Marcin Luter - Cień Jana Husa

Autor tekstu - Beniamin Pogoda | Data publikacji - piątek, 10 października 2014 | Obszar - na Zachód

(45) "Oręż, którym walczymy"

Marcin Luter - Cień Jana Husa
fot. Małgorzata Kubic

Kontynuacja tekstu: "Oręż, którym walczymy"

Publiczna debata trwała 17 dni. Przez pierwszy tydzień Eck spierał się z Karlstadtem, ale za głównego przeciwnika upatrzył sobie Lutra. Ten włączył się do dysputy w osobliwy sposób – wszedł na mównicę ozdobioną podobizną św. Marcina... z bukietem kwiatków, które z upodobaniem wąchał. Bukiecik ten w opowiadaniach, przekazywanych przez tych, którzy sami debaty nie widzieli, rozrósł się do rozmiarów wieńca, w jakim Luter rzekomo paradował po ulicach Lipska.

Ostre starcie dwóch dyskutantów miało swą kulminację – Eck zarzucił Lutrowi, że wyznaje kacerskie poglądy Jana Husa. Luter, rozdrażniony i nie do końca panujący nad sobą, odpowiedział: „Wśród artykułów Husa i husytów jest wiele twierdzeń na wskroś ewangelicznych i chrześcijańskich, których Kościół żadnym sposobem potępić nie może!” Na sali zawrzało; książę Jerzy Brodaty aż wstał i zawołał: „Oto zaraza husycka!” Na to Eck, pewny siebie i siły swych argumentów:  Kościół nie potępi artykułów Husa? Przecież sobór w Konstancji obłożył klątwą i Husa, i jego twierdzenia. Czyżby ojciec Luter odrzucał autorytet świętego soboru powszechnego?”*

Luter zmieszał się; wychowano go w przekonaniu, że Hus i jego stronnicy to zajadli kacerze, niezwykle niebezpieczni. Pamięć o wojnach husyckich sprzed stu lat była jeszcze żywa w graniczącej z Czechami Saksonii. Przeważające siły niemieckie nie umiały poradzić sobie ze zbuntowanymi Czechami; to częstokroć husyci byli górą w tych walkach, a nawet sami najechali Niemcy. Dopiero, gdy stronie katolickiej udało się doprowadzić do rozłamu w szeregach przeciwnika, najeźdźcy niemieccy wspólnie z umiarkowanym stronnictwem husyckim pokonali radykalnych taborytów. W bratobójczej tej walce radykałowie ulegli swym dawnym współwyznawcom, którzy zdradzili ich za cenę komunii pod dwiema postaciami i czeskiego języka we mszy – istne trzydzieści judaszowych srebrników. Ponury ten obraz był jeszcze czarniejszy z racji podwójnej zdrady – Jana Husa zawezwano na sobór w Konstancji, obiecując mu nietykalność osobistą i sam cesarz niemiecki Zygmunt Luksemburski zaopatrzył go w list żelazny. W Konstancji cesarz nie dotrzymał słowa, Husa wtrącono do więzienia, osądzono i spalono na stosie. Nie wiemy, ile z tego dotarło do Lutra; wspomina on tylko, że jeden z jego nauczycieli w klasztorze w Erfurcie odważył się kiedyś na ostrożną uwagę, że Husa niesłusznie wyklęto.

Książę Jerzy Brodaty z władzami uniwersytetu w Lipsku zgodnie uznał Ecka za zwycięzcę debaty. Nie to jednak było najważniejsze. O wiele istotniejszym było, że Luter, chcąc nie chcąc, publicznie zadeklarował się po stronie husyckiej herezji. Jeszcze w marcu 1519 roku, a więc przed debatą, napisał do Spalatina, nadwornego kaznodziei elektora saskiego: „Na ucho mówię Ci i w zaufaniu – nie wiem, czy papież jest antychrystem, czy jego apostołem, tak sprzedaje i krzyżuje on Chrystusa w swoich dekretach”**. Teraz, po lipskiej dyspucie, zradykalizował się jeszcze bardziej. Napisało do niego dwóch husytów z Pragi czeskiej – Jan Paduszka i Wacław Rożdalowski:„Czym Hus był niegdyś w Czechach, ty tym dziś jesteś w Saksonii. Nie zachwiej się!”** Obaj Czesi zapewnili Lutra, że jest bardzo znany w Pradze, że znajdzie tam wielu przyjaciół, a do listu dołączyli dzieło Jana Husa „O Kościele” –„abyś sam dowiedział się z jego pism, jaki to był człowiek”*. Luter, ciągle pełen uprzedzeń, przez kilka tygodni nie zajrzał do przesłanego mu dzieła; gdy je wreszcie jednak przeczytał, ze zdumieniem stwierdził:„Wszyscy jesteśmy husytami, nie wiedząc o tym”. Jeśli ktokolwiek łudził się jeszcze możliwością pojednania Lutra z panującym Kościołem, to teraz musiał porzucić wszelką nadzieję – zerwanie stało się ostateczne. Luter, pod wrażeniem lektury dzieła Husa, oznajmił Spalatinowi: „Nie wiem, co myśleć, gdy zastanawiam się nad straszliwym Bożym wyrokiem, wydanym na człowieka – oto publicznie sto lat temu spalono na stosie jasną i prawdziwą Ewangelię; potępia się ją po dziś dzień i nikomu nie wolno jej wyznawać”*.

* Richard Friedenthal, "Marcin Luter i jego czasy, PIW W-wa 1991
** Roland Bainton, "Tak oto stoję", Areopag Katowice 1995


Kontynuacja - część XLVI. Pisma, broszury, ulotki


Cykl: "Oręż, którym walczymy" - spis odcinków


 

Udostępnij...

O Autorze

Beniamin Pogoda

Komentarze (3)

  • Piotr Kubic

    Piotr Kubic

    18 października 2014 o 07:37 |
    Pytanie zadałem retorycznie, mając na pamięci słowa niektórych moich znajomych. Chodzi o to, że przeszkodą nie były jakieś fizyczne ograniczenia, ale jego wewnętrzne uprzedzenia. Czyli przekonanie o tym, że coś jest złe, bez dobrego zapoznania się z tym czymś.

    Gdyby nie przeszedł ponad uprzedzeniami, nie dowiedziałby się, że ma więcej bliskich braci w Chrystusie. Co więcej, miałby o nich złe, niesprawiedliwe, czyli krzywdzące zdanie.
  • Beniamin Pogoda

    Beniamin Pogoda

    17 października 2014 o 21:28 |
    Nie wiem, coby było, gdyby nie zajrzał, ale - na ile poznałem koleje jego losu - uważam, że to właśnie przesądziło sprawę. Pewnie prędzej czy później z jakimś dziełem Jana Husa by się zapoznał. Pamiętasz motto z własnymi słowami Lutra? "Byłem jak ślepy koń, który nie wie, dokąd jego pan go prowadzi".
  • Piotr Kubic

    Piotr Kubic

    11 października 2014 o 09:50 |
    Ciekawy moment przełamania Lutra. Przez kilka tygodni nie zaglądnął do przesłanej mu książki... A gdyby nie zaglądnął w ogóle...?

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.