Świt

24 stycznia 2014

Szorstka, niechlujnie porastająca wielbłądzi grzbiet i szyję sierść była wilgotna od rosy. Drobne krople wtulały się w tą gęstwinę z przerażeniem patrząc w blednące niebo. Mrok ustępował niechętnie. Potykał się o kamienie i sznury namiotów, czepiał kurczowo wszystkich szczelin i zakamarków. Jeszcze walczył. Towarzyszyła mu dzielnie chłodna, poranna cisza. Poprzez grube płótno namiotu promienie słoneczne przeciskały się z trudem. Najpierw pojawiły się zarysy sprzętów, potem zarysy ciał. Na samym końcu oczy.

Miał zaś Laban dwie córki; starsza nazywała się Lea, a młodsza Rachela. Oczy Lei były jakby zgaszone… (Genesis 29:16).

Te oczy wpatrywały się w Jakuba. Świt przyniósł mu koszmarne odkrycie: został oszukany! Tej nocy miał obok siebie kobietę, aby zapieczętować małżeństwo. Ale to nie była ta, na którą czekał siedem lat! Ma żonę, ale nie Rachelę.

Wydawać by się mogło, że sprawy się ułożyły. Zgoda, uciekł z domu. Musiał. Potem był dziwny sen i jeszcze dziwniejsze, w tym śnie, spotkanie oko w oko z Bogiem dziadka i ojca. Był przerażony samą chwilą i perspektywą nieznanej przyszłości. Zapewne to przerażenie podyktowało mu słowa: Jeżeli Pan Bóg będzie ze mną, strzegąc mnie w drodze, w którą wyruszyłem, jeżeli da mi chleb do jedzenia i ubranie do okrycia się i jeżeli wrócę szczęśliwie do domu ojca mojego, Pan będzie moim Bogiem (Genesis 28:20).

Sprawy się ułożyły. Dotarł szczęśliwie do Paddan-Aram do Labana, syna Betuela Aramejczyka, brata Rebeki, swojej matki. Przyjęli go ciepło. Po miesiącu z radością przystali na prośbę o rękę córki. Miał więc swoje miejsce na ziemi, pracę i ukochaną kobietę. Było dobrze.

Do tego świtu, który wszystko przeciął.

Historia życia Jakuba zapisana na kartach biblijnej księgi Genesis opowiada o Bożej opiece i ludzkiej determinacji. Co to jest „ludzka determinacja”, wiemy. Co to „Boża opieka”… Po latach, stojąc przed Faraonem, powiedział Jakub znamienne zdanie: Liczba lat mojego pielgrzymowania – sto i trzydzieści. Niezbyt długie i smutne były lata mego życia… (Genesis 47:9). Miał gorzko doświadczyć, że Łaska nie spływa, by uszczęśliwiać i wyręczać. ON JEST. Zaciskamy pięści, tracimy, łzy kapią, świt przynosi rozczarowanie i strach. Od czasu do czasu rozmnożą się stada, ale za chwilę ukochanego syna rozszarpie dzikie zwierzę. Wzbudzamy szacunek i nienawiść. ON JEST. Pomiędzy tym, mimo to.

Tamten świt budzi ze snu Patriarchę.

Zachwyca mnie, że ON prowadząc swój zamysł stworzenia narodu, potrafi „dostrzegać kątem Oka”. Ten sam świt. W mroku zobaczył Jakub oczy Lei. Nie ryzykowałbym stwierdzenia, że jej ojciec Laban siłą i strachem zmusił ją, by weszła w noc poślubną swojej siostry do namiotu Jakuba. Jakaż to trudność „zdradzić się nieopatrznie”? Jakub nie był jej obojętny. O świcie stała się jego żoną. Po porannej awanturze już wie, że ma tydzień zaledwie na zdobycie jego serca. Tydzień wyłączności. Po siedmiu dniach Jakub zbliżył się do Racheli i kochał ją bardziej niż Leę (Genesis 29:30) Po siedmiu dniach ta nieurodziwa kobieta skazana jest na codzienne oglądanie miłości, której sama nie doświadczy. Jej pozostanie ciało. A ON dostrzega to „kątem Oka” i z litością wyciąga do niej rękę. Jest płodna. Wejrzał Pan na moje upokorzenie; teraz mąż mój będzie mnie miłował – zawołała rodząc pierworodnego syna Jakubowi (29:32). Cios jest celny. Rachela zaś widząc, że nie może dać Jakubowi potomstwa, zazdrościła swej siostrze i rzekła do męża: Spraw, abym miała dzieci, bo inaczej przyjdzie mi umrzeć. Cierpi. Śliczna, kochana cierpi. Zniży się nawet do prośby: Daj mi mandragory(*) syna twego. A na to Lea: Czyż nie dość, że zabrałaś mi męża i jeszcze chcesz zabrać mandragory mojego syna? Rachela zawołała: Niechaj więc śpi z tobą tej nocy za mandragory twojego syna (30:14). „Sumienie Boże” jest czujne. A Bóg ulitował się i nad Rachelą; wysłuchał ją Bóg i otworzył jej łono (30:22).

Tamten świt zbudził jeszcze najważniejsze. Przebiegłe, niegodne działanie Labana, miłość pomiędzy Jakubem i Rachelą, okropna sytuacja Lei, stają się napędem pasjonującej walki kobiet o względy mężczyzny. ON patrzy z góry. Realizuje się obietnica, którą dał kiedyś dziadkowi Jakuba – Abramowi. Tych dwunastu synów rodzących się z rywalizacji, razem z dziećmi i żonami przekroczy granicę Egiptu. Wszystkich, którzy przybyli z Jakubem do Egiptu, a którzy wyszli z jego bioder, było ogółem, oprócz żon synów Jakuba, sześćdziesięciu sześciu (46:26). Z Egiptu wyszli jako naród.

Szorstka, niechlujnie porastająca wielbłądzi grzbiet i szyję sierść była wilgotna od rosy… Ten wschód słońca niósł w swoim blasku Zamysł Boży.

Ten właśnie świt zbudził do życia Izrael.


* mandragory – według poglądów orientalnych owoce tej rośliny są środkiem sprzyjającym płodności

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl