Fundament i fundamentalizm

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 16 września 2016 | Obszar - na Zachód

Fundament i fundamentalizm
fot. Małgorzata Kubic

Każda religia czy ideologia ma swoje fundamenty. Ma je również chrześcijaństwo. Do fundamentalnych zasad należy przykładać wagę. Należy je podkreślać i ich bronić. Jednak przesadna, fanatyczna dbałość o fundamenty może przerodzić się w błędną i szkodliwą skłonność, którą współcześnie określamy mianem fundamentalizmu.

Fundamentalizm to dążenie do narzucenia wyznawanych przez siebie zasad innym ludziom. Działanie to dotyczy przede wszystkim członków własnej społeczności religijnej czy ideologicznej. Jednak towarzyszą mu często próby takiego zawładnięcia przestrzenią publiczną, by również inni ludzie, nie wyznający głoszonych przez fundamentalistów zasad, zmuszeni byli zachowywać się zgodnie z ich wymaganiami.

Najbardziej znaną dzisiaj formą tego zjawiska jest fundamentalizm islamski. Chętnie posługuje się on przemocą i strachem, by zmusić otoczenie do przestrzegania obyczajów zgodnych z wymaganiami skrajnie pojmowanego szariatu. Fundamentalizm protestancki w Stanach Zjednoczonych posługuje się metodami demokratycznymi, by wywierać presję na pozostałych obywateli tego kraju w zakresie uznawania i przestrzegania wyznawanych przez jego przedstawicieli chrześcijańskich wartości. Fundamentalizm katolicki w Europie, często łączący się z nacjonalizmami, tak jak na przykład w Polsce, dąży do stworzenia autorytarnej formy rządu, który działałby w imię zasad głoszonych przez władze w Watykanie.

Współczesne ruchy fundamentalistyczne zrodziły się w odpowiedzi na modernistyczny, skrajny liberalizm, dopuszczający do przestrzeni publicznej wszelkie rodzaje poglądów i zachowań, o ile tylko nie są szkodliwe dla innych ludzi. Ateizm i modernistyczna teologia zrodziły u wielu chrześcijan potrzebę obrony fundamentów wiary i moralności. Jedni bronią ich poprzez opieranie się tym wpływom i propagowanie właściwych przekonań metodami pokojowymi i przyjaznymi dla innych ludzi. Inni zaś uważają, że najlepszą formą obrony jest atak i już na przedmurzach swoich kościołów atakują tendencje i skłonności, które wdzierają się do ich społeczności, nawet przez ich sekciarskie ogrodzenia.

Fundamentalizm łatwo daje się zaobserwować, gdy konkretyzuje się w strukturach społecznych czy też gdy podejmuje agresywne działania. Jezus nakazał jednak swoim naśladowcom upatrywanie grzechu znacznie wcześniej, już w jego zarodkach i początkowych działaniach. Według Jego nauki np. lekceważenie bliźniego jest już zaczątkiem morderstwa, a pożądliwość – cudzołóstwa. Jeśli fundamentalizm jest grzechem, to należałoby zgodnie z tą nauką upatrywać jego zarodków we własnych myślach i uczuciach.

Czy fundamentalizm jest grzechem?

Wiara w istnienie fundamentalnych zasad i nauk jest oczywiście zgodna z Biblią i zalecana przez jej natchnionych autorów. Jednak narzucanie ich siłą ludziom, którzy wierzą inaczej lub nie wierzą w ogóle, wydaje się być sprzeczne z zasadami Biblii i Bożym zamierzeniem.

Od pierwszych stron Biblii wierzący człowiek uczy się zasady wolności wyboru. Bóg zakazał jedzenia owoców drzewa poznania dobra i zła, obwarował ten zakaz karą, ale nie ogrodził drzewa wysokim płotem ani też w żaden inny sposób nie uniemożliwił człowiekowi zakosztowania smaku zakazanego owocu.

Od czasu pierwszego grzechu Bóg mniej lub bardziej cierpliwie toleruje zło, reagując tylko w krytycznych sytuacjach, gdy działania ludzi lub innych istot wchodzą w bezpośredni konflikt z Jego zamierzeniami.

Jezus nie był fundamentalistą. Mając nieograniczone możliwości udowodnienia swojej racji, cudownego pokonania przeciwników, nie wykorzystał nigdy tej przewagi. Szatan próbował Go nakłonić do skoczenia z wysokiego narożnika świątyni i zademonstrowania w ten sposób nadludzkiej mocy, jednak Jezus nie skorzystał z tej propozycji.

Moc Boża szanuje ludzką godność, której podstawowym składnikiem jest wolność. Jeśli człowiek chce postępować źle, to Bóg mu tego nie uniemożliwia, choć zaleca społecznościom ludzkim, by broniły się przed złem, np. przez nakładanie kary, izolowanie czy nawet eliminowanie szkodliwych jednostek. Nigdy i nigdzie jednak Bóg nie zalecał stosowania kar za błędne poglądy. Owszem, jeśli ktoś bluźnił w Izraelu, podlegał karze, i to surowej. Zgodnie z tym również współczesne kodeksy przewidują kary za obrażanie uczuć religijnych. Jednak stosowanie tych przepisów w systemach szanujących ludzką godność jest mocno ograniczane, by nie mogły być one wykorzystywane przez fanatycznych zwolenników jednej opcji religijnej czy ideologicznej do prześladowania innych.

Wydaje się więc, że ograniczanie wolności drugiego człowieka, w tym również wolności do popełniania błędów i wyznawania błędnych poglądów (o ile oczywiście ktoś z całą pewnością umie taki błąd stwierdzić), jest sprzeczne z Bożymi metodami postępowania oraz z Jego nauką przekazaną w Biblii. A jeśli tak, to fundamentalizm rozumiany jako narzucanie komuś siłą poglądów czy tradycyjnych obyczajów, jest grzechem.

Pierwsze oznaki choroby fundamentalizmu

Skłonność do fundamentalizmu najłatwiej u siebie rozpoznać po tym, w jaki sposób reagujemy na zło i jak wyobrażamy sobie Bożą władzę na ziemi. Gdyby ktoś dał mi nieograniczoną moc i zdolność rozpoznania zła w jego zarodku, co zrobiłbym z ludźmi mającymi przestępcze zamiary, na przykład z fundamentalistami islamskimi, którzy gdzieś na dalekiej pustyni planują swoje zamachy? Jaka byłaby moja pierwsza reakcja na udzielenie mi takiej możliwości w sytuacji, gdy właśnie został przeprowadzony zamach, w którym zginęli niewinni ludzie?

W jaki sposób wyobrażam sobie władzę Bożą? Niektórzy chrześcijanie wierzą w Królestwo Boże na ziemi. W jaki sposób wyobrażają sobie ustrój tego Królestwa? Czy jego zasady będą ludziom narzucane siłą, przy pomocy surowych kar i automatyczne uniemożliwianie złych myśli i prób ich realizacji? Czy będzie to władza absolutna i autorytarna, która zmusi każdego człowieka do przyjęcia jedynego słusznego poglądu?

Zostawiam te pytania bez odpowiedzi, aby każdy sam mógł się zastanowić, jakie byłyby jego odpowiedzi i czy metody, które przychodzą mu w pierwszej chwili do głowy, różnią się znacznie od tego, co proponują reżimy fundamentalistyczne w krajach islamskich czy też władze kierujące się fundamentalistyczną ideologią narodowo-katolicką.

Zaczątki fundamentalizmu w działaniu

W naszej rzeczywistości prawno-politycznej nie da się nikomu siłą narzucić poglądów ani obyczajów. Jest to po pierwsze zakazane, a po drugie najzwyczajniej niemożliwe, dlatego że każdy ma dzisiaj równy dostęp do środków przekazu, może drukować i głosić, co chce, może publikować w mediach takie poglądy, jakie uważa za słuszne i żadne władze kościelne ani nawet polityczne nie są w stanie mu w tym przeszkodzić, o ile nie szerzy oszczerstw i nie nawołuje do nienawiści. Dlatego fundamentalizm posługuje się dzisiaj innymi metodami i przejawia się w innych formach działania niż dawniej, jak choćby w czasach komunistycznych, kiedy to, chcąc wydrukować książkę czy broszurę, trzeba było otrzymać przydział papieru, a tego nie można było zrobić bez zgody formalnie zarejestrowanej władzy kościelnej czy politycznej.

Dlatego na własny użytek podejmuję próbę wskazania na niektóre przejawy i metody działania współczesnego fundamentalizmu, które można próbować zaobserwować we własnym sposobie myślenia i działania po to, by podjąć walkę z niedobrą skłonnością w samym jej zarodku i nie stać się uczestnikiem modnego ostatnio grzechu.

1. Poszerzanie fundamentu

Biblia podaje pewne fundamentalne zasady. Jest ich niewiele. Apostoł Paweł wymienia dwie: wiara w Boga i pokuta od martwych uczynków (Hebr. 6:1). Dokłada jeszcze do tego cztery początkowe nauki: o chrztach, o nakładaniu rąk, zmartwychwstaniu i wiecznym sądzie. Znajdujemy też w Piśmie Świętym podpowiedź, że fundamentem jest Słowo Boże przekazane przez apostołów i proroków, a jego kamieniem węgielnym jest nauczanie Jezusa (Efezj. 2:20). Fundamentalna jest też dla chrześcijan wiara w to, że Jezus jest Synem Bożym i Mesjaszem (Mat. 16:16).

Konstytucja Bożego Prawa danego wcześniej Mojżeszowi na Synaju również jest dość prosta – składa się z dziesięciu krótkich przepisów. Reszta to w zasadzie komentarz. Zawiera ona jedną tylko fundamentalną prawdę teologiczną. Trzeba wierzyć, że JHWH, który wyprowadził Izraela z Egiptu, jest jedynym Bogiem.

Założyciel ruchu Badaczy Pisma Świętego wyznawał dwie fundamentalne zasady tworzenia społeczności chrześcijańskiego kościoła. Przy czym pod pojęciem kościoła, czyli zboru, rozumiał zgromadzenie wierzących – zarówno tych, którzy okazali to przez chrzest, jak i tych, którzy tego nie uczynili, poprzestając jedynie na wyznaniu wiary w Jezusa. W różnych miejscach jego pism rozmaicie były te zasady nazywane, jednak najogólniej chodziło o (1) docenienie ofiary krwi Jezusa oraz (2) uznanie własnej potrzeby skorzystania z tej ofiary. Oczywista była do tego (3) wiara w Jedynego Boga, który jest przecież Ojcem Jezusa, oraz w (4) Pismo Święte – czyli Biblię w kanonie protestanckim – jako natchnione Boże objawienie.

Amerykańscy protestanci, prezbiterianie, od których działań wywodzi się właśnie rozważane pojęcie fundamentalizmu, przyjęli w 1910 r. już pięć fundamentalnych zasad teologicznych, z których cztery dotyczyły Jezusa. Tylko tych, którzy wyznają owe pięć fundamentalnych nauk, skłonni byli uznawać za członków (własnego) kościoła. A i te pięć zasad szybko przestały wystarczać kolejnym pokoleniom amerykańskich fundamentalistów do wyznaczenia sekciarskich ogrodzeń dla własnych kościołów.

Podstawową skłonnością fundamentalisty jest poszerzanie fundamentu. Proste definicje wyznaczane przez Słowo Boże czy założycieli wielkich religii nie wystarczają, by dostatecznie, zdaniem fundamentalisty, odgrodzić się od otaczającego świata inaczej i źle wierzących. Fundamentalista potrzebuje precyzyjniejszych definicji, kto jest jego bratem, a kto nie. Nie chce w tej sprawie mieć wątpliwości. Dlatego jego fundamenty zawierają 20, 30, 50 i więcej nauk podstawowych, bez uznania których nie poda ręki innemu wierzącemu, nie nazwie go bratem i nie pomodli się z nim, gdyż boi się, że dopuści się w ten sposób bałwochwalstwa.

Dlatego jeśli zastanawiasz się nad tym, czy przypadkiem nie ulegasz modzie fundamentalizmu, zadaj sobie pytanie, ile wyróżniasz nauk teologicznych, które uznajesz za fundamentalne. Czy wystarcza Ci ta jedna z religii Mojżeszowej i dwie wyznaczone przez apostołów, czy też potrzebujesz większej ilości pytań, by ustalić, czy ktoś jest twoim bratem. Jeśli tych pytań jest więcej niż pięć, to uważaj, gdyż znalazłeś się w doborowym gronie tych, którzy stworzyli nurt fundamentalizmu.

2. Przenoszenie punktu ciężkości

Mając już tak poszerzony fundament, fundamentalista chętnie skupia uwagę swoich współwyznawców na tych dobudowanych elementach, które wyróżniają jego wyznanie spośród wielu innych. Chociaż chętnie przyznaje, że tamte biblijne fundamenty są najważniejsze, to jednak w jego nauczaniu nie zajmują one wiele miejsca, nie są podkreślane, gdyż jego zdaniem są oczywiste i nie trzeba się nimi aż tak pilnie zajmować.

W ten sposób budowana jest sekciarska teologia. W miejscach niewyznaczanych przez Biblię wznoszone są duchowe dzwonnice i minarety, które nie służą bynajmniej ani do obserwacji, ani do obrony, lecz stają się punktami pustej, sekciarskiej propagandy.

Zastanów się dlatego, jakie nauki Biblii odgrywają kluczową rolę w Twoim nauczaniu; które z nich uznajesz za podstawę społeczności w twoim kościele czy zgromadzeniu. Czy są to fundamentalne zasady wyznaczane przez Mojżesza, proroków, Jezusa i apostołów, czy też nauki, które odróżniają Twoje wyznanie od innych chrześcijan. Jeśli masz skłonność przenoszenia środka ciężkości poza fundament wzniesiony przez Biblię, to twoja budowla wcześniej czy później się zawali lub zostanie zburzona przez Boga.

3. Polaryzowanie

Istotną cechą pomagającą rozpoznać zaczątki fundamentalizmu jest skłonność do polaryzowania poglądów i postaw. Fundamentalista postrzega świat w kategoriach dobra i zła. Chętnie upatruje we wszystkim działania Szatana i demonów, straszy, przestrzega. Czuje się w obowiązku ścigania i prześladowania zła. W tym celu posługuje się propagandą. Chętnie pomija argumenty strony przeciwnej, gdyż nie chce wprowadzać zamieszania w głowach „prostaczków”. Unika podawania różnych poglądów, jeśli takie są w uzasadniony sposób możliwe, gdyż jego parafianie chcą wiedzieć, w co mają wierzyć, a nie zastanawiać się i dyskutować.

Dla fundamentalisty wszystko, co choćby tylko w części nie zgadza się z jego sposobem rozumowania i argumentowania, jest od razu złem i zagrożeniem. Chętnie mówi: Jeśli damy palec, zabiorą całą rękę. Jeśli dziś pozwolę podać w wątpliwość choćby najmniej istotną tezę głoszoną przeze mnie z taką pewnością i przekonaniem, to jutro moi zborownicy zaczną wątpić we wszystko i być może całkowicie stracą wiarę. Ten strach powoduje, że maluje dwubiegunowy obraz świata. Albo jesteś z nim, albo przeciwko Bogu i Jezusowi. Jeśli się z nim choćby w pomniejszych sprawach nie zgodzisz, to według niego jesteś po stronie diabła.

Jeśli zatem twój obraz nauk biblijnych jest czarno biały, jeśli nie ma w nim żadnych kolorów czy choćby stopni szarości, to uważaj, bo twój sposób postrzegania duchowego świata został prawdopodobnie przefiltrowany przez zarazę fundamentalizmu.

4. Wywoływanie naprężeń

Fundamentalista koniecznie potrzebuje konfliktu. Zagrożenie uzasadnia jego bezkompromisowe działania. Dlatego broni się nawet wtedy, gdy nikt go nie atakuje. Czasami sam wywołuje konflikty, po to, by móc wskazać wroga. Maluje diabła na czystej ścianie, by strach przed popadnięciem w błąd skłaniał jego słuchaczy do szybkiego i bezmyślnego przyjmowania „wiarą” głoszonych przez niego poglądów.

Fundamentalista nie przepuści żadnej okazji do strofowania zła. Zauważy je wszędzie. Jego uwaga jest wytężona. W każdym artykule z gazety i w każdej telewizyjnej wiadomości zauważy błędy i zagrożenia. Będzie je chętnie podkreślał i przedstawiał w demagogiczny sposób. W każdym zachwianiu ekonomicznym czy militarnym będzie upatrywał końca świata, a w każdej niemoralności – zepsucia gorszego niż w Sodomie.

