Rozważania o sztuce

12 grudnia 2014

Rozważania o sztuce

Autor:
Basia Honkisz

Czytałam niedawno biografie dwóch znanych artystów – Edwarda Stachury i Vinceta van Gogha. Dwóch artystów, żyjących w różnych czasach i zajmujących się różnymi dziedzinami sztuki, łączy parę cech: niezwykłe oddanie się tworzeniu, poświęcenie tej czynności całego swojego życia przy niedużych zyskach ze swoich prac, początkowo brak oznak wielkiego talentu i raczej wypracowanie na przestrzeni lat swojego stylu i dobrego rzemiosła oraz niestety postępujące zaburzenia psychiczne, które obu artystów doprowadziły w końcu do śmierci.

Obie biografie są bardzo interesujące, ale stanowią tylko punkt wyjścia do rozważań, jakie snuliśmy z Markiem w związku z tym tematem. Pierwsze prace wspomnianych mężczyzn nie zachwycają – ani krytyków sztuki ani zwykłych odbiorców, takich jak ja. Jednak z czasem udaje się im uchwycić coś, co sprawia, że większości ludzi nie jest obce ich nazwisko, że spytany na ulicy człowiek będzie w stanie zacytować linijkę wiersza Stachury i że pozna „Słoneczniki” van Gogha, gdy zobaczy je w podręczniku lub galerii. Można zapytać: gdzie zaczyna się sztuka a kończy rzemiosło lub zwykły kicz? Na czym to polega?

Część odpowiedzi na pewno brzmi: każdy musi sam ocenić, o gustach się nie dyskutuje, każdy lubi co innego i tak dalej. Wydaje mi się jednak, że można wyróżnić parę kryteriów, przynajmniej my z Markiem spróbowaliśmy, co postaram się poniżej przedstawić.

Jedną z cech, która wyróżnia dzieło sztuki jest popularność. Nie jest to kluczowa cecha – jak wiemy, wielu artystów było docenionych dopiero po śmierci, a i często zbytnia popularność świadczy raczej na niekorzyść wartości jakiejś formy twórczości. Jednak wydaje mi się, że istotą sztuki jest jej interakcja z odbiorcą – dzieło musi wpływać na jakąś grupę ludzi w pewien określony sposób. Jak wspomniałam wcześniej – nazwiska wymienionych na początku artykułu twórców nie są obce większości społeczeństwa i tak będzie w przypadku większości uznanych dzieł sztuki.

Drugą cechą, jaka charakteryzuje dzieło jest zdolność wywoływania określonych emocji. Dzieło sztuki to coś, obok czego nie można przejść obojętnie. Słyszałam kiedyś człowieka, który śpiewał, przez co czułam się spokojna i zrelaksowana. Może podobnie jak Saul, gdy Dawid grał na harfie (1 Sam. 16:23 – to na pewno była sztuka!). Są piosenki, których chcemy słuchać cały czas, zwłaszcza w określonym stanie ducha, są obrazy, na które chce się patrzeć cały czas, są książki, które czyta się wciąż i wciąż na nowo… Można nauczyć się ładnie śpiewać, ładnie malować i ładnie pisać, ale jak nauczyć się sprawiać, żeby ludzie czuli to, co chcesz żeby czuli?

Kolejną cechą jest kunszt wykonania – widziałam kiedyś w muzeum „Damę z łasiczką” i miałam wrażenie, że patrzę na trójwymiarową fotografię. Dzieła sztuki powstają w trudzie i znoju, przez wiele miesięcy, lat. Nie jest to coś, kto każdy po paru próbach potrafiłby stworzyć, potrzeba do tego czegoś wyjątkowego, co nazywamy talentem. Nie jest to jednak, wydaje mi się, kluczowe do uznania czegoś za dzieło sztuki – wiemy, że czasem piosenka napisana na kolanie, zaśpiewana do rozstrojonej gitary zachrypniętym głosem, potrafi zrobić większe wrażenie niż dopracowywany długo utwór na całą orkiestrę. Ale wciąż – kunszt i styl artysty jest bardzo istotny.

Nie da się myśleć o sztuce bez osoby tworzącej. Nie jest mi obce rozczarowanie, gdy słucham utworu, który mówi o wartościach, które wyznaję, ale okazuje się, że wykonujący go człowiek jest prowadzącym rozwiązłe życie zwykłym piosenkarzem, któremu udało się coś dobrze zaśpiewać. Może w tym tkwił sekret popularności Edwarda Stachury w latach 60 i 70 XX wieku (kiedy poezja była bardzo popularną formą sztuki) – jego tajemnicza postać w za cienkiej kurtce i obowiązkowym szaliku pojawiająca się na wieczorkach poetyckich i intrygująca słuchaczy. Postać artysty musi być spójna z jego twórczością – najbardziej poruszają te prace, przy których ma się wrażenie, że twórca przelał swoje wnętrze na papier, płótno lub pięciolinię.

Przyszła nam jeszcze do głowy wielość znaczeń – kicz to obrazek ładnej dziewczynki lub łąki, za którym nic się nie kryje. Artysta potrafi wpleść symbolikę do swoich utworów – to, co odbieram znaczy to, co słyszę/widzę/czytam ale jeszcze coś więcej, co rozumiem od razu lub po godzinach obcowania z daną pracą. Inne znaczenie nie jest ukryte głęboko (tak, żeby odkryć je mogła tylko wąska grupa znawców tematu), ale nie jest też oczywiste, widoczne na pierwszy rzut oka, wymaga od odbiorcy zaangażowania. Odkrycie drugiego i kolejnych znaczeń danego dzieła jest ciekawą podróżą, którą zaplanował dla odbiorcy autor.

Spotkania ze sztuką wzbogacają świat ludzkich przeżyć, pomagają poradzić sobie z emocjami, są niezwykłą odskocznią od codzienności, pozwalają lepiej poznać i rozumieć innych ludzi. Nie wiem, czy udało nam się scharakteryzować wszystko, co wyróżnia prawdziwe dzieła sztuki, zawsze pozostaje coś nienazwanego, coś nieuchwytnego, co czyni daną pracę wyjątkową.

Trudno znaleźć coś, co spełniałoby wszystkie te kryteria. Często utwór jest popularny i kunsztownie wykonany, ale nie niesie ze sobą innych znaczeń, albo przeciwnie, zachwyca symboliką, ale jest jakby niedopracowany. Szukając przykładów, Marek mówi: bo wiesz, to musiałoby być coś takiego… coś takiego jak Biblia.

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl