Chór Syloe to grupa śpiewaków-amatorów chcących swym śpiewem oddawać chwałę naszemu Stwórcy. Wykonujemy autorskie utwory – i choć tylko kilka osób pisze teksty i muzykę, wyrażają one to, co wszyscy czujemy – co czują chrześcijanie trzymający się Bożych zasad: czasem wątpliwość i zmęczenie, ale znacznie częściej zachwyt nad Bożą mądrością i sprawiedliwością.
Dwa razy w roku spotykamy się na tygodniowych warsztatach wokalnych, zakończonych koncertem. Przez ten czas przede wszystkim wspólnie śpiewamy, ale też modlimy się, dzielimy swoimi problemami, pochylamy się razem nad Bożym Słowem. Są to dla nas chwile odpocznienia przy Bogu, taki nasz sabat, na który długo czekamy – czas przebywania w prawdziwej chrześcijańskiej społeczności, gdzie nie ma miejsca na kłamstwo i obłudę, a jednoczy miłość braterska. Uczymy się tam kochać Pana Boga i kochać siebie nawzajem.
Duża część gospodarzy ePatmos była tego lata w Białymstoku – by śpiewać, czytać Biblię z innymi, modlić się czy dyrygować chórem. Zapewne te dni zaowocują paroma artykułami na naszym portalu – bo ileż refleksji przychodzi do głowy w tak dobrym towarzystwie! Już teraz chcemy podzielić się z wami krótkim wspomnieniem z tego wyjazdu.

Kolejne zgrupowanie chóru było dla mnie w pewien sposób szczególne, bo odbywało się w moim rodzimym Białymstoku, w super miejscu jak na miasto – dookoła jest tam cicho i przyjemnie. Klimat mieliśmy niesamowity, myślę, że każdy się tutaj dobrze czuł. Społeczności wieczorne były, jak dla mnie, pełne przekazu i mocy. Michał Targosz powiedział, że wierzy w Boga, bo widzi, jak ludzie się zmieniają. Całkowicie się z tym zgadzam. Mogłem tam odczuć cały sens Ewangelii, bo ludzie, którzy ze mną byli, to moi przyjaciele: razem śpiewaliśmy, modliliśmy się, żartowaliśmy, smuciliśmy się. Cieszę się szczególnie, że był z nami Rudek Romaniak, który wziął ze sobą brata. Jest dla mnie przyjacielem i niezłym wzmocnieniem. Chcę zawsze wracać co pół roku do tego klimatu.
Piotr

Zgrupowanie chóru Syloe to były dla mnie pierwsze prawdziwe dni tegorocznych wakacji. Wreszcie mogłam wyłączyć chociaż część myśli dotyczących codzienności i skupić się na czymś zupełnie innym.
Muzyka jest nieodłączną częścią życia. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej nie być. Czasem wyciska łzy, a kiedy indziej wywołuje radość. Jestem przekonana, że została stworzona przez Boga i – dobrze wykorzystana – chwali Jego imię. Przybliża mnie do Niego i przywraca nadzieję. Dowodem na to fakt, że właśnie w tym momencie do oczu napływają mi łzy i mam ściśnięte gardło...
Podczas tego tygodnia pojawiło się w mojej głowie wiele myśli i pytań. Uświadomiłam sobie, że Bóg cały czas jest przy mnie, nawet gdy tego nie widzę, albo nie chcę widzieć…
„Przy tobie, tuż obok, za tobą.”
Emilka
„Czemu nie śpiewasz?” – to pytanie usłyszałam w przeciągu tygodnia tyle razy, że pod koniec zgrupowania sama zastanawiałam się nad odpowiedzią. Jednak nawet pomimo braku umiejętności wokalnych bardzo skorzystałam z błogosławieństw letniego spotkania chóralnego. Jak co roku, możliwość spędzenia czasu z ludźmi o otwartych sercach, chętnych chwalić Pana, była budująca i jestem za nią niezmiernie wdzięczna.
„Jaki był dla ciebie najtrudniejszy moment w czasie zgrupowania?” – takiego pytania, co prawda, nie usłyszałam, ale gdyby mi je zadano, z pewnością odrzekłabym, że było to wyjście do parku w celu rozdawania ulotek. Sama nie wręczyłam nikomu ani jednej, ale zrobiłam coś, co było dla mnie znacznie trudniejsze. Przełamałam strach i stanęłam w szeregu chórzystów zachęcających do przyjścia na koncert śpiewem. Wiem, że mój głos nie wniósł zbyt wiele do ogółu, ale już sam fakt, że dałam radę, jest dla mnie ogromnym sukcesem. Mam nadzieję, że osoby, które zatrzymały się przed ławeczką, na której siedzieliśmy, zastanowiły się przez chwilę nad treścią śpiewanych przez nas utworów i zachowały te słowa w swoich sercach.
