Adam (i Ewa) nie mieli szansy nie zgrzeszyć

18 kwiecień 2014

Adam (i Ewa) nie mieli szansy nie zgrzeszyć

Autor:
Piotr Kubic

Chodzi o tę historię w Raju. Opowieść mówi, że mężczyzna i kobieta otrzymali komfortowe warunki życia. Mieli lepiej, niż byli w stanie zamarzyć. Otrzymali też instrukcje, czego mają nie robić. I gdyby nie ta instrukcja, w zasadzie – gdyby nie jedno drzewo, które znalazło się w ogrodzie, ich idylla mogłaby trwać wiecznie (tak się przynajmniej wydaje). Jak to się stało, że drzewo z owocami przynoszącymi nieszczęście znalazło się w Ogrodzie Eden?

Posadził je tam… Bóg. Gdyby jeszcze nie wspomniał o nim ludziom, może by się o nim nie dowiedzieli, nie natknęliby się na nie przemierzając Ogród, a gdyby się natknęli, to nie wzbudziłoby ich wielkiego zainteresowania. Ale Bóg nie tylko zasadził to drzewo, nie tylko go nie ukrył, ale nawet pokazał je ludziom, jednocześnie wydając zakaz dotykania go. A owoce były piękne i wyglądały smacznie.

Dalsza część historii wprowadza do akcji postać Szatana. Ale opowieść mogłaby się i bez niego obejść. Bo ciekawość człowieka ciągle każe mu zaglądać tam, gdzie jeszcze nie zaglądnął.

Niektórzy twierdzą, że Bóg chciał sprawdzić, czy człowiek będzie Mu posłuszny. I niestety okazało się, że nie był. Dlatego jego nieposłuszeństwo ma być przestrogą dla pozostałych ludzi – by przestrzegali przykazań Bożych. Byłoby to słuszne twierdzenie, gdyby nie fakt, że nie potwierdza się ono w praktyce. Przykład Adama wcale nie powstrzymuje nas od popełniania błędów. Przeciwnie. Historia z Raju nieustannie powtarza się w naszym życiu.

Uświadomiłem sobie to patrząc na moje dzieci, a potem, przez analogię, spoglądając na siebie. Kiedy tłumaczę mojemu synowi, żeby nie zostawiał palców na futrynie drzwi, to widzę, że on nie rozumie, o co mi chodzi. Zaczyna rozumieć wtedy, kiedy któregoś dnia pokazuje mi, z płaczem, przygniecione palce. Córka pomaga mamie w kuchni i słyszy ostrzeżenia: tak nie rób, bo rozlejesz, rozsypiesz, zranisz palce. Mimo to dziecko rozlewa mleko, rozsypuje cukier, kroi sobie rękę nożem. Patrzę i przypominam sobie, że ja robiłem to samo.

I my, dorośli, ciągle popełniamy błędy, mimo, że w zasięgu ręki mamy rady wielu życzliwych nam osób, a rozwiązywanie różnych problemów zostało opisane w literaturze.

Tak więc Bóg posadził Drzewo Wiadomości Dobrego i Złego nie dlatego, by człowieka sprawdzić, ale – by go nauczyć. Staje się jasne, że nie ma innej drogi do samodzielności, jak poprzez popełnienie błędu (1). Starsi, bardziej doświadczeni, patrzą na mniej doświadczonych i wiedzą, gdzie ci popełnili błąd, bo sami go kiedyś popełnili. Lecz nie są w stanie ich od błędu uchronić, bo mądrość zdobywa się poprzez własne doświadczenie, a nie cudze. Paradoksalnie – usuwając przeszkody, uniemożliwiając popełnienie błędu, nie pozwala się człowiekowi dojrzeć i usamodzielnić.

Na każdego z nas czeka los syna marnotrawnego, jeśli nie w tej, to w innej dziedzinie życia. Ojciec Bóg nie może na siłę uchronić przed błędem, ale może czekać na powrót. Przypowieść o synu marnotrawnym kończy się uroczystą ucztą. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że ten syn przeszedł drogą wzdłuż granicy życia i śmierci, z której nigdy nie wiadomo, czy się powróci. Po drugie – ponieważ przeszedłszy taką drogę zrozumiał o wiele więcej, niż ci, którzy zawsze byli posłuszni.


Literatura:

(1) Charles Taze Russell, I Tom Wykładów Pisma Świętego, rozdział pt. „Dozwolenie złego”

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl