Czy Bóg jest Bogiem porządku... (2)

Autor tekstu - Remigiusz Kasprzykowski | Data publikacji - piątek, 10 lutego 2017 | Obszar - na Zachód

oraz Marność, Wszystko Marność, czyli słów kilka o budowie odkurzacza i trudach odkurzania…

Czy Bóg jest Bogiem porządku... (2)

fot. Magda Dąbek

Kontynuacja tekstu: Czy Bóg jest Bogiem porządku... (1)

Zapraszam do części drugiej…

Różni jak liście jednego drzewa

Czy porządek jest zawsze dobry???

Nieuprawnionym jest mówienie, że porządek = dobro.

Oto przykład, jeden z wielu, jaki mi przychodzi do głowy jako uzasadnienie:

Największe uporządkowanie panuje w okolicy 0°K czyli -273.15°C – granicy, do której można obniżyć temperaturę układu termodynamicznego, aby miał jak najniższą energię. Nie muszę dodawać chyba, że przeprowadzenie takiego eksperymentu na organizmie żywym oznacza nieodwracalne zmiany i śmierć.

Nieuprawnionym jest również mówienie, że chaos = zło, szatan i grzech a hierarchia, czyli uporządkowanie pod jeden sznur, skutkująca brakiem zakłóceń poprzez wątpliwości i inne poglądy – to samo dobro i piękno.

Przykład:

W obawie przed niebezpieczeństwami i zamieszaniem w życiu można zaszyć się w łóżku – doprowadzimy do zaników mięśniowych i śmierci z głodu (brak wystarczającej wymiany energii i materii z otoczeniem), ale unikniemy wypadków samochodowych, złych ludzi i konieczności dokonywania nieustannych wyborów. Czy piękno i dobro kojarzy się komuś z bezruchem i śmiercią?

Więc, czy Bóg jest Bogiem żywym, a może ważniejsze – czy jest „Bogiem żywych”? To chyba jednak pytanie retoryczne.

Może jeszcze trochę biologii.

Czym się kończy przerasowienie, chów wsobny i dbanie o czystość rasy?

W telegraficznym skrócie – chorobami genetycznymi, skróceniem życia a nawet wzrostem podatności na choroby zakaźne.

To różnorodność genetyczna sprawiła, że przetrwaliśmy jako gatunek epidemię cholery, czarnej ospy, czy bardziej współcześnie grypy hiszpanki – bez antybiotyków i... szczepionek.

To trochę jak z lasem:

równy szereg drzew w lesie i jeden ich gatunek sprzyjają ich eksploatacji. Takie wyczesanie lasu ułatwia życie drwalom i myśliwym, ale powoduje jednocześnie większe straty w wiatrołomach, ułatwia życie szkodnikom i chorobom.

Przekładając to na życie duchowe:

jeśli z powodu fałszywej troski o sumienia (rzekomo) słabszych braci mamy wszyscy stać się jednakowi, sklonowani w równe rządki, to nie przetrwamy jako wspólnota ani wiatrów, ani współczesnych duchowych chorób...

Różnorodność to nasz zasób. Człowiek, który jest obok Ciebie może w wielu kwestiach z Tobą się nie zgadzać, jego pytania, wątpliwości mogą Cię irytować, wprowadzać zamęt i bałagan, ale jednocześnie pobudzają do myślenia, nie pozwolą zasnąć. Jest on niczym szczepionka.

A teraz najważniejsze: chroniąc zbór przed wszelkimi trudnymi dyskusjami, nie dopuszczając w nasze szeregi ludzi o różnej historii życia zamykamy hermetycznie drzwi. W efekcie otrzymujemy słabe dzieci nie potrafiące chodzić ani biegać i bardzo chorowite. Jedyne, co z takiego podejścia zostaje, to zużyte powietrze, inaczej mówiąc: zaduch krypty.

To zupełnie jak z układem odporności – w sterylnych warunkach przestaje się wysilać... A potem wystarczy tylko wystawić nos za drzwi...

W wyniku takich działań otrzymujemy porządek totalny, gdzie jest miejsce tylko dla mizernych kopii-klonów ukochanego przywódcy.

Taki porządek totalny jest nie tylko Bogu niemiły, ale sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem, natomiast w pełni gwarantuje władzę i kontrolę bez specjalnego wysiłku. Dostarcza przyjemności bycia ważnym i, z braku konkurencji, nieomylnym i niezastępowalnym. Zupełnie jak w polityce: żerowanie na ludzkich strachach i lękach.

