Zanim zaczniemy, spróbujmy się odprężyć. Wyobraź sobie, że jesteś tylko ty i Bóg, który mówi do ciebie przez swoje Słowo. Nie ma żadnego grona krytycznie nastawionych komentatorów, którym boisz się podpaść, „przegiąć”. Nie ma człowieka, którego opinii się lękasz. Wyobraż sobie, że masz godność osobistą. I że nie musisz walczyć o możliwość swobodnego wypowiedzenia się. Że nie ma nikogo, kto chciałby cię ośmieszyć albo ci przerwać. Że słucha się twojego zdania spokojnie i z rozwagą, tak, jak ty zawsze starasz się słuchać innych.
Nikt nie czuje się atakowany personalnie, nie usiłuje dopatrzyć się złych intencji w tym, co mówisz. Jest atmosfera wolności i sympatii, szczera chęć poznania planu Bożego i zastosowania woli Ojcowskiej w swoim życiu. Twoje serce i umysł są spokojne. Teraz jesteś gotowy do badania Pisma świętego.
Pan dla siebie samego wszystko sprawił, nawet i niezbożnika na dzień zły – Przyp. 16:4 (BG)
Tekst ten będzie próbą biblijnego spojrzenia na koniec chrześcijan, którzy definitywnie odstąpili od Jezusa, poprzez zaparcie się Go lub świadome i pozbawione chęci pokuty życie wbrew nauce Naszego Pana. Nieprzyjemny temat, ale jest częścią naszego życiowego doświadczenia, a raczej – miejmy nadzieję – tylko życiowej obserwacji, bowiem od czasu do czasu stykamy się z takim postępowaniem. Warto mówić o takiej ewentualności i jej skutkach, ponieważ jest to realne zagrożenie dla chrześcijanina, a o niebezpieczeństwach trzeba wiedzieć, aby ich unikać. Oby Pan nas uchronił od podobnej sytuacji. Nawet apostoł Paweł obawiał się takiej ewentualności, kiedy pisał do Koryntian: Przetoż wiedząc o tym strachu Pańskim, ludzi do wiary namawiamy, a Bogu jawnymi jesteśmy; i mam nadzieję, iż w sumieniach waszych jawnymi jesteśmy (2 Kor. 5:11). Jeśli filar Kościoła obawiał się odpadnięcia od Pana, to tym bardziej pozostali wierzący powinni znać naukę o losie odrzuconych i o sposobach na uniknięcie smutnego końca.
Pismo Święte wspomina o tym zagadnieniu w wielu wersetach, już na początku chrześcijaństwa i wcześniej zapowiadając, że będą tacy ludzie. Przeczytajmy wspólnie te zapisy. Jestem pewny, że każdy szczery badacz Biblii przeczyta i rozważy je sprawiedliwie i rzetelnie. Jeśli w poniższym rozumowaniu, które przedstawiam znajdzie się błąd, to bardzo proszę o jego wykazanie – też jestem tylko uczniem i usiłuję zrozumieć to zagadnienie.
Odpaść od Jezusa można na dwa sposoby, o których mówi List do Hebrajczyków (6:4-8; 10:24-29):
Skutkiem odpadnięcia od Jezusa będzie tak zwana „druga śmierć” (2 Tes. 2:9; 1 Jana 5:16, Obj. 21:7-8). Ale jak do niej dojdzie? Czym jest? I kiedy w przypadku nieposłusznych chrześcijan nastąpi? Czy wraz z końcem obecnego życia? Czy też może w przyszłości, kiedy Chrystus wzbudzi i osądzi ludzi? Poszukajmy wspólnie w Biblii, może coś na ten temat jest tam napisane. Szukając w Nowym Testamencie, znalazłem kilka wersetów. Dziś pokrótce omówię dwa z nich.
Umie Pan pobożnych z pokuszenia wyrywać, a niesprawiedliwych na dzień sądu ku karaniu chować – 2 Piotra 2:9.
Ta zapowiedź świętego Piotra pada w kontekście mowy o odstępcach w Kościele (2 Piotra 2). Zapis powyższy znajduje się w środku owej mowy o zwodzicielach, psujących społeczność. Charakteryzując tę klasę, apostoł mówi o niej, że są „synami przekleństwa”(14), że poznali drogę sprawiedliwości, ale się od niej odwrócili (21), dlatego „staną się ostateczne sprawy ich gorsze niż pierwsze”(20). Są jak „pies, który wrócił do zwracania swego, świnia umyta do błota” (22) itd. Poznali Pana, ale zostali zwyciężeni przez „plugastwa” (20). Zachowana im jest „chmura ciemności na wieki” (17). Zaprą się Pana i przywiodą na siebie prędkie zginienie (1), „zaginą w swojej skazie” (12). Jest to klasa drugiej śmierci (nazywajmy tak odrzuconych chrześcijan dla ułatwienia). Bez wątpienia cały ten rozdział dotyczy takiego rodzaju ludzi.
Omawiany werset mówi jednak o tym, że Pan umie takich... chować na „dzień sądu” celem ukarania. Oznacza to, że chce i może wzbudzić ich na Sąd Ostateczny, aby demonstracyjnie i uroczyście ich ukarać. Słowa te stoją w sprzeczności z koncepcją Wtórej Śmierci jako bezpowrotnego zakończenia obecnej egzystencji bez perspektywy wzbudzenia i poniesienia odpowiedzialności za popełnione czyny. Ten dzień sądu nie ma miejsca w obecnym życiu. Nic takiego (o ile wiem) nie spotyka odstępców za życia ani w momencie śmierci. To kwestia przyszłości.
Albowiem jeślibyśmy dobrowolnie grzeszyli po wzięciu znajomości prawdy, nie zostawałaby już ofiara za grzechy; Ale straszliwe niejakie oczekiwanie sądu i zapalenie ognia, który pożreć ma przeciwników – Hebr. 10:26-27
Jest to kanoniczny tekst charakteryzujący klasę Wtórej Śmierci. Dotyczy uczniów Jezusa, świadomie oddających się grzechom. Czy tu jest mowa o strachu przed końcem życia? Nie. Jest strach przed sądem, Sądem Bożym, i zapaleniem ognia. O ogniu tym, a nawet o całym jeziorze ognia, napisane jest w Księdze Objawienia (Obj. 20:12-15). Chrześcijanie dobrowolnie grzeszący boją się tego, że powstaną na Sąd i zostaną ukarani tak, jak o tym czytali w Biblii. Tych słów nie można tłumaczyć sobie dowolnie. Czytamy o ogniu i o sądzie, i nie jest to metafora lęku przed zakończeniem doczesnego życia. To bojaźń przed czymś, co nastąpi później, ostateczną karą, która dotknie wszystkich „przeciwników”.
Dalej czytamy:
Kto by odrzucił zakon Mojżeszowy, bez miłosierdzia za świadectwem dwóch albo trzech umiera. Co się wam zda? Jakoż sroższego karania godzien jest ten, kto by Syna Bożego podeptał i krew przymierza, przez którą był poświęcony, za pospolitą miał, i Ducha łaski zelżył? Albowiem znamy tego, który powiedział: Mnie pomsta, Ja oddam, mówi Pan; i zasię: Pan sądzić będzie lud swój. Strasznać rzecz jest wpaść w ręce Boga żywego – Hebr. 10:26-31
Apostoł cytuje proroctwo: Pan sądzić będzie lud swój. Ale przecież obecnie jesteśmy na sądzie! Tak, ale tu nie chodzi o ten sąd, czyli próbę wiary odbywającą się obecnie, lecz o wyrok Boży, połączony z wykonaniem kary, który nastąpi po zakończeniu naszej próby. Czy grzeszących na śmierć chrześcijan pomsta Boża dosięga w tym życiu? Być może częściowo ponoszą oni konsekwencje swojego postępowania, ale to nie wszystko. Jaki sens miałoby stwierdzenie „straszną rzeczą jest wpaść w ręce Boga”, jeśliby tak było? Jeśli spokojnie grzeszyliby całe życie i po prostu umierali wieczną śmiercią? Gdzie według owego scenariusza byłaby ta groza spotkania z Panem?
Kolejnymi wersetami dotyczącymi omawianej tematyki życia i śmierci zajmiemy się następnym razem.
© | ePatmos.pl