„Pojedziesz jeszcze kiedyś na Syloe?” – odpowiedź brzmi: Zdecydowanie TAK. Czas poświęcony wspólnemu poznawaniu naszego Pana, słuchaniu pięknej muzyki i rozważaniu Słowa, to najlepiej spożytkowane godziny. Z pewnością jeszcze długo będę wracać do tych chwil myślami.
Ślicznie dziękuję organizatorom za możliwość spotkania, wszystkim uczestnikom – za stworzenie świetnej atmosfery, a Panu Bogu za to, że nad nami czuwał.
Natalia
Syloe to chór, ludzie, śpiew, czytanie Biblii, rozmowy, śmiech, modlitwa, łzy. Syloe to społeczność. Tegoroczne spotkanie miało dla mnie dwa aspekty: modlitwy i rozmowy (świadectwa).
Codziennie rano każdy, kto ma jakiś problem albo zna kogoś, kto potrzebuje pomocy, może poprosić o modlitwę. Można przyjść również, aby pomodlić się i wesprzeć innych. Wspólna modlitwa daje niezmierzone pokłady siły i wewnętrznego spokoju. To niezwykłe, jak kilka słów może wywołać poczucie bliskości z drugim człowiekiem, ale przede wszystkim z Panem Bogiem i Panem Jezusem. Druga sprawa to nauczyć się słuchać, co mają do powiedzenia inni o życiu z Bogiem i Jezusem. Osobiste doświadczenia chrześcijanina są cenne dla innych – ile można z nich czerpać piękna, zaufania, radości!
Syloe to dobre miejsce, żeby oderwać się od zwykłych rozmów i zacząć rozmawiać o tym, co najważniejsze. Teraz, kilka dni po powrocie do domu, mam o czym rozmyślać i widzę, ile jeszcze muszę pozwolić Bogu pozmieniać w sobie.
Marta
Dziesięć słów. Nie potrafię swoich wrażeń streścić w dziesięciu słowach. Nawet w dziesięciu zdaniach…
Przez pięć dni w Białymstoku próbowaliśmy przyjrzeć się „dziesięciu słowom”, które do nas skierował Pan Bóg, podając w tak prosty sposób zasady „oddawania Bogu, co Boskie” oraz współżycia ludzi z sobą.
Oczywiście, skoro było to zgrupowanie chóru – uczyliśmy się i ćwiczyliśmy nowe utwory, co było sporym wyzwaniem, zwłaszcza dla chórzystów mniej zaprawionych w „bojach” z nutkami.
Takie letnie spotkanie to także okazja odświeżenia dawnych znajomości (bo przecież nie wszyscy mogą przyjeżdżać na comiesięczne próby; z niektórymi widujemy się zaledwie raz, dwa razy w roku) ale i nawiązania nowych kontaktów, przyjaźni…
Opowiem bardzo krótko o trzech rzeczach szczególnie ważnych dla mnie:
Jednego popołudnia wyruszyliśmy do miasta kilkunastoosobową grupą z Pawłem i jego gitarą, by opowiadać ludziom dobrą nowinę, chwalić Pana Boga śpiewem i… zapraszać na koncert. „I rzekł do nich: Pójdźcie za mną, a zrobię was rybakami ludzi!” Mat. 4:19 – poczułem się trochę jednym z tych posłanych rybaków. Ludzie różnie reagują na takie nietypowe zaproszenie, a praca „rybaka” okazuje się ani łatwa ani bezpieczna.
Niezwykłe wrażenie wywołało we mnie piękne, nastrojowe opowiadanie Krystiana o historii Tykocina, o kilku wiekach egzystencji tamtejszej społeczności żydowskiej, brutalnie wymordowanej w dwa zaledwie dni ostatniej wojny. Koncert w tykocińskiej synagodze – muzeum po takim wprowadzeniu zabrzmiał szczególnie…
A ukoronowaniem tygodnia okazała się sobota – podczas chrztu, w leżącym nieopodal Białegostoku Supraślu, sześcioro młodych osób powiedziało Bogu: „Tak, chcę Ci służyć, Panie”…
I mój brat Maciek był wśród nich…
„Powiadam wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania” – Łuk. 15:7
Tymoteusz
© | ePatmos.pl