Minimalizm

Autor tekstu - Basia Honkisz | Data publikacji - piątek, 06 listopada 2015 | Obszar - na Zachód

Minimalizm

fot. Natalia Litkowicz

Minimalizm to popularne w ostatnich latach podejście do zakupów i posiadanych rzeczy, a dla niektórych – sposób na życie, filozofia, która w znaczący sposób wpływa na różne aspekty ich funkcjonowania. Nie ma jednej wspólnej definicji minimalizmu czy jakichś ścisłych zasad regulujących, co osoba uznająca się za minimalistę musi robić.

O co więc chodzi? O to, żeby zredukować liczbę rzeczy, które ma się w domu – do tych potrzebnych na co dzień. Aby zrezygnować z gromadzenia pamiątek, rzeczy, które „może się przydadzą”, ubrań „po domu” itp. Chodzi o rozsądne podejście do zakupów – zastanawianie się czy naprawdę potrzebujemy danej rzeczy, wybieranie rzeczy droższych, lepszej jakości zamiast tanich w dużych ilościach. W kuchni minimalisty znajdziemy jeden dobry nóż zamiast kilku o różnych funkcjach, szafa minimalisty to parę zestawów dobrej jakości ubrań, które można dowolnie łączyć ze sobą. Niepotrzebne rzeczy minimaliści sprzedają, rozdają lub wyrzucają.

Minimalizm to zupełnie świecki pomysł na życie, który powstał jako odpowiedź na wszechobecny konsumpcjonizm. Korzyści, jakie wymieniają osoby, które zdecydowały się podążyć za tym trendem to przede wszystkim więcej miejsca, więcej czasu (gdy ma się małą ilość rzeczy, nie traci się go na wybieranie, zastanawianie się co wybrać, układanie, sprzątanie), lepsze zarządzanie swoimi finansami. Ale też – podobno – porządkowanie przestrzeni wokół siebie wpływa korzystnie na porządkowanie swoich myśli, zrezygnowanie z ciągłego kupowania nowych rzeczy i polowania na promocje – pozwala skupić się na tym co najważniejsze dla nas. Niektórzy przenoszą sposób myślenia o rzeczach także na inne aspekty swojego życia – np. relacje z ludźmi („czy ta relacja jest dla mnie korzystna? czy nie wolę tego czasu spędzić inaczej niż z tą osobą?”), podejście do swojej pracy czy wolnego czasu.

Historie ludzi, którzy zainteresowali się tym tematem często zaczynają się od jakiegoś punktu zwrotnego w ich życiu, który wymusza potrzebę zmiany. Często jest to przeprowadzka, urodzenie się dziecka, kiedy ilość gadżetów wokół nich zaczyna przytłaczać, mają poczucie, że nie dają sobie rady ze wszystkim. Relacjonują poczucie zapanowania nad swoim życiem i ulgi, które towarzyszy pozbywaniu się nadmiernej ilości rzeczy.

Z perspektywy chrześcijanina – oczywiście, pewnie dla niektórych ludzi ten styl życia stał się świecką religią, sposobem na odnalezienie szczęścia i celem samym w sobie. Ale zgodnie z zasadą: Wszystko badajcie, a trzymajcie się tego, co dobre (1 Tes. 5:21), myślę, że możemy jako chrześcijanie wiele się od minimalistów nauczyć. Przede wszystkim: braku przywiązania do rzeczy materialnych. Prawdziwy minimalista nie jest sentymentalny, nie gromadzi sobie pamiątek. Często w poradnikach pada propozycja, żeby spróbować pójść o krok dalej i pozbyć się nie tylko zbędnych rzeczy, ale też jakiejś rzeczy bez której trudno nam będzie – przynajmniej początkowo – żyć. Możemy to potraktować jako realizację zalecenia Pana Jezusa: Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje (Mat. 6:19-21).

Po drugie: nauka redukcji swoich potrzeb. Niektórzy skrajni minimaliści wyznaczają sobie cel – mieć w mieszkaniu np. tylko sto przedmiotów. Możemy to oczywiście uznać za przesadę, ale wiemy też, że… rzeczywiście, pobożność jest wielkim zyskiem, jeżeli jest połączona z poprzestawaniem na małym. Albowiem niczego na świat nie przynieśliśmy, dlatego też niczego wynieść nie możemy. Jeżeli zatem mamy wyżywienie i odzież, poprzestawajmy na tym (1 Tym. 6:6-8). Można pozbywanie się rzeczy uznać za element chrześcijańskiej pracy nad swoimi słabościami, ale też za lepsze poznanie siebie i zobaczenie jak bardzo do pewnych rzeczy jesteśmy przywiązani, ile sprzętów rzeczywiście potrzebnych nam jest do wygodnego funkcjonowania.

Po trzecie: korzystny wpływ na otaczający nas świat. Kupowanie dużej ilości rzeczy wzmaga negatywne strategie dużych firm, takie jak wyzysk pracowników w ubogich krajach. Minimalizm jest ekologiczny, a gdy niepotrzebne nam rzeczy zamiast wyrzucać oddajemy osobom potrzebującym – przyczyniamy się też do poprawy czyjegoś bytu.

Szczerze mówiąc, dopóki nie odkryłam minimalizmu w internecie i nie zobaczyłam jak realizują go u siebie moje koleżanki, idea redukcji przedmiotów w mieszkaniu w ogóle nie przyszłaby mi do głowy. Jeszcze sprzedaż – owszem, zwłaszcza gdy brakowało mi gotówki, ale rozdawanie czy wyrzucanie przedmiotów nie mieściło mi się w głowie, w końcu nigdy nie wiadomo kiedy „coś się może przydać”. Mając teraz trochę więcej czasu, spędziłam go na przeglądaniu przedmiotów w mieszkaniu i wielu z nich udało mi się w taki czy inny sposób pozbyć. Przyznaję, że przy niektórych sprzętach poczułam uczucie żalu, a niektórych pozbyłam się z ulgą. Na dłuższą metę oczyszczanie przestrzeni wokół siebie robi się nawet uzależniające i łapię się na tym, że myślę z czego by tu jeszcze zrezygnować. Jestem też bałaganiarą z natury i zmniejszenie ilości przedmiotów pomaga mi choć trochę zapanować nad panującym zazwyczaj wokół mnie chaosem.

Nie uważam, że przyjęcie tego stylu (który – nie czarujmy się – jest też po prostu pewną modą) jest konieczne dla każdego chrześcijanina, ale chciałam przybliżyć ten temat i zaproponować wam go w ramach pewnego eksperymentu. Może – tak jak i mnie – przyniesie on wam dobre duchowe owoce.

Udostępnij...

O Autorze

Basia Honkisz

Basia Honkisz