Granice

Autor tekstu - Ela Dziewońska | Data publikacji - piątek, 06 grudnia 2013 | Obszar - Refleksje Wiadomości

Granice

fot. Marta Kaleta

Kiedy przeczytałam tytuł artykułu „śpieszmy się kochać łupki, tak szybko się skończą”, obudziło się moje oburzenie na wszelkie takie językowe nadużycia. To wykorzystanie popularnej frazy z poezji księdza poety „śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą”, i tak już nieco wyeksploatowanej, wydaje mi się, delikatnie mówiąc, bardzo niestosowne. W czasach kiedy wszystko wszystkim wolno, taki głos brzmi anachronicznie, ale zdecydowanie uważam, że są granice. Gdyby ktoś to powiedział w luźnej rozmowie, nie czepiałabym się, ale taki tytuł w poczytnej, codziennej gazecie, budzi mój sprzeciw.

Nie zgadzam się też na zabawę z tekstem Biblii. Jeśli kaznodzieja ma przed sobą określoną grupę słuchaczy i by nawiązać porozumienie, zagada po śląsku, po góralsku, po cygańsku, bo zabawy z tekstem biblijnym mają długą listę, nie widzę nic złego. Ale zapisany, wydany tekst, jeszcze na dokładkę niezbyt szczęśliwie ilustrowany, jest nie na miejscu. Już pomijam, że gwara, slang młodzieżowy broni się, jako język mówiony, bo żeby go zapisać, trzeba talentu i słuchu absolutnego na język właśnie, a to potrafią nieliczni pisarze. Bardzo lubię różne godki śląskie, dowcipy, opowiadania, ale zapisane jakoś mniej bawią. A gdy przeczytałam fragment „Pieśni nad Pieśniami”, „jo ci pszaja” (kocham cię) czy „wszystko je psinco i bele co” (marność nad marnościami), byłam zdegustowana. Jest taka dostępność tłumaczeń, ładnym, zrozumiałym językiem napisanych, zachowujących i podniosłość języka, i przejrzystość przekazu, że nie widzę potrzeby takich, nie bardzo wiem komu służących zabaw. Wychowałam się na Biblii Gdańskiej, nie mam problemów z jej rozumieniem, a wręcz przeciwnie, przydała mi się ta znajomość do zrozumienia innych tekstów staropolskich, stąd warto to tłumaczenie poznawać. Bo to był bogaty, piękny język. Gwara może jest pojemna znaczeniowo, ale bazuje na słowach „wytrychach”, ma dużo mniejszy zasób słów. Zostawmy jej inne teksty.

Kiedy siedziałam w październiku na hiszpańskiej plaży i przyglądałam się korzystającym ze słońca, ciepłej wody, a o tej porze roku to głównie emeryci, albo dziadkowie i rodzice z małymi dziećmi, początkowo nie raził mnie wygląd, swoboda obyczajów – są na wakacjach. Niesmak pojawił się, kiedy w restauracjach, na ulicach musiałam oglądać starsze, wysuszone słońcem panie, panów w krótkich spodenkach. Odsłonięte plecy, dekolty pełne plam, łydki z grubymi żylakami budziły zażenowanie, burzyły estetykę – nie pasowały do pięknej scenerii. Może jestem zbyt „zasznurowana”, ktoś powie, nie podoba się, nie patrz. A może zazdroszczę takiego samopoczucia, zawsze zakompleksiona, ale zdecydowanie uważam, że są granice. Wyczucia miejsca i czasu nigdy za wiele.

Udostępnij...

O Autorze

Ela Dziewońska