Opowieści betlejemskie - część II

JONATAN i kaplica Micheasza (Sdz 17-18)

20 stycznia 2017

Opowieści betlejemskie - część II

Autor:
Samuel Królak

Kontynuacja tekstu: Opowieści betlejemskie - część I

ROZDZIAŁ 17

W skrócie: Efraimita imieniem Mikajehu zwraca swojej matce ukradzione pieniądze. Matka z wdzięczności przeznacza je dla Pana. Zamawia u złotnika posąg bożka, który trafia do ich domu. Jej syn stopniowo urządza domowe sanktuarium, a na końcu werbuje na stanowisko kapłana pewnego młodego Lewitę rodem z Betlejem judzkiego.

Wersety 1-4.

Poznajemy pewnego człowieka z pogórza efraimskiego. W polskich tłumaczeniach Biblii tego nie widać, ale ów Efraimita nosi dwa imiona. Najpierw (Sdz 17:1,4) nazywany jest Mikajehu, “któż jak Jahwe" (4321), a później – konsekwentnie Mika, dosłownie “któż jak”. Dlaczego tak jest? Być może rację mają ci interpretatorzy, którzy łączą to z postępowaniem tego męża. Od czasu, gdy uczynił on sobie bałwana, stracił prawo do noszenia Bożego imienia. Autorzy Biblii podobnie naznaczają też innych odstępców, np. króla Achaza, który najpierw nosił imię Jehoachaz.

Mikajehu ukradł matce, osobie w podeszłym wieku, 1100 srebrników, ale ogarnął go lęk na skutek przekleństwa, jakie rzuciła w jego obecności na złodzieja. Wobec tego postanowił się jej po jakimś czasie przyznać i oddać podebrane szekle.

Jego rodzicielka zareagowała na to dość specyficznie. Nie skarciła Micheasza, czego należałoby po niej oczekiwać. Radość z odzyskania srebra (dość pokaźna kwota – porównaj z rocznym wynagrodzeniem kapłana Sdz 17:10) oraz miłość do syna (pod którego opieką zapewne była) w mgnieniu oka zagłuszyły w niej gniew. Teraz swoim błogosławieństwem odwołuje wcześniejsze przekleństwo. Matka uznała, że odzyskane mienie należy się Panu, więc złoży je w darze wotywnym Bogu. Idea szlachetna, ale jej wykonanie – bynajmniej; 200 sykli srebra z tej puli trafiło do ludwisarza, który przetopił je na “obraz ryty i lany”. Za pozostałe pieniądze Mika, już z własnej inicjatywy, sporządził strój kapłański i inne sprzęty kultowe, a całość umieścił w swym prywatnym domowym sanktuarium.

(Być może decyzja matki w sprawie pieniędzy była sposobem na to, żeby Mika nie dostał ich po jej śmierci. Oddając je “sprawie Pańskiej” uniemożliwiała synowi zużytkowanie ich w inny sposób).

Matka i syn nieustannie w tym rozdziale powołują się na Jahwe, ale czynią to, czego On sobie nie życzy. Oni wierzą, że Mu służą. Nie da się w treści tego i następnego rozdziału doszukać złych intencji, perfidii, przewrotności, jest tylko brak uświadomienia. Nie ma króla ani przedstawicielstwa jakiejkolwiek władzy. Lewici nie wywiązują się z obowiązku pouczania pobratymców. Prawo spisane jest zapewne rzadkością, bliżsi są kananejscy sąsiedzi i ich bożki, Ale ludzie wiedzą coś tam o przybytku w Szylo i służbie kapłańskiej. Jak będzie widać z poniższych wersetów, Mika stara się to nieudolnie imitować i wydaje mu się, że postępuje właściwie.

W naszych czasach i w ogóle każdych było i jest wielu ludzi, którzy uważają, że służą Bogu. Ale jeśli czynią nie to, co jest Jego objawioną wolą tylko realizują własne pomysły w Jego imię, wtedy są w błędzie. Nas też to może dotyczyć. Musimy codziennie egzaminować samych siebie, swoje wierzenia, obyczaje, praktyki religijne, decyzje życiowe, upodobania, i zadawać sobie wciąż to samo pytanie: czy na pewno postępuję tak, jak On sobie tego życzy?

Podobno Marcin Luter przez większość swojego życia zmagał się z natrętną myślą: jak jeszcze mogę dogodzić Bogu? Czuł, że jego starania są stale niewystarczające. Tak, tak, ten sam reformator, który po lekturze Listu do Rzymian odkrył, że zbawienie i usprawiedliwienie są z łaski, a nie z uczynków.

Denominacyjny chrześcijanin przyjmuje w całości credo danej grupy wyznaniowej i to daje mu spokój, tożsamość oraz akceptację ze strony innych wiernych, jemu podobnych. Nie musi poszukiwać – inni już znaleźli za niego, a on ma się po prostu trzymać tych ustaleń. Śpi spokojnie. Jest to duży komfort. Problem w tym, że nie ma na całym świecie takiej grupy, która posiada 100% prawdy. My też taką grupą nie jesteśmy. Taka społeczność jest w niebie. Więc jest bardziej niż prawdopodobne, że głosimy i – co zawsze za tym idzie – czynimy małe albo duże błędy. Pan wzywa nas do niezależnego myślenia na wzór Berian. Nie wolno go oddawać żadnemu ludzkiemu przewodnikowi. Sola scriptura – tylko Biblia jest etyczno-teologicznym przewodnikiem do zbawienia. Nie ma innego wyjścia – trzeba zacząć te puzzle układać samodzielnie.

Inicjatywa stworzenia drewnianego bożka wyszła od matki Mikajehu. Wiele szkodliwych nauk w zakresie teologii wprowadzili mężczyźni. Ale Pismo Święte szczególnie odradza nauczanie niewiastom. W omawianej historii widzimy, że to matka Miki doprowadziła do odstępstwa najpierw siebie i jego, potem z pewnością ich wioskę, a następnie, kiedy sprawy wymknęły się spod kontroli i zaczęły toczyć własnym trybem – całe plemię.

Ostatnie dwa stulecia przyniosły światu wiele nowych ruchów religijnych wyrosłych na gruncie chrześcijaństwa. Co ciekawe, w wielu przypadkach szczególne zasługi na tym polu mają kobiety.

Nowym kościołom początek dały: Mrs. Baker Eddy (Christian Science), Helen Gould White (Adwentyści Dnia Siódmego), Agnes Ozman (Zielonoświątkowcy), Aimee Semple McPherson (Międzynarodowy Kościół Poczwórnej Ewangelii) i inne. Oczywiście dziś, w XXI wieku jest ich – prorokiń, teolożek, pastorek, teleewangelistek, biskupek, rabinek i kobiet-głów kościołów o wiele więcej, zgodnie z duchem czasu. Jeśli panie nawet nie zakładały grup religijnych, to stały za niejedną nową i dziwną nauką.

My, Badacze Pisma również mamy nauki, które wymyśliły kobiety. Na przykład tak zwane “niewidzialne pochwycenie” – to jest niedostrzegalne dla oczu ludzi zabranie Kościoła do chwały. Wcale nie wymyślił go pastor Russell ani inny chronologista. Przyśniło się ono w 1830 roku niejakiej Margaret MacDonald, członkini Katolickiego Kościoła Apostolskiego w Londynie. Przyszła na nabożeństwo i w ekstatycznych słowach wygłosiła proroctwo na ten temat[1]. Dwóch starszych tego Kościoła, Irving i Drummond, wyraziło poparcie dla tej “objawionej” nauki, dwóch pozostałych ją odrzuciło, widząc jej nienaturalne zachowanie, m.in. mówienie językami. Idea sekretnego zabrania wiernych do nieba na tyle zachwyciła przewodniczącego tej wspólnoty, Edwarda Irvinga, że odtąd aż do swojej śmierci w 1834 będzie jej nauczał. Potem koncepcję tę poznał i nawet włączył do swojego przekładu Biblii Cyrus Scofield[2], a stamtąd w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy trafiła do wielu anglojęzycznych dyspensacjonalistów na całym świecie, w tym wczesnych Badaczy Pisma Świętego i innych wyznań amerykańskich.

Na tle tego wszystkiego musimy pamiętać o zakazie apostolskim: “niewieście zabraniam uczyć”. Kto nie zgadza się ze świętym Pawłem, ten niech robi jak uważa, ale błogosławieństwa mu to na pewno nie przyniesie, zarówno takiej jednostce, jak i kościołowi.

Nowe kulty są pierwotnie prywatnymi wierzeniami jednostek, ale jeśli się na danym terenie przyjmą, wtedy bardzo ciężko je usunąć. Zobaczmy na przykład, jak popularne stały się w Europie i na świecie miejsca rzekomych objawień maryjnych. Jak silny jest obecnie w Ameryce Łacińskiej kult “świętej śmierci” – zupełne pogaństwo w samym sercu katolicyzmu, zwalczane zresztą przez papieża. A dzisiaj (pisane 9.01) ponad milion filipińskich katolików, wielu boso gromadzi się w Manili wokół XVI-wiecznej figury Czarnego Nazareńczyka. Wierzą, że to coś, ten idol, uzdrawia. Dlatego zadeptują się i mdleją, żeby go dotknąć. Następne pokolenia w ogóle nie kwestionują genezy tych kultów; po prostu naśladują przodków. Oni tak robili – to znaczy, że tak ma być, i już. Wielu ludzi, także wierzących, w tym nawet naszych braci i sióstr w ogóle nie interesuje prawda, nie mają ochoty niczego dociekać – chcą po prostu czuć się dobrze i być szczęśliwi. Dlatego największa wina spoczywa na autorach danego odstępstwa oraz na współczesnych im lokalnych środowiskach, które widząc, “co się święci” na czas nie przeciwdziałają. Oczywiście jest też ktoś, kto wyróżnia i wspomaga najbardziej obiecujące błędy, te, które będą siały najwięcej spustoszenia w ludzkich głowach (Ef 2:2; 2 Kor 4:4).

Werset 5.

Bóstwo domowe, mające zapewne przedstawiać Pana Boga, nie pozostało bez wpływu na domowników. Mika codziennie mu się przyglądał i zastanawiał się, co by tu uczynić, żeby to wszystko jeszcze ładniej wyglądało. Powoli przywiązywał się do idei domowego sanktuarium. Postanowił więc wyposażyć mieszkanie w kolejne elementy kojarzące się z Miszkan, Przybytkiem z Szylo.

Nie jest do końca jasne, co zamówiła u złotnika matka Mikajehu. Biblia wspomina o Pesel, rzeźbie, i Massecha, odlewie. Mogły to być zatem dwa bożki, drewniany i srebrny, albo coś pojedynczego, na wzór sprzętów Przybytku – drewniany w środku obiekt powleczony szlachetnym kruszcem. Jeśli jednak były to dwa idole – rzeźba i srebrny posąg (a tak właśnie było – Sdz 18:17,18,20), a do tego dołączyło jeszcze Terafim, to można powiedzieć, że Mika postrzegał Boga w pewnym sensie w trójcy.

Owe Terafim – to bóstwa domowe, odpowiednik rzymskich Lar i Penat. Sporządził on też efod – rodzaj kapłańskiego wierzchniego ubioru. W BG efod nazywany jest naramiennikiem. Na koniec wyświęcił jednego ze swoich synów na kapłana tego chramu.

Szkodliwe treści i rzeczy, które człowiek toleruje, korzystając z nich, zmieniają go nieustannie, dzień po dniu. Żadna nie pozostaje bez wpływu na nas, czy to będzie pełen przemocy film, czy erotyka, okultyzm, agresywna muzyka, przekleństwa, alkohol, złe towarzystwo. Jedno pociąga za sobą następne. Do zła z czasem się przywyka, przestaje ono razić nasze słabe sumienie, staje się czymś normalnym, neutralnym, elementem codzienności. Po jakimś czasie dziwić takiego kogoś może, że inni chrześcijanie tego nie akceptują. Oduczyć się tego, co złe jest dużo trudniej niż go się wystrzegać.

To samo dotyczy niewłaściwych wierzeń i praktyk religijnych. Mika i jego wioska czcili Boga Jahwe pod postacią rytego i lanego posągu oraz terafów. Główny nurt współczesnego chrystianizmu czyni tak samo – zachodnie i wschodnie kościoły katolickie. Chodzi o ikonolatrię. Orygenes (III wiek) podsunął im nowy Dekalog z Drugim przykazaniem zastąpionym przez rozszczepione Dziesiąte. Intelektualiści katoliccy tłumaczą, że modląc się do wizerunku sięgają poza niego, do niewidzialnych istot, które on tylko wyobraża. Drogi katolicki intelektualisto, ty tak myślisz, ale setki milionów prostych ludzi, które w ten sposób zwiedziono, utożsamiają rzeźbę czy obraz z Bogiem czy świętymi; adorują przedmiot, całując, zakładając mu ubranka i korony, leżąc przed nim krzyżem, obnosząc na procesjach. Nie czynią tego subtelnego rozróżnienia. A ty masz grzech – grzech szukania uzasadnienia dla takich, jak sam dobrze wiesz, niebiblijnych ludycznych form kultu. Mikajehu też uczynił sobie podobiznę Boga – nie Baala, nie Asztarte, lecz JHWH, i Pismo Święte jawnie stwierdza, że to był bałwan. Tak nie wolno. Nic w tej sprawie nie uległo zmianie.

Wersety 7-12.

Pojawia się Jonatan. Był to młody Lewita z Betlejemu w Efracie, który opuścił swoje rodzinne strony, żeby osiąść gdziekolwiek tam, gdzie mógłby się utrzymać. Plemię Lewiego nie dostało ziemi, jedynie kilka miasteczek wraz z pobliskimi łąkami. Nie mogli więc żyć z uprawy roli czy winnic ani hodować trzód. Pozostali Izraelici mieli obowiązek łożenia na nich w postaci dziesięcin. Ten nakaz Prawa był nagminnie nieprzestrzegany. Toteż młody człowiek rusza w kraj, aby gdzieś się “zaczepić”. W “Domu Chleba” zbrakło dlań chleba, podobnie jak dla rodziny Elimelecha. Spotyka Mikę i przystaje na jego propozycję – będzie sprawował kapłaństwo w jego domu w zamian za pensję (10 szekli), ubiór i wyżywienie.

Nie sprzeciwia się temu, co zastaje w domu gospodarza, nie ostrzega go ani nawet nie opuszcza czym prędzej tych progów – zadowolony z oferowanych warunków rozpoczyna służbę w kaplicy.

Najważniejszy dylemat każdego wierzącego to konflikt między potrzebami biologicznymi a przekonaniami. Stajemy przed nim każdego dnia. Są to trudne wybory, które musimy dokonywać, walka ciała z duchem. “Wykonuję niemoralną pracę, ale za co utrzymam rodzinę?”. Jonatan albo zrezygnował ze swoich zasad dla etatu, albo wcale ich nie miał.

Niedawno jedna poświęcona osoba powiedziała mi, że rozważa podjęcie pracy u zamożnej lesbijskiej pary w charakterze sprzątaczki. Miała w tym czasie wiele innych możliwości zatrudnienia, ale nie widziała niczego szczególnie złego we wspieraniu ich gospodarstwa domowego, bo “gdybyśmy nie chcieli mieć do czynienia z grzesznikami, to musielibyśmy z tego świata wyjść”. Przypomniał mi się przykład Abrama, który królowi Sodomy powiedział, że nawet nitki od niego nie weźmie, żeby tamten nie mówił “wzbogaciłem Abrama”. Przymierzałem się do poważnej rozmowy na ten temat, ale sprawa w międzyczasie uległa samorozwiązaniu. Dobrze by było, żeby i nasze myślenie się zmieniło.

I druga lekcja: kiedy ktoś, kogo szanujesz, błądzi słowem albo zachowaniem, to choćby miał siwą głowę i siedem autorytetów, musisz nauczyć się mu przeciwstawiać. I napominać w sposób stosowny do sytuacji. Nawet jeśli to matka albo kapłan – nauczyciel. Czytam właśnie “Męczenników palestyńskich” Euzebiusza z Cezarei. O strasznych, potwornych prześladowaniach chrześcijan za Dioklecjana i Maksymiusza. Ci bracia nie byli tchórzami, wiedzieli, kiedy trzeba było w obliczu pewnej śmierci wyznać, kto jest prawdziwym i jedynym Panem. Umieli pouczyć szalejących pogan, zatrzymać prawicę współbraci, kiedy ci ze słabości grzeszyli, ofiarując libację ku czci cesarza czy bóstw rzymskiego panteonu. Musimy być odważni, lecz nie buntowniczy, mówić ludziom prawdę, ale w miłości, jak tamci święci III wieku, ginący przez 10 lat jeden po drugim za to, co było dla nich najdroższe.

Imię i pochodzenie Jonatana od Gerszoma i samego Mojżesza jest wymienione dopiero na końcu opowiadania (18 rozdział) zapewne ze względu na ujmę, jaką przyniósł on dobremu imieniu swojego dziadka. Przygody Jonatana pokazują, jak można zdegenerować się w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat, na przestrzeni dwóch pokoleń. „Bóg nie ma wnuków”, mówi znane protestanckie przysłowie. Sprawiedliwość i pobożność przodka nie gwarantuje, że jego latorośle pójdą tym samym śladem.

Werset 13.

“Teraz wiem, że mi będzie JHWH błogosławił” – Mikajehu zinterpretował okoliczności jako Boże błogosławieństwo. Dopiero co sporządził przydomową kaplicę, a tu – proszę – w drzwiach Lewita. Czyż to nie znak od Boga, namacalny dowód Jego łaskawości? A przecież ten wniosek był całkowicie mylny. Stąd krótka była już droga do uznania Boskiej legitymizacji nowego kultu.

Nas też to może dotyczyć. Apostoł Paweł pisze o niektórych ludziach, że zostaną zwiedzeni fałszywymi znakami i cudami, ponieważ nie przyjęli miłości Prawdy, aby dostąpić zbawienia. Dlatego Bóg dopuszcza działanie na nich oszustwa (2 Tes 2:9-10). Miłość Prawdy, czyli gorliwe jej poszukiwanie i docenianie, stałe wnikanie w Biblię i poznawanie jej za pomocą różnych narzędzi oraz nieprzerwane krytyczne egzaminowanie posiadanego zrozumienia jest najlepszym gwarantem bezpieczeństwa od zwiedzeń. Niedawno usłyszałem takie zdanie: “nie chcę wiedzieć niczego na ten temat, o którym mówisz” (dzieliłem się z jednym zacnym bratem zastrzeżeniami co do chronologii biblijnej II Tomu). “Nie chcę nic wiedzieć”? Zero akceptacji dla takiej postawy u badacza Biblii. Każdy zostanie osądzony przez Boga na podstawie możliwości dostępu do Prawdy, jaką miał. Mika mógł skontaktować się z kapłanami, aby zasięgnąć u nich wskazówek co do legalności prywatnego służenia Bogu, ale tego nie uczynił. Droga z pogórza efraimskiego do Szylo (gdzie każdy Izraelita i tak miał obowiązek udawać się kilkakrotnie w roku) nie była odległa, a będąc tak zamożnym mógł podróżować wygodnie i szybko – mógł nawet być niesiony w jakiejś lektyce, gdyby zapragnął. Ale nie chciał niczego wiedzieć.

A my mamy Pismo święte, słowniki, konkordancje i komentarze, uczelnie języków obcych, gdzie wykłada się grecki i hebrajski. Do fachowców są maile i telefony. Możemy też dzięki nowoczesnym sposobom komunikacji rozmawiać z ludźmi wierzącymi praktycznie z całego świata. Mamy braci i siostry w zborach, którzy czytają Biblię przez całe życie. Mamy władze umysłowe w stopniu umożliwiającym rozróżnianie prawdy i błędu. Korzystajmy z tego, ponieważ nazwa “studenci Biblii” zobowiązuje – albo zmieńmy ją. Zadawajmy Biblii pytania o naszą codzienność, nie tylko o doktryny. Są tam odpowiedzi na różne bolące nas problemy, na niewiadome, na nowe egzystencjalne wyzwania współczesności. W przeciwnym wypadku grozi nam zwiedzenie. A może już zostaliśmy zwiedzeni? Skąd wiesz, że nie?


[1] Ta 15-letnia szkocka wizjonerka była też pierwszą (o ile wiemy) osobą, która głosiła niewidzialny powrót Jezusa Chrystusa, również we wspomnianej przepowiedni. Jej wizja jest dostępna online i kto umie po angielsku, ten może się z nią zapoznać - Wikipedia: MacDonald's utterance.
“Zobaczyłam, że musimy być w Duchu, żebyśmy mogli dostrzec duchowe sprawy. Jan był w Duchu, kiedy ujrzał tron stojący w Niebie (...) Ujrzałam Pana we własnej osobie zstępującego z Niebios z okrzykiem, uwielbionego człowieka, Jezusa, ale wszyscy muszą, tak jak Szczepan, być napełnieni Duchem Świętym, żeby mogli spojrzeć w górę i dostrzec blask Ojcowskiej chwały. Zobaczyłam, że jest błędem, że ludzie uważają, że to będzie widzialne naturalnymi oczami, ale tu potrzebna jest duchowa spostrzegawczość, oko Boże w jego ludziach”.

[2] Scofield Reference Bible, 1909



© | ePatmos.pl