Chwila u chasydów

Autor tekstu - Ela Dziewońska | Data publikacji - piątek, 17 kwietnia 2020 | Obszar - Wiadomości Recenzje

Chwila u chasydów

kadr serialu "Shtisel" (Fot. yes Oh)

Serial ma dwadzieścia cztery godzinne odcinki. Oczywiście, po kilka godzin oglądać nie warto, lepiej smakować po kawałku, jak zaproponowali twórcy. Ale godziny przy filmie wydają się chwilą.

Izraelski serial Shtisel powstał w 2013 roku, ale dopiero popularny serwis streamingowy dał mi możliwość obejrzenia go. Ori Elon i Jehonatan Indurski, twórcy tej niezwykłej opowieści, przenoszą mnie do sztetla, tyle że w Jerozolimie. Grają świetnie dobrani aktorzy, nieznani mi, ale szybko się do bohaterów przywiązałam. Wyróżniają się dla mnie: zacny rabin – w tej roli Dovale Glickman, Neta Riskin w roli matki, chciałoby się powiedzieć „Polki”, i Michael Aloni jako zakochany, niezdecydowany artysta. Pozostali też budzą sympatię. Okruchy na długiej brodzie Szulema, który ze smakiem pochłania jedzenie, ustawiczne człapanie, bo tu o buty nikt nie dba – mają być wygodne, bałagan na ulicach, skromne mieszkania – to świetna baza do snucia opowieści. Niespiesznej, ale nie nudziłam się, nawet gdy bohaterowie długo o czymś dumali. Wiadomo było, na jaki temat smiley. W tle spokojne dźwięki, które skomponował Avi Belleli. I – co daje dużą radość – akcja jest nieprzewidywalna, na widza w każdym odcinku czeka porcja niespodzianek.

Jerozolimska dzielnica Geula to miejsce do życia niezamożnych, ale bogatych wewnętrznie, ortodoksyjnych Żydów. Pejsy, kapelusze, cicit dyndające spod kaftanów, kobiety w czepkach (w wietrzne dni uznałam, że to musi być wygodne), bądź perukach, krzątające się po domu, rzadko podejmujące pracę zawodową. Zajęte są najczęściej gromadką dzieci, bo mężczyźni, pochyleni nad Torą, rozstrzygają sprawy większej wagi. Wszyscy religijność uzewnętrzniają, np. modląc się przed każdą szklanką płynu, jaki mają wypić, nawet jeśli to jest koniak czy piwo. Nie zapominają pocałować mezuzy przy wejściu i wyjściu z domu czy sklepu, otwierają drzwi, gdy zostają w pomieszczeniu z kobietą.

 Ale w ten świat stałych, sprawdzonych zasad, idei wdziera się nowe. Telefony komórkowe, tablety, ale też oferty na życie – jesteś dobrym malarzem, rób to, nawet jeśli wszyscy „twoi” będą przeciw. Wychowałam się w dość „ortodoksyjnej” społeczności, dlatego rozumiem, jaką „inne” wywołuje niezgodę. Czy jest gorsze?

W domu opieki żyje babcia, którą wszyscy odwiedzają, ale nie wszyscy godzą się, że ogląda amerykański serial. I to nie tylko ogląda, ale zżyła się z bohaterami, przejmuje się ich losami do tego stopnia, że na karteczce z imionami dzieci, wnuków, bliskich, których wspomina w modlitwie, ma też imiona wypełniających jej myśli serialowych postaci.

W opowieści dotknięto wielu ważnych problemów, ale delikatnie, z humorem. Burzliwe dyskusje kończą się kieliszkiem alkoholu, który też z umiarem lubię, więc zachęcam do pospacerowania z rodziną Shtisel ulicami starej Jerozolimy, spędzenia z nimi czasu w ich ciasnych mieszkaniach, odsiedzenia sziwy (żałoby) po mamie, babci Malce.

Ten niby odległy świat okazał się bardzo mi bliski.

Nie wiem, a jestem ciekawa, co na temat tego filmu sądzą izraelscy ortodoksi. Wielu nie ogląda pewnie telewizji, ale ci, co widzieli?

Shtisel - Trailer from JIFF on Vimeo.

Udostępnij...

O Autorze

Ela Dziewońska