Nie-zielone wzgórze ze skazańcami,
Podekscytowany tłum,
W suchym powietrzu Coś się unosi,
Nieznośna cisza…
Preludium rzeczy wielkich,
Słońce karki pali
Pojedynczy szept, szyderczy śmiech – urwany
Zgrzyt rzymskiej zbroi
Płacz dziecka w oddali
Serafinom już harfy nie stroją
Zastępy aniołów gotowych do boju
Na jedno wezwanie!... nie, to się nie stanie
Ból przeszywający
Jak sól w otwartej ranie
On patrzeć nie mógł sklepienie przysłonił,
Całe niebo zbrunatniało
Trzy ciała na palach jak na dłoni
Łez, gorzkich łez nie brakowało
Jeszcze tylko „Eli Eli lama sabachtani”
Zasłona rozerwana
Zostaliśmy sami
Boże, Boże czemuś go opuścił
© | ePatmos.pl