O walce z nałogiem

Autor tekstu - Basia Honkisz | Data publikacji - piątek, 10 kwietnia 2015 | Obszar - na Zachód

O walce z nałogiem
fot. Natalia Litkowicz

Jestem na oddziałowej świetlicy oddziału detoksykacyjnego w szpitalu psychiatrycznym, na spotkaniu dla pacjentów z terapeutą. Oto jeden człowiek, jak się okazuje - sam toczący walkę z nałogiem alkoholowym, od wielu lat zwycięską - staje naprzeciw sali pełnej pacjentów i w trwającej około godzinę przemowie stara się ich nakłonić do zmiany swojego życia. Przedstawia im skutki trwania w obecnym stanie, apeluje do ich sumień, roztacza wizje lepszej przyszłości, opiera się na swoim przykładzie.

Z kilkudziesięcioosobowej grupy tylko paru ludzi jest naprawdę przejętych, przyjmują chętnie napomnienia, dopytują się lub w milczeniu ocierają łzy skruchy. Jest coś bardzo poruszającego w osobie przyznającej się do błędu i pragnącej zmiany. Możliwości podjęcia walki z nałogiem są dostępne dla każdego i darmowe, jednak tylko nieliczni decydują się z nich skorzystać. A droga do długotrwałej abstynencji od lat jest tylko jedna: podjęcie terapii na oddziale odwykowym a następnie stałe uczęszczanie do grupy abstynenckiej, najczęściej - do grupy Anonimowych Alkoholików.

Skojarzenie wspomnianej sytuacji z jakimś rodzajem spotkania religijnego jest dość oczywiste i nieprzypadkowe. Oto bowiem ok. 80 lat temu, Bill W. - pijący od wielu lat alkoholik, znajdujący się po raz kolejny w szpitalu po ciągu alkoholowym, doznaje pewnego rodzaju “olśnienia religijnego”, po którym już do końca życia nie pije alkoholu. Zainspirowany swoją historią, a także kontaktami z różnymi grupami chrześcijańskimi (głównie tzw. Grupami Oxfordzkimi) spotyka doktora Boba, który podziela jego entuzjazm - wspólnie zaczynają tworzyć spotkania dla uzależnionych, które dają początek ruchowi AA. Początkowo spotykają się z nieufnością ze strony innych alkoholików, na bieżąco modyfikują sposób komunikacji i przekaz. Między innymi dochodzą do wniosku, że świadectwo Billa o mistycznym przeżyciu to zbyt wiele dla wychodzących z nałogu, stawiają na mówienie o alkoholizmie jako chorobie i ustalają metodę małych kroków, które - jak ustalają - są bardziej przekonujące dla chcących zerwać z nałogiem. Po publikacji artykułu pt. “Alkohol i Bóg” w poczytnej amerykańskiej gazecie idea leczenia alkoholizmu zaczyna się rozprzestrzeniać – początki istnienia ruchu czyta się z wypiekami na twarzy: domy pomysłodawców idei pełne są trzeźwiejących alkoholików, sale parafialne zapełniają się zwierzającymi się sobie nawzajem nałogowcami, wydaje się, że to pierwszy od lat skuteczny sposób leczenia nałogów. Po latach wiemy, że nie ma innego.

Ruch Anonimowych Alkoholików rozwija się przez lata, by dzisiaj liczyć ponad dwa miliony członków w około 170 krajach. Idea opiera się na 12 krokach (do przeczytania tu: Dwanaście Kroków AA) i 12 tradycjach (Dwanaście Tradycji AA), które zostały już wykorzystane przez liczne grupy samopomocowe, np. Anonimowi Narkomani, Anonimowi Żarłocy, Anonimowi Hazardziści itd. W praktyce – chodzi o rozwijanie swojej duchowości przy wsparciu osób, które sobie z czymś już poradziły.

Na mityngu AA, na który poszłam z ciekawości gdzie trafiają osoby zachęcone przez terapeutę - panuje rzeczywiście znajoma atmosfera - uczestnicy są dla siebie życzliwi, witają się serdecznie. Nad głową prowadzącego wisi napis “Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg”, spotkanie zaczyna się i kończy wspólną modlitwą podczas której wszyscy trzymają się za ręce. W jednej sali siedzą osoby, które przestały pić kilka dni wcześniej i takie, które nie piją dwadzieścia lat. Chętni wygłaszają swoje świadectwa walki z nałogiem, które zaskakują dojrzałością i szczerością. Nie ma miejsca na fałsz i udawanie - wszyscy są równi i podkreślają to przez powtarzanie: “Mam na imię… i jestem alkoholikiem.”

Kontrowersje wśród chrześcijan może budzić bezimienność Boga, którego wyznają anonimowi alkoholicy. Bóg, jakkolwiek go pojmujesz to formuła, która może razić. Z drugiej strony, wielu alkoholików mówi, że dla nich dopiero ten zwrot otworzył drogę poszukiwań duchowych, które wcześniej kojarzyły się im głównie ze sztywnym światem zakazów i nakazów. Sami pomysłodawcy idei AA uważają to sformułowanie za niezwykle istotne dla rozwoju popularności tego ruchu.

Czy naszemu Bogu podoba się taka bezimienna cześć, która w formie i skutkach bardzo przypomina chrześcijański kościół? Nie potrafię tego ocenić. Wierzę, że dla wielu może być to droga do odnalezienia chrześcijaństwa, ale wielu też zapewne poprzestaje na bogu, którego sami sobie wyobrazili i wybrali.

Dla mnie kontakt z trzeźwiejącymi alkoholikami to przede wszystkim duża dawka duchowych inspiracji. Walka z nałogiem to jaskrawy przykład walki z grzechem, człowiek uzależniony staje przed znajomym, ale w tym wypadku bardzo wyraźnym dylematem: albo ciężka praca nad sobą, ogromna ilość silnej woli i trwanie w trzeźwości albo poddanie się i upadek - często przecież bardzo spektakularny (śmierć, otępienie, więzienie). Trzeźwi alkoholicy udowadniają, że gruntowna zmiana w człowieku jest możliwa. W naszym życiu często ta walka jest dużo bardziej dyskretna, ale przecież nie mniej dramatyczna. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6:12).

Udostępnij...

O Autorze

Basia Honkisz

Basia Honkisz