nadejdzie z zewnątrz, to z wewnątrz nas wypływają napięcia. Spokojne, poukładane życie nagle przestaje być spokojne i poukładane. Widzimy to u siebie, albo u innych. Co się dzieje? – pytamy. Dlaczego nie może być dobrze?

Wiele wskazuje na to, że Bóg zaprogramował człowiekowi rozwój. Gdzieś wewnątrz nas pracuje mechanizm, który nie pozwala pozostać w jednym miejscu, nawet jeśli bardzo tego byśmy chcieli. Nawet, jeśli świadomie usiłowalibyśmy niczego w naszym życiu nie zmieniać, to nie jest to możliwe. Nierzadko pojawiają się wtedy pospieszne i niesprawiedliwe sądy innych ludzi, lub samooskarżenia – że „coś nam się nie podoba”, „szukamy czegoś lepszego”, „jesteśmy niewdzięczni”, „niedoceniamy tego, co mamy”. Ale to nie musi być prawda. Okres zdenerwowania, frustracji, krytycyzmu może być objawem, że przeżywamy właśnie „skok rozwojowy” i niedługo pojawi się nowa umiejętność. Trzeba po prostu przetrwać, wytrzymać, poczekać, bez pospiesznych osądów, oskarżania, bez lekkomyślnego niszczenia rzeczy, nad którymi pracowaliśmy do tej pory.

Udostępnij...

O Autorze

Piotr Kubic

Piotr Kubic

Komentarze (3)

  • Remigiusz Kasprzykowski

    Remigiusz Kasprzykowski

    05 lutego 2017 o 17:34 |
    W zasadzie są takie dwa okresy "skakania rozwojowego" kiedy sami dojrzewamy i drugi kiedy dorastają nasze dzieci, a my staramy się za nimi nadążać. Neurologicznie to najpierw chaos nowych połączeń w mózgu a potem przycinanie, formatowanie. Przekładając na duchowy sens mamy stać się dla królestwa jako dzieci wszak .... a nie jako zdziecinniali starcy więc jak najbardziej rozwój jestem za.
  • Romek

    Romek

    13 stycznia 2017 o 22:33 |
    Skoro Piotrze używasz obrazu o „skoku rozwojowym” to ja opowiem o bajce którą słuchają moje dzieci o hipopotamie. Był on dobry dla wszystkich i wszystkie zwierzęta go lubiły. Niemniej przyszedł czas, że znalazły się inne zwierzęta (hieny, a jak) które postanowiły go wygnać z sawanny, z nad sadzawki w której brykał z przyjaciółmi . On sobie poszedł, bo nikt nie umiał go obronić. Zamieszkał samotnie hipcio na pustyni pod drzewem, bez przyjaciół z którymi lubił się śmiać i spędzać czas. Gdy po jakimś czasie wszyscy wokół zrozumieli, że to już nie to samo miejsce, gdy nie ma hipopotama, to porzucili królestwo rządzone przez hieny i poszli pod samotne drzewo do swojego przyjaciela. Co zrobiły hieny? Nie miały kim rządzić. Nie miały poddanych, nikt się ich nie bał. Nie było więc już sensu być królami w tym królestwie i sobie poszły. Wszystkie zwierzęta wróciły nad jezioro przy którym wcześniej szczęśliwie żyły.
  • Samuel Królak

    Samuel Królak

    13 stycznia 2017 o 21:46 |
    Bardzo ciekawe spostrzeżenie. Jeśli za tą obserwacją kryje się prawda, to może jest ona kluczem do zrozuemienia obecnych niepokojów. Mój teść powiedział mi coś podobnego - że śledząc wpisy na Patmos i w innych miejscach, a także tegoroczne wykłady konwencyjne dostrzega, że wielu ludzi obecnie dużo odkrywa i próbują to sobie nawzajem przekazać, a skutkiem tego jest rozdrażnienie. Mam nadzieję graniczącą z pewnością, że to symptom procesu rozwojowego. Wiesz co, Piotr, udał Ci się bardzo podnoszący na duchu tekst! Dzięki!

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.