Marcin Luter - Za bramą

Autor tekstu - Beniamin Pogoda | Data publikacji - piątek, 24 stycznia 2014 | Obszar - na Zachód

(12) "Oręż, którym walczymy"

Marcin Luter - Za bramą
fot. Piotr Litkowicz

Kontynuacja tekstu: "Oręż, którym walczymy"

„Rozumiem teraz – pomyślał Wokulski – dlaczego
odwiedzanie kościołów tak umacnia wiarę.
Tu wszystko urządzone jest tak, że przypomina wieczność.”

B. Prus, „Lalka”

Początkowo wydawało się, że młody człowiek (Marcin miał 22 lata) znalazł w murach klasztornych upragniony azyl. „Diabeł jest bardzo spokojny podczas nowicjatu i pierwszego roku w klasztorze” – wspominał później Luter. Zakonny tryb życia bardzo temu sprzyjał. Dzień ściśle wypełniony zajęciami, ze wspólnymi modlitwami siedem razy na dobę (od godziny 1 w nocy do wieczora dnia następnego), zbiorowy śpiew, solenne nabożeństwa – dla skłonnych ku sprawom religii umysłów były doskonałą pożywką. Posiłki z kuchni klasztornej wystarczające, lecz skromne – pierwszym był obiad, drugim – wieczerza, w dni postne jadano raz dziennie.

Regularny tryb życia z unormowanym snem i umiarkowanym posiłkiem sam działa leczniczo w depresji, co potwierdzą zgodnie zarówno dawni, jak i współcześni lekarze. W piątki, a czasem częściej, w obecności przeora odbywało się zbiorowe wyznanie winy – wspólnie zgromadzeni mnisi przyznawali się przed sobą do wykroczeń przeciwko regule zakonnej (inne grzechy wyznawano w konfesjonale, podczas usznej spowiedzi); tam też wyznaczano karę. Powinnością zakonników było ujawniać wykroczenia swych współbraci, lecz bez wskazywania winowajcy – oczekiwano, że na wspólnym zgromadzeniu sprawca sam ujawni się i przyzna. Przypomina to stosowaną dziś terapię grupową, a o jej wartości też zaświadczyć może współczesny psycholog i psychiatra.

Poza tym piątkowym zgromadzeniem odzywano się rzadko. Obowiązywał nakaz milczenia. Podczas wspólnych posiłków w klasztornym refektarzu nie rozmawiano – jedynie zawczasu wyznaczony zakonnik odczytywał fragmenty z historii zakonu lub żywotów świętych. Niedopuszczalną była swoboda w gestach – przy stole kubek z napojem należało trzymać oburącz i oburącz podnosić do ust, poza stołem – ręce złożone i schowane w rękawach, śmiech – surowo zakazany. Cele małe, jednoosobowe, z siennikiem do spania i kocem do przykrycia, drzwi bez zamka, za to z otworem do obserwacji jej mieszkańca; nieopalane, więc zimne – w razie tęgich mrozów mogli mnisi przebywać we wspólnej, ogrzewanej sali. Złamanie nakazu milczenia było typowym przestępstwem w zakonie, pewnie jednym z najczęstszych; innym było spóźnianie się na modlitwy lub drzemanie w czasie nabożeństwa. Do tego kandydat, jako postulant, musiał kwestować na rzecz zakonu po okolicy oraz spełniać inne jeszcze powinności, będąc najniższym w hierarchii. Można sądzić, że niektórzy ze starszych zakonników z lubością nakładali na postulantów te obciążenia, jak to bywa w podobnych zbiorowościach, zarówno kościelnych, jak i świeckich; ta reguła nie zmieniła się do dziś. Luter, który był wykształconym człowiekiem z tytułem magistra, zdawał się być na takie traktowanie szczególnie narażony, zwłaszcza ze strony swych mniej uczonych współbraci. Nie ma jednak ani wzmianki o jego niedociągnięciach, skargach czy oporze. Ochoczo wypełniał wszystko, co mu nakazano, pomny pouczeń przeora: „Nie ten, kto rozpoczął dzieło, ale ten, kto w nim wytrwa, zostanie zbawiony.” Po dwumiesięcznym postulacie odbył Luter roczny nowicjat, po czym złożył śluby wieczyste i został bratem zakonnym – „aż do śmierci, podług reguły świętej pamięci zmarłego Augustyna.”


Kontynuacja - część XIII. Biblia


Cykl: "Oręż, którym walczymy" - spis odcinków


 

Udostępnij...

O Autorze

Beniamin Pogoda

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.