Nauka (?) porządku

Autor tekstu - Romek Kopak | Data publikacji - piątek, 28 października 2016 | Obszar - na Zachód

(nie wiem, czy podawać jakiś werset przewodni)

Nauka (?) porządku
fot. Romek Kopak

17 października 2016r.

Postanawiamy, (no właściwie ja postanawiam, bo Gosia ma spore wątpliwości co do pomysłu, ale godzi się) wprowadzić dzieciom nową metodę nauki porządku. Przede wszystkim we własnych pokojach.

Mamy już dość ciągłego napominania dzieci, aby sprzątały zabawki w ich pomieszczeniach.

Do tej pory odbywało się to w ten sposób:

- Benek, posprzątaj klocki.
- Klara, dlaczego lalki leżą pod biurkiem?
- Benek, zanim pójdziesz spać sprzątnij z podłogi zabawki.
- Klara sprzątnij swoje farbki, do spania nie są ci one potrzebne.
- Benek, dlaczego książki są na podłodze?
- Benek jak możesz odrabiać lekcje w takim bałaganie?
- Klara, dlaczego znowu twoje kolorowanki są pod łóżkiem?...

I tak ciągle, codziennie, po przyjściu ze szkoły, przedszkola, przed snem. W poniedziałek, środę, sobotę… Cały czas. Denerwujemy się my, a i dzieci też nie są z tego powodu szczęśliwe. Jest płacz, krzyki, kazania, kary itp…

Ostatnio słuchałem audycji o pewnej metodzie nauczania w szkole. W skrócie, „bezstresowej”. Polega to na tym, że dzieci, już w szkole podstawowej, nie są zmuszane do nauki. Nie mają zadawanych lekcji do odrobienia w domu. Nikt nie każe im uczyć się tabliczki mnożenia. Nikt nie zmusza do czytania „Pana Tadeusza” i nie odpytuje z „Dziadów”. Luz, totalny, całkowity luz. Nikt, nic do niczego nie zmusza.

Dzieci przez pierwszy rok często są na „detoksie”. Sprawdzają, czy i jak daleko nie muszą się uczyć. Czy naprawdę nikt nie zmusza ich do czytania „Nad Niemnem”. Nie sprawdza, czy wiedzą, co to są atomy, elektrony… Co to jest pantofelek i kiedy była bitwa pod Grunwaldem. Kto to był Kopernik i czy na pewno była kobietą? Pełen luz.

Gdzie haczyk?

Ano, jest. Oczywiście. Jak na studiach. Ten sam system. Nauczyciel nie denerwuje się, tylko dwa razy do roku (chyba dwa razy, nie pamiętam) robi sesję i sprawdza wiedzę, którą przekazuje dzieciom na lekcjach. Tę z „Pana Pantofelka, jak miał na imię Na Ten Czas z „Pana Tadeusza”, o której zaczęła się Bitwa pod Grywałdem, ile jest elektronów. Kto „wzruszył Słońce a wstrzymał Ziemię” (jakoś tak). Dlaczego w gniazdku jest prąd i dlaczego lepiej tam nie pchać palucha, jaki jest pierwiastek z 0, ile kropek ma biedronka…

Postanowiliśmy spróbować wprowadzić podobne zasady co do porządku w pokojach dzieci.

Ich pokój, nasz (s)pokój. Nie wiemy czy przyniesie efekt. Nie wiemy jak długo Gosia wytrzyma. Nie wiemy, czy robactwo nas nie przegoni z domu. Nie wiemy, czy dzieci nie przeniosą się do nas, do sypialni i pokoju dziennego, a w kuchni nie urządzą strefy porządku (swojego). Nie wiemy, czy dzieci obecny stan rzeczy nie uznają za „normalny”. Czy nie będziemy musieli gotować obiadów na ognisku przed domem a garaż zaadaptować (po wprowadzeniu skanowania siatkówki w zamku w drzwiach wejściowych) na sypialnię. Czy na pewno z kranu będzie lecieć woda a nie farbki. Czy w przypadku wizytacji ze szkoły oceniającej „warunki” nie odbiorą nam dzieci (myślę, że w ciągu godziny oddaliby z powrotem z westchnieniem ulgi ;-)).

Jest wiele niewiadomych w tym eksperymencie.

Co jest haczykiem dla naszych dzieci? Do czasu, aż nie zapanują nad chaosem, nie dostaną żadnych nowych zabawek, książek, prezentów. Nie wolno im bawić się nigdzie poza swoimi pokojami. „Nie będzie niczego” jak mawia klasyk.

PS. Co prawda, w tej audycji „małymi literami” było podane, że nie wszystkie dzieci nadają się do tej eksperymentalnej szkoły… ups!

Informacje z frontu

22 października 2016 r.

Już tydzień trwa ofensywa.

Nasze wojska prą naprzód. A wróg? A wróg, tuż, tuż za nim.

Tak mniej więcej wygląda sytuacja po tygodniu. Reporterzy wojenni uwiecznili obrazy. Przynajmniej tyle pozostanie po obrońcach. Widok wstrząsający. Najgorzej sytuacja wygląda na odcinku atakowanym przez Klarę, ale to pewnie dlatego, że Benjamin też często tam atakuje. Obrona po pierwszym zmasowanym ataku jest już na granicy wytrzymałości. Bliska jest poddania się. Nie wiem, jak długo najbardziej twardzi wytrzymają. Na razie to w szeregach obrońców szerzy się defetyzm. Atakujący napierają całą szerokością frontu, nie biorąc zakładników. Obrońców to przeraża.

Mają nadzieję, że z obłędem w oczach nie wycofają się i utrzymają się na pozycjach w okopach.

W miarę możliwości, o ile stan zdrowia pozwoli, będziemy podawali najnowsze informacje. (O ile ktokolwiek z obrońców przeżyje)

Więcej zdjęć nie publikujemy, nie wiemy, czy tych drastycznych obrazów nie będą też oglądały dzieci.

Z linii frontu
Korespondent wojenny
Romek

Udostępnij...

O Autorze

Romek Kopak

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.