Dosadność

Autor tekstu - Ela Dziewońska | Data publikacji - piątek, 14 października 2016 | Obszar - na Zachód

Dosadność

fot. Krzysztof Fijałkowski

Mowa twoja cię zdradza powiedziano do Ap. Piotra. I dziś zdradza nie tylko pochodzenie, ale emocje – radość, złość, pewność siebie, wątpliwości, choć czasami myli prośbę z rozkazem, jak wykrzykiwane do dzieci: ja cię proszę, uspokój się!

Zaskoczył mnie pracownik muzeum w Biłgoraju, kiedy po dwóch przeze mnie wypowiedzianych zdaniach, ocenił: pani jest ze Śląska. A mnie wciąż wydaje się, że mówię czysto po polsku, podobnie jak znajomi z Lubelszczyzny. A taki uroczy jest ten ich zaśpiew.

Lubię ładnie formułowane myśli, bogate słownictwo, poprawność wypowiedzi, ale jeśli tekst jest odręcznie pisany, to by był czytelny. Drażnią mnie błędy wynikające z niedbalstwa, w ustnych wypowiedziach: przydługie przerwy i trudne do wytrzymania eee, yyy. Na retorykę, kaligrafię był kiedyś w szkole czas, bo ładny, staranny język świadczy o kulturze, obyciu, szanowaniu rozmówcy, czytelnika, słuchacza.

Ale czasami zdarza się sytuacja, kiedy dosadna wypowiedź jest wręcz konieczna, by poruszyć, nawet wstrząsnąć rozmówcą, zwłaszcza kiedy nie chce słyszeć przedstawianych racji. Czasami po to, by odeprzeć niesłuszny atak. Wszystko nadużywane traci moc, sens, ale są sytuacje, że nie da się inaczej, tylko dosadnie. Z obfitości serca usta mówią, więc jeśli jest w nim bezradność, złość, brak zrozumienia u interlokutora, trzeba użyć argumentów innych niż łagodne perswadowanie.

Przekleństw używam bardzo rzadko. Mam w głowie dosadny język bo dużo go na ulicy, także na szkolnych korytarzach, niestety. „przerywniki” są tak powszechnie używane, że stępiła mi się czujność i nie zawsze oburzeniem reaguję. Czasami wulgaryzmy pojawiają się w tekstach artystycznych i nie drażni mnie to, jeśli jest użyte w jakimś celu, jak choćby przytoczony dialog więźniów, żołnierzy czy pracowników na budowie. Trudno oczekiwać, by mówili kwiecistym językiem, a jeśli pisarz takowe wypowiedzi włożył im w usta, to pisze nieprawdę.

Kiedy moja koleżanka Marysia, nieżyjąca już niestety, wróciła poruszona rozmową z „pierwszym” czyli sekretarzem partii wtedy panującej i klęła „jak szewc”, upomniałam ją, czemu tak brzydko wyraża się o człowieku. Odpowiedziała krótko: to nazwij go inaczej. I faktycznie, nie dało się.

Udostępnij...

O Autorze

Ela Dziewońska

Komentarze (1)

  • Romek

    Romek

    18 października 2016 o 19:49 |
    Z tym akcentem to prawda :)
    Jak Gosia rozmawia przez telefon, to ja to wiem, że z rodzicami. Nie muszę pytać z kim rozmawia. Po prostu, przestawia się na śląski. tak automatycznie. Normalnie, na co dzień nikt u niej tego nie zauważa. Ani ja ani nikt z przyjaciół lub w pracy.
    Ciekawa sprawa.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.