Podsumowując jeśli jesteś złym pasterzem, będziesz usuwał silnych ze swego otoczenia, dbał by twoi podopieczni mieli zawsze taką samą monotonną dietę i pod absolutnie żadnym pozorem nie dopuścisz, aby rozwinęła się u Twego stada różnorodność zainteresowań i poglądów na życie... Aby nikt nie przejął Twego chwalebnego urzędu, nie podważył wątlutkiego autorytetu... Tylko, czy naprawdę muszę przypominać, co Bóg ma uszykowane dla takich „pasterzy”?

Miłość to chaos......

To jak z zakochaniem... Cała ta chemia mózgu powodująca motylki w brzuchu... To dopiero rodzi chaos!... I dobrze, że zadurzenie przechodzi w przywiązanie i lubienie, bo mimo że przyjemnie – życie na ciągłym haju jest dysfunkcjonalne... ;)

Oczywiście, w ramach strachu przed bliskością i zranieniem możemy w sobie to wszystko stłamsić i kontrolować, będzie wtedy w emocjach porządek... – porządek samotności i cisza cmentarza.

W życiu społecznym to nie albo porządek, albo chaos... To kwestia dynamicznej równowagi podobnej do tej, dzięki której oddychamy. Gazy nie leżą posegregowane ładnie w przegródkach, oddzielnie CO2, N2 i O2, tylko tworzą mieszaninę potocznie nazywaną powietrzem. W zasadzie to dzięki entropii oddychamy, odczuwamy piękne zapachy, ale i smród, co zresztą niejednego uchroniło od poważnego zatrucia.

Jest jeszcze ta metafora, że zbory są jak piekarnia – ciepło (miłość) jest efektem ubocznym wypiekania chleba (Prawdy). Tylko jedna sprawa: jeśli chcemy mieć w piekarni porządek, to piece nie mogą być gorące a dzieże zapchane ciastem.

Tyle, że wtedy zamiast chleba i bułek dostaniemy w najlepszym wypadku zakalec. Ale za to będzie czysto, bez kłopotów i zamieszania. W ogóle, jeśli ma być porządnie i czysto, to najlepiej nic nie robić.

Emocje to chaos i zamieszanie????

Argument, że kobiety rzekomo odczuwają więcej emocji, co im przeszkadza w wykorzystywaniu rozumu jest nieprawdziwy – mężczyźni odczuwają tyle samo i takie same emocje. Korzystanie z rozumu nie jest wszak kwestią narządów płciowych, tylko tego, co mamy pod czaszką.

Po prostu kultura pozwala ciągle jeszcze tylko kobietom na większą ekspresję uczuć, a od nas, mężczyzn wymaga przede wszystkim walki i zabijania. Przypominamy więc bojler z zatkanym zaworem bezpieczeństwa... Cisza, spokój, póki nie eksploduje.

Reasumując – dla tych, co podważają sens życia emocjonalnego, twierdząc że powoduje ono tylko niepotrzebny bałagan – waszym ideałem jest po prostu psychopata. To fantastyczny przykład nie kierowania się emocjami.

Do czego prowadzi życie czy praca z psychopatą, nie muszę chyba tłumaczyć. Łatwo zgadnąć, jak kończy się władza psychopaty – jaki jest efekt odcinania uczuć i emocji, eliminacji empatii w życiu zboru, kraju czy kościoła...

Bezsprzecznie struktura/porządek w szafie ułatwia znajdywanie skarpetek, oszczędza sporo czasu i nerwów, ułatwia życie. Tyle, że relacje międzyludzkie, to nie szafa z ubraniami.

Poza tym, obecnie bezsprzecznie wiadomo, po długich badaniach osób z dysfunkcjami mózgu, że człowiek, który ma uszkodzenia neurologiczne centrów odpowiedzialnych za przeżywanie emocji, nie jest w stanie podejmować najprostszych decyzji....

W ogóle przeciwstawianie rozumu uczuciom i emocjom jest z gruntu błędne. To tak, jakby przeciwstawiać stopę głowie, jakby obie nie były potrzebne.

Chaos i porządek,a nie jedno lub drugie...

Azja ma świetny symbol – mandalę, może ona być odczytywana na mnóstwo sposobów:  

można ją odczytać tak, że wszystko to, co jest przeciwstawne, tak naprawdę uzupełnia się wzajemnie: kobiece i męskie, emocje i rozum, porządek w chaosie, chaos w porządku, yin yang... I jeśli nadal chcesz mówić, że poganie..., że to złe.... itd. – cóż, masz prawo. Pewnie tak do siebie gadają lemingi. Lecąc w przepaść z zamkniętymi oczami, ciągle twierdzą, że patrzenie się pod nogi jest wymysłem i dziełem szatana.

