Oczami Mojżesza

15 maja 2015

Pierwszą prawdziwą atrakcją jordańskiej części naszej wyprawy była góra Nebo. Wyjechaliśmy z hotelu w pobliskiej Madabie w zupełnych ciemnościach – i tak nie dało się spać po pierwsze z powodu zmiany czasu (osiem godzin!), a po drugie muezzin z niedalekiego meczetu oznajmił dźwiękiem nie znoszącym sprzeciwu, że zbliża się świt.

Krętą drogą, upstrzoną gęsto grubymi poprzecznymi wałami asfaltu, pokonaliśmy około dziesięciu kilometrów w stronę słynnego wzniesienia; zjawiliśmy się tam o wiele za wcześnie, wzbudzając zainteresowanie dwóch młodziutkich policjantów z budki przy wjeździe – zamkniętym, rzecz jasna – na sam punkt widokowy.


Lokalizacja Madaby i góry Nebo. Źródło: Google Maps

Droga prowadząca dalej na zachód stacza się następnie na łeb, ma szyję, serpentynową wstążką spadając ponad 1200 metrów z góry Nebo do depresji na wschodnim brzegu Morza Martwego. Znaleźliśmy sobie zakątek niedaleko szczytu, gdzie dało się zaparkować nasz malutki pojazd, nazywany pieszczotliwie Kropką, i wydrapać się z powrotem na wzgórze, by obserwować pustynny wschód słońca.

Mojżesz mocno by się zdumiał współczesną nocną panoramą Ziemi Obiecanej; u stóp widziałby dywan migocący tysiącami gwiazdek, a wyżej – grzebienie pojedynczych świateł. Za plecami miałby podobnie całe morze miejskiego blasku: sześćdziesięciotysięczną Madabę, a w oddali jarzyłaby się poświata Ammanu.


Nocny widok z góry Nebo ku Ziemi Obiecanej.

Tu, gdzie się zatrzymaliśmy, jest jednak bardziej pustynnie – wschodzące słońce odsłania niezliczone beżowe wzgórza. Gdzieś daleko słychać pojedyncze „beeee” w duecie z pianiem koguta. Zaraz dołącza się cały barani chór z akompaniamentem dzwonków; stadko baranów i kóz wychodzi na śniadanie.


Świt na górze Nebo – w oddali widać jaśniejsze pasmo Morza Martwego.

Światła przygasają, na miejscu zupełnie ciemnej poprzednio plamy majaczy niebieskawa tafla wody. Zastanawiamy się, czy wódz Izraela wiedział, że to nie będzie woda zdatna do picia? Pewnie tak – w końcu i we wcześniejszych Księgach Mojżeszowych pojawiają się wzmianki o Morzu Słonym, Jam HaMelach, na przykład w kontekście walk między królami za czasów Abrahama (1 Mojż. 14:3). To samo określenie używane jest przy wyznaczaniu granic w Ziemi Obiecanej (np. w 5 Mojż. 3:16-17). Poza tym brzegi jeziora słodkowodnego nie byłyby tak nagie.


Morze Martwe

Siedząc na zboczu przez dobrą godzinę czytamy sobie fragmenty innych biblijnych historii, jak choćby tej o walkach Dawida z Ammonitami, którzy rozłożyli się obozem pod Medebą (1 Kron. 19:6-7). To gdzieś tutaj!

W tej okolicy stał i Mojżesz, rozmyślając o wejściu do Ziemi Obiecanej – Biblia mówi, że choć miał już sto dwadzieścia lat, „wzrok jego nie był przyćmiony” (5 Mojż. 34:7). Wyobrażam sobie, że Pan Bóg przygotował na ten dzień szczególnie sprzyjające warunki, z przejrzystym powietrzem – a kto wie, może i dopomógł Mojżeszowemu wzrokowi jakimś cudem?

Przez te tereny ciągnął też Izrael przygotowując się do przejścia przez Jordan; tędy wędrowali kapłani z arką i można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że mamy w zasięgu wzroku punkt, gdzie w cudowny sposób rozstąpiły się jego wody. Dziś może trudno sobie wyobrazić, że przekroczenie Jordanu stanowiło wyzwanie, bo pobór wody w jego górnym biegu przez Izrael i Jordanię sprawił, że blisko ujścia do Morza Martwego jest to raczej niewielka rzeczka. Tysiące lat temu musiała być znacznie szersza i głębsza. A zapis w Księdze Jozuego podkreśla jeszcze, że był to okres żniw i Jordan wystąpił z brzegów.

Gdy więc lud wyruszył ze swoich namiotów, aby przejść przez Jordan, i kapłani, niosący Skrzynię Przymierza, szli przed ludem, i gdy niosący Skrzynię doszli do Jordanu, a nogi kapłanów niosących Skrzynię zanurzyły się w przybrzeżnej wodzie – Jordan bowiem przez cały okres żniwa występuje z brzegów – wody zatrzymały się: płynące z góry stanęły jak jeden wał w znacznej odległości od miasta Adam, położonego w bok od Zartan, a płynące w kierunku morza stepowego, Morza Słonego, znikły zupełnie i lud przeprawił się naprzeciw Jerycha. Kapłani niosący Skrzynię Przymierza Pana stanęli pewnie na suchym gruncie pośrodku Jordanu, a cały Izrael przeprawiał się po suchej ziemi, aż wreszcie cały naród zakończył przeprawę przez Jordan Jozue 3:14-17.

Nasze wejście nastąpi dopiero za trzy dni. Będziemy przekraczać granicę jordańsko-izraelską na Moście Allenby’ego, nawiązującym nazwą do o wiele późniejszej historii wybranego narodu. Zanim się to zdarzy – a jest to ponoć proces długi i skomplikowany –  przed nami jeszcze Madaba, spotkania z zamkami krzyżowców, z budowlami Nabatejczyków w Petrze, przejazd przez ziemie Amorejczyków, Moabitów i Edomitów. I jeszcze krótka wizyta na „oficjalnej” górze Nebo, w świetle dnia.


Widoki z góry Nebo


Widoki z góry Nebo


Odległości z góry Nebo do różnych punktów; rzeźba na szczycie góry, przedstawiająca miedzianego węża.


Punkt widokowy na górze Nebo


Zdjęcia: Tomek Śmiałkowski

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl