Smyrna – myrra

Autor tekstu - Daniel Kaleta | Data publikacji - piątek, 21 czerwca 2013 | Obszar - Góra Objawień

(10) czyli o goryczy cierpienia

Smyrna – myrra
fot. Natalia Litkowicz

Nic nie bój się tego, co masz cierpieć (...) wierny aż do śmierciObj. 2:10

Jezus zapowiada zborowi w Smyrnie dziesięciodniowy ucisk. Powszechnie objaśnia się to jako dziesięcioletnie prześladowanie chrześcijan za panowania Domicjana. Sęk w tym, że w źródłach historycznych nie ma żadnych śladów jakichkolwiek prześladowań religijnych w tym czasie.

Smyrna jest jednym z dwóch zborów, dla których Jezus nie ma żadnej nagany. Jej poselstwo jest jednak i bez tego wystarczająco smutne. A to ze względu na zapowiedź trudnych przeżyć. Zapewne dlatego Jezus przedstawia się temu zborowi jako ten, który umarł, ale zmartwychwstał. Jego śmierć poprzedziło bezprzykładne cierpienie. Jednak ci, co zabijali Jego ciało, nie byli w stanie odebrać Mu prawdziwego, wiecznego życia.

Jezus mówi także o sobie, że jest pierwszym i ostatnim. On jest tym, który rozpoczyna i kończy wszystkie sprawy, przynajmniej te, które związane są z ludzkim zbawieniem. On pierwszy umarł i zmartwychwstał, On też dokończy dzieła zmartwychwzbudzenia z grobu wszystkich ludzi, nie pozostawiając w stanie snu śmierci ani jednej duszy. On pierwszy doznał cierpienia jako ofiarny baranek prowadzony na rzeź i w Nim dokona swojego mesjańskiego cierpienia ostatni z Jego naśladowców.

Smyrna to po grecku myrra. Ta gorzka żywica drzewa kamforowego ma właściwości bakteriobójcze i przeciwzapalne. Przy spalaniu wydaje miłą woń, a olejki eteryczne na bazie myrry używane są zarówno jako lekarstwo, jak i składnik perfum.

Gorycz myrry od starożytnych czasów kojarzona była symbolicznie z trudną, cierpką miłością i ogólnie z duchowym cierpieniem. Cierpienie zapobiega rozwijaniu się duchowych chorób, a także leczy te, które już się rozpoczęły. Cierpienie dla idei, zwłaszcza dla Boga i dla Chrystusa, dla prawdy, świętości i sprawiedliwości, jest także miłą wonią ofiary.

Wobec znaczenia tej nazwy nie ma nic dziwnego w tym, że smyrneński zbór został skojarzony ze szlachetnym, ofiarnym cierpieniem. Jezus pochwala ubóstwo smyrneńczyków, zapewniając ich, że i bez ziemskich dóbr są bogaci. Z uznaniem wyraża się o ich cierpliwości w znoszeniu obelg ze strony tych, którzy się mienią Żydami, ale w rzeczywistości stanowią synagogę Szatana.

Warto zatrzymać się na chwilę przy tej grupie, która pojawia się jeszcze raz w liście do Filadelfii (Obj. 3:9). W tamtym zborze niektórzy z owych Żydów mieli najwyraźniej dołączyć do zboru mesjańskiego. Konflikt między ortodoksją żydowską a mesjanizmem Jezusa był w pierwszym wieku bardzo żywy. „Prawowierni” postrzegali w nauce Mistrza z Nazaretu wielkie zagrożenie dla swojej pozycji ojców i nauczycieli. Z kolei zaś mesjanizm surowo osądzał postawę „faryzeusza”. Nawet w rozważanym miejscu czytamy bardzo ostre określenie: „synagoga szatana”. Nie odbiega ono znacznie od surowości języka Jezusa, który też kiedyś powiedział faryzeuszom, że są „z ojca diabła” (Jan 8:44). Nie jest to jednak ocena wszystkich Żydów, ale tych, którzy nimi się mienią. Faryzeusz Szaul z Tarsu też podobnie oceniał swój naród, pisząc, że nie wszyscy jego członkowie są prawdziwymi Izraelitami (Rzym. 9:6).

W Smyrnie jednakże „synagoga szatana” przyczyniała ucisków mesjańskiemu zgromadzeniu. Oprócz tego Jezus zapowiada, że diabeł wtrąci niektórych z wierzących do więzienia i że będą cierpieć ucisk przez dziesięć dni. W Biblii symboliczne określenia czasu bywają niekiedy przeliczane wedle zasady „dzień za rok” (Ezech. 4:6). Stąd też niektórzy komentatorzy dopatrują się w tej zapowiedzi konkretnego, dziesięcioletniego prześladowania w Smyrnie.

W czasie gdy powstawało Objawienie, nad światem panował najprawdopodobniej Domicjan. Jego rządy w latach 81‑96 cechowała podobno tyrania i totalitarne metody sprawowania władzy. Nie był lubiany. Po jego śmierci bardzo szeroko propagowano negatywny obraz tego władcy. Nic dziwnego, że Euzebiusz z Cezarei (263‑339), chrześcijański historyk, egzegeta i polemista, przypisuje Domicjanowi prześladowanie chrześcijan. Jednak żadne źródła historyczne nie potwierdzają tego zarzutu.

Za czasów autorytarnego i totalitarnego panowania Domicjana z pewnością było wystarczająco wiele powodów do prześladowań i aresztowań, nawet jeśli chrześcijanie nie byli tutaj szczególnym wyjątkiem. Ich uczciwość i wiara mogły stanowić jednak dodatkową przyczynę represji, gdy np. odmawiali uczestniczenia w kultach pogańskich czy w uroczystościach ku czci cesarza. Zresztą, jak dobrze wiemy, w systemach totalitarnych cokolwiek może być powodem prześladowania, na przykład donos sąsiada, któremu nie podoba się, że chodzimy do innego kościoła.

Wydaje się zatem, że dziesięciodniowy ucisk smyrneńczyków to nie jakiś proroczy, wyróżniony okres, ale symboliczna zapowiedź ograniczonego i stosunkowo krótkiego czasu gwałtownych prześladowań. Okres 10 dni kojarzy się najbardziej z dniami między 1 Tiszri, dniem trąbienia symbolizującym sądny dzień, a Dniem Pojednania (Jom Kippur), obchodzonym 10 Tiszri. W tym okresie Izraelici „umartwiają duszę” i rozpamiętują swoje występki, aby w poczuciu grzeszności przystąpić do łaski Dnia Pojednania. Być może to właśnie skojarzenie jest najwłaściwsze w odniesieniu do dziesięciodniowego ucisku smyrneńczyków.

Człowiek, któremu dobrze się powodzi, który jest najedzony i zadowolony, zajęty obsługą naturalnego rytmu i wygody życia, przeważnie nie bardzo jest skłonny do refleksji. Uważa, że wszystko jest w porządku, że jego postawa musi być miła Bogu, skoro ma spokojne życie. Czasami dopiero kłopot w rodzinie, w pracy, choroba czy właśnie jakieś dramatyczne wydarzenia, jak np. katastrofy naturalne, wojny lub prześladowania, powodują, że ludzie mają więcej czasu na rozważanie swych postaw, sprawdzanie priorytetów. Takie „dziesięć dni”, które czasami potrząsa podstawami życia, potrafi skłonić do refleksji i poprawy.

Cierpienie nie jest przyjemne, ale leczy, a gdy jest godnie znoszone, wydaje wspaniałą woń. Jezus mówi smyrneńczykom, by nie bali się cierpienia. Przy właściwym podejściu, wielu ludzi – trzeba by powiedzieć: bohaterów – czerpało nawet z niego satysfakcję. Tym bardziej, gdy wiadomo, że cierpienia dla Boga, Jezusa, Słowa, prawdy i sprawiedliwości spotkają się kiedyś ze wspaniałą nagrodą – wieńcem życia wiecznego.

Zwycięzcy otrzymują wartościową obietnicę, że nie będą podlegali zagrożeniu drugiej śmierci. To tak, jakby ktoś powiedział: Możesz śmiało jeździć samochodem – nigdy nie przydarzy ci się wypadek. Możesz chodzić po górach – nie spadniesz. Na morzu nie spotka cię katastrofa ani nie dotknie cię żadne inne nieszczęście. Cóż za obietnica!

Cierpienie jest konieczne, ale Bóg dba o to, by było krótkie. Dziesięć dni szybko mija, a ich wiecznym owocem jest duchowe zdrowie i miła woń ofiarowanej na ogniu myrry. Dociera ona nie tylko przed tron Boży, ale także wspomaga innych ofiarowanych, którzy ożywieni zapachem świętości jeszcze gorliwiej znoszą swoje uciski.


Najważniejsze pojęcia i zagadnienia

  1. Smyrna to po grecku myrra; ta gorzka żywica jest symbolem cierpienia. Myrra leczy, a spalana, pięknie pachnie. Tak też godnie znoszone cierpienie uszlachetnia duszę i wydaje miłą woń ofiary.
  2. Za czasów Domicjana mogło nie być szczególnych religijnych prześladowań chrześcijan, ale i tak było wystarczająco wiele okazji do cierpienia dla Boga, Jezusa, prawdy i sprawiedliwości.
  3. Dziesięciodniowy ucisk może kojarzyć się z dziesięcioma dniami przed Dniem Pojednania. Jest to okres refleksji i pokuty, pozwalający na przystąpienie do pojednania z nawróconym sercem.

W następnym odcinku: Mam nieco przeciwko tobie – czyli trochę dobrego i trochę złego w Pergamonie


Cykl: Spacery z Janem po wyspie Patmos - spis wszystkich odcinków


 

Udostępnij...

O Autorze

Daniel Kaleta

Komentarze (8)

  • Barbara Skadłubowicz

    Barbara Skadłubowicz

    22 czerwca 2013 o 12:00 |
    Warto pamiętać,czy to w cierpieniu,czy w radości słowa :"nie zawsze tak będzie",daje nam to nadzieję i uczy pokory...
    • dak

      dak

      22 czerwca 2013 o 12:18 |
      Tak, zdecydowanie łatwiej jest znosić utrapienie, które ma wyznaczony kres. Jeśli lekarz mówi, że dzisiaj jeszcze będzie bolało, to wiadomo, na co się nastawić. Z radością jednak jest trochę inaczej. Bo duchowa nie ma żadnych ograniczeń. Ale w ziemskim powodzeniu rzeczywiście warto pamiętać, że "zawsze tak nie będzie"...
  • wiktor.szpunar

    wiktor.szpunar

    21 czerwca 2013 o 23:37 |
    Pastor Russell komentując ten fragment zwraca uwagę na inny dziesięcioletni okres, a mianowicie dekadę rządów Dioklecjana (303-313). Jest ona okresem gwałtownych prześladowań chrześcijan o wyraźnym rozpoczęciu i zakończeniu wraz z edyktem mediolańskim (313) proklamującym swobodę wyznawania swojej religii. Takie wyjaśnienie trafia do mnie jako zgodne z biblijną miarą "dzień za rok", a także z historycznym rozwojem Księgi Objawienia (kolejne zbory jako okresy w historii Kościoła Chrystusowego).
    • wiktor.szpunar

      wiktor.szpunar

      21 czerwca 2013 o 23:43 |
      Podrzucam z reprintu: http://dabhar.org/wt/R0351.htm - tu akurat wyjaśnione przez nieznanego mi bliżej brata W. I. Manna.
      • dak

        dak

        22 czerwca 2013 o 10:19 |
        Owo skojarzenie dziesięciodniowego ucisku Smyrny z prześladowaniami chrześcijan za czasów Dioklecjana nie jest raczej komentarzem br. Russella. Również późniejsza wzmianka na ten temat w R-5992, opublikowana w listopadzie 1916 już po śmierci br. Russella, nie wyszła raczej spod jego pióra. Ale rozumiem, że mimo to może ono być przekonujące.
        • wiktor.szpunar

          wiktor.szpunar

          22 czerwca 2013 o 11:28 |
          Brat Russell, pisząc o złotym świeczniku w Cieniach Przybytku, podaje: "Nasz Pan mówi: «Siedem świeczników, któreś widział, jest siedem zborów» - Obj. 1:20 - jeden Kościół, którego siedem etapów rozwoju było symbolizowane przez siedem zborów Azji Mniejszej (Obj. 1:11)".

          Później w R-2826 dodaje: "Ręka, w której było siedem gwiazd, ma również być rozumiana jako symboliczna część tej wizji, przedstawiająca Pańską władzę w Jego Kościele. Gwiazdy, jak to On sam wytłumaczył, (Obj. 1:20; Obj. 2:1; Obj. 2:8; Obj.2:12; Obj. 2:18 itd.) są aniołowie, czyli posłańcy, lub słudzy Kościoła w danych okresach". Zdaje się więc, że zrozumienie 10 dni ucisku Smyrny jako 10 lat ciężkich prób i prześladowań w latach 303-313 zgadza się z innymi myślami, które podawał.

          Cechy poszczególnych zborów (ich nazwy, skierowane do nich słowa) można skierować do poszczególnych okresów w historii chrześcijaństwa, co może szczególnie widocznie jest w Laodycei (ostatnim, siódmym okresie):

          "Znam uczynki twoje, żeś nie jest ani zimny ani gorący; bodajżeś był zimny albo gorący! A tak, ponieważeś letni, a ani zimny ani gorący, wyrzucę cię z ust moich. Albowiem mówisz: jestem bogaty i zbogaciłem się, a niczego nie potrzebuję; a nie wiesz, żeś ty biedny i mizerny, i ubogi, i ślepy, i nagi. Radzę ci abyś kupił u mnie złota w ogniu doświadczonego, abyś był bogaty ... a oczy twoje namaż maścią wzrok naprawiającą, abyś widział" (Obj 3:15-18)

          A z drugiej strony... to rzeczywiście warto to zastosować do swojego życia przede wszystkim!!! I w Mannie z 11 sierpnia komentarz do Obj 2:10 skupia się już na słowach: "bądź wierny AŻ DO ŚMIERCI" i naszej osobistej walce o życie w Panu. Pozdrawiam serdecznie Bracie Danielu!! Bardzo sobie cenię pracę, którą podejmujesz.
  • Teresa Dąbek

    Teresa Dąbek

    21 czerwca 2013 o 22:36 |
    bardzo dziękuję Daniel za ten tekst... te słowa były mi bardzo potrzebne... przypomniały mi, że "dziesięć dni" szybko mija.. jak bardzo wiele jest w tym otuchy... i jak bardzo trzeba być za to wdzięcznym Panu Bogu...

    pozdrawiam serdecznie :-)
    • dak

      dak

      21 czerwca 2013 o 22:59 |
      Obiektywnie 10 dni to rzeczywiście niewiele, ale w niektórych okolicznościach każda minuta wydaje się ciągnąć godzinami. Na szczęście wraz z doświadczeniami otrzymujemy dodatkową porcję mocy... Bogu niech będą za to dzięki!

Skomentuj

Zaloguj się aby skomentować Opcjonalny login poniżej.