Marcin Luter - Bój pod Frankenhausen

Autor tekstu - Beniamin Pogoda | Data publikacji - piątek, 06 lutego 2015 | Obszar - na Zachód

(59) "Oręż, którym walczymy"

Marcin Luter - Bój pod Frankenhausen
fot. Piotr Litkowicz

Kontynuacja tekstu: „Oręż, którym walczymy”

Müntzer działał najpierw w Zwickau, wspólnie z sukiennikiem Storchem i innymi radykałami; łączyło ich przekonanie, że ważne jak Biblia, a nawet ważniejsze od niej, są wizje i objawienia, których doznawali. Mieszczanie tamtejsi uznali go za niebezpiecznego podżegacza i wygnali z Zwickau.

Müntzer udał się do niewielkiego miasteczka Allstedt w Turyngii; tam znalazł chętnych słuchaczy, wśród nich – miejscowego proboszcza. Ożenił się i doczekał syna, ale niespokojny duch gnał go dalej, małe Allstedt Müntzerowi nie wystarczało. Agitacja jego (Müntzer rozsyłał na wsze strony swych emisariuszy) zataczała coraz szersze kręgi, co bardzo niepokoiło Lutra. Spotkał się on już wcześniej z Müntzerem; teraz kontaktował się listownie i usiłował jakoś go powstrzymać. Starania Lutra okazały się być daremne - jak łatwo dało się przewidzieć, Müntzer nie zamierzał w najmniejszym stopniu rezygnować ze swych radykalnych poczynań. Stał się postacią głośną do tego stopnia, że sam książę Jan, brat elektora Fryderyka, wraz z synem udał się do Allstedt, by wysłuchać Müntzera. Jak obaj szlachetnie urodzeni przyjęli słynne „kazanie do książąt”, nie wiadomo, lecz Luter, któremu zdano zeń relację, był przerażony. Chciał rozmówić się z Müntzerem osobiście i zaprosił go do Wittenbergi, ale ten odmówił. Pomiędzy nimi rozwarła się przepaść; Müntzer stał się gwałtownie antyluterański. Pod ten czas odwrócili się od niego mieszkańcy Allstedt i „prorok z Zwickau” musiał szukać schronienia gdzie indziej. Tułał się po różnych krajach niemieckich, agitował wśród walczących wieśniaków - wybuchła już wojna chłopska – w końcu znalazł się w wolnym mieście Rzeszy, w Mühlhausen. Tam też go nie chciano; zebrał więc Müntzer gromadę trzystu zwolenników i przyłączył się do chłopskich powstańców, obozujących w niedalekich górach. Pochód Müntzera żywo uosabiał całą jego działalność – na czele niesiono nagi miecz i wielki sztandar z białego jedwabiu z wymalowaną tęczą, na końcu – ciągnięto osiem armat, do których nie było prochu. Ale trzystu wybrańców zagrzewał do boju zew Müntzera: „We trzech pobijecie sto tysięcy wrogów!”

W warownym obozie we Frankenhausen zebrało się prawie dziesięć tysięcy chłopów. Przeciw nim wyciągnęła koalicja wielkich panów niemieckich. Był tam książę heski Filip, był Jerzy Brodaty, książę saski, zawzięty przeciwnik Lutra, ale także – ręka w rękę z nim – książę Jan, brat elektora saskiego Fryderyka. Sam Fryderyk Mądry, bardzo już schorowany, walczyć nie chciał. Sterany życiem elektor rozumiał powstańców, oni też na niego liczyli – był jedynym z książąt niemieckich, w którym chłopi pokładali nadzieję poprawy swojego losu, tak, jak niegdyś, przed laty, odwołali się doń zbuntowani mieszczanie erfurccy*. Czy mógł nadać sprawie inny obrót? Pytanie pozostaje bez odpowiedzi – gdy pod Frankenhausen nadciągały zbrojne pułki książąt, siły odmówiły staremu elektorowi posłuszeństwa. Fryderyk Mądry spoczywał na łożu śmierci.

Książęta mieli siły trzykrotnie mniej liczne od chłopskich, ale było to wojsko regularne, zaprawione w bojach, piechota i jazda, do tego z artylerią. Chłopi nie kwapili się do walki, chcieli jakiejś ugody i wysłali panom pismo pojednawcze. Podjęto rozmowy – w obozie pojawili się czterej książęcy parlamentariusze, lecz sprzeciwił się temu Müntzer, zły duch całej sprawy. Jakimś sposobem wymógł na chłopach, by zerwali rokowania i na jego żądanie książęcych wysłanników ścięto. Panowie otoczyli obóz i zażądali wydania im Müntzera; na swoje nieszczęście, chłopi odmówili. 15 maja 1525 roku rozegrała się bitwa, a właściwie rzeź pod Frankenhausen - książęca artyleria ze wzgórz górujących nad obozem dała ognia, przerażeni tym chłopi poszli w rozsypkę, cały obóz ogarnęła panika. Liczba poległych mówi sama za siebie: zabito pięć tysięcy powstańców, a po stronie książęcej – pięciu żołnierzy. Usiłującego się ukryć Müntzera wzięto żywcem i poddano torturom – zmiażdżono mu kciuki, po czym ścięto, a głowę nabito na pal przed bramami Mühlhausen.

Radca Rühel z Mansfeld, zresztą powinowaty Lutra, był świadkiem ostatnich chwil życia Müntzera; to, co widział, opisał w liście. Posadzono jeńca na ławie; usiadł obok niego książę saski Jerzy Brodaty i zapytał: „Dlaczego kazałeś ściąć naszych posłów?” Müntzer odpowiedział: „Bracie kochany, mówię Waszej miłości, że nie ja to uczyniłem, ale słowo Boże”. Książęta nadal z nim dyskutowali; obok czekał już kat.**

W trzy tygodnie później umarł Fryderyk Mądry; rządy po nim objął jego brat, Jan Stały. W obliczu śmierci elektor Fryderyk zdecydował się na jawne wyznanie – po raz pierwszy przyjął komunię pod dwiema postaciami, chleb i wino, według nauki Lutra. Był jego wielkim obrońcą i w ogóle postacią niezwykłą; ludzie jego pokroju wśród rządzących trafiają się nader rzadko. Pozostanie dla Lutra wzorem panującego – prawdziwym ojcem kraju i niełatwo da się w tym zastąpić.


Znaczek pocztowy upamiętniający Tomasza Müntzer wydany w 1989 w NRD (źródło: Wikipedia)

* zob. odcinek 20 „Awans”
** Richard Friedenthal, „Marcin Luter i jego czasy”, PIW W-wa 1991


Kontynuacja - część LX. Wojna chłopska w Niemczech (2)


Cykl: „Oręż, którym walczymy” - spis odcinków


 

Udostępnij...

O Autorze

Beniamin Pogoda

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.