Zbliżając się do końca jeszcze tylko mały apel – nie tapetujmy Pismem Św. naszych poglądów politycznych, nie uzasadniajmy nim naszej ksenofobii. Jezus nikim nie gardził, to Nim gardzono.

Chaos / porządek to nie alternatywa. Bóg stworzył oba te stany – są one ani dobre, ani złe – podobnie jak grawitacja (mimo, że przy upadku z wysokości może zabić). Chyba, że jesteś zwolennikiem Marcjona i wierzysz, że to zły demiurg Starego Testamentu stworzył okrutny i ohydny świat. Ale na to nie mam już odpowiedzi...

Podsumowując

Entropia... sorry, taki mamy wszechświat, widocznie jest nam to potrzebne – najwyraźniej Bóg nie chciał, abyśmy w bezruchu trwali (wtedy się cofamy), tylko silili się i wysilali.

A poznanie pełne wszystkiego jest niemożliwe – chyba, że wierzysz, że Bóg bezpośrednio Ci szepce do uszka najtajniejsze prawdy. A na to jest odpowiedzią raczej sanatorium bez klamek i psychotropy.

Vanitas vanitatum et omnia vanitas (Marność Wszystko Marność)

Wbrew pozorom te słowa pocieszają i dają nadzieję, bo celem wszystkiego jest miłość nieustanna i nieobłudna, a nie wiedza, która przemija...

Działajmy póki jest dzień. Mimo, że to powoduje bałagan – bo porządek totalny jest mocno przereklamowany, przynajmniej od czasu III Rzeszy.

Udostępnij...

O Autorze

Remigiusz Kasprzykowski

Komentarze (10)

  • Remigiusz Kasprzykowski

    Remigiusz Kasprzykowski

    17 marca 2017 o 21:53 |
    no i może jeszcze cytat: Dla wierzącego Bóg stoi na początku, dla fizyka zaś na końcu wszelkich dociekań.Religia i nauki przyrodnicze nie znajdują się w stosunku do siebie w opozycji, jak to niektórzy myślą, czy obawiają się tego, lecz prowadzą różnymi drogami do tego samego celu, a celem tym jest Bóg.
    Max Planck
  • Krzysztof Chrobak

    Krzysztof Chrobak

    17 marca 2017 o 14:35 |
    Zgadzam się z Beniem i Remigiuszem.
    • Romek

      Romek

      17 marca 2017 o 20:32 |
      Aaaaa, a dokładnie z czym Krzysztofie? Z fizyką? Ciężko z nią dyskutować. Nie tyle, że fizyka jest ciężka, bo jest. Ale jak my ludzie "wiary" w nią wierzymy. Czy wierzymy ze mc2 to jest stała? czy może nie koniecznie. Świat nauki zaczyna (nieśmiało) rozmyślać, że to jednak nie jest prawda skończona (mc2), że dalej też jest "życie" czyli co?
      czarne dziury o którch pojęcie istnienia mamy od XIX wieku dzisiaj się "zmaterializowały"...
      Coraz częściej męczą mnie pytania; Na ile nasze wyobrażenie świata, stworzenia są tylko przebłyskiem, mgnieniem, wizją poetycką a na ile maja cokolwiek z nauką. Nie wiarą.
      Dochodzę do wniosków, mglistych, że mało.
      Remigiusz, czekam na wiecej.
      Ps. Byłem ostatnio z dziećmi w planetarium ( centrum Nauki Kopernik) i ledwo udało mi sie wstać po zakończeniu wykładu dla dzieci. Dla dzieci 4-7 lat.
      lata świetlne, galaktyki odłegłe o setki tysiące lat świetlnych, a to tylko ułamek wiedzy przekazywanej DZIECIOM,
      WIEDZY, NIE WIARY.
      • Remigiusz Kasprzykowski

        Remigiusz Kasprzykowski

        17 marca 2017 o 21:46 |
        No i to właśnie mi się podoba w nauce, świetna intelektualna rozrywka, no i ileż radości gdy się coś zrozumie.... Osobiście nie przeszkadza mi że nie mam szans ogarnąć całej współczesnej wiedzy to uczy pokory masz absolutnie rację. Polecam Scientific American (Świat Nauki polska edycja) świetnie potrafią tłumaczyć to co aktualnie jest odkrywane.....
  • Remigiusz Kasprzykowski

    Remigiusz Kasprzykowski

    16 marca 2017 o 15:37 |
    Tak na marginesie to fizyka moim zdaniem nie potrzebuje godzenia z Biblią to jest po prostu jeszcze jeden sposób na "poznawanie dzieła rąk Jego" podobnie zresztą jak inne empiryczne nauki... a matematyka jest tego narzędziem/językiem
    • Piotr Kubic

      Piotr Kubic

      17 marca 2017 o 00:50 |
      Remigiusz, to bardzo rzadka opinia, że nie ma potrzeby godzenia nauki i Biblii. Pisze o tym np. ks. prof. Michał Heller, który poświęcił życie obszarowi, który łączy Biblię i naukę.

      Myślę, że nieustannie zdaję egzamin z czytania Biblii z otwartym sercem. Albo inaczej – próbuję otwierać moje serce.
      • Remigiusz Kasprzykowski

        Remigiusz Kasprzykowski

        17 marca 2017 o 10:34 |
        Chodzi mi o to że nie widzę konfliktu między tymi drogami poznania : wiara zajmuje się zbawieniem fizyka dociekaniem jaki świat wygląda, nie ma konfliktu aczkolwiek mogą występować części wspólne jeśli to masz na myśli zwłaszcza w astronomii albo inspiracje.....
        • Piotr Kubic

          Piotr Kubic

          19 marca 2017 o 10:23 |
          Zgadzamy się.
          Słuchałeś tego wykładu? Polecam.
          http://epatmos.pl/na-zachod/item/czy-bog-zostal-usmiercony-przez-nauke

          Jest w nim kilka prostych i otwierających umysł obserwacji. Super przykład - pytanie - dlaczego gotuje się woda? Można dać dwa rodzaje odpowiedzi:

          1) woda gotuje się, ponieważ dostarczenie energii do wody powoduje wzrost ruchliwości cząsteczek, i powyżej pewnej ilości energii cząsteczki oddalają się od siebie na tyle, że ciało zmienia stan skupienia - z ciekłego na lotny.

          2) woda gotuje się ponieważ chcę się napić herbaty.

          Prosty przykład różnicy między wyjaśnieniem MECHANIZMU, a wyjaśnieniem CELU. To, czego nie da się wyjaśnić na podstawie nauki, to kwestia PO CO coś robię, jaki widzę SENS. To pytanie wybitnie przynależy człowiekowi, najtrudniejsze ze wszystkich, jeśli odpowiedź na nie się zgubi, człowiek de facto umiera.
  • Piotr Kubic

    Piotr Kubic

    12 marca 2017 o 19:42 |
    Cieszę się z tych artykułów oraz komentarza Beniamina. Brakuje mi tego typu rozważań, tęsknię za nimi. Remigiusz zaledwie dotyka bardzo wielu kwestii naukowych, w telegraficznym skrócie i szybkimi wnioskami.

    Marzę, żeby na konwencjach, choć od czasu do czasu, był poruszany temat związku Biblii i nauki. Np. w Cluj zdarzają się regularne wykłady którym towarzyszą prezentacje multimedialne. Posiadamy potencjał ludzki, który mógłby realizować te tematy.
  • Beniamin Pogoda

    Beniamin Pogoda

    03 marca 2017 o 18:13 |
    Biblijna odpowiedź jest, oczywiście, prosta i wszystkim znana: PAN BÓG JEST BOGIEM POKOJU (I Kor. 14:33 - "nie waśni, lecz pokoju" - tłumaczy ks. prof. Eugeniusz Dąbrowski). Natomiast stworzony przezeń świat - a z pewnością świat istot żywych - nie jest czymś stałym i niezmiennym, lecz pozostaje w stanie dynamicznej równowagi. Zakłócenie tej równowagi, np. przez brutalną ingerencję z zewnątrz, powoduje uruchomienie mechanizmów adaptacyjnych - wspólnych dla całego świata organicznego - i znów ustala się nowy stan dynamicznej równowagi. Nie znam się na fizyce, ale w świecie jestestw organicznych (bakterii, grzybów, roślin zielonych i zwierząt, a także jednokomórkowców o nie w pełni ustalonej przynależności systematycznej, jak np. euglena zielona) panuje wspólny plan budowy komórkowej i materiału genetycznego. Wyraźnie widać, jak świat istot żywych w swej przebogatej różnorodności rozwinął się niczym wielki dąb z pojedynczej, malutkiej żołędzi - z czym zgadza się zapis Biblii: "niech wywiodą wody i ziemia wszelką roślinę i wszelkie zwierzę..." (co przecież zauważył i opisał Karol Russell - zobacz VI tom "Wykładów Pisma Świętego"). Ten mechanizm, raz puszczony w ruch, potrafi się sam zmieniać i rozwijać, a rozwój ten można opisywać prawami fizyki. Można to przypisywać przypadkowi, ale można w tym widzieć dzieło stworzenia - w tym znaczeniu, uznając teorię stopniowego rozwoju, pozostaję kreacjonistą. Jednym słowem - uważam, że Remigiusz ma rację :)
    Beniamin

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.