Fundamentalista słucha bardzo uważnie, co mówią jego współwyznawcy. Nie tylko wychwyci najdrobniejszą niezgodność z jego wykładnią, ale też nie omieszka prędko zwrócić na nią uwagi; postraszyć osobę źle mówiącą, że wprowadza niepotrzebne zamieszanie. Chętnie usłyszy głosy niezadowolonych. I choćby to była tylko jedna osoba, to będzie twierdził, że „są głosy”, jakoby taka nauka była niebudująca, że taki czy inny obyczaj gorszy słabych. Ta obrona maluczkich to jego atak, to chęć wywoływania napięć, które uzasadniają jego pryncypialną postawę.

Jeśli czujesz się w obowiązku zwracania wszystkim uwagi na ich błędy w myśleniu i działaniu, to bądź czujny, bo chroniczni naprawiacze świata przeważnie zakażeni się chorobą fundamentalizmu, a budowane przez nich „fundamenty” pełne są naprężeń, które przy najmniejszym wstrząsie doprowadzą do pęknięć.

5. Na śmierć i życie

Istotną oznaką skłonności fundamentalistycznej jest sposób prowadzenia debaty. Ponieważ fundamentalista jest przekonany, że istnieje tylko jedna prawda, taka, w jaką on wierzy, prowadzi dyskusję w sposób wyniszczający: Albo mnie przekonaj, że nie mam racji, albo uznaj mój pogląd. Chętnie posługuje się demagogią. W publicznej debacie dąży do ośmieszenia i poniżenia innych zapatrywań.

Jeśli Twój sposób prowadzenia dyskusji teologicznej przypomina walkę na śmierć i życie, a nie np. „pojedynek do pierwszej krwi” lub też jeszcze lepiej zmagania typu sportowego, mającego na celu wykazanie większej sprawności i słuszności zastosowanych metod treningowych, to zastanów się dobrze, czy sprawa, o którą walczysz, rzeczywiście warta jest takich ofiar po stronie twoich rzeczywistych lub urojonych przeciwników..

Prowadzenie do podziałów

Fundamentalizm dzieli, choć utrzymuje, że łączy wokół jedynej prawdy. Poprzez rozszerzanie i utwardzanie pola, na którym ma być osiągana zgoda, w rzeczywistości tworzy podstawy do coraz to nowych pęknięć, które będą dzielić społeczność niepotrafiącą odróżniać rzeczywistych fundamentów od nauk charakterystycznych, składających się na tożsamość jakiegoś ruchu czy kościoła. Tożsamość ideologiczna ruchu jest ważna, jednak indywidualność pojedynczego człowieka nie przekreśla jego przynależności do rodu ludzkiego i genetycznej więzi z pozostałymi dziećmi Adama. Podobnie poczucie więzi z Chrystusem łączy wszystkich, którzy budują na fundamencie Jego krwi. Tymczasem fundamentalizm, opierający się na chęci odróżniania się, prowadzi do podziałów i dlatego jest szkodliwy, zły i grzeszny.

Kilka postulatów pozytywnych

Wymieniliśmy niektóre elementy fundamentalizmu, które należy obserwować jako zalążki niebezpiecznej choroby. Trzeba je rozpoznawać, diagnozować i eliminować, by się nie rozchorować. Jednak od leczenia lepsze jest zapobieganie. Dlatego warto uświadomić sobie kilka prostych prawd, które pomagają wierzącemu chronić się przed chorobą fanatyzmu i fundamentalizmu.

  1. Uznanie kogoś za brata, podanie mu ręki, pomodlenie się z nim nie oznacza, że podziela się wszystkie jego poglądy, że trzeba się z nim od razu pod każdym względem zgodzić. Mamy czas na osiąganie jedności. Nie musi się to stać natychmiast, już dzisiaj.
  2. Żaden wierzący, również starszy i pasterz zboru, nie ponosi odpowiedzialności za poglądy swoich braci i sióstr. Owszem, można próbować wzajemnie się przekonywać, jednak ostatecznie każdy sam wytłumaczy się ze swoich błędów przed Bożym sądem.
  3. Nie da się naprawić wszystkich błędów tego świata. Nie da się tego zrobić we własnym zborze, swojej rodzinie, a nawet we własnym sercu. Owszem, można próbować, ale lepiej robić to ze świadomością, że się nie uda. Skoro nie udało się prorokom, apostołom, a nawet Jezusowi, to i mnie się nie uda.
  4. Prawda, nawet ta podstawowa, jest skomplikowana i ma wiele obliczy. Jest jak brylant – im więcej ma faset, tym piękniej się błyszczy.
  5. Wątpliwości nie są przejawem braku wiary, ale jej potwierdzeniem. Sztuczne eliminowanie wątpliwości, nierozważanie ich i pomijanie w publicznej dyskusji prowadzi do osłabienia wiary, a nie do jej wzmocnienia.
  6. Owszem, człowiek wierzący powinien usuwać ze swojego myślenia najdrobniejsze nawet błędy. Nigdy nie wolno mu zadowolić się stwierdzeniem: ta wiedza nie jest mi potrzebna do zbawienia. Każda prawda rozwija, a każdy błąd, nawet najdrobniejszy, psuje i zanieczyszcza. Jednak należy odróżnić prawdy fundamentalne od pozostałych pod tym względem, że co do fundamentów musimy się zgodzić, żeby tworzyć jednorodną społeczność wierzących, zaś w zakresie innych prawd należy dążyć do jedności, ale niekoniecznie musi się udać ją osiągnąć.
  7. Pokora to wielkie słowo, ale zwykła kultura i skromność każe mądrym ludziom poprzedzać prezentację swoich poglądów formułami typu: „Wydaje mi się”, „moim zdaniem Biblia uczy, że...”, „gdybyśmy wzięli pod uwagę ten werset, to wynikałoby z niego, że...”, „na ile rozumiem tę sprawę, to...” itp. Słowa te powinny szczerze wyrażać przekonanie mówiącego, że nikt z nas ludzi – chyba że jest się Jezusem – nie może być przekonany, że ma całkowitą rację. Każdy może się mylić, często się mylimy i mamy prawo popełniać pomyłki.

Fundamentalizm jest przejawem pychy w myśleniu. Pycha jest zaś jednym z najbrzydszych grzechów. Bóg brzydzi się „wyniosłym okiem” (Przyp. 6:16-17). Dlatego usuwanie każdego przejawu pychy i wyniosłości z własnego sposobu myślenia jest świętym obowiązkiem każdego dziecka Bożego.


PS. Autor ma nadzieję, że udało mu się wyrazić swoje poglądy w sposób niedogmatyczny otwierający dyskusję, a nie zamykający ją.

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta

Komentarze (6)

  • Pawel

    Pawel

    18 września 2016 o 18:16 |
    Zgadzam się z tak przedstawioną definicją fundamentalizmu. Muszę się jednak przyznać, że chętniej widzę go u innych niż w sobie. Tymczasem artykuł zachęca do analizy własnych myśli, emocji i reakcji... To dobrze.

    Postawy fundamentalistyczne, czy ogólnie rzecz biorąc radykalne, zawsze mi się kojarzyły ze skrajnie prawicowymi poglądami, ale można być chyba również skrajnym i radykalnym liberałem, bardzo "otwartym" na wszystko i wszystkich, w tym również jawne grzechy, potępione w Biblii.
    Tak więc chyba nie poglądy (fundamenty) stanowią o tym czy mamy w sobie ducha fundamentalizmu, ale nasza postawa, mniej lub bardziej radykalna... bardziej lub mniej otwarta.

    Tak więc obojętnie czy skłaniam się bardziej do ortodoksji, czy bliższe mi są poglądy liberalne, muszę baczyć czy się w nich nie radykalizuję.

    Na potwierdzenie, że jest to problem naszych czasów, społeczny, bardzo szeroki, zacytuję słowa prof. Stanisława Obirka: "Część chrześcijan oskarża tu innych o zbytni liberalizm i nadmierne otwarcie na tzw. świat i jego uciechy, a ci inni nie pozostają dłużni oskarżycielom, wyklinając ich od fundamentalistów i fanatyków. Jak to wytłumaczyć? Dlaczego zbudowane z takim trudem więzi ludzie szarpią i zrywają własnymi rękami i przy użyciu tych samych argumentów (wierność tradycji, jej właściwe i zgodne z wolą Boga odczytanie itd., itp.)?

    no właśnie... dlaczego ?
    • Piotr Kubic

      Piotr Kubic

      18 września 2016 o 23:23 |
      Ja odpowiem dlaczego – bo ludzie za mało są ze sobą, w relacji ”jeden na jeden”. „Bezpieczniej” jest trzymać się dalej od siebie i operować pojęciami – my, wy, oni – bo one sprawiają, że wszyscy jesteśmy raczej anonimowi. To ukrywanie siebie za fasadą grupy. To hołdowanie tradycji, zwyczajom, zamiast popatrzenie na drugiego człowieka po ludzku, indywidualnie, bez okularów nałożonych przez grupy, klasy. Wtedy okazałoby się, że jesteśmy bardzo podobni do siebie. I tego się boimy.

      Druga odpowiedź – mało wspominamy na słowa Jezusa, że prawo jest dla człowieka, a nie człowiek dla prawa. Gloryfikujemy prawo, grzmimy o sprawiedliwości, że jest ona „podstawą tronu Bożego”, ale rzadko wspominamy, że Bóg chce serca mięsistego, że na sądzie ostatecznym będzie bardziej się liczył kubek wody i odwiedziny w więzieniu, niż wyznawana doktryna.

      Sprawiedliwość, owszem, jest podstawą tronu, zanim się do tego tronu dojdzie, człowiek napotyka na łaskę (lub „miłosierdzie” Ps. 89:15). Łaska obejmuje nas wcześniej, niż sprawiedliwość.

      Ciekawe, że łatwiej pretendować do roli sędziego niż miłosiernego? Boimy się, że będziemy zbyt liberalni, a nie boimy się, że niesprawiedliwie zakwalifikujemy innych? Dlaczego?

      Psycholog powiedziałby, że dlatego, że dobrze znamy nasze pożądliwości, wady, grzechy, i dlatego musimy mustrować siebie, podbijać w niewolę nasze ciało. I dlatego trudno nam znieść, że inni mogliby mieć łatwiej, niż my mamy sami ze sobą. Czy to wyjaśnienie nie ma choć trochę sensu?
      • Pawel

        Pawel

        25 września 2016 o 23:29 |
        Owszem, ma sens. Dziękuję.

        Co więcej, im bliżej siebie są zwaśnione strony, tym zacieklej skłonne są zwalczać się bez pardonu. Gorszy jest "judaizujący" brat, niż "oryginalny", zdeklarowany Żyd.

        Radykalizm uniemożliwia jakikolwiek dialog, a bez dialogu nie ma społeczności. Każdy zamyka się w swojej samowystarczalnej przestrzeni
        najczęściej tracąc ochotę na budowanie czegoś wspólnie.

        Jeszcze jeden cytat: [...warunek przedwstępny humanizmu: "Prawdziwie człowieczy dialog różni się od zwykłej pogawędki, czy nawet od debaty tym, że przenika go przyjemność, jaką sprawia nam inna osoba i to, o czym ona się wypowiada"...]

        Takiego "człowieczego dialogu" nam potrzeba w procesie poszukiwania drogi pokoju.
    • dak

      dak

      18 września 2016 o 19:04 |
      To rzeczywiście ciekawe pytanie: Czy można być fundamentalistą liberalizmu? Wydaje się, że jest to oksymoron. Ale niewątpliwie można być radykałem w zakresie liberalnego podejścia. Zgadzam się, że każda skrajność jest szkodliwa.
  • Piotr Kubic

    Piotr Kubic

    18 września 2016 o 10:40 |
    Pod jednym z poprzednich artykułów pojawiła się sugestia, że określenia „fundamentalizm” używa się emocjonalnie i by zdeprecjonować rozmówcę. Po takiej sugestii należało napisać tekst taki jak ten i cieszę się, że on powstał i został opublikowany. Myślę, że po tej szczegółowej analizie nie ma wątpliwości, w jakim sensie i w jakim celu autor używa określenia „fundamentalizm”. Nie po to, by dyskredytować, lekceważyć, ale zwrócić uwagę na cały mechanizm i poważny problem, zagrażający społeczności.
  • Romek

    Romek

    17 września 2016 o 08:51 |
    Czy fundamentalizmem jest np. to jak jeden z polityków zabronił spotykania się dwóm osiołkom w poznańskim ZOO , ponieważ kopulowały na oczach dzieci? Z jego słów wynikało, że dbał o moralność. Czy to tylko głupota?
    Czy fundamentalizmem można nazwać zalecenie posiadania Biblii w formie fizycznej w czasie prowadzenia nabożeństwa a nie na tablecie, czy raczej nie do końca dobrze przemyślaną sugestią?
    Czy może, przeciwna postawa jest fundamentalistyczna. Tzn. zwracanie uwagi na takie oczekiwania?

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.