Człowiek, którego warto poznać

Autor tekstu - Małgorzata Bywalec | Data publikacji - piątek, 30 grudnia 2016 | Obszar - Wiadomości Recenzje

Człowiek, którego warto poznać

fot. Piotr Litkowicz

Z wypiekami na twarzy czytam ostatnio biografię człowieka, który w dużym stopniu ukształtował moje życie. Jest to dla mnie niesamowita przygoda, podróż po czasach, w których żył ten człowiek i w których kształtował się światopogląd tak zbieżny z moim. Co wieczór mam wielką przyjemność poznawania kogoś mi bliskiego, z kim nie miałam okazji do tej pory się poznać.

Podziwiam autora p. Fredrick'a Zydek za 30 lat pracy, którą włożył w zebranie materiałów potrzebnych do napisania tej książki. Widać, że jego również fascynował człowiek tak inny od czasów, w których żył – Pastor Russell. Umieszczenie niemalże każdego roku życia Pastora wśród wydarzeń zarówno związanych z technicznym rozwojem ludzkości, jak i w sytuacji geopolitycznej i religijnej na świecie, przenosi czytelnika do tamtych czasów. Opis momentów życia, w których powstają poszczególne dzieła Russell'a również w pewien sposób wpływa na moje spojrzenie na te dzieła. Bardzo podoba mi się też uczciwość autora, który w odnośnikach zaznacza, że scenariusz wydarzeń jaki opisał wyżej wydaje się być prawdopodobny, choć źródła które ma, nie dają jednoznacznej odpowiedzi na ten temat, a czasem w przypisach umieszcza alternatywny przebieg danych wydarzeń.

Również główny bohater – gdy czytam o jego zaangażowaniu, otwartym umyśle, uporze i poczuciu humoru – staje się dla mnie jeszcze ciekawszą postacią niż ta, którą znałam do tej pory głównie „ze słyszenia” i jego dzieł. I tylko przez głowę czasem przemknie myśl, że fajnie by było mieć aż tak dokładnie opisane biografie Apostołów lub Patriarchów ;).

Moim zdaniem książka „Charles Taze Russell – Człowiek, Millennium i posłannictwo”, którą napisał Fredrick Zydek, a w tym roku przetłumaczyło na język polski i wydało „Wydawnictwo Straż”, to świetna pozycja do przeczytania zarówno dla tych, którzy wciąż podążają za naukami Pastora Russell'a, jak i dla tych, którzy nawet o nim nie słyszeli, bo Charles Taze Russell to człowiek, którego warto poznać.

Udostępnij...

O Autorze

Małgorzata Bywalec

Komentarze (7)

  • Romek

    Romek

    23 stycznia 2017 o 23:06 |
    Właśnie dotarłem do strony 308!
    No nie! Nie mogę!
    Zacytuję wszystkim zafascynowanym tą książką (do których i ja należę) słowa które są dla mnie porażające! Chciałem część podkreślić, aby uwypuklić ich moc, ale nie wiem które. Wszystkie są dla mnie …!
    "Co więcej, nie tylko uważamy, że ludzie nie mogą pojąć Boskiego planu, studiując wyłącznie Biblię, ale widzimy też, że jeśli ktoś odkłada na bok „Wykłady Pisma Świętego” – nawet jeżeli z nich korzystał, zapoznał się z nimi i czytał je przez dziesięć lat- jeśli potem je odkłada, ignoruje i zwraca się tylko do Biblii, to jak pokazuje nasze doświadczenie, mimo że rozumiał Biblię przez te dziesięć lat, w ciągu dwóch lat znajdzie się w ciemności. Z drugiej strony, gdyby czytał tylko „Wykłady Pisma Świętego” wraz z ich odnośnikami nie przeczytał ani strony Biblii jako takiej, po upływie dwóch lat nadal będzie znajdował się w światłości, ponieważ będzie korzystał ze światła Pisma Świętego”
    Od dzisiaj boję się czytać dalej.
    Już do tego momentu miałem baaardzo dużo uwag do informacji, które znalazły się w książce „Charles Taze Russell, Jego życie i czasy, Człowiek, Millenium i posłannictwo” ale teraz poległem.
    A podobno wszystko przede mną. Tak mi mówią ci, co ją przeczytali.
    Miałem zamiar zrecenzować tę książkę (a raczej informacje zamieszczone w niej), jednak dla spokoju i zdrowia moich bliskich nie uczynię tego.
    • Erast Czekalski

      Erast Czekalski

      27 stycznia 2017 o 19:27 |
      Nie tyle Daniel mnie ubiegł, co czekałem na jego wypowiedź, bo jakoś dziwnie byłem pewien że się wypowie i że na pewno uczyni to bardziej kompleksowo niż ja. Co do mnie, to na przykład od początku byłem ostrożny co do wyznaczania konkretnych, dokładnych dat, bo zawsze miałem "z tyłu głowy" słowa Pana Jezusa (Mat 24:36, Marka 13:32). I nie przekonywały mnie wyjaśnienia, że Pan Jezus powiedział tak dla tego, że był wówczas "tylko" Człowiekiem. Bo jeśli nawet, to my wszyscy wciąż jesteśmy tylko ludźmi. I dla mnie nie jest tak bardzo ważna dokładna data początku Wtórej Obecności Pana Jezusa, co uznanie że ona już jest, bo myślący człowiek widzi jej niepodważalne znaki, a przy pierwszej Jego obecności, niewielu te znaki rozpoznało. Ale to tak tylko przy okazji. Dziwię się trochę Twojemu zaskoczeniu ("No nie! Nie mogę!"). Nie wiem w jakim jesteś wieku, nie wiem jak długo w Prawdzie, ale i ta sprawa i "afera z cudowną pszenicą", kłopoty małżeńskie, obrzydliwe posądzenia o pedofilię i inne niestworzone zarzuty, są znane od dawien dawna i entuzjastycznie wykorzystywane przez wszelkiej maści "prawdziwych chrześcijan". Tych kilka faktów zawsze było i wciąż jest, powodem odrzucania a priori całości nauk Br. Russella. Kiedyś zastanawiało mnie jak to jest możliwe, że tak piękny, logiczny Plan Zbawienia ("Boski Plan Wieków"), z taką niechęcią, czy wręcz nienawiścią jest odrzucany i dyskredytowany. Że przyjęła go tylko tak nieliczna garstka, do której mamy przywilej się zaliczać. Ale jeśli się chwilę zastanowić, to Pan Jezus to przewidział (Mat 7:13-14, Łuk 13:23-24, Łuk 12:32). I pewnie to już tylko moja spekulacja, ale może Pan Bóg celowo dopuścił do zasiania tej odrobiny kąkolu, tak w naukach jak i biografii Pastora, aby „maleńka trzódka” taką właśnie pozostała? A ponadto „Nie ma ani jednego sprawiedliwego” Rzym 3:19 (Hi 14:4, Ps 14:3, 51:7), bo „Oto urodziłem się w przewinieniu I w grzechu poczęła mnie matka moja. (Ps 51:7). Dotyczy to WSZYSTKICH, w tym Br. Russella, jak i w zasadzie każdej znaczącej postaci, tak Starego jak i Nowego Testamentu. Jestem zwolennikiem „nie owijania w bawełnę” i sądzę że stwierdzenie które Cię tak zbulwersowało, było przejawem „wody sodowej”, która jednak miała prawo uderzyć do głowy, (jak to uzasadnił Daniel). Nie powinno to jednak rzutować na nasz odbiór CAŁOŚCI nauk Br. Russella a on, jeśli tego już nie usłyszał, to kiedyś pewnie usłyszy delikatny wyrzut, że było to niepotrzebne i narobiło więcej zła niż dobra.
    • dak

      dak

      27 stycznia 2017 o 15:54 |
      Domyślam się, co Cię tak bardzo zbulwersowało w przytoczonej wypowiedzi C.T. Russella. Ale myślę, że bez trudności zgodzisz się z tezą, że są miliony ludzi na świecie, którzy czytają Biblię, a jednocześnie znajdują się w całkowitych ciemnościach, jeśli chodzi o zrozumienie Bożego charakteru i zamierzenia. Wierzą w życie po śmierci, wieczne męki, spalenie ziemi, w trójdzielnego Boga i wiele innych uwłaczających Bogu błędów. Biblię zaś czytają jako poradnik. Ale wnioski moralne wyciągają takie, jakie dyktuje im albo epoka, albo ich fałszywe wyobrażenia o Bogu. I dlatego dawniej byli skłonni dręczyć ludzi torturami i palić na stosie za odmienność poglądów, a dzisiaj z kolei litowaliby się nad zboczeńcami i sadystami i nazywali zamrożenie embrionu morderstwem. Ci ludzie czytają Biblię. Nie chcę generalizować. Jest wśród tych, którzy znajdują się w mentalnych ciemnościach, dużo dobrych i moralnych ludzi, ale wśród buddystów, mahometan i ateistów też jest dużo dobrych ludzi.

      W czasach Russella nie było drugiego i trzeciego pokolenia badaczy Biblii, którzy wyssali "prawdę" z mlekiem matki. Ludzie przychodzili z różnych kościołów, w których z mlekiem matki wyssali błędne wyobrażenia o Bogu. Zachwycili się logiką ujęcia teologii Russella, ale potem znów wracali do starych przyzwyczajeń traktowania Biblii jako poradnika życiowego, a poglądy mętniały i wracały do tych, które wyssali z mlekiem matki. Dlatego założyciel tej społeczności tak nalegał na studiowanie jego książek. Uważał zresztą, że w tych książkach prawie na każdej stronie przytaczane są słowa Biblii, w związku z tym i tak każdy ich czytelnik będzie zmuszony do czytania Biblii. Czytania Biblii przecież nie zakazywał, a wręcz nawet zalecał.

      A co dzieje się ze społeczności badaczy Biblii dzisiaj? Mniej więcej to samo, co wtedy. Brak skupienia na Bożym zamierzeniu, traktowanie samego siebie jako pępek świata (będziesz miłował samego siebie jak bliźniego i drugie temu podobne – Boga owszem trochę też) powodują, że zanika wśród tak zwanych badaczy (czyli uczniów) Biblii chęć uczenia się z niej wszystkiego, co jest w niej zapisane. Nie, wolimy raczej sięgać wybiórczo do tych jej miejsc, które rozwiązują nam jakieś nasze aktualne problemy. Jeśli nie rozwiązują, to takie miejsca mijamy. Również wtedy, gdy z rozwiązaniem się nie zgadzamy.

      Kiedyś polscy badacze częściej czytali książki C.T. Russella i też często nie byli lepszymi ludźmi. Bo wśród ludzi rozumiejących Boże zamierzenie też nie wszyscy są dobrzy, a ci, co się starają, popełniają zwykłe ludzkie błędy. W sumie jesteśmy podobni do otoczenia. Jeśli jednak umiłowaliśmy Boga i Jego zamierzenie, jeśli chcemy się uczyć z Biblii, to będziemy chodzili w świetle, jeśli skupimy się tylko na prostym haśle: Jest jakiś Bóg, a Jego Synem i moim Zbawicielem jest jakiś Jezus, pomijając całą naukę Bożą i Jezusową, to pomimo najszczerszych chęci nie będziemy się wiele różnili od buddystów, muzułmanów i ateistów, przynajmniej od tych, którzy chcą być dobrymi ludźmi. Bóg szuka dzisiaj sług, którzy go chwalą we właściwym duchu i w biblijnej prawdzie. Każdy inny człowiek wcześniej czy później popada w ciemności zewnętrzne.

      Myślę, że to miał na myśli C.T. Russell, nawet jeśli niezbyt zgrabnie to wyraził. Zresztą takie cytaty zawsze są trochę wyrwane z kontekstu. Warto zapoznać się z całą jego nauką na temat roli Kościoła.
  • Elżbieta Dziewońska

    Elżbieta Dziewońska

    02 stycznia 2017 o 11:21 |
    Małgosiu, w pełni podzielam Twój entuzjazm. Dziękuję redakcji za przygotowanie tej książki w polskim tłumaczeniu, za ogrom włożonej w to pracy i przyjemny efekt od pierwszego dotyku - przyjazna do trzymania w ręku okładka.
    Należę do tej grupy osób, które nauki Pastora "wyssała z mlekiem matki". Dwa lata przed moim urodzeniem, mama poświęciła się, została członkiem zboru, tata podobnie. Odkąd pamiętam, badano u nas tomy, broszury, korzystano z różnych materiałów typu manna, śpiewnik (i dziś potrafię przywołać w pamięci zapach " zielonego", z nutami), korzystałam z zakładek satynowych ze "ślubem", o którym więcej dowiedziałam się z książki F. Zydeka. I cieszę się, że tyle rzeczy mogłam sobie o tej niezwykłej postaci uporządkować. Niezwykła ciekawość świata, korzystanie ze wszystkich dostępnych nowinek technicznych. Obejrzał film, od razu decyzja, zróbmy coś podobnego dla głoszenia wieści o Miłosiernym Bogu. Można literaturę wysyłać bezpośrednio do adresata? Natychmiast zostało to wykorzystane. Rozwinęła się umiejętność"? Korzystajmy z tego. I trudno wyobrazić sobie, jak ta działalność wyglądałaby dzisiaj, gdyby z nami żył. Pamiętam jeszcze trudy podróżowania pociągiem, ale też możliwości jakie to dawało - czytanie, rozmowy. Ale tak aktywne podróże, ja te, które przywołuje P. Zydek, są dzisiaj trudne do wyobrażenia. Kogo jeszcze mi autor przybliżył? Przede wszystkim człowieka oddanego Panu Bogu, idei, świetnego biznesmena, który potrafił zarabiać duże pieniądze (był jednym z pierwszych, którzy odkryli siłę sprzedaży sieciowej), potrafił je inwestować, ale bez niepotrzebnego ryzyka. Cały majątek przeznacza na działalność Domu Biblijnego. Nieudane życie małżeńskie, to jedyny powód niepotrzebnie wydanych pieniędzy. Nie żyje w zbytku, nie otacza się bogactwem, chętnie dzieli się tym, co ma. Lubi dawać prezenty swoim współpracownikom.
    Ch. T. Russel to, jak już widać na okładce, to przystojny, ujmujący, a z treści dowiadujemy się, że charyzmatyczny kaznodzieja. Człowiek idei. Twardy, zdecydowany, typowy przywódca.
    Z przyjemnością postawię tę biografię obok jego dzieł.
    I chętnie obejrzałabym choć krótki fragment "Fotodramy". To jest możliwe?
  • Erast Czekalski

    Erast Czekalski

    30 grudnia 2016 o 18:38 |
    Podpisuję się obiema rękami, nic dodać nic ująć.
    Ja już przeczytałem "od deski do deski" i jeszcze pewnie nieraz przeczytam